sobota, 28 lutego 2009

Severance (2006)

Solidna porcja rozrywki, na którą składa się masakra i czarny humor. Oto spece od masowej destrukcji, którzy w większości nigdy nie widzieli trupa z bliska w Europie Wschodniej (podobno na Węgrzech) mają odbyć szkolenie, dzięki któremu staną się lepszymi w tym, co robią. Zamiast tego czeka ich weekend z piekła rodem, a wyrafinowane maszyny do zabijania zastąpi brutalna siła w połączeniu z najprostszymi rozwiązaniami.



"Redukcja" naprawdę bawi ironicznym podejściem do przemysłu zbrojeniowego i wymuskanych palantów, którzy produkują śmierć dla każdego. Do tego zabawny morał, że świat byłby lepszy, gdyby zostali na nim tylko palacze marihuany i seksowne blondynki.

Ocena: 7

środa, 25 lutego 2009

Karamazovi (2008)

To jest kino, jakie uwielbiam! "Bracia Karamazow" to wielopiętrowa sztuka, będąca w rzeczywistości niczym więcej (ale i niczym mniej!) jak portretem człowieka i ilustracją jego wiecznych zmagań. Z jednej strony rozum, z drugiej serce. Wiara ściera się z rozsądkiem, miłość z nienawiścią, pogarda z szacunkiem, podejrzliwość z zaufaniem. Oto człowiek w całej swojej chwale i pokorze, wielkości i marności, opierający się burzom przeznaczenia i uginający się pod piorunami przypadku. Paroksyzmy ludzkiej egzystencji.



A wszystko w świetnie skomponowanej i pokazanej historii czeskiej trupy teatralnej, która w hali Nowej Huty ma wystawić Dostojewskiego. Teatr uosabia ducha, sacrum, Hutam triumf rozsądku, negację Niewidzialnego. Dramatowi "Braci Karamazow" towarzyszy prawdziwy dramat ojca, którego syn zawieszony jest między życiem i śmiercią.

Piękne zdjęcia, fantastyczna gra aktorska i ta zachwycająca, niewiarygodna wręcz muzyka Kaczmarka, którego wielkim fanem dotąd nie byłem – oto zalety tego filmu. Zelenka stworzył film idealny dla mnie. Nie widzę w nim wad, zachwyca mnie w nim wszystko. Żałuję tylko tego, że tak długo zwlekałem z jego obejrzeniem.

Ocena: 10

wtorek, 24 lutego 2009

Valkyrie (2008)

Uff, odetchnąłem z ulgą. Byłem naprawdę pełen obaw co do tego filmu, a okazało się, że Singer raz jeszcze sobie poradził z materią. "Walkiria" to solidny dramat sensacyjny pokazujący desperacką próbę obalenia przez grupę oficerów władzy Hitlera. Intryga nieźle została pokazana, aktorzy dobrze dobrani i dobrze wywiązujący się ze swoich obowiązków. Ale...


No właśnie. Filmowi brakuje ikry. Film nie jest wcale lepszy od "Sophie Scholl". Trochę dziwi, że w intrydze bierze udział aż tyle osób, a mimo to nikt nie zdradził. W to prawie nie chce się wierzyć, zwłaszcza że filmowy Claus von Stauffenberg zdaje się rozprawiać o swoich zamiarach zabicia Hitlera ze wszystkimi dookoła. No cóż, może tak rzeczywiście było. Po średnim "Oporze" "Walkiria" jest zdecydowanie krokiem w dobrym kierunku. Mogło być jednak lepiej. Do "Podejrzanych" jednak dużo brakuje.

Ocena: 6

Brick Lane (2007)

Wspaniała uczta dla oczu i uszu. Piękny film o pamięci, tożsamości, miłości i odkrywaniu tego, kim się jest. Nazneen jako nastolatka zostaje wydana za mąż za starszego od niej mężczyzny. Zobaczyła go dopiero w dniu śluby, gdyż wcześniej ona mieszkała w ubogiej wiosce w Bangladeszu, a on robił karierę w Londynie. Jej ojciec uważał, że ma szczęście, ona niestety nie.

Teraz, 16 lat później wciąż żyje przeszłością. Nie zaakceptowała swojego pobytu w Anglii i myśli tylko o powrocie do domu. Wszystko zmieni się, kiedy potrzeba zarobienia pieniędzy sprawi, że na jej drodze stanie młody, przystojny chłopak przynoszący jej materiały do szycia. Nazneen odkryje namiętność, pasję, niezależność i własny głos. Odkryje też wartość przywiązania i miłości cichej, lecz silniejszej niż płomienny romans.

Christopher Simpson

"Brick Lane" to historia o zagubionych duszach, które na obczyźnie starają się zdefiniować to, kim są. To opowieść o ksenofobii, nietolerancji, naiwności i desperacji, która może prowadzić do fundamentalizmu. To także wspaniała saga rodzinna i interesujący portret emigrantów. Jednak tak naprawdę jest opowieść o marzeniach, które giną przykryte grubą warstwą iluzji i snów i do których trzeba na nowo się dokopać.

Wielką wartością "Brick Lane" są przecudne, pełne ciepła, zmysłowości, delikatności i pasji zrealizowane przez Robbie Ryan. Czy są to soczyste plenery czy też delikatne zbliżenia na twarz, w każdym momencie mamy do czynienia z perfekcyjnymi obrazami zachwycającymi światłem, barwami i kompozycją. Do tego lekka ścieżka muzyczna, niby na samym pograniczu słyszalności, lecz budująca odpowiedni klimat.

Wiem, że cynicy mogliby powiedzieć, że jest to tania powiastka dla kucht sporządzona tak, by łatwo wywoływać wzruszenie. No cóż, ja się na to dałem złapać i jestem zachwycony tym, że udało mi się film zobaczyć.

Ocena: 8

poniedziałek, 23 lutego 2009

Renaissance (2006)

Ten film oczarowuje oryginalną animacją. Monochromatyczny, bazujący na kształtach i cieniach nie jest może wizjonerski, ale z całą pewnością nietypowy. Takiej animacji raczej się na co dzień nie ogląda. Christian Volckman zrealizował też bardzo konsekwentną i sugestywną wizję świata. Ma to smak, klimat i oryginalność.



Problem w tym, że do świetnej formy nie przystaje banalna historyjka bazująca na czarnym kryminale lat 40. ubiegłego stulecia. Bohaterom brakuje ikry, nie ma między nimi chemii, wszystko jest sterylne, sztuczne i na maksa fałszywe. Nie wciąga ta historia, trudną w nią uwierzyć. Gatunkowo może i prawdziwa, ale zabrakło w niej po prostu życia. A to, nawet przy najlepszej formie trudno wybaczyć. Rozczarowuje również dubbing, ale to już norma w przypadku wersji angielskojęzycznych... niestety.

Ocena: 6

Üç maymun (2008)

Kameralna opowieść o perpetuum mobile ludzkich dramatów.

Wszystko zaczyna się od samochodowego wypadku. Powoduje je prominentna osoba tuż przed wyborami. Prosi więc swojego szofera o przyznanie się do winy i pójście do więzienia, a w zamian otrzyma 'okrągłą sumkę'. Szofer godzi się i następne 9 miesięcy spędzi w więzieniu. W tym czasie jego żona nawiąże romans z owym politykiem, a niemym świadkiem wszystkiego jest jej syn. Kolejne zmiany prowadzą do kolejny dramatów, a każdy jest tuszowany, ukrywany, w konsekwencji prowadząc do kolejnych dramatów. A wszystko to za sprawą trzech małp: nie słyszę, nie widzę, nie mówię.



"Trzy małpy" to surowe kino, choć nie aż tak jak filmy z Iranu. Twórcy próbują chwilami dziwnie ustawiać kamerę, ale to co im wychodzi najlepiej to zbliżenia twarzy. Wydaje się, że reżyser nie do końca panował nad tym, co pojawia się na ekranie. Czasem kadry są jakby puste, mogły mieć więcej wymowy, ale jej brakuje. Czasami przerwy są nielogiczne. Ale w sumie wyszło niezłe, choć hermetyczne, kino.

Ocena: 6

niedziela, 22 lutego 2009

Ask the Dust (2006)

Ech. Producenci pewnie pomyśleli, że wystarczy dwoje pięknych ludzi, by sprzedać film i w ten sposób wpadli na genialny pomysł zatrudnienia Colina Farrella i Salmy Hayek. Owszem oboje są piękni i na ekranie prezentują się olśniewająco, problem w tym, że nie ma między nimi ani odrobiny chemii. Nic się nie dzieje. Ta wielka, burzliwa i tragiczna miłość nie istnieje. Nie potrafią jej wiarygodnie sprzedać. Nie dziwię się, że polski dystrybutor postawił na tytuł "Pytając o miłość" – rzeczywiście oglądając film cały czas pytałem siebie "I gdzie ta miłość".



To, co z film pozostało, to całkiem niezłe tło historyczne. Los Angeles lat kryzysu, desperackie trzymanie się marzeń i bycie świadkiem, jak jedno po drugim marzenia te giną w wydawałoby się przypadkowych zrządzeniach losu. Nie oto jednak w tym filmie chodziło i trochę szkoda, że to co miało być dodatkiem, jest jedynym walorem całej produkcji.

Ocena: 5

Covert One: The Hades Factor (2006)

Całkiem niezła telewizyjna rozrywka. Inspirowany powieścią Ludluma film miesza terroryzm, zagrożenie biologiczne i knowania wielkich korporacji w jedną wielką szpiegowską aferę, czyli trzy gorące tematy w jednym. Wyszła z tego niezła mieszanka, która jednak na papierze wygląda lepiej niż w rzeczywistości.

Film jest zdecydowanie przydługi. Można było wszystko nieco bardziej zdynamizować. Za to obsada całkiem imponująca i co ważniejsze wszyscy ze swoich ról wywiązują się dobrze. W sumie nic nadzwyczajnego, ale fajnie się to oglądało.

Ocena: 6

sobota, 21 lutego 2009

The Treatment (2006)

Ten film jest jak pudding: lekki, przyjemny, ale szybko się o nim zapomina i tak naprawdę zamiast sycić, podsyca jedynie apetyt na coś lepszego. Sympatyczni bohaterowie, miła historyjka podszyta zbyt oczywistymi analogiami do literatury światowej, ale wszystko to jest takie niedorobione, zawieszone w próżni, gdzieś się zaczyna, ale nie prowadzi do żadnej konkretnej konkluzji.


Podobała mi się Famke Janssen, Ian Holm zagrał bardzo efektowną postać, nawet Chris Eigeman irytował mnie jakby mniej niż zazwyczaj. Pewnie ze względu na nich chciałbym, że ten film był lepszy, bardziej wyjątkowy... niestety nie jest. Póki trwa ogląda się to dobrze, ale pewnie już jutro będę się zastanawiał, co też takiego wczoraj widziałem.

Ocena: 6

Il Mercante di pietre (2006)

Ugh, jak ja nie cierpię angielskiego dubbingu. Dlaczego ci wszyscy Włosi, Hiszpanie, ?Arabowie musieli mówić po angielsku. Czemu nie mówią po włosku, skoro większość rozgrywa się we Włoszech właśnie? To mocno popsuło mi oglądanie filmu. Ale poza tym "Szlachetny kamień" okazał się obrazem lepszym, niż się tego spodziewałem. Historia miłosnego trójkąta została tutaj dość zgrabnie powiązana z problemem terroryzmu. Powstał z tego niezły melodramat, choć płytki emocjonalnie.
(Jane March)

Podobał mi się montaż. Spodobali bohaterowie. Całość sprawia wrażenie, jakby była jedynie szkicem, nie zaś końcowym obrazem. Gdyby obsada była bardziej homogeniczna, gdyby nie potrzebny był ADR, może wszystko wyszłoby sprawniej, lepiej, solidniej. No ale cóż, zostało to i jest to wciąż niezłe kino.

(Dhaffer L'Abidine)
Ocena: 6

The Covenant (2006)

Hahahaha, co za kaszana. Renny Harlin nie zawodzi i znów realizuje gniot jakich mało. Historia nastoletnich czarowników przypomina najgorsze odcinki "Beverly Hills" niż jakiś przynajmniej przeciętny film. Straszliwe dialogi, mierne aktorstwo i kiczowaty montaż, który wydobywa na wierzch wszystkie słabości fabuły. Nuda, nuda, nuda i jeszcze raz nuda.


Ocena: 3

Coraline (2009)

Jednego z całą pewnością nie można odmówić "Koralinie" – jest to film bardzo piękny jeśli chodzi o stronę wizualną. Zachwyci przede wszystkim fanów "Miasteczka Halloween" czy "Gnijącej panny młodej". Mniej docenią ją fani filmów DreamWorks czy Pixara.



Niestety nie potrafię w pełni cieszyć się filmem. Fabuła jest nieco chaotyczna, wydaje się, że były pewne problemy z zaadaptowaniem historii Gaimana na potrzeby kina. Podobnie jak w przypadku "Gwiezdnego pyłu" nie do końca udało się przenieść na ekran niezwykłe poczucie humoru autora (jedynie dwie półnagie, tłuste aktoreczki miały w sobie ten ostry dowcip, jaki cenię w książkach pisarza). Jest to jednak miła odmiana i piękna rozrywka, więc nikt oglądając film nie powinien narzekać na zmarnowany czas.

Ocena: 6

środa, 18 lutego 2009

Disgrace (2008)

Filmowa "Hańba" skojarzyła mi się z przypowieścią satanistyczną, a konkretniej lucyferiańską. David Lurie jako romantyk, który zamiast jak Byron umrzeć młodo zestarzał się jest tu właśnie Lucyferem, stojącym poza dobrem i złem, zachowujący się zgodnie ze swoją naturą, który jednak okazuje się nie być odporny na wszystkie aspekty ludzkiej rzeczywistości. Jego córka zaś przywodzi na myśl żeński aspekt Lucyfera – Gwiazdę Poranną Wenus, która w swym uporze do bycia niezależną i w pełni wolną, godzi się na wygnanie i de facto uwięzienie w piekle.



Sam film jednak nie do końca przypadł mi do gustu. Czegoś w nim brakuje, jest jakiś defekt. Trudno zrozumieć postawy dwójki obu bohaterów. Dlaczego córka godzi się na stopniową utratę niezależności, na odrywanie z jej farmy ziemi kawałek po kawałku przez czarnoskórego sąsiada? Dlaczego pozostaje i daje się gwałcić raz za razem, akceptując (choć przecież nie do końca) swoje upodlenie i hańbę. A Lurie, predator, który zrozumie, że sam jest gwałcicielem, ale który nie robi nic, by wydobyć córkę z hańby, akceptując koniec końców jej decyzję.

Jest w tym wszystkim jakiś dramatyczny rys niezagojonej traumy białego człowieka czującego odpowiedzialność za lata rasowej dyskryminacji czarnych. Oto Lurie zniewala czarnoskórą dziewczynę. Potem jego córka jest zniewolona, "płaci za grzechy", przez czarnoskórych sąsiadów. Bierność i poczucie winy przebija przez to, ale J.M. Coetzee w wersji filmowej okazuje się tchórzem, ponieważ to nie on – mężczyzna – jest zhańbiony, lecz kobieta.

Ocena: 6

wtorek, 17 lutego 2009

My Bloody Valentine (2009)

Pierwsze pół godziny filmu to prawdziwa uczta dla wszystkich fanów slasherów. Trup ściele się gęsto, jest krwawo, brutalnie i groteskowo. Później jest już nieco gorzej, a pod koniec tempo mocno siada. Jednak mimo wszystko "Krwawe Walentynki" to jeden z lepszych horrorów, który poruszył we mnie sentymentalną strunę. Obraz przypomina bowiem horrory z początku lat 80. Ten sam sposób opowiadania historii, ta sama grupa bohaterów. Wszystko to wskazuje na mocne kino klasy C, które tak świetnie oglądało się na VHS-ach.



Serialowa w dużej mierze obsada z akcentem na "Jezioro marzeń" radzi sobie z rolami jak na horrory przystało: czyli są sztuczni, przerysowani i naprawdę zdają się nie mieć zbyt wiele talentu. Ale tutaj to pasuje i dobrze się sprawdza. Technika 3D zdecydowanie uatrakcyjniła projekcję, jednak nie jest doskonała i rozdwojenie obrazu tu i tam czasami dezorientowało.

W sumie jednak "Krwawe Walentynki" to niezła rozrywka, warta obejrzenia przez fanów gatunku.

Ocena: 6

Gran Torino (2008)

W czasach, gdy kino goni za nowością i sili się na oryginalność – ale tylko w formie a nie treści, Clint Eastwood zrobił film kompletnie inny. Zbudowany z klisz i stereotypów, "Gran Torino" to staroświecki film, który powinien w teorii zanudzić każdego. Tymczasem najnowsze dzieło Clinta bawi i wzrusza, dostarczając wszystkiego, czego od kina naprawdę powinno się oczekiwać – prawdziwego przeżycia.


Jakim cudem udała mu się ta sztuka? Prosto – pamiętał o żelaznej zasadzie filmu: najpierw bohater, potem reszta. Nie trzeba silić się na oryginalność, kiedy ma się dobrze zarysowanego bohatera, który przykuje uwagę widza. Tym kimś w "Gran Torino" jest stary zgred Walt Kowalski brawurowo zagrany przez samego Eastwooda. Zamknięty w wewnętrznym murze , złośliwy, gburowaty, czasem wręcz aspołeczny jest typem jak najbardziej antypatycznym. Kiedy jednak w jego życie wkroczy rodzina Azjatów, rozpocznie się ciąg wydarzeń, który odmieni niejedną osobę.

"Gran Torino" zbudowany jest na jednej z najbardziej archetypowych historii chrześcijańskich. Zrobiona jest jednak tak brawurowo, że nie pamięta się o tym, aż do napisów końcowych. Dobre kino, na którym naprawdę się wzruszyłem.

Ocena: 8

środa, 11 lutego 2009

Rumba (2008)

Miłość jest tak absurdalnym zjawiskiem, że aby móc o nim coś powiedzieć, należy skorzystać z pure nonsensu. Tak chyba rozumowali twórcy "Rumby", bo też to, co otrzymujemy jest tak dziwaczne i absurdalne, że nie sposób tego opisać.



Seria skeczy opisuje perypetie pewnej pary, jej wzloty i upadki, tragiczny wypadek, który uczynił ich kalekami, rozpad domu, rozłąka aż po optymistyczne zakończenie. Każdy z tych skeczy jest tak absurdalny, że widzowi pozostają dwa rozwiązania: albo jak najszybciej opuścić salę kinową albo też śmiać się do rozpuku. Ja wybrałem tę drugą opcję i o mały co nie odwodniłem się, gdyż płakałem ze śmiechu. Absurd na absurdzie absurd pogania. A do tego wszystkiego świetna muzyka.

Jak dla mnie bomba, ale zdaję sobie sprawę z tego, że takich ludzi jak ja będzie niestety niewiele.

Ocena: 8

The Da Vinci Code (2006)

Histeria na punkcie "Kodu Leonarda Da Vinci" całkowicie obrzydziła mi i jego książki i film, dlatego też jak ognia unikałem kontaktu z obrazem Rona Howarda. Nie udało się. W końcu okoliczności zmusiły mnie do obejrzenia... i ku mojemu wielkiemu zdumieniu film nie jest aż taki zły, jak mi się zdawało.



Pierwsza część jest całkiem udanym thrillerem sensacyjnym. Tempo opowieści jest znośne, aktorzy grają ok., nie ma przestojów, a logiczne potknięcia są w granicach tolerancji. Tom Hanks jest całkowicie bezbarwnym bohaterem, co mocno ciągnęło w dół całość, ale mimo wszystko Howard był w stanie utrzymać moje zainteresowanie. Wszystko zmieniło się wraz z pojawieniem Iana McKellena. Od tego momentu tempo siada, klimat się rozwiewa, a całość nudną prostą drogą wiedzie do oczywistego zakończenia. Wytrzymać ostatnie pół godziny jest naprawdę trudno, ale cóż udało się i pamiętając o niezłym początku koniec końców nie żałuję, że ten film zobaczyłem.

Plus dla Paula Bettany'ego, który zaskoczył mnie swoim wyglądem.

Ocena: 6

wtorek, 10 lutego 2009

Frost/Nixon (2008)

Trochę głupio jest mi krytykować ten film, bo Ron Howard zrobił w nim dokładnie to, o co zawsze proszę, kiedy oglądam adaptację sztuki – o uwolnienie się od sceny. I we "Frost/Nixon" to się reżyserowi udało. Niestety zapłacił za to cenę, a ceną tą była dynamika postaci. Aktorzy zagrali znakomicie, lecz każdy z nich gra niezależnie od siebie, równie dobrze wypadliby, gdyby drugiej strony nie było na miejscu. Za brakło drapieżności, ostrego tańca dwóch osobowości, który zobaczyć można było chociażby w "Pojedunku" Branagha. Choć wielu wychodzących z kina było pod sporym wrażeniem, na mnie zmagania bohaterów nie zrobiły wrażenia. Ostateczne 'złamanie' Nixona jest miałkie i nie do końca jasne psychologicznie, podobnie syndrom sztokholmski. Za mało w tym wszystkim intensywności.



Nie do końca kupuję też wymowę filmu, która z jednej strony beszta odchodzącego Busha przypominając sprawę Nixona, z drugiej strony oferując Bushowi drogę do przynajmniej częściowego rozgrzeszenia poprzez publiczną spowiedź. Bardzo w stylu WASP. Miło za to było obejrzeć znów w kinie Platta, który niestety trochę zasiedział się w telewizji.

Ocena: 6

sobota, 7 lutego 2009

Simon Says (2006)

Taki sobie slasherek, którego jedynym jasnym punktem jest Crispin Glover. Niezły z niego psychol i trochę szkoda, że nie zrobił większej kariery. W filmie jest kilka zabawnych scenek, jak choćby rozdeptanie psa, czy nadzianie dwóch osób na ten sam kilof. Jednak większość zabójstw była mało efektowna, przez co całość sporo straciła.



Ocena: 4

Teresa, el cuerpo de Cristo (2007)

Ludzi, którzy odpowiedzialni są za powstanie tego filmu należałoby spalić na stosie. Aż trudno nazwać mi tę masakrę filmem. Zero historii, zero bohaterów i tylko całe wiadro rzygów jakiegoś trzeciorzędnego scenarzysty. Odmawiam uwierzenia, że ten pan, którego nazwiska nie zamierzam wymieniać miał cokolwiek wspólnego z "Drżącym ciałem" (jak przeczytałem na IMDb). To po prostu nie mieści mi się w głowie.



Film, zgodnie z tytułem, ma być biografią świętej Teresy, jednej z najważniejszych kobiet w historii kościoła katolickiego, należąca do grona Doktorów. Gdyby nie napisy końcowe trudno byłoby w to uwierzyć. Na ekranie widać bowiem Żydówkę, której odmówiono rozkoszy cielesnych, zamknięto w klasztorze, gdzie ma się nudzić bądź prostytuować, więc znalazła ulgę w chorobie psychicznej. Studenci psychologii mogą tu jak na dłoni obejrzeć objawy schizofrenii: omamy, urojenia, somatyzację objawów, a nawet katatonię i samookaleczenia. Impulsy id są pod tak silną presją superego, że jedynym ujściem jest masochizm połączony z wiarą bycia wybranką Chrystusa (jedynego mężczyzny, z którym superego pozwala jej na spółkowanie i to też tylko duchowe). W tle jest jakaś intryga polityczna, która gdyby ją opracowano mogłaby film uratować. Jednak w tej slajdowej opowieści jest to strata czasu i kolejne rozczarowanie.

Nic, absolutnie nic nie ratuje tego filmu. Gniot, jakich mało.

Ocena: 1

Felon (2008)

Mam słabość do Stephena Dorffa i sięgam po filmy z nim, choć wiem, że w większości to straszne gówno (sorry, ale inaczej nie da się tego określić). Biorąc do ręki "Skazańca" byłem jak najgorszych myśli, bo na okładce jest też nazwisko Vala Kilmera, co stało się już synonimem katastrofy. I oto bach, dostałem po łbie zanim się zorientowałem, co mnie uderzyło. "Skazaniec" od pierwszych minut okazuje się świetnie zrobionym, drapieżnym, brutalnym i bliskim rzeczywistości obrazem współczesnego świata.



Oto porządny obywatel popełnia błąd i trafia do więzienia. To zupełnie inny, prymitywny, dziki i pokręcony świat, gdzie rządzi siła i spryt. W tym świecie nie ma miejsca na nadzieję, radość, miłość. Tragedia goni tragedię, przemoc rodzi przemoc, a więźniów od strażników odróżnia tylko uniform. Tu z człowieka wychodzi prawdziwe zwierzę, które – jeśli nad nim nie zapanuje – pożre go żywce i wypluje wraka pozbawionego skrupułów, zasad, uczuć, lojalności.

"Skazaniec" byłby idealny, gdyby nie to, że jest bajką, przypowieścią mającą happy-end. To hołd złożony tym wszystkim, którzy trafili do więzienia i nie zatracili swojego człowieczeństwa i to rozumiem. Jednak szansa, że zwyczajny człowiek trafi na taki splot okoliczności jest raczej minimalna. Dlatego "OZ" było lepsze, bo tam co raz karmiono widza nadziejami, a potem życie lewym sierpowym waliło na deski.

Mimo wszystko to kawał dobrego kina. Stephen Dorff nie pamiętam już kiedy był tak dobry, to samo zresztą mogę powiedzieć o Valu Kilmerze. Bardzo, bardzo dobry film.

Ocena: 9

piątek, 6 lutego 2009

Confessions of a Shopaholic (2009)

Za jedno muszę P.J. Hoganowi podziękować. Wiedział, jak z wymoczka Hugh Dancy'ego zrobić niezłe ciacho. Nie do końca ogolony, z niesfornymi lokami i tymi słodkimi, wielkimi oczami wygląda jak szczeniak spaniela, nic tylko wziąć na smycz albo rzucić mu piłeczkę do aportowania. Szkoda, że tego samego nie zrobiono dla Isly Fisher, która w ponczo i lasem tropikalnym włosów na głowie wygląda jak żona jaskiniowca ubrana w miarę modne ciuchy.


Sam film to niestety blade wspomnienie po "Diabeł ubiera się u Prady" czy "Bridget Jones", nie mówiąc już o "Brzyduli Betty". Historyjka jest mdła, średnio zabawna. Na szczęście jest jedna super śmieszna scena z Kristin Scott Thomas częstującą się ciastem – popłakałem się na niej ze śmiechu. To trochę mało, by wynagrodzić wszelkie rozczarowania, ale jest ok. Leslie Bibb wygląda jak prawdziwy wamp, szkoda, że jej rola była tak niewielka.



Ocena: 6

środa, 4 lutego 2009

Straight-Jacket (2004)

Auć, to zabolało. Jeśli chce się poznać kondycję współczesnego Hollywood, wystarczy sięgnąć po filmy, które próbują odświeżyć atmosferę Złotej Ery Fabyrki Marzeń, kiedy wszystko było piękne, błyszczące i całkowicie sztuczne. Była jednak w tym pewna perwersyjna zabawa, uszczypliwość, ironia, zaczepliwość i piekielna inteligencja. We współczesnych filmach, gdzie niby wszystko już wolno, tego brakuje. "Straighr-Jacket" jest tego najlepszym dowodem.



Kilka niezłych tekstów i Carrie Preston to wszystko, co film ma do zaoferowania. Mydłek w roli głównej (negatywne zaskoczenie, bo Matt Letscher grał już w serialu "Good Morning, Miami" podobną rolę i wypadł tam świetnie) i jego jeszcze gorszy chłopaczyna ledwo radzą sobie z przyciężkimi dowcipami pozbawionymi wszelkiego polotu. Strasznie wymęczył mnie ten film. Ale za teksty w stylu: "Victor, why did you hire so many homosexual waiters?" "Because that's the only kind!" czy "Love is just a big box of chocolate-covered razor blades." film ma u mnie dużego plusa.

Ocena: 4

poniedziałek, 2 lutego 2009

Bride Wars (2009)

Dwia straszliwe potwory Kate Hudson i Anne Hathaway w pretensjonalnej i pozbawionej polotu zabawie w panny młode. Komedia z rodzaju "gdzie dwie baby się biją" ma w Stanach długą i szczytną tradycję. Tym razem jednak historia przyjaciółek, które podzielił ślub okazała się pustą, nudną i mało śmieszną rozrywką, którą spokojnie można sobie darować.


Hudson wygląda koszmarnie z tą swoją napuchłą twarzą. Niemal jak żeńska wersja Vala Kilmera. Hathaway już bardziej kija do szczotki nie może przypominać. Przy niej więźniowie z Auschwitz wyglądają na dobrze odżywiony. Niedobrze mi się robiło, kiedy na nią patrzyłem. Do tego całkowicie bezbarwni panowie, jakby aktorki bały się, że ktoś może je przyćmić (co zresztą nie byłoby takie trudne). Słabiutko, oj słabiutko.

Ocena: 5

niedziela, 1 lutego 2009

Conspiracy (2008)

Klasyczny western osadzony we współczesnych realiach i podlany spiskową teorią dziejów na temat wojny z terrorem. Do małego miasteczka na granicy z Meksykiem przybywa weteran z Iraku w poszukiwaniu swojego przyjaciela. Nie znajduje go, ale w zamian wpada w kłopoty. Miasteczko należy do potężnego szefa wielkiego koncernu zbrojeniowego, któremu wydaje się, że jest prawem sam w sobie.

(Jay Jablonski)

Klasyczny western osadzony we współczesnych realiach i podlany spiskową teorią dziejów na temat wojny z terrorem. Do małego miasteczka na granicy z Meksykiem przybywa weteran z Iraku w poszukiwaniu swojego przyjaciela. Nie znajduje go, ale w zamian wpada w kłopoty. Miasteczko należy do potężnego szefa wielkiego koncernu zbrojeniowego, któremu wydaje się, że jest prawem sam w sobie.

Całość jest bardzo typowym westernem średnio sprawnie zrealizowany, bez krzty polotu i oryginalności. Film w zasadzie jest zapchaj dziurą, a Val Kilmer jest mocno znudzony i ledwo mu się chce wypowiadać swoje kwestie. Nieco lepiej radzą sobie Jay Jablonski, Jennifer Esposito czy Gary Cole, ale też odbiegają choćby od porządnego poziomu.

Ocena: 4

Bug (2006)

William Fredkin postanowił zrealizować film, jakich tak naprawdę nie robi się w Hollywood od 40 lat. "Robak" to bardzo sceniczny obraz, wystudiowana gra aktorska, jasny podział na akty dialogi żywcem wzięte ze sztuki teatralnej. Dziś taki rodzaj kina wydaje się sztuczny, przerysowany, przekombinowany, jednak kiedy Fredikn zaczynał reżyserską karierę był to wciąż obowiązujący kanon, który – o ironio! – filmami takimi jak "Egzorcysta" próbował zburzyć.



"Robak" to studium szaleństwa, które w odpowiednich warunkach może być zaraźliwe. Historia kobiety, która nie może zapomnieć o zagubionym synu i teraz za sprawą schizofrenika sama popada w niebezpieczne urojenia ma swoją moc. Jednak sceniczność sprawia, że ogląda się to raczej jako traktat o granicach normalności niż dramat jednostki, która traci kontakt z normalnością. Ashley Judd w jednej z lepszych ról, Michael Shannon jak zwykle – on ma coś w sobie, że wiarygodnie wygląda jako wariat.

Ocena: 6