środa, 30 grudnia 2015

Our Idiot Brother (2011)

Ned na pierwszy rzut oka rzeczywiście może wyglądać na idiotę. Ale zarazem trudno mu tej postawy nie zazdrościć. Dzięki swej prostoduszności, otwartości, wierze w uniwersalność dobra posiada swoistą odporność na całe zło tego świata. Może trafić do więzienia, może zostać brutalnie porzucony przez dziewczynę (na ile brutalna może być pacyfistka), może być pozbawiony pracy, ale i tak wydaje się szczęśliwszy od trzech sióstr, z których każda na pozór ma lepiej ułożone od niego życia. Dla mnie Ned to oczywiście kosmita, ale w jego obcości jest coś uroczego i fascynującego (co jednak nie zmienia faktu, że mógłby sobie jedynie życzyć takiego brata, ale sam kimś takim nie chciałbym być).


wtorek, 29 grudnia 2015

Rapture-Palooza (2013)

Po film sięgnąłem w ciemno, wyłącznie za sprawą obsady. Tyle komediowych nazwisk zdawało się gwarantować zabawę na sto-dwa. Niestety reżyserowi nie udało się skanalizować potencjału i zamiast rewii gagów dostałem ledwie letnią komedyjkę, która może budzić emocje wyłącznie u osób z silną potrzebą obrony swoich przekonań religijnych.


poniedziałek, 28 grudnia 2015

The Sapphires (2012)

Po "The Sapphires" sięgnąłem w zasadzie wyłącznie ze względu na sympatię dla Chrisa O'Dowda (który zawsze będzie miał u mnie fory za sprawą serialu "The IT Crowd"). Spodziewałem się, że będzie to kolejna typowa opowiastka o nobodies, którzy mają talent i nagle stają się sławni. Ku mojemu miłemu zaskoczeniu okazało się, że jest inaczej.


niedziela, 27 grudnia 2015

Get Hard (2015)

"Cienki Bolek" to dość typowa komedia oparta na interakcjach dwóch typów, których różni wszystko. Jeden jest biały, bogaty, wykształcony i nie ma zielonego pojęcia o tym, jak żyje 99% populacji. Drugi jest czarny, biedny, oblatany w cytatach filmowych, ale niemający pojęcia, kim jest Lady Makbet. Łączy ich jedno: obaj są sympatyczni i nigdy nie złamali prawa. Jednak ten pierwszy został skazany na defraudację olbrzymiej góry pieniędzy. Ten drugi udawać będzie byłego więźnia, który odsiedział wyrok za morderstwo.


The Cobbler (2014)

Jestem wielkim fanem reżyserskiej twórczości Toma McCarthy'ego. Dotychczas mnie nie rozczarował, a jego debiut – "Dróżnik" – należ do moich ulubionych filmów. Niestety tego samego nie mogę powiedzieć o "Magiku z Nowego Jorku". Z wielkim trudem wytrwałem do końca.


sobota, 26 grudnia 2015

Boy Meets Girl (2014)

Dorastając budujemy wokół siebie kokony bezpieczeństwa. Kiedy jednak zaczynamy na nich polegać zawsze, w sposób niezauważalny stają się klatkami więziennymi. Czasami są widoczne na pierwszy rzut oka i akceptowane jako mniejsze zło (jak w przypadku Ricky). Innym razem wydają się na tyle przezroczyste, że w zwykłych okolicznościach w ogóle się ich nie zauważa (jak w przypadku Robby'ego i Franceski). Jednak zawsze istnieją, nieustannie odgradzając nas od tego, co mogłoby się wydarzyć, oferując w zamian znośny kompromis.


piątek, 25 grudnia 2015

Zombeavers (2014)

W poprzednim poście po raz kolejny przyznałem się do tego, że lubię filmy robione praktycznie bez budżetu. Pustki w kasie często nie przekładają się na biedę na ekranie. Ale mam granice tolerancji. I niestety "Zombeavers" jest jednym z tych tytułów, które nie sprostały moim oczekiwaniom.


The 10 Year Plan (2014)

Mam słabość do filmów zrobiony za psie pieniądze, w szaleńczym tempie ("The 10 Year Plan" kręcono 12 dni!). Ograniczona liczna dubli sprawia, że do ostatecznej wersji trafiają sceny nie zawsze do końca dopracowane. Niektórzy aktorzy pozostawiają wiele do życzenia. W innych scenach praca kamery jest boleśnie wyczuwana. A jednak na wszystko to mogę przymknąć oko, bo mimo to z filmu bije prawdziwa miłość do tego, co się robi i chęć podzielenia się z widzami nie swoimi filmowymi umiejętnościami, ale historią i bohaterami, którzy coś znaczą (nawet jeśli są kalką miliona podobnych bohaterów).


American Hustle (2013)

"American Hustle" jest filmowym ekwiwalentem ekskluzywnego dania kuchni molekularnej. Trudno się tym nasycić, za to z całą pewnością nie można odmówić pomysłowości i estetycznego wyrafinowania. Reżyser cyzeluje kadry, dopieszczając wrażenia wizualne do ostatniej pierdółki. Kostiumy, zdjęcia, scenografia – wszystko to jest na tip-top. Do tego dochodzą niemal perfekcyjne kreacje aktorskie większości obsady. Nie pozostaje nic tylko delektowanie się tym wszystkim.


czwartek, 24 grudnia 2015

Star Wars: The Force Awakens (2015)

SPOILERY

Mam wrażenie, że "Przebudzanie Mocy" podoba się, bo wszyscy chcieli, żeby się podobało. Po rozczarowaniu drugą trylogią większość widzów chyba zaczęła przypominać pustynne rośliny. Latami wyschnięte pozostają w stanie zawieszenia między życiem a śmiercią. Kiedy więc zaczyna padać deszcz, rozkwitają w mgnieniu oka. I nie ma znaczenia, że to kwaśny deszcz, ważne, że pada.


wtorek, 22 grudnia 2015

Demain (2015)

Kiedy oglądam dokumenty takie jak "Nasze jutro", to zawsze zastanawiam się, dlaczego są one wprowadzane do kin. Nie dlatego, że są złe, bo wcale tak nie jest (a w każdym razie nie jest tak w przypadku "Naszego jutra"), ale dlatego, że w kinie się najzwyczajniej w świecie marnują.


Słaba płeć? (2015)

Cóż za bałagan! Trudno uwierzyć w to, że "Słaba płeć?" jest skończonym filmem gotowym do prezentacji całemu światu. Przypomina raczej rzecz wciągniętą przez niszczarkę i częściowo zutylizowaną. Wątki wiszą w powietrzu, logiczne wiązanie kolejnych scen wielokrotnie nie funkcjonuje, portrety psychologiczne mają głębie na wpół wyschniętej kałuży. Na domiar złego trudno zorientować się czym tak naprawdę ma być ten film: komedią romantyczną? satyrą na "kulturę słoików"? dissem na materialistyczne podejście do życia i świata?


niedziela, 20 grudnia 2015

Wolf (2013)

Dla niektórych osób nie ma nadziei. Mogą mieć talent. Mogą mieć szczęście. Mogą mieć osoby, które widząc ich potencjał, spróbują stać się mentorami, wskazać inną drogę życia. To jednak nic nie znaczy, kiedy w grę wchodzą własne ograniczenia, kiedy pole widzenia ograniczają wewnętrzne demony.


Tiger Orange (2014)

Kultura masowa przyzwyczaiła nas do kojarzenia traumy dzieciństwa z krytycznymi wydarzeniami, z koszmarnymi rodzicami, monumentalnymi tragediami. Niestety rzeczywistość często jest bardziej prozaiczna, a przez to jeszcze smutniejsza. Wystarczy spojrzeć na bohaterów "Tiger Orange". Jeden z braci żyje samotnie zamykając się w więzieniu pustej codzienności. Drugi nie potrafi się zatrzymać, zdobyć się na odpowiedzialność. Obaj są mocno naznaczeni przez ojca, który starał się ich wychować po tym, jak porzuciła go żona (a ich matka). I choć cień ojca jest potężny, to jednak on sam wcale nie jest postacią demoniczną, To człowiek sponiewierany przez los, który starał się robić jak najlepiej, ale po prostu nie wiedział jak. To właśnie ta słabość, a nie jakaś deformacja charakteru czy spaczona motywacja życiowa, sprawiła, że nie potrafił zapewnić synom warunków do harmonijnego wzrostu.


czwartek, 17 grudnia 2015

Rock the Kasbah (2015)

Afganistan. Śmietnisko ludzkich żywotów. Zaludniają go pozbawieni złudzeń, zmęczeni codziennością mieszkańcy i przyjezdni, którzy niczym pijawki sycą się krwią lokalnych tragedii. I to tu wyląduje pewien muzyczny impresario-mitoman, który zawodowe porażki topi w opowieściach o tym, kim "był". Jednak nawet w takim miejscu można odnaleźć nadzieję i sens istnienia. Kiedy nie ma się już nic do stracenia (no, może poza swoim życiem), wtedy można się otworzyć na niespodzianki, od których świat aż się roi.


środa, 16 grudnia 2015

La isla mínima (2014)

Po raz kolejny przekonałem się o tym, że lepiej nie czekać na film i nie mieć żadnych związanych z nim oczekiwań. "Stare grzechy mają długie cienie" był bowiem obrazem, na który długo ostrzyłem sobie pazury. Liczyłem na soczysty, klimatyczny kryminał i niestety trochę się przeliczyłem.


wtorek, 15 grudnia 2015

Bølgen (2015)

"Fala" to praktyczny kurs surwiwalu. Lekcje, jakie przekazuje, są zaskakująco proste. Po pierwsze: zero dzieci. Bez dzieci szansa na przetrwanie wzrasta wielokrotnie. Nie trzeba ich szukać, bo oczywiście muszą się "zagubić" w najmniej odpowiednim momencie. Co gorsza dzieci narażają na niebezpieczeństwo nie tylko rodziców ale i osoby postronne. Po drugie: zero związków. Źle dobrany partner (partnerka) to najprostsza droga ku zagładzie. Lojalność zmusza bowiem do podążaniem śladami osoby, która podejmuje idiotyczne decyzji. Co prawda w przypadku tej zasady zero nie jest absolutne, ale statystycznie łatwiej jest przeżyć bez balast drugiej osoby. I wreszcie po trzecie: samochody nie są wskazane. Pojazdy mechaniczne zagrażają życiu nie tylko ich właścicieli ale również przechodzącym (czy biegnącym) obok i dlatego podczas katastrofy lepiej się trzymać od nich z daleka.


niedziela, 13 grudnia 2015

The Book of Life (2014)

Wow! "Księga życia" to (obok "Sekretów morza") najlepsza animacja, jaką widziałem w ciągu ostatnich dwóch lat. I jak "Sekrety morza" należy do tych, które prawie nikt na świecie nie obejrzał (ledwie 100 mln dolarów z kin na całym świecie). A tymczasem średniawe "Pingwiny z Madagaskaru" zgarnęły prawie 4 razy tyle. Kompletnie tego nie rozumiem. Straszne jest również to, że film miał trafić do naszych kin, ale ostatecznie dystrybutor stchórzył i wycofał jego premierę. Jeśli więc nie mieliście okazji dotąd filmu obejrzeć, to postarajcie się go znaleźć, bo naprawdę warto.


Penguins of Madagascar (2014)

Ordynarny skok na kasę. To pierwsza myśl, jaka przychodzi po obejrzeniu "Pingwinów z Madagaskaru". Ordynarna w tym sensie, że wyciągnięcie kasy od widzów było jedynym pomysłem, jaki osoby odpowiedzialne za film miały. Cała reszta jest nieprzemyślanym zlepkiem gagów, czasem lepszych, czasem gorszych. I tyle.


Jersey Boys (2014)

Po filmy Eastwooda zaczynam sięgać z coraz większym obrzydzeniem. Niegdyś był jednym z moich ulubionych reżyserów. Jednak po "Gran Torino" nie nakręcił już nic dobrego. A po "Medium" wszystko jest już po prostu niewarte zachodu. Z "Jersey Boys" niestety jest tak samo.


sobota, 12 grudnia 2015

In the Heart of the Sea (2015)

Tragiczna historia ostatniej wyprawy wielorybniczego statku Essex to historia, która aż prosi się o filmową wersję. Mamy tu ludzką pychę, arogancję, chciwość, ambicje, kompleksy, marzenia. Jest walka z żywiołami. Jest genialne starcie ze zwierzęciem, w którym nie człowiek jest górą. Jest dramatyczne trzymanie się życia za każdą, nawet najbardziej wygórowaną cenę. Niestety historia ta musi wciąż czekać na film, który odda jej sprawiedliwości. Obraz Rona Howarda bowiem rozczarowuje.


środa, 9 grudnia 2015

Ma ma (2015)

Życie jest zmiennością, jest płynne, elastyczne. Czasami zaskakuje nas tym, co nam jest pisane. Innym razem siłą woli możemy nagiąć, przynajmniej na chwilę, rzeczywistość. Uczucia również podlegają transformacji. A miłość wiele ma twarzy, zależnie od osoby i okoliczności. "Ma ma" to piękny hołd złożony ludzkości, jej chaotyczności, różnorodności, determinacji. To również opowieść o strachu, śmiertelności i potędze troski o drugą osobę.


I Am Michael (2015)

Justin Kelly powinien raczej kręcić schematyczne kino gatunkowe. W akcyjniakach czy horrorach odnalazłby się lepiej niż w dramacie psychologicznym. Wyraźnie bowiem lubi linie proste i mało skomplikowane figury świadczące o łatwym i przewidywalnym ciągu przyczynowo-skutkowym. Taki bowiem właśnie jest jego portret Michaela Glatze'a – postaci o wiele bardziej ciekawej i niejednoznacznej od tego, co zaprezentowano w filmie "Kim jest Michael".


wtorek, 8 grudnia 2015

Love the Coopers (2015)

Single to mają smutne życie. Nawet w krzepiących produktach filmopodobnych nie mają szans na odrobinę szczęścia. Zamiast tego muszą zadowolić się namiastką w postaci cieszenia się szczęściem innym. Taki morał można wynieść z seansu "Kochajmy się od święta", w którym wszyscy mają szansę na odrobinę radości, z wyjątkiem dwójki bohaterów (oczywiście relegowanych na drugi plan, choć granych przez w miarę rozpoznawane osoby Tomei i Mackiego).


Krampus (2015)

Na papierze musiało to wyglądać nieźle. Horror o Bożym Narodzeniu, a zamiast Świętego Mikołaja jego mroczny odpowiednik z niemieckich podań – Krampus. Postać idealnie nadająca się na bohatera nie jednego, ale całego cyklu filmów. Powinien iść ramię w ramię z Wishmasterem czy Candymanem, jako jedna z tych campowych postaci jednocześnie bawiących i wywołujących dreszczyk strachu.


niedziela, 6 grudnia 2015

The Duke of Burgundy (2014)

Romans Petera Stricklanda z kinem sprzed 40, 50 lat kwitnie w najlepsze. W "Berberian Sound Studio" pokazał, jak wspaniałym gatunkiem było/jest giallo, a teraz wziął się za dystopijne kino SF oraz filmy z kategorią wiekową X. "Duke of Burgundy. Reguły pożądania" jest bowiem fascynującą mieszanką "Fahrenheit 451" i "Emmanuelle". Strickland udowodnił, że jest prawdziwym mistrzem sfery Id, gdzie obrazy, dźwięki, kształty, barwy znaczą więcej niż idee, myśli, słowa.


Babysitting (2014)

Sympatyczny miszmasz filmowy. Reżyserzy wrzucili różne pomysły do blendera, zmiksowali je i przelali na taśmę filmową. Tego rodzaju metoda kręcenia filmów jest nieprzewidywalna. Czasami wychodzą rewelacyjne rzeczy, ale często mamy do czynienia z chaosem, którego nie da się oglądać. "Babysitting" znalazło się gdzieś po środku.


Karsten og Petras vidunderlige jul (2014)

"Magiczne święta Kacpra i Emmy" dają odpowiedź na pytanie, skąd się biorą roszczeniowi ludzie. Kimś takim będzie w przyszłości Emma. Na razie jest uroczym bachorem, ale oznaki postawy "ja, ja, ja" są już widoczne. I zamiast być temperowane, są one wzmacniane. Ten film bowiem rozczula się nad "biedną dziewczynką", której święta nie będą takie, jak sobie tego życzy, bo inni mają własne życia i własne plany, które nie musza jej uwzględniać. Zamiast jednak wpajać postawę akceptacji dla różnych okoliczności, wyrozumiałości i tolerancji, film pokazuje, że należy uczyć się sztuki manipulacji i szantażu emocjonalnego. Jeśli opanuje się je w stopniu wystarczająco wysokim, wtedy świat nagnie się do woli manipulującego. Wspaniała świąteczna nauka, nie ma co.


czwartek, 3 grudnia 2015

By the Sea (2015)

Małżeństwo z długim stażem – dla tych, którzy wierzą w monogamię, jest to rzecz, na którą patrzą z zazdrością. Ta jedyna w swoim rodzaju więź, jeśli przygląda się jej z zewnątrz, wydaje się czymś magicznym, cudem wartym każdej ceny. Ale widok "z okna" czasem bywa piękniejszy niż rzeczywistość. Bo ta więź ma swoją cenę, a jest nią Poznanie. Małżonek nie jest osobą obcą, zagadkową, dzięki czemu mógłby w oczach patrzącego być kimkolwiek tylko zechce. Za sprawą owej więzi czasem można znać partnera lepiej niż siebie samego. Ta wiedza jest czymś cudownym tak długo, jak tylko życie układa się pomyślnie. Kiedy jednak pojawiają się schody, czasem chciałoby się o pewnych sprawach zapomnieć, wymazać je z pamięci. Niestety w bliskiej relacji partnerskiej jest to po prostu nie możliwe. I nagle miłość, przywiązanie, wierność i oddanie, zamiast być cnotami stają się toksynami zatruwającymi organizm, jakim jest związek. I jak to bywa w przypadku większości chorób, zanim zrobi się lepiej, najpierw musi być gorzej. To balansowanie na krawędzi jest próbą sił, którą wielu nie przetrwa, bo nawet największa miłość ma swoje granice.


wtorek, 1 grudnia 2015

The Forger (2014)

Z każdym filmem coraz trudniej jest mi patrzeć na Johna Travoltę. Nie dlatego, że jest złym aktorem (bo czasami potrafi pokazać, że ma talent), ale za sprawą botoksu, który zmienił jego twarz w śniętą, nabrzmiałą rybę. Jaki aktor przy zdrowych zmysłach godzi się zmienić jedno ze swoich podstawowych narzędzi pracy w coś takiego? W "Fałszerzu" Travolta wygląda gorzej od Plummera, który jest o ćwierć wieku starszy. Przecież to jest niedorzeczne!


And So It Goes (2014)

Powtórka z rozrywki. Stary zgred, który stał się zgorzkniały i złośliwy zostanie odmieniony przez pojawiającą się ni stąd ni zowąd wnuczkę. "Razem czy osobno" to filmowa atrapa. Rob Reiner udaje, że coś tam opowiada, a w rzeczywistości jedyne co robi, to markuje tworzenie sympatycznego klimatu. Markuje, ponieważ całą robotę muszą za niego wykonać aktorzy. Douglas i Keaton dzielnie sobie radzą z zadaniem, ale film jako całość nie jest w stanie na ich połączonych barkach wznieść się ponad przeciętność.


poniedziałek, 30 listopada 2015

Stretch (2014)

Wyczucie czasu to połowa sukcesu w komedii. Tempo narracji, punktowanie kolejnych żartów – bez tego nawet najlepszy pomysł nie ma szans wybrzmieć. A kiedy komedia porusza dziwaczne, odjechane tematy, wtedy montaż staje się podstawą. Wydawało mi się, że Joe Carnahan zna te prawdy bardzo dobrze. W końcu nakręcił kiedyś "Asa w rękawie". Niestety było to prawie 10 lat temu, a od tamtej pory nie potrafi powtórzyć tego sukcesu.


Carol (2015)

Są historie, gdzie przesadna ckliwość mi przeszkadza (na przykład "Brooklyn"), ale i takie, w których jest jak najbardziej na miejscu. Taką opowieścią jest właśnie "Carol", ale reżyser niestety wybrał inną drogę, co mnie osobiście trochę rozczarowało.


Extract (2009)

Choć chciałem "Ekstrakt" zobaczyć już dawno, to jednak długo się zbierałem, zanim w końcu po niego sięgnąłem. Jak się okazało, moja intuicja chciała mnie ochronić przed filmem, który zapowiadany jest jako komedia, a który prawie w ogóle nie jest zabawny.


niedziela, 29 listopada 2015

The Drop (2014)

Błogosławcie cichych, aby na zawsze nimi pozostali. Nie jest to bowiem ich prawdziwe "ja", lecz maska, jaką przybierają na potrzeby społeczeństwa. Nie muszą tego robić. W końcu świat to miejsce, gdzie wielu, jeśli nie większość ludzi, oddaje się grzesznym popędom.  Ale cisi są jedynymi, którzy są świadomi, czym te popędy są i jaka jest za nie cena. Stąd też maska, która nie do końca pasuje do świata, która czyni z nich osoby z pogranicza autyzmu, niezręczne w kontaktach z innymi ludźmi. Ale jest to jedyna obrona przed prawdą. Obrona, którą stosują nie na swój użytek, lecz na potrzeby świata. Cisi są niczym potomkowie Azraela (gdyby anioły rzecz jasna mogły mieć potomków), którzy żyją pośród nas, ale nie są jednym z nas.


sobota, 28 listopada 2015

Brooklyn (2015)

Jeśli chodzi o książki, to czytam przede wszystkim fantastykę. Mam jednak kilku pisarzy głównego nurtu, których uwielbiam. Jednym z nich jest Colm Tóibín. Jego "Mistrz" i "The Story of the Night" należą do najlepszych powieści, jakie w życiu miałem okazję przeczytać. Na ich tle "Brooklyn" wypada słabiej, ale w porównaniu z dziełami innych pisarzy jest wciąż kawałem doskonałej literatury. Czego nie widać w filmowej ekranizacji.


Latin Lover (2015)

Oglądając "Włoskiego kochanka" miałem wrażenie, że jest to przyjemny i sympatyczny film. Dopiero później, kiedy zacząłem się nad fabułą zastanawiać, dotarło do mnie, że jego przesłanie wcale nie jest wesołe. Obraz pokazuje bowiem jak wiele potrzeba czasu, by człowiek doszedł do porządku ze swoimi przeżyciami.


piątek, 27 listopada 2015

Something Better to Come (2014)

Mam ambiwalentny stosunek do kina reprezentowanego przez filmy takie jak "Nadejdą lepsze czasy". Z jednej strony cieszę się, że powstają. Nie pozwalają bowiem ludziom zapomnieć o rzeczach, które bardzo, ale to bardzo chcieliby wymazać. Z drugiej strony zawsze przy tego rodzaju projektach odnoszę wrażenie, że świadomie a częściej nieświadomie ich twórcy powielają postawę "biały wśród dzikusów". Za tą postawą mogą kryć się szlachetne pobudki, jak choćby chęć niesienia pomocy. Ale to pragnienie wymaga jednak postawienia się w sytuacji tego "lepszego", który raczy poświęcać swój czas, by wyciągnąć rękę "prymitywom", który niesie kaganek oświaty, cywilizacji, postępu pomiędzy ciemne masy.


El abrazo de la serpiente (2015)

Z pozoru "W objęciach węża" to woda na młyn ksenofobicznych poglądów. Inspirowana prawdziwymi historiami opowieść o dwóch wyprawach, których celem jest mityczna roślina, pokazuje bowiem, czym kończy się kontakt z obcym. I nie jest istotne, czy ów obcy ma dobre czy złe intencje. Sam fakt jego pojawienia się jest już siłą destrukcyjną. Jego obecność bowiem kwestionuje tradycję, niszczy zastany porządek rzeczy, podważa dotychczasowe prawa i wiedzę, deprawuje umysł i wiarę, wymazuje przekazywaną od pokoleń historię zastępując ją innymi wartościami, poglądami, normami. I to wszystko, kiedy obcy jest w miarę łagodnie nastawiony. Jeśli jest agresywny w zawłaszczaniu przestrzeni, wtedy w jego cieniu panuje śmierć, ból i cierpienie. Efekt zawsze jest ten sam: koniec epoki.


czwartek, 26 listopada 2015

Macbeth (2015)

Byłem pod wielkim wrażeniem poprzedniego filmu Justina Kurzela, dlatego też bardzo, ale to bardzo czekałem na jego "Makbeta". Niestety wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że będzie to moje największe filmowe rozczarowanie roku.


środa, 25 listopada 2015

Bridge of Spies (2015)

Po przeciętnym "Lincolnie" Spielberg nie pozbierał się i nakręcił film jeszcze bardziej "starczy". Choć nie. To nie do końca prawda. "Most szpiegów" to tak naprawdę dwa filmy sklejone w jeden. I pierwszy z nich jest bardzo dobry. Problem stanowi ten drugi, od którego całość dostała swoją nazwę.


wtorek, 24 listopada 2015

The Competition (2015)

O obsesji, która wyrywa się spod kontroli i nakręca spiralę destrukcji, można opowiadać na wiele sposobów. "The Competition" to wersja komediowo-rozrywkowa.


Victoria (2015)

Popularne przysłowie mówi, że pozory mogą mylić. Jego prawdziwość przetestował Sebastian Schipper w filmie "Victoria". I jak można się było tego spodziewać, rzeczywistość tylko częściowo potwierdza słowa mądrości ludowej.


niedziela, 22 listopada 2015

Aferim! (2015)

"Aferim!" przydałoby się, żeby obejrzał każdy, który bezrefleksyjnie rozpływa się nad "tradycyjnymi wartościami". Ale coś mi się wydaje, że osoby takie pozostałyby głuche na przesłanie filmu wybierając jedynie to, co chcą usłyszeć.


Mia madre (2015)

Życie jest pozbawione sensu. Istniejemy tylko po to, żeby umrzeć. Wszystko, co dokonamy, wszystko, kim jesteśmy również rozwieje się w proch. Czasem nastąpi to szybko, innym razem będziemy żyć jeszcze pokolenie lub dwa w pamięci innych, tylko nieliczni mają szansę na długowieczne trwanie.


The Philly Kid (2012)

Twórcy "Bestii w ringu" bardzo przewrotnie rozumieją słowa "Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie". Ich zdaniem oznacza to tyle co: świat jest brutalnym miejscem pełnym przemocy, postaraj się więc mieć lepszy miecz, by nie być tym, kto od niego ginie, lecz tym, który mieczem zadaje finalny cios.


sobota, 21 listopada 2015

Cut Snake (2014)

Czas – jak na coś, co nie istnieje, potrafi naprawdę nieźle zamieszać w ludzkim życiu. Boleśnie przekonał się o tym Jim, jeden z bohaterów "Zranionego węża".


piątek, 20 listopada 2015

The Shaman (2015)

Takie krótkometrażówki lubię. "The Shaman" ma świetny pomysł, który w krótkiej formie nie został do końca wyczerpany. Pojawiło się wystarczająco dużo, żeby mnie zaintrygować, ale pozostało też sporo "białych plam", które sprawiły, że pragnę zobaczyć więce historii osadzonych w tym świecie.


środa, 18 listopada 2015

The Hunger Games: Mockingjay - Part 2 (2015)

Jestem zdumiony, że Lionsgate poszło kompletnie inną drogą od tej, jaką Hollywood wytyczyło już dawno temu. Kasowa seria powinna przecież mieć epickie zakończenie. Epickie, czyli z rozmachem, przesytem efektów i scen akcji, w których wszystko powinno być tak napompowane, by każdy kadr wrzeszczał na widzów "TO JUŻ KONIEC". Ale "Kosogłos. Część 2" nie ma w sobie nic z przepychu blockbustera. To film skromny, czerpiący garściami z fantastyki lat 70. ubiegłego wieku. Dlatego też nie ma tu wielkich scen batalistycznych, bardzo niewiele jest dramatyczno-pompatycznych przemówień (najwyraźniej ich limit został wyczerpany w poprzedniej części). Wiele osób może się więc poczuć oszukanymi. Pozbawieni bowiem zostali finału. Ale ja jestem zachwycony.


poniedziałek, 16 listopada 2015

బాహుబలి:ద బిగినింగ్ (2015)

Hollywood może się schować. Stolicę epickiego kina fantasy należy przenieść do Tollywood. To, co nakręcił S. S. Rajamouli, jest absolutnie niesamowite. Gigantyczny rozmach, świetne piosenki, fajna fabuła, w której znalazło się miejsce na wszystko. No i przemoc. Takie widowisko nie mogłoby powstać w Ameryce. Producenci musieliby bowiem mocno się namęczyć, by nie dostać kategorii NC-17.


Steve Jobs (2015)

Cóż, trzeci sezon "Newsroomu" okazał się skuteczną szczepionką. Najwyraźniej po nim stałem się odporny na wszystkie scenariuszowe chwyty Aarona Sorkina. Jego drobiazgowo budowane dialogi nie robią już na mnie wrażenia. Jego przemówienia wkładane w usta bohaterów pozostawiły mnie obojętnym. Sorkinowi nie udało się tym razem zamydlić mi oczu. "Steve Jobs" pokazuje to, co wiedziałem już wcześniej, choć przed trzecim sezonem "Newsroomu" nigdy mi specjalnie nie przeszkadzało, że Sorkin tak bardzo kocha słowa, że czasami ma w nosie, czy coś się za nimi kryje.


L'ombre des femmes (2015)

"W cieniu kobiet" przynosi złą wiadomość tym wszystkim, którzy wybrali sobie za partnera anemiczną osoba licząc, że zdrada z ich strony im nie grozi. Jak się okazuje nawet najbardziej nieruchliwa postać może w odpowiednich okolicznościach wykrzesać z siebie wystarczająco energii, by skoczyć w bok.


Dheepan (2015)

Zastanawiam się, czy Jacques Audiard kręcąc "Imigrantów" wykazał się niezwykłym patriotyzmem, czy też raczej wprost przeciwnie, filmem tym oczernia swoją ojczyznę.


sobota, 14 listopada 2015

First Period (2013)

Wow! Po "First Period" sięgnąłem licząc na głupawą komedyjkę. Chciałem po prostu miło i niezobowiązująco spędzić czas. Po filmie, w którym dwie główne żeńskie role grają mężczyźni, a całość stylizowana jest na kino licealne z lat 80. ubiegłego wieku, naprawdę nie spodziewałem się zbyt wiele. Ależ byłem w błędzie!


Cheatin' (2013)

Poznanie tej jedynej osoby, z którą chce się spędzić resztę życia, powinno być końcem historii. Ale jeśli złapało się byczka, na którego chrapkę mają też inni, wtedy najgorsze dopiero nadejdzie. A przynajmniej tego uczy widzów Bill Plympton w swojej animacji zatytułowanej "Zdrada".


środa, 11 listopada 2015

Road to Paloma (2014)

Reżyserski debiut Jasona Momoy to film, jakich powstają tysiące. I większość z nich nie zostanie zapamiętana. Ten sam los czeka także "Drogę do Palomy".


風立ちぬ (2013)

Miałem nadzieję, że Hayao Miyazaki jest w stanie stworzyć piękną filmową biografię. Niestety bardzo się rozczarowałem. To, co prezentuje sobą "Zrywa się wiatr", jest właśnie tego rodzaju filmem biograficznym, za którym najmniej przepadam. Ślizga się on po powierzchni zdarzeń, koncentruje się na wyliczeniu kolejnych ważnych faktów z życia Jirō Horikoshiego, ale nie oferuje nic więcej. W filmie pełno jest sekwencji łamiących zasadę rzeczywistości, kiedy to wkraczamy w świat marzeń i snów bohatera. Ale wszystko to ma na celu tylko jedno: pokazanie piękna animacji. I oczywiście pod względem wizualnym nie można obrazowi cokolwiek zarzucić. Mała to jednak satysfakcja, kiedy całość jest tak pusta.


Outcast (2014)

Choć "Banita" rozgrywa się na Dalekim Wschodzie, to idealnie odzwierciedla zachodnią filozofię. Oto główny bohater prześladowany jest przez wspomnienia rzezi, jakich był współautorem. Szuka więc drogi odkupienia, którą może być pomoc młodemu następcy tronu w przeżyciu. I jak wygląda owa droga odkupienia grzechów masowego zabijania? Proste: przez kolejną serię mordów. Oczywiście bardzo łatwo przychodzi wszystkim usprawiedliwianie takiego postępowania. W końcu jedni zabijają ze szlachetnych pobudek, a drudzy z egoistycznych. A my mamy uwierzyć, że dla trupów ma to znaczenie. Nie mówiąc już o samej idei rozgrzeszenia/przebaczenia uzyskanego przemocą. Ale europejscy zbawiciele filmowi (i nie tylko) zazwyczaj dokonują swego dzieła za pomocą miecza (lub innego rodzaju broni).


Git (2015)

"Git" należy do tej grupy filmów, które budzą mój największy dyskomfort. Głównie ze względu na rozdźwięk pomiędzy intencjami twórców a wykonaniem.


niedziela, 8 listopada 2015

Wolves (2014)

Niestety debiut reżyserski Davida Haytera ma więcej wspólnego z jego mniej udanymi pracami jako scenarzysty niż z "X-Men" czy "X-Men 2". Mimo jednak absolutnej głupoty, czy może raczej ślepoty Haytera-reżysera, "Wilki" obejrzałem z przyjemnością. Po wszystkim żałowałem, że całość została narracyjnie niedopracowana. Bo tkwił tutaj potencjał na dobry horror.


Stille hjerte (2014)

Widziałem tyle skandynawskich opowieści o rodzinach w kryzysie, że zacząłem już żyć w przekonaniu, że tamtejsi twórcy potrafią je kręcić przez sen i z zawiązanymi oczami. "Spokój w sercu" otrzeźwiło mnie.


piątek, 6 listopada 2015

Suffragette (2015)

Kiedy w Hollywood głośno dyskutuje się o roli kobiet w kinie, "Sufrażystki" mogły być ważnym elementem tejże debaty. Ale obraz Sarah Gavron wyrządzić może kobietom jedynie więcej szkód niż pożytku. Zrobiony przez z kobiet, z kobietami w dominujących rolach i opowiadający o ważnym dla nich ruchu film wypada po prostu blado. Nie sposób oglądając go zrozumieć, dlaczego został on nakręcony i co tak naprawdę jego twórczynie chciały widzom powiedzieć.


Reach Me (2014)

Czy gwiazdy kina sensacyjnego/akcji mogą być zabawne? Jeśli sądzić po "Motywacji", to odpowiedź brzmi: nie, chyba że nieintencjonalnie. Choć może to ja po prostu źle do filmu podchodzę. Dla mnie to bowiem jest (czy raczej miała być) komedia. Tyle tylko, że nie bardzo twórcom wyszła.


czwartek, 5 listopada 2015

Flying Home (2014)

"Porywy serc" to doskonały przykład kina, które ze sztuką nie ma nic wspólnego. Wartość artystyczna obrazu Dominique'a Deruddere'a jest bowiem zerowa. Czy to jednak dyskwalifikuje filmy? Czy należałoby go zignorować? Absolutnie nie!


środa, 4 listopada 2015

The Program (2015)

Kto jak kto, ale Stephen Frears powinien wiedzieć lepiej, jak kręci się ciekawe biografie. W końcu kilka ma już na swoim koncie. Tymczasem jedyną wartością "Strategii mistrza" jest udowodnienie, że sławni ludzie nie potrzebują filmowego katalogu ważnych wydarzeń z ich życia. A tym jest właśnie ten film. Zaś teza wydaje się tak oczywista, że nie wymaga udowodniania.


wtorek, 3 listopada 2015

Il racconto dei racconti (2015)

W swoim najnowszym filmie Matteo Garrone sięgnął po klasykę włoskiej literatury, jeden z pierwszych tak obszernych zbiorów baśni, z których wiele zostało później przerobionych na wersje znane do dziś (jak Kopciuszek). Oryginalny "Pentameron" składał się z 50 opowieści (a właściwie 51) opowiadanych na przestrzeni pięciu dni (w tym sensie przypomina trochę "Baśnie tysiąca i jednej nocy"). Jednak Garrone wybrał z nich ledwie kilka. I to właśnie ten wybór wydał mi się najbardziej intrygującym elementem całego filmu.


L'apôtre (2014)

Młody Akim wydawał się pewny tego, kim jest i jakie jest jego miejsce w świecie. Miał wspaniałą, kochającą rodzinę. Był przekonany, że czeka go przyszłość imama, nauczyciela i powiernika wiary. Nie wiedział, jak bardzo chroniony był przed pokusami świata. Ale wszystko to zmieniło się, kiedy w jego życiu pojawił się Fabian. To on otworzył przed Akimem drzwi do zupełnie innego świata. Poznawszy jego smak Akim zaczął wątpić w to, co dotąd uważał za pewnik. Obudziły się w nim pragnienia, o jakich istnienie nigdy by siebie nie podejrzewał. Udając przed rodziną i znajomymi, że nic się nie zmieniło, jednocześnie coraz głębiej zanurzał się w obcym a zarazem bardzo bliskim mu świecie. Ze zdumieniem odkrył, że nie jest jedynym, który czuje to co on. Spotykał się po kryjomu w parku z podobnymi do niego, by dzielić się swoimi doświadczeniami. Wymykał się, by oddawać się praktykom, które jego rodzina (a w szczególności brat, z którym wcześniej był blisko związany) uznałaby za obrzydliwe. Ale tajemnicy nie da się skrywać w nieskończoność. Tym bardziej, że Akim coraz silniej czuł potrzebę ujawnienia tego, kim jest naprawdę, życia pełną piersią swoim nowym życiem. Niestety nie wszyscy członkowie jego rodziny i społeczności będą potrafili przejść nad tym do porządku dziennego.


niedziela, 1 listopada 2015

Annie (2014)

"Annie" to kino boleśnie poprawne. Oglądając go nikt by nie pomyślał, że jest to remake popularnego musicalu. Film Willa Glucka uniknął błędów, ale ceną za to jest bezduszność. Na próżno szukać tu dziecięcej radości, wzruszeń, magii i krzepiącej nadziei. Wszyscy bohaterowie odlani zostali z topornej formy i mechanicznie wprawieni w ruch. Na seans w niedzielny poranek to wystarczy. Sądząc jednak po liczbie gwiazd zaangażowanych w produkcję, nie o to twórcom chodziło.


Mr. Turner (2014)

Tak naprawdę jedyne, co mogę napisać o "Panu Turnerze" to, że ma fantastyczne zdjęcia. Mike Leigh i Dick Pope zrobili wszystko, by każdy kadr wyglądał jak malarskie dzieło sztuki. I tak też jest. Tyle tylko, że film trwa ponad 2 godziny, a to wystarczający czas, by nawet najwspanialsze zdjęcia zaczęły męczyć, jeśli są jedynym atutem.


sobota, 31 października 2015

El desierto (2013)

Czy na pewno w grupie jest raźniej? Sądząc po tym, co pokazał Christoph Behl w "Pustyni", to odpowiedź niekoniecznie jest twierdząca. Owszem, kiedy jest się samemu, to tęskni się za towarzystwem. Jednak póki jest nadzieja, że to towarzystwo się znajdzie, to determinacja, by trwać, pozostaje na wysokim poziomie. Kiedy jednak jest się członkiem grupy, do tego bardzo małej grupy, która musi dzielić ze sobą niewielką przestrzeń, wtedy rzeczy się komplikują. To nie przetrwanie staje się problemem, lecz to, co dzieje się pomiędzy członkami grupy. A to, poddawane sprzecznym naciskom, często prowadzi do wypaczeń, deformacji, patologii.


czwartek, 29 października 2015

Black Mass (2015)

Wbrew moim obawom to nie Depp okazał się zawadą w "Pakcie z diabłem". Choć nie całkiem pozbył się maniery (nie jestem pewien, czy w ogóle jest to już w jego przypadku możliwe), to przytemperował ją bardzo mocno, co okazało się mieć pozytywne skutki. Jego Whitey jest fascynującym psychopatą, idealnym drapieżnikiem chwytającym ofiary z zaskoczenia. Reszta obsady również spisała się nieźle, choć obyło się bez aktorskich fajerwerków.


środa, 28 października 2015

Burnt (2015)

Siłą "Ugotowanego" i w zasadzie jego jedynym atutem są zdjęcia. Kulinarne dzieła wyglądają przepięknie. Jakby żywcem zostały wyjęte z bogato ilustrowanej książki kucharskiej. Świetnie też twórcom poszło ukazanie kuchennego chaosu. Zbliżenia, ostre cięcia budują fascynujący wizerunek świata, w którym pozorny bałagan prowadzi do porządku na talerzu.


poniedziałek, 26 października 2015

Crimson Peak (2015)

Guillermo del Toro nakręcił film, który nie miał prawa powstać. "Crimson Peak" to ekstrawagancka produkcja, która wykorzystuje budżet nie z myślą o sprzedaży biletów, lecz do urzeczywistnienia wizji reżysera. Jest to rzecz barokowa, efekciarska, gdzie rozmach ma większe znaczenie niż treść (ze wszech miar idiotyczna). Z tego też powodu film kojarzy mi się z "Jupiter: Intronizacja". Dokładnie tak samo postąpili Wachowscy tworząc swoje rozdmuchane widowisko.


niedziela, 25 października 2015

By the Gun (2014)

Osoby słabe psychiczne, tchórze zupełnie niesłusznie są ignorowani i bagatelizowani. To właśnie oni często stają się przyczyną upadku niejednej potężnej osoby. A wszystko przez fakt, że są nieprzewidywalni, kiedy za wszelką cenę próbują udawać kogoś, kim nie są. Stają się wtedy zmienną, od której zależy los wszystkich. Kimś takim jest Nick Tortano. Wychowany na kulcie gangstera, wbrew woli ojca dołączył do mafijnej organizacji Salvatore'a Vitaglii. Odgrywa chwata, udaje, że jest wielkim gangsterem. Jednak kiedy trzeba kogoś sprzątnąć, waha się. Nick ma niestety kumpla. Bardzo źle dobranego kumpla. To psychopata, który w nosie ma konsekwencje swoich czynów. To przez niego Nick wpadnie w tarapaty. To on zmieni go we wściekłego psa.


Kapgang (2014)

"Szybkim krokiem" to opowieść o przekraczaniu progu dorosłości podana w bardzo skondensowany sposób. Młody Martin w ciągu kilku dni doświadczy śmierci, rozczarowania ojcem, chaosu impulsów erotycznych i uczuciowych. Jest tego tyle, że spokojnie wystarczyłoby na 1000 odcinków telenoweli, ale w filmie Nielsa Ardena Opleva wypada to zaskakująco dobrze, bez przytłaczania nieprawdopodobieństwami i ckliwością. Tylko Skandynawowie mają umiejętność równie sprawnego łączenia bólu, radości, wzruszeń i emocjonalnej niejednoznaczności.


The Brass Teapot (2012)

Co by było, gdyby cierpienie miało sens? Gdyby ból, krzywda były rekompensowane żywą gotówką? Na pierwszy rzut oka wydaje się to fantastyczną sytuacją. Problem w tym, że cudowny imbryk nie rozróżnia motywacji, kiedy wynagradza za cierpienie. Dla tego magicznego przedmiotu liczy się sam fakt zaistnienia krzywdy. W tym momencie cała odpowiedzialność spada na właściciela artefaktu. A z ludźmi wiadomo jak jest - są słabi i w obliczu niepojętej mocy szybko pozbywają się skrupułów. Niewinne rany i krzywdy zmieniają się w coraz groźniejsze kontuzje. Zaczyna się żerowanie na cudzym cierpieniu, a kiedy to nie wystarcza, tworzy się sytuacje bolesne/niebezpieczne dla innych, rozważa się nawet morderstwo... Co gorsza imbryk zachowuje się jak typowy narkoman. Z czasem nabywa odporność i aby wyrzucić z siebie tę samą sumę pieniędzy, potrzebuje nowych lub/i silniejszych wrażeń.


sobota, 24 października 2015

The Captive (2014)

Atom Egoyan wciąż nie może się pozbierać. Jego ostatnim udanym filmem była "Adoracja". Od tamtej pory błąka się we mgle. Słyszy dzwony, ale nie potrafi wskazać, w którym kościele. Jego fabuły budowane są na intrygujących pomysłach, które pozostają martwe, pozbawione emocjonalnego pierwiastka, który byłby w stanie poruszyć mnie tak, jak kiedyś "Podróż Felicji" czy "Ararat".


I Origins (2014)

Mike Cahill naprawdę lepiej zrobiłby podrzucając innym twórcom pomysły. Kiedy sam się zabiera za ich realizację, to niestety gubi się w artystycznym sosie. Tak było z "Drugą Ziemią", tak jest i teraz z "Początkiem".


piątek, 23 października 2015

The Last Witch Hunter (2015)

Po "Łowcy czarownic" niewiele się spodziewałem. Oczekiwałem głupiej opowiastki, która jednak będzie głupia w fajny dla oka sposób. Tym bardziej, że kino fantasy znajduje się obecnie w odwrocie. Jest kilka monumentalnych widowisk, trochę filmów inspirowanych literaturą YA (większość z tych ekranizacji jest podobna do siebie jak dwie krople wody) i nic więcej. Kinowa fantastyka jest zachowawcza, bardzo bezpieczna i bazuje na kilku wyświechtanych koncepcjach fabularnych. Dlatego też SF&F zdecydowanie lepiej jest czytać niż oglądać (przy okazji, dotyczy to również seriali; tak, nawet "Gry o tron"), a do kina idę z pełną świadomością, ze dostanę ogłupiającą papkę i jedyne na co mogę liczyć, to efektowny sposób podania.


wtorek, 20 października 2015

Demon (2015)

"Demon" niestety potwierdza, że Polacy do pewnych gatunków po prostu nie mają głowy (serca? ręki?). Jednym z nich jest horror. Na całe szczęście Wrona nie zdecydował się na rozpętanie na ekranie rzezi. Postawił na pozornie prostszą opowieść, gdzie liczy się klimat niepokoju, tajemnicy. Niestety nawet to mu nie wyszło. Gdy próbuje uderzać w poważne tony, film robi się sztuczny, pompatyczny. Gdy próbuje przekroczyć gatunkowe rzemiosło i uczynić z "Demona" dzieło artystycznie, wygląda po prostu idiotycznie. Końcowy monolog Andrzeja Grabowskiego jest już szczytem bezguścia.


Efterskalv (2015)

W swoim pierwszym pełnometrażowym filmie fabularnym Magnus von Horn pokazał jak niewiele sensu ma idea więzienia. W zamyśle człowiek idzie tam odbyć karę, a po jej zakończeniu powinniśmy zapomnieć o tym, co było. Ale więzienie niczego nie naprawia, w niczym nie pomaga, zamraża jedynie ból, cierpienie, wściekłość i strach. Kiedy więc człowiek wychodzi na wolność, pozornie zabliźnione rany rozrywane są na nowo. Nie da się narzuconymi przez system formami zachowania wymusić na ludziach porzucenie samych siebie. Nie można pójść na skróty, gdy w grę wchodzi cierpienie duszy. Nie da się uniknąć "próby ognia", bolesnego rozliczenia z przeszłością i ekspresji wszystkich emocji, nawet najbardziej negatywnych.


poniedziałek, 19 października 2015

Schneider vs. Bax (2015)

Co się stało z Aleksem van Warmerdamem? Jak ktoś o jego talencie mógł tak bardzo zepsuć pomysł, który wydawał się samograjem? Naprawdę nie mogę tego pojąć. Ogólny zarys "Schneider kontra Bax" obiecuje film na poziomie co najmniej "Borgmana". Tymczasem końcowy rezultat jest – delikatnie mówiąc – przeciętny.


Лазар (2015)

"Lazar" to historia młodego chłopaka, który zajmuje się przemytem ludzi przez granicę macedońsko-grecką. Chłopak żyje dniem dzisiejszym, a poza matką i szefem gangu niewiele rzeczy jest w stanie wywołać w nim jakiekolwiek emocje. To zmienia się, kiedy poznaje dziewczynę. Pod jej wpływem zacznie inaczej patrzeć na świat. Nie na tyle, by naprawdę zmienić coś w swoim życiu, ale wystarczająco, by zniszczyć dotąd stabilną konstrukcję swojej codzienności. A kiedy pojawia się słabość, zaraz zlecą się padlinożercy...


(2015) الآيدول‎

"Idol" zaskoczył mnie. Hany Abu-Assad kojarzy mi się raczej z mało optymistycznymi historiami. Bo też zazwyczaj wybierał tematy bliskowschodnie, które nie mogą nastrajać pozytywnie. Tymczasem "Idol" to film zrobiony ku pokrzepieniu serc. To opowieść o nadziei i marzeniu o lepszej przyszłości nie tylko konkretnego człowieka ale całego narodu


Henkesi edestä (2015)

Petri Kotwica w swoim najnowszym filmie porusza jeden z najbardziej fascynujących mechanizmów ludzkiej psychiki: patologicznej niemożności przyjęcia na siebie pełni odpowiedzialności za własne czyny. Ten mechanizm odpowiada za większość zaburzeń psychicznych (z nerwicami na czele) i znaczną część konfliktów międzyludzkich.


niedziela, 18 października 2015

Maryland (2015)

Żołnierz francuski w przerwie między jedną a drugą misją (jeśli oczywiście otrzyma zgodę lekarzy na powrót na front, co przy jego różnych zaburzeniach nie jest wcale pewne). Oczekiwanie na ponowne pójście w kamasze wypełnia pracując jako ochroniarz. W ten sposób trafia do posiadłości bogatego Libańczyka, który jest bardzo mocno powiązany z władzami. Tam będzie strzegł bezpieczeństwa gości na uroczystym przyjęciu. Kiedy okazuje się, że gospodarz musi na dwa dni wyjechać, przyjmuje posadę ochroniarza pięknej żony i małego syna.


Ni le ciel ni la terre (2015)

Pozytywne zaskoczenie. Wybierałem się na "Front w Dolinie Wakhan" sądząc, że będzie to kino wojenne, francuskie spojrzenie na walkę z talibami. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że jest to w zasadzie horror. W pewnej wiosce stacjonuje oddział francuskich sił pacyfikacyjnych. Któregoś dnia bez śladu znika pies. Mało kto się tym przejął. Wkrótce jednak znika dwóch członków oddziału. I wtedy zaczynają się poszukiwania i próby znalezienia odpowiedzi. Czy zdezerterowali? Czy zostali schwytani? A jeśli tak, to przez kogo? Kiedy talibowie kontaktują się z nimi chcąc wynegocjować zwrot ich ludzi, którzy zniknęli i których – jak sądzą – przetrzymują Francuzi, sprawa robi się naprawdę dziwna...


Beast (2015)

Młody chłopak musi zmierzyć się z konsekwencjami swojego czynu. Oszustwo podczas meczu bokserskiego sprawiło, że zabił człowieka. I pewnie spróbowałby zignorować prawdę o tym, co uczynił i co to z niego czyni, ale okoliczności sprawią, że otrzyma drugą szansę, by postąpić właściwie.


(2015) תיקון

Haim-Aaron, bohater filmu "Tikkun" nauczył mnie trzech rzeczy. Po pierwsze, że nadgorliwość religijna sprawia, że człowiek wygląda jak osoba upośledzona umysłowo. W każdym razie tak gra Haima-Aarona Aharon Traitel: wytrzeszcz oczu, sztywność poruszania się, katatonia. Chwilami wyglądał jak pacjent szpitala psychiatrycznego po końskiej dawce psychotropów. Owszem, mogę sobie tłumaczyć, że taki wygląd jest efektem nieuświadomionego konfliktu, jaki panuje w psychice Haima-Aarona. Być może on wcale nie chciał być religijny, ale przez totalną indoktrynację nie mógł nawet w myślach brać pod rozwagę taką opcję, więc z lęku, że mógłby tak zacząć myśleć, głębiej zanurzał się w rytualne objawy swojej wiary. Jeśli tak jednak jest naprawdę, to wątek ten nie został w pełni wygrany przez reżysera.


sobota, 17 października 2015

Room (2015)

Lenny Abrahamson wciąż mnie nie zawodzi. No może "Frank" nie był jego najbardziej udanym dziełem, ale złym filmem też nie był. Zaś "Room" to już powrót do poziomu, do jakiego zdążył mnie przyzwyczaić.


Der Nachtmahr (2015)

Wielkie pozytywne zaskoczenie. "Koszmar" to film pod każdym względem spełniony. Doskonały pomysł, świetna realizacja i jeszcze lepsza muzyka. Oglądanie go sprawiało mi czystą przyjemność.


El apóstata (2015)

Jeśli nie masz pomysłu na siebie i swoje życie, to się buntuj. Bunt pozwala przynajmniej określić to, kim nie chcesz być. A skoro nie wiesz, kim chcesz być, owo "nie" staje się kluczowe do zdefiniowania samego siebie.


Valley of Love (2015)

Ambitna porażka. Reżyser dużo chciał, ale zdecydowanie zabrakło mu umiejętności. W efekcie "Dolinę miłości" traktuję raczej jak zabawę w metakino, a nie pełnoprawną opowieść.


piątek, 16 października 2015

Borgríki 2 (2014)

"Krew bohaterów" to powrót do mrocznej Islandii, którą miałem okazję poznać w filmie "Państwo w państwie". Niestety dla bohaterów, nie zrobiło się pogodniej. To wciąż ponure miejsce, gdzie dobre rzeczy nie dzieją się zbyt często.


czwartek, 15 października 2015

Tangerine (2015)

Technologia poszła mocno do przodu, ale film nakręcony komórką wciąż na ekranie kinowym nie będzie wyglądał zbyt dobrze. Potrzeba więc czegoś wyrazistego, co zrównoważy wizualne niedostatki. Reżyser "Mandarynki" znalazł to w osobach odtwórców głównych ról. Dzięki nim szybko zapomina się o surowej oprawie. Pozostają tylko i wyłącznie bohaterowie.


Parabellum (2015)

Apokalipsa i kino minimalistyczne? Na pierwszy rzut oka może wydawać się, że jest to mieszanka niemożliwa. Lukas Valenta Rinner pokazał jednak, że w kinie nie ma rzeczy niemożliwych.


"Parabellum", zgodnie ze swoim tytułem, opowiada o ludziach szykujących się na wojnę. A ta jest już tuż tuż. Świat, jaki znamy rozpada się na naszych oczach. W miastach narasta chaos, przemoc, desperacja. Ci, którzy przeżyją, będą zdani wyłącznie na siebie. Dobrze jest więc nauczyć się sztuki przetrwania. I tak też robi grupa bohaterów.

Nauka przetrwania w postapokaliptycznym świecie przypomina gotowanie żaby. Nie wrzuca się delikwenta do wrzątku. Dlatego też uczestnicy szkolenia zaczynają w luksusowych warunkach, lecz z czasem będzie coraz ciężej. Nie wszyscy będą w stanie przetrwać narzucony reżim, choć może to świadomość, że nawet jeśli dotrwają do końca, to i tak wrócą do zmienionej rzeczywistości, sprawiła, że się poddali.

Rinner nie wyjaśnia natury katastrofy. Ba, nie można być pewnym, czy katastrofa w ogóle ma miejsce. Być może te wszystkie "znaki", jakie pojawiają się tu i ówdzie są jedynie reinterpretacją faktów lub też zwyczajnym zafałszowanie rzeczywistości. Każda odpowiedź jest możliwa, a to dlatego, że związki przyczynowo-skutkowe reżyser ograniczył do niezbędnego minimum. Oglądamy jedynie odpryski rzeczywistości. Ma to swoje zalety. Sprawia, że wykreowana przez Rinnera wizja wciąga i intryguje. Ale w przeciwieństwie do Lisandro Alonso czy Carlosa Reygadasa ("Parabellum" narzuca skojarzenia z "Cichymi światłami") mam wrażenie, że Rinner nie wychodzi poza ogólny koncept. Nie widzę w tym filmie głębszej myśli, czegoś, co uzasadniałoby i temat i formę. Zostaje więc tylko to niekonwencjonalne połączenie, które – jestem o tym święcie przekonany – znaczną część widzów wymęczy.

Ocena: 6

środa, 14 października 2015

Truman (2015)

Cesc Gay po raz kolejny udowadnia to, co wiedziałem już po jego reżyserskim debiucie: ma niebywałą zdolność do opowiadania o męskiej przyjaźni. Tym razem relacji tej dodał pikanterii w postaci śmierci. I tak powstał jeden z ciekawszych w ostatnim czasie obrazów o mężczyznach i umieraniu.


La peur (2015)

Damien Odoul powinien jednak pozostać przy poezji. Ubieranie słów w obrazy niestety nie wychodzi mu najlepiej. Choć to może wina ambicji, a nie braku umiejętności. Wybrał sobie bowiem jedną z najtrudniejszych form filmowych, jaką tylko można zrealizować: wysoce inscenizowaną, opartą na symbolach, alegoriach i metaforach, kontemplacyjną, filozofującą, gdzie styl jest wszystkim. 9 na 10 filmów realizowanych według tej formy okazuje się nieznośnymi bohomazami (np. "Baczyński"), więc szanse powodzenia Odoul już na starcie miał minimalne.


wtorek, 13 października 2015

Noche de perros (2015)

"Pieska noc" to przykład kina niezależnego, którym fascynowałem się dekadę temu. Dwóch kumpli, z których jeden jest rozważny a drugi bezmyślny, oferuje bowiem sporo możliwości do stworzenia czasem zabawnych, czasem trzymających w napięciu scen. Jednak po dekadzie okazuje się, że wyobraźnia twórców jest mocno ograniczona i powyższa formuła popada w koleiny powtarzalności.


天の茶助 (2015)

Po "Miss Zombie" Sabu zrobił ostry skręt w swojej twórczości. Oczywiście pozostał sobą i "Podróż Chasuke" pełna jest jego specyficznego poczucia humoru i spojrzenia na świat. Jednak film ten w zasadzie mógłby być pokazywany w telewizji na Boże Narodzenie.


The Daughter (2015)

Simon Stone pokazał tym filmem, że skandynawskie dramaty rodzinne łatwo da się przenieść na australijski grunt. "Dzika kaczka" bez większych problemów zamieniła się w "Powrót".


Mænd & høns (2015)

SPOILERY

Skandynawia wyludnia się. Dla niektórych rozwiązaniem problemu jest przyjęcie imigrantów. Ale nie dla Andersa Thomasa Jensena. On oferuje drogę rewolucyjną – zoofilię i zabawy w Boga. Ciekawe, czy święty Franciszek byłby dumny z tego, jak dosłownie reżyser potraktował jego słowa o tym, że zwierzęta to nasi bracia i siostry.


niedziela, 11 października 2015

Necesito saber (2015)

Twórcy "Muszę wiedzieć" słyszą dzwony. Szkoda tylko, że nie tam, gdzie naprawdę biją. Ich krótkometrażówka jest niestety filmem straconej szansy. Ma znakomity pomysł, ale para reżyserska po drodze pobłądziła.



(2015) ההיפך

Wiem, że powinienem się rozpływać nad tą wzruszająca opowieścią o Bogu, życiu, śmierci i miłości. Ale jakoś nie mogłem. Po głowie cały czas chodziła mi myśl, że w jesziwie lepiej by zrobili, gdyby trochę mniej miejsca poświęcili na studiowanie Tory i Talmudu, a więcej na nauce radzenia sobie z przeciwprzeniesieniem.


Amnesia (2015)

Barbet Schroeder powrócił do kina po dłuższej nieobecność. Chyba jednak lepiej dla wszystkich byłoby, gdyby tego nie czynił. "Amnezja" okazała się bowiem filmem mocno przeciętnym. Owszem, mogła być interesującym obrazem, ale tylko wtedy, gdyby zrobiono z niej trzy oddzielne historie.


Čistič (2015)

"Czyściciel" okazał się mocno ponurym filmem. Pokazuje, że dla zranionych, połamanych dusz nie ma nadziei. egzystują bowiem w więzieniu powtarzalności, w magicznym kręgu, którego nikt nie jest w stanie przełamać. Nie oni sami, ponieważ jedyne co potrafią, to powstrzymywać się przez pewien czas, by potem eksplodować. Nie podobni im popaprańcy, bo mogą jedynie tworzyć iluzje normalności. I nie zwyczajni ludzie, bo tych a) nie ma b) jeśli nawet są, to żyją w tak innym świecie, że nie potrafią zrozumieć nic z ograniczeń i wyzwań przed jakimi stoją skrzywdzeni.


龍三と七人の子分たち (2015)

Takeshi Kitano w swoim najnowszym filmie opowiada się przeciwko emeryturom. Przykład kilku staruszków, którzy znudzeni emerytalną bezczynnością wracają do działalności w swoim zawodzie, pokazuje wyraźnie, że starych ludzi nie można zostawić samopas. Jeśli nie będą mieli zajęcia, to je sobie sami znajdą. A rezultat może być, przynajmniej dla niektórych, opłakany.


Das ewige Leben (2015)

Prawda was wyzwoli... no, chyba że wcześniej was zabije. Taki morał można wynieść z filmu "Wieczne życie". Były policjant, a obecnie pozbawiony pracy detektyw, Simon Brenner przekona się o tym na własnej skórze, kiedy splot okoliczności sprawi, że "zapomniana" sprawa z przeszłości zacznie wpływać na życie wielu osób. Zapomniana w cudzysłowie, ponieważ tak naprawdę nikt o wydarzeniach sprzed 30 lat nie zapomniał, ale wszyscy nauczyli się z konsekwencjami żyć. Przypomina to wrzód, który zamiast pęknąć otorbił się i siedzi sobie spokojnie tak długo, jak długo nie zostanie ruszony. Problem w tym, że przez Brennera zostanie on nie tylko ruszony, lecz brutalnie przecięty. Cały zgromadzony brud zaczynie wypływać. Ci, którzy to przetrwają, będą nieco oczyszczeni, ale wcześniej parę osób będzie musiało pożegnać się z życiem. Czy czyjaś śmierć jest ceną, jaka można zapłacić za uporządkowanie własnej przeszłości?


極道大戦争 (2015)

Do zaskakująco długiej listy całkowicie objechanych filmów, jakie widziałem w tym roku, mogę spokojnie dopisać kolejny – "Yakuza Apocalypse". Miike zawsze balansował na granicy absurdu, ale teraz odleciał już kompletnie. To, co zaprezentował w tym filmie bliższe jest twórczości Noboru Iguchiego. Ale nie narzekam. Głównie dlatego, że nie spodziewając się aż takiego natłoku szalonych pomysłów, dałem się porwać opowieści, w której jest prawie wszystko.


sobota, 10 października 2015

(2015) الزين لي فيك

"Tyle miłości" może stać się doskonałym narzędziem do burzenia stereotypów o niekompatybilności kulturowej "nas" i "innych". Choć bowiem akcja filmu rozgrywa się w Maroku, to nie ma w nim nic, co nie jest zrozumiałe pod jakąkolwiek szerokością geograficzną. Wystarczyłoby zmienić nazwy własne i język i równie dobrze historia mogłaby być nakręcona w Warszawie, Nowym Jorku czy Pekinie. Życie tych, którzy na drabinie społecznej stoją nisko, najwyraźniej wszędzie jest tak samo mizerne.


piątek, 9 października 2015

The Martian (2015)

"Prometeusz", "Adwokat", "Exodus" – co jeden to gorszy film. Dlatego też po "Marsjaninie" naprawdę niczego dobrego się nie spodziewałem. Zwiastun nie pomagał. Zapowiadał ckliwą bajeczkę o zaradnym Amerykaninie i całej masie zatroskanych postaci drugoplanowych, których zadanie polega na gapieniu się w ekrany telewizyjne i monitory. I rzeczywiście "Marsjanin" jest właśnie takim filmem. Ale – o dziwo – brzmi to gorzej niż wygląda.


środa, 7 października 2015

The Town That Dreaded Sundown (2014)

Ciekawy film. Głównie przez swoją formę. Z jednej strony jest to bardzo klasyczny slasher. Naprawdę trudno wyobrazić sobie coś jeszcze dokładniej skopiowane z podręcznikowej formy. Historia, bohaterowie i wszystkie zwroty akcji rozpisane zostały zgodnie ze wzorcem rozpracowanym w cyklu "Krzyk". Szczególnie bliski wydaje się pierwszy film z tego cyklu. Dlatego też "Miasteczko, które bało się zmierzchu" powinno mnie zirytować swoją absolutnie powalającą wtórnością.


wtorek, 6 października 2015

Sleeping with Other People (2015)

Amerykanie uwielbiają temat damsko-męskiej przyjaźni, która nie istniej. Ale mogliby przestać kręcić filmy o tym. Przynajmniej przez jakiś czas. Temat jest kompletnie wyczerpany i potrzeba mu mocnej, długotrwałej regeneracji. A w każdym razie ja muszę od tego tematu odpocząć.


poniedziałek, 5 października 2015

The Walk (2015)

Co za potwornie zły film! Nie mogę wyjść ze zdumienia, że Robert Zemeckis naprawdę uważał taką formę za właściwą do opowiedzenia historii Petita. Przecież to, co zaprezentował jest obraźliwe dla bohaterów tamtych wydarzeń i urąga inteligencji widza. Fascynującą opowieść o obsesji, sięganiu po niemożliwe zmienił w głupawy filmik o uroczych kretynach.


niedziela, 4 października 2015

Loitering with Intent (2014)

Podręcznikowo przeciętny przykład na amerykańskie kino niezależne. Kilka zagubionych na morzu życia osób spotyka się. Ich wzajemne relacje sprawią, że będą zmuszeni przestać udawać i spojrzą w końcu prawdzie w oczy.


45 Years (2015)

SPOILERY!

Andrew Haigh ma niezwykły dar. Jak mało kto potrafi uchwycić drobnostki w relacjach międzyludzki. Jest kronikarzem chwil emocjonalnie efemerycznych, które jednak mają poważne konsekwencje. Pokazał to już w "Zupełnie innym weekendzie", gdzie opowiadał o początku, o narodzinach uczucia. Teraz powtórzył to w "45 latach", gdzie opowiada o końcu, o rozpadzie związku.


Nightingale (2014)

Marzenia to pułapka. Powinniśmy się ich wystrzegać jak wampir promieni słonecznych. Niszczą harmonię codziennego życia i nie pozwalają wykorzystać potencjału tkwiącego w nas samych. A kiedy w takich warunkach pojawią się zewnętrzne naciski, które działają przeciwnie do siły marzeń, prawa psychicznej fizyki są nieubłagane – katastrofa prędzej czy później staje się faktem.


czwartek, 1 października 2015

Noc Walpurgi (2015)

Chyba od czasu "Matki Teresy od kotów" żaden polski film nie był w stanie zaintrygować mnie samym zwiastunem. "Nocy Walpurgi" to się jednak udało. Czarno-biały obraz i mocno teatralna forma sugerowały, że nie będzie to typowa produkcja znad Wisły. I rzeczywiście tak jest. Choć niestety więcej w tym filmie jest intencji niż rzeczywistych dokonań. Niemniej jednak Marcin Bortkiewicz poradził sobie lepiej chociażby od twórcy "Pieśni słonia".


środa, 30 września 2015

Slow West (2015)

Człowiek naiwny jest równie niebezpieczny co w Wiekach Średnich szczur. Niby taki niepozorny, niby łatwo daje się go ignorować lub czuć wobec niego wyższość. A jednak to on jest zwiastunem gwałtownej śmierci. A kiedy mamy do czynienia z mieszanką naiwności z młodzieńczą miłością, to epidemia czarnej śmierci jest wręcz gwarantowana.


wtorek, 29 września 2015

Ricki and the Flash (2015)

Interesujące. Widzę, że w amerykańskim kinie pojawiło się nowe zjawisko. Polega ono na opowiadaniu pokrzepiających i optymistycznych historii o przegrywaniu, o rozczarowaniu i rozwianych marzeniach. "Nigdy nie jest za późno" to kolejny w ostatnim czasie film, który wyraźnie mówi, że ci, którzy idą za głosem serca i snów, przegrywają życie, że roztrwonili potencjał, unieszczęśliwili siebie i inny. Ale i tak powinniśmy się cieszyć tym, co się ma, prostymi rzeczami i pogodzić się z tym, że życie to stracona sprawa.


The Visit (2015)

"Wizyta" to najlepszy film Shyamalana od prawie dekady. To jednak wiele nie znaczy, bo to, co ostatnio kręcił, z wielkim trudem można było nazywać filmami. Na ich tle "Wizyta" robi imponujące wrażenie. Ala sama w sobie nie jest to historia zbyt ciekawa. A stylistyka found footage wcale nie pomaga.


niedziela, 27 września 2015

Saul fia (2015)

Kolejny węgierski film, który jest niczym innym, jak przeróbką bardzo amerykańskiej, bardzo rozrywkowej kliszy na coś, co staje się dziełem artystycznym. Podoba mi się takie podejście. I cieszy fakt, że rezultaty są interesujące.


sobota, 26 września 2015

Sicario (2015)

Denis Villeneuve musi jak najszybciej wrócić do Kanady i porzucić Hollywood. "Sicario", jak wcześniej "Labirynt", może robić wrażenie tylko i wyłącznie w przypadku, w którym wyłączy się myślenie. Tak, reżyser wie, jak budować obrazy. Sposób pokazania historii (dodatkowo podsycony prostą, ale niepokojącą ścieżką muzyczną) robi mocne wrażenie. Nadaje filmowi intensywność, przykuwa uwagę, wciąga.


The Intern (2015)

Jesteśmy w połowie drugiej dekady XXI wieku. Jeśli należycie do grona ludzi, którzy sądzą, że oznacza to zmianę mentalności ludzi, to mocno się na "Praktykancie" zawiedziecie. Choć bowiem Nancy Meyers osadziła bohaterów w świecie, w którym kobiety mogą robić kariery, w którym równość płci, różnorodność kulturowa staje się normą, to jednocześnie jest kaznodziejką głoszącą wartość ideałów sprzed stu lat. Oczywiście rozumiem intencje reżyserki. Chciała pokazać cenę, jaką zapłacili ludzie za "postęp". I jest to chwalebne, bo przecież zmiana genderowo-kulturowa ma swoją ciemną stronę. Meyers jednak przesadziła. Z tego też powodu przesłanie jej filmu kompletnie mnie odrzuciło.


środa, 23 września 2015

Legend (2015)

Chciałbym móc napisać, że jestem rozczarowany filmem "Legend". To jednak implikowałoby, że miałem wobec niego pozytywne oczekiwania. A tak nie było. Na niekorzyść filmu przemawiały dwa fakty. Po pierwsze zwiastuny. Były, delikatnie mówiąc, mało ciekawe i zapowiadały film pozbawiony polotu. Po drugie osoba reżysera. Brian Helgeland jako reżyser sprawdził się w mojej ocenie tylko raz, kiedy nakręcił "Obłędnego rycerza". Wszystko, co zrobił później, było mocno przeciętne. Z tych też powodów mogę napisać jedynie, że nie zostałem "Legend" pozytywnie zaskoczony.


wtorek, 22 września 2015

Król życia (2015)

Na "Króla życia" wybierałem się pełen jak najgorszych przeczuć. Obawiałem się, że jest to jeden z tych polskich feel good movies, po których człowiek czuje się tak wspaniale, że ma apetyt na całe opakowanie żyletek albo nawet dwa. Dlatego też pierwszy kwadrans zdumiał mnie niepomiernie. Początek "Króla życia" przywodzi na myśl typowy niezależny film amerykański o bohaterze, który przechodzi kryzys egzystencjalny, rzuca wszystko, pogrąża się w nic-nie-robieniu, by w końcu odnaleźć siebie (zazwyczaj za sprawą innej, często naprawdę mocno doświadczonej przez los osoby). I choć mam już dość tego rodzaju fabuł, to w polskim kinie dawno czegoś podobnego nie widziałem, więc zacząłem być pozytywnie do filmu nastawiony,


poniedziałek, 21 września 2015

The Transporter Refueled (2015)

Szkoda, że nie jestem prawicowym fanatykiem. Wtedy mógłbym po obejrzeniu "Transportera: Nowej mocy" rwać sobie włosy głowy i pomstować na kompletny upadek moralny współczesnej cywilizacji. Ten film jest bowiem spełnieniem wielu koszmarów tych, dla których gender jest jednym z imion szatana. Tu bowiem mózgiem operacji jest kobieta, a facet to tylko mięśniak co to przyjdzie, weźmie, pozamiata. A i nawet takiego macho łatwo da się spacyfikować, kiedy zajdzie potrzeba. Jakby tego było mało, to właśnie facet może tu pochwalić się najlepiej pomalowanymi ustami i świetnym kolorem szminki. Po prostu świat stanął na głowie.


niedziela, 20 września 2015

Straight Outta Compton (2015)

Nie dziwi mnie, że ten film cieszy się w Stanach tak wielką popularnością. Dzięki "przemiłym" policjantom z St. Louis "Straight Outta Compton" ogląda się bardziej jako film współczesny, niż historyczny, którego akcja osadzona jest ćwierć wieku temu. Dziwi mnie za to fakt, że powstał dopiero teraz. Ma przecież wszystko to, co widownia kinowa kocha: barwnych bohaterów, seks, przemoc, narkotyki, napięcia społeczne, biedę i bogactwo. Co więcej, twórcy sprawnie wykorzystali te elementy i stworzyli widowisko, które ogląda się z przyjemnością nawet, jeśli jest się świadomym tego, jak bardzo pobieżnie historia rapu została tu potraktowana. Chwilami odnosiłem wrażenie, że "Straight Outta Compton" skierowane jest właśnie do widzów, którzy doskonale orientują się w historii rapu lat 90. i dlatego niektóre kluczowe rzeczy są tu wspominane słowem, migawką, kilkoma ujęciami.


Wild Card (2015)

Simon West lubi pracować z Jasonem Stathamem. Szkoda tylko, że ta sympatia nie przekłada się na jakoś. "Joker" to kolejna rzecz z Stathamem, którą zapomni się jeszcze w trakcie jej oglądania.


sobota, 19 września 2015

Fidelio, l'odyssée d'Alice (2014)

Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak pokazano kobiecość w tym filmie. Akcja "Odysei Alicji" rozgrywa się na frachtowcu. Alice jest mechanikiem, jedyną kobietą w załodze. Łatwo więc było zrobić z jej płci "big deal", manifest feministyczny lub inną podobną rzecz. Tymczasem Lucie Borleteau w ogóle nie robi z tego afery. Nie, nie udaje, że nie zauważa płci bohaterki, po prostu traktuje ją jako rzecz naturalną, nie tłumaczy się, i absolutnie nie usprawiedliwia. Nawet w sytuacjach, które aż proszą się o konfrontację męskiego i żeńskiego punktu widzenia, reżysera pokazuje je, ale odrzuca nawet aluzję próby konfrontacji. Rzadko kiedy spotykam się z czymś takim w kinie. Było to więc dla mnie doświadczenie naprawdę orzeźwiające i napawające nadzieją.


My Zinc Bed (2008)

Kolejny w dniu dzisiejszym film, który jest w zasadzie teatrem telewizji. I znów, zamiast być wadą, jest to jego zaletą. Gdyby twórcy spróbowali choć trochę wszystko "ufilmowić", wtedy rzecz rozpadłaby się na drobne kawałki. A tak udało się sprawić, by relacje między bohaterami wypadały autentycznie, a jednocześnie były podkręcone w swej intensywności do poziomu, który tylko na deskach teatru się sprawdza. Trafne dialogi i mistrzowska gra Jonathana Pryce'a uczyniła z tego dzieło żywe i emocjonalnie istotne.


My Old Lady (2014)

Nie ma róży bez kolców. Nie ma też szczęścia bez ofiar. Jak powie jeden z bohaterów "Mojej staruszki": miłość jest towarem limitowanym, żeby komuś ją dać, trzeba ją komuś odebrać. Film Israela Horovitza opowiada o tych, którzy płacą za cudze szczęście. I jest to historia naprawdę poruszająca, wręcz łamiąca serce.  Horovitz doskonale uchwycił ból jednostki, która od dzieciństwa cierpi w sposób niezawiniony i która nie może się z tego cierpienia wydobyć. Żadna ze strategii na dobrą sprawę nie działa. Może jedynie złagodzić formę przeżywania bólu, ale nie jest w stanie go stłumić. Mathias pławi się w cierpieniu, poddał mu się przegrywając swoje życie już na wstępie. Chloé wybrała obojętność i pozorną ignorancję, ale choć płynie przez życie na spokojniejszych wodach, to jednak i tak nic nie była w stanie zbudować. Horovitz potrafił również świetnie oddać selektywną ślepotę tych, którzy żyją własnym szczęściem nie chcą go mącić świadomością cudzego cierpienia.


środa, 16 września 2015

Youth (2015)

Nie mam pojęcia, czy po tym filmie powinienem z nadzieją patrzeć w przyszłość, jeśli chodzi o kolejne dokonania Paolo Sorrentino, czy też z przygnębieniem i rezygnacją. Oglądając "Młodość" miałem wrażenie, że jest to brakujące ogniwo w nieszczęsnej ewolucji artystycznej reżysera od arcydzieła ("Wszystkie odloty Cheyenne'a") do pretensjonalnej wydmuszki ("Wielkie piękno"). Problem polega na tym, że "Młodość" powstała PO obu tych filmach, a nie POMIĘDZY nimi.


Everest (2015)

"Everest" ostatecznie przekonało mnie, że ja po prostu nie lubię stylu Baltasara Kormákura. Ze wszystkich jego filmów tylko jeden – "Bagno" – tak naprawdę mi się spodobało. Reszta to niestety rzeczy bardzo przeciętne, a czasem nawet i to nie. "Everest" jest równie słaby co "Na głębinie". Kormákur chyba nie powinien się inspirować prawdziwymi historiami, bo po prostu nie potrafi ich "ufilmowić".


wtorek, 15 września 2015

Hitman: Agent 47 (2015)

Na "Hitmana: Agenta 47" wybierałem się w pełni świadomy, że będzie to zły film. Ale nie spodziewałem się, że będzie aż tak zły. Choć tak naprawdę nie jestem pewien, czy "zły" to trafne określenie. Sugeruje ono, że film wzbudził we mnie jakieś emocje (w tym przypadku negatywne). Tak jednak nie było. Rzecz jest bowiem tak bezpłciowa, że nawet nie miałem ochoty irytować się kiepską jakością.


niedziela, 13 września 2015

Southpaw (2015)

"Do utraty sił" to kolejna opowieść o tym, że w życiu najlepszą rzeczą, jaka może się nam przydarzyć to śmierć bliskiej osoby. Owszem, na początku jest ból, złość i rozpacz. Ale kiedy już spadnie się na dno, wtedy można się odbić i stać się człowiekiem, jakim nigdy by się nie było, gdyby ta osoba wciąż żyła.


Scenic Route (2013)

Kto by pomyślał, że zwykła przyjacielska interwencja może stać się aż tak niebezpieczna dla jej uczestników? Oczywiście trzeba być prawdziwą ofiarą losu, ponieważ splot okoliczności, z jakim mamy w filmie "Piękne widoki" do czynienia jest naprawdę niewiarygodny.


czwartek, 10 września 2015

Que horas ela volta? (2015)

Jestem przekonany, że "Prawie jak matka" przypadnie wielu osobom do gustu. Sam pewnie byłbym nim zachwycony jeszcze kilka lat temu. Ale teraz moja tolerancja na podobne gawędzenie jest zdecydowanie niższa. A reżyserka oprócz gadania sobie o niczym nie ma nic do zaoferowania.


Maze Runner: The Scorch Trials (2015)

Filmowe "Próby ognia" zachęciły mnie do sięgnięcia po książkę. Podoba mi się bowiem to, jak rozwija się opowieść. A przede wszystkim fakt, że nie ma tu tak naprawdę złych postaci. Osią konfliktu jest spojrzenie na świat oraz odmienne cele (ale same w sobie nie są one po żadnej stronie złe). To historia o tym, ile makiawelizmu jest niezbędne do przetrwania ludzkości oraz ile makiawelizmu jednostka jest w stanie wytrzymać zanim cel przestanie uświęcać środki.


niedziela, 6 września 2015

Vacation (2015)

Kto spodziewa się powrotu ducha filmów z Chevy Chase'em i Beverly D'Angelo, ten się sromotnie zawiedzie. Czy to jednak oznacza, że "Wakacje" są złym filmem? Nie dla mnie.


środa, 2 września 2015

Elephant Song (2014)

Sztuka, która stanowi podstawę fabuły "Pieśni słonia", musi być całkiem interesująca. Widać bowiem w filmie spory potencjał. Tyle tylko, że reżyser kompletnie pogubił się podczas procesu adaptacji oryginału na potrzeby dużego ekranu.


wtorek, 1 września 2015

We Are Your Friends (2015)

Ostatnio muzyka elektroniczna znalazła się na celowniku filmowców. I w sumie cieszę się z tego, jako fan. Ale póki co nic dobrego ze starań reżyserów nie wychodzi. Choć bowiem EDM jest rdzeniem filmowych opowieści, to jednak same historie są za mało osadzone w tym świecie, muzyka jest tylko pretekstem i scenografią, a nie krwią trzymającą całość przy życiu. Pozostaje mi w zasadzie cieszyć się z tego, że w przypadku "We Are Your Friends" udało się  osiągnąć więcej niż w "Edenie".


Love (2015)

Zaufanie. Do tego sprowadza się odbiór filmu. Muszę uwierzyć, że reżyser nie robi mnie w konia, że jest autentyczny w tym, co kręci, że nawet najbardziej wydumane sceny nie istnieją tylko po to, żeby zaistnieć, że kryje się za nimi głębszy sens. Niestety Gasparowi Noé nie ufam od czasu "Wkraczając w pustkę". Dlatego też nie uwierzyłem w szczerość intencji, nie kupiłem tego, co pokazał w "Love".


niedziela, 30 sierpnia 2015

Louder Than Words (2013)

Anthony'emu Fabianowi nie można odmówić chęci do innego potraktowania bardzo sztampowego tematu. Reżyser "Więcej niż słów" dwoi się i troi, by jego film nie był nudnym rozliczeniem z tragedią i bezdusznymi starciami biurokratycznymi. I tylko za sprawą wysiłków jego i obsady w ogóle dotrwałem do końca. W oglądaniu ich męczarni było bowiem coś niezdrowo fascynującego.


Two Night Stand (2014)

Dzisiaj miałem dzień z mało oryginalnymi pomysłami na fabuły. Ale tylko "Alles is liefde" potrafiło sztywną formę nieco rozluźnić. Pozostałe dwa tytuły, w tym "Romans na dwie noce", pozostają boleśnie bezpłciowe.


Alles is liefde (2007)

Typowa świąteczna produkcja wielowątkowa. Coś w stylu "To właśnie miłość" czy "Sylwestra w Nowym Jorku". Tym razem pretekstem do opowiedzenia kilku przeplatających się historii o związkach i miłości są Mikołajki, które w Holandii wyglądają zupełnie inaczej i są echem dawnej hiszpańskiej dominacji. Ceremoniał związany z tym świętem to jednak jedyna egzotyka. Reszta jest standardem: rozpadające się małżeństwo, para u progu związku, małżeństwo w kryzysie, single szukający drugiej połówki, rodzinna czarna owca próbująca odzyskać stracony czas...


sobota, 29 sierpnia 2015

Irrational Man (2015)

Woody Allen zatęsknił za czasami, kiedy człowiekiem był homo habilis albo homo erectus. Nagle go olśniło i zauważył to, co filmowcy (a przed nimi pisarze) powtarzają do znudzenia, że problemy człowieka związane są z myśleniem i wynikającą z tego cywilizacją. W "Nieracjonalnym mężczyźnie" symbolizuje to filozofia. Jest ona kaftanem obezwładniającym. Blokuje naturalne, bo pierwotne, skłonności człowieka. Allen zadaje więc pytanie: po co budować skomplikowane teorie moralne, na co nam wszystkie egzystencjalne rozterki, kiedy wystarczy uprościć proces decyzyjny, robić co nam się wydaje, że jest najlepsze i cieszyć się błogim spokojem.


piątek, 28 sierpnia 2015

Fantastic Four (2015)

To są kpiny! "Fantastyczna Czwórka" w wersji, którą zobaczyłem w kinie, trudno nazwać bowiem filmem. Do tego potrzebna jest historia, bohaterowie, a w kinie blockbusterowym także wyraźny konflikt. Niestety w widowisku Josha Tranka (lub 20th Century Fox) nic z tego nie zaistniało. Nie starczyło na to czasu, ponieważ niemal wszystko, co pokazano, jest niczym więcej jak wstępem. Tak. Choć film trwa ponad półtorej godziny, to w rzeczywistości materiału jest w nim na 20 minut (i to też zakładając, że będzie trochę lania wody). Niestety twórcy postanowili każdą scenę rozciągnąć do nieskończoności. I tak "Fantastyczna Czwórka" okazuje się filmem o budowaniu rzeczy, budowaniu lepszej wersji rzeczy, budowaniu jeszcze jednej wersji rzeczy, po czym następuje wielki finał polegający na... przygotowaniu się do budowania jeszcze większych rzeczy.


The Man from U.N.C.L.E. (2015)

Bardzo wiele sobie obiecywałem po nowym filmie Guya Ritchiego. Po pierwsze jeszcze nigdy mnie nie zawiódł (roztropnie pominąłem seans "Rejsu w nieznane"). Po drugie obraz ma fantastyczną obsadę. Może jednak na zbyt wiele liczyłem, bo ostatecznie z kina wyszedłem rozczarowany (choć film i tak mi się podobał).


Amer (2009)

Kobiecość jako nabyta choroba psychiczna? Idea wydaje się karkołomna, ale Hélène Cattet i Bruno Forzani byli w stanie sprzedać ją w sposób bardziej niż udany. Wykorzystując formułę giallo stworzyli niepokojąco hipnotyczną wizję świata widzianego oczami pewnej kobiety.


środa, 26 sierpnia 2015

Praia do Futuro (2014)

Mówimy, że ktoś "żyje w strachu". Tak, jakby można było żyć bez niego. Ale tak przecież nie jest. Życie to strach. Lęk jest siłą napędzającą nasze działanie, nawet jeśli nie chcemy tego zaakceptować. Czasem jest iskrą, która pcha nas w ramiona drugiej osoby. Czasem jest motywacją do ucieczki od tego, co znane, do zanurzenia się w egoistycznym pragnieniu znalezienia wewnętrznej równowagi. Strach może przynosić ukojenie, ale jest też źródłem bólu. Jedyne, co nam pozostaje, to być tego świadomym.


Hellion (2014)

Zbuntowany nastolatek. Cierpiący, niepotrafiący sobie z bólem poradzić, co prowadzi do agresji, destrukcji, chaosu. Rodzice, często równie doświadczeni przez los, egzystują po drugiej stronie przepaści i nie są w stanie przerzucić mostu porozumienia. Chłopak (albo dziewczyna) wydaje się być na najlepszej drodze ku zagładzie. Ale wtedy pojawia się sąsiad-gbur, którego oschła powierzchowność okaże się idealnym falochronem odbierającym nawałnicę targającą duszę bohatera; albo trener-alkoholik, który skanalizuje całą agresję głównej postaci w działanie pożyteczne dla wszystkich; albo też orka, dzięki której bohater będzie mógł przełamać swą dumę i odkryć bogate pokłady altruizmu...


Fack ju Göhte (2013)

Większość filmowców musi mieć naprawdę złe wspomnienia z okresu szkolnego. Z ich dzieł wynika jasno, że nie szanują zawodu nauczyciela. Pokazują, że każdy głupi może go wykonywać. Nawet kryminalista-półanalfabeta radzi sobie lepiej niż osoby, które spędziły ładnych parę lat na wkuwaniu tajników pedagogiki. Gdybym był nauczycielem, byłbym urażony filmem "Fack ju Göhte". Na szczęście nie jestem, więc mogłem spokojnie oddać się zabawie.


poniedziałek, 24 sierpnia 2015

No (2012)

Makiawelizm bardzo często uważany jest za coś złego, demonicznego, bezdusznego. Pablo Larraín postanowił pokazać, że sama w sobie idea nie jest szkodliwa. Wszystko zależy od tego, do jakich celów jest wykorzystywana. Prezentacji dokonał na przykładzie Chile z 1988 roku.