sobota, 28 lutego 2015

Sweetwater (2013)

Efekciarstwo bardzo często podaję jako zarzut, kiedy piszę, dlaczego film mi się nie podobał. Czasami jednak trochę efekciarstwa nie zaszkodzi. Tak jest w przypadku "Sweetwater".


Focus (2015)

Cóż, wszystko wskazuje na to, że "Kocha, lubi, szanuje" było przypadkiem. Twórcy tamtej komedii wraz z filmem "Focus" powrócili na bliższe im poziomy przeciętności.


piątek, 27 lutego 2015

Body/Ciało (2015)

Co za dużo to i świnia nie zeżre, ale najwyraźniej widownia na Berlinale owszem. W najnowszym filmie Małgorzacie Szumowskiej puściły wszelkie hamulce i bez żadnego skrępowania oddaje się orgiastycznej kontemplacji mrocznej natury człowieka i dywagacjom egzystencjalnym. Efekt przeraził mnie swoim podniosłym ciężarem, którego nie były w stanie rozładować komediowe wstawki i zaskakująco dobre aktorstwo.


wtorek, 24 lutego 2015

Pride (2014)

Na brytyjskim kinie komediowym ze społecznym zacięciem można polegać jak na Zawiszy. I właśnie w tym tkwi mój problem z "Dumnymi i wściekłymi". Obraz Matthew Warchusa jest po prostu zbyt przewidywalnie solidny. Ma uroczy klimat, wspaniałych aktorów i sporo rozkosznie zabawnych dygresyjek. Dzięki temu całość emanuje klimatem zarazem powagi tematu i celebracji różnorodności.


Astérix: Le domaine des dieux (2014)

Wielkie rozczarowanie. "Osiedle Bogów" nijak ma się do wcześniejszych animacji. Chociaż nie. Czołówka jest dość oldschoolowa i naprawdę mi się podobała. Niestety reszta filmu jest już zrobiona jako koszmarna animacja z napuchniętymi postaciami, które nawet kiedy robią lub mówią zabawne rzeczy, to nie są śmieszne. Forma filmu działa jak tłumik, przez który dowcipy z trudem się przedostają.



poniedziałek, 23 lutego 2015

Hick (2011)

Derick Martini reprezentuje wszystko to, czego w kinie niezależnym najbardziej nie lubię. Jego "Prowincjuszka" jest typowym road movie pełnym dziwacznych postaci. Jego wyróżnikiem ma być to, że poza naiwną, filmowo "oczytaną" główną bohaterką, reszta jest dziwaczna w mało atrakcyjny sposób. "Prowincjuszka" to opowieść o strasznym losie, ale opowiedziana z przedziwną lekkością i naiwnością. Reżyser wyraźnie chce nam dać do zrozumienia, że tylko naiwność może uratować człowieka przed niegojącymi się ranami na duszy. Ja jednak tego nie kupuję. Jest to dla mnie jeszcze gorsze oszustwo od tego, jakie stosują rodzice ukrywający gorzkie leki w smacznym jedzeniu. Im można to wybaczyć, bo działają dla "wyższego dobra". Martini po prostu tak opowiada swoje historie.


piątek, 20 lutego 2015

What We Do in the Shadows (2014)

Bardzo chciałem, żeby mi się ten film spodobał. I praktycznie w każdej scenie myślałem sobie: "to jest super". A jednak nie potrafiłem wmówić sobie zachwytu. Szkoda.


środa, 18 lutego 2015

The Theory of Everything (2014)

Ten rok w kinie jest dla mnie naprawdę nieprzewidywalny. Ci, którzy powinni mnie rozczarować, zachwycają (jak Wachowscy). Inni zaś, po których powinienem spodziewać wszystkiego najlepszego, kręcą rzeczy nieznośnie nijakie. Tak było z Craigiem Gillespiem i Thomasem McCarthym i ich "Ramieniem za milion dolarów" i tak jest teraz z "Teorią wszystkiego". Od czasu "Króla" James Marsh konsekwentnie kręcił filmy na wysokim poziomie. Wydawało się, że ma swój własny głos i nieprzeciętny charakter. Tymczasem "Teoria wszystkiego" jest niczym więcej, jak tylko dobrze wykonaną kolorowanką. Marsh zastosował odpowiednie kolory i ani razu nie wyszedł poza zakreślone kontury. Panie przedszkolanki byłyby zachwycone. Ale to nie jest przedszkole, a Marsh nie jest dzieckiem.


wtorek, 17 lutego 2015

She's Funny That Way (2014)

Nie mogę uwierzyć, że "Dziewczyna warta grzechu" nie została nakręcona przez Wesa Andersona na podstawie scenariusza Noaha Baumbacha. Ich rola z całą pewnością była większa niż tylko producentów wykonawczych. Ten film jest przecież bardzo wyraźnym duchowym następcą "Podwodnego życia ze Stevem Zissou" i "Fantastycznego Pana Lisa". Ale duet znalazł idealnego zastępcę. Peter Bogdanovich wcielił ducha ich filmów bezbłędnie, tworząc jeden ze swoich najlepszych dzieł, a już z całą pewnością najlepsze w ciągu ostatnich 30 lat.


poniedziałek, 16 lutego 2015

Todo es silencio (2012)

Z jakiegoś powodu "Todo es silencio" miałem na liście filmów, które koniecznie muszę zobaczyć. No i zobaczyłem. I teraz kompletnie nie wiem, jaki był mój powodu do umieszczenia go na liście.


sobota, 14 lutego 2015

Thanks for Sharing (2012)

Jeśli czegoś nauczyło mnie "Między nami seksoholikami", to tego, że spotkania anonimowych nałogowców niczego nie leczą. Chodzenie na mitingi, kolejne żetony trzeźwości stają się społecznie akceptowaną formą obsesji. Zachowanie postrzegane jako chorobliwe zastąpione zostaje zachowaniem, które nie ma tego stygmatu. I na tym ma polegać tworzenie klimatu dobrego samopoczucia. A fakt, że obsesja pozostaje, tyle że przyjmuje inny kształt? To nie ma żadnego znaczenia. Choć nie, owszem ma znaczenie, ale jest po prostu kolejnym akceptowanym faktem. Bo przecież nałogowcem jest się całe życie, nawet jeśli jego większą część spędzi się w trzeźwości. Ta defetystyczna mantra stanowi jądro tożsamości każdego alkoholika, narkomana czy seksoholika. Nie można zmienić siebie. Za to można zmienić zachowanie.


April Rain (2014)

Widzę, że nic się nie zmieniło. Luke Goss wciąż utrzymuje poziom zerowy. A miałem nadzieję, że skoro w obsadzie są Ryan Guzman i Ming-Na Wen, to tym razem będzie lepiej. Niestety zamiast podnosić poziom całości, oni dostosowali się do reszty.


piątek, 13 lutego 2015

Kingsman: The Secret Service (2014)

Moje wewnętrzne dziecko jest ostatnio mocno rozpieszczane. Najpierw jazdę bez trzymanki zapewniło mu rodzeństwo Wachowskich. Teraz zaś w kolejną szaloną podróż zabrał je Matthew Vaughn. Tym razem jednak nie było zaskoczenia. Po "Kingsman: Tajnych służbach" sporo się spodziewałem i moje oczekiwania zostały spełnione.


wtorek, 10 lutego 2015

Jupiter Ascending (2015)

Nigdy, przenigdy nie sugerujcie się niskimi ocenami. Nie dajcie się przekonać, że filmu nie warto oglądać. Bo choć w 9 na 10 przypadków będziecie równie rozczarowani co reszta, to zawsze jest ten jeden wyjątek, ten film, w którym nigdy byście się nie zakochali, gdybyście posłuchali cudzych opinii. Wiem, co mówię. Doskonale przekonałem się o tym dziś, podczas seansu "Jupiter: Intronizacji". Średnia ocen wśród moich znajomych to 3,2/10. Ta ocena mówi wszystko. Gdybym się nią pokierował, trzymałbym się od najnowszego dzieła Wachowskich jak najdalej. Tymczasem rodzeństwo podbiło moje serce. Od czasu "WolfCop" na żadnym filmie w kinie nie bawiłem się równie dobrze.


niedziela, 8 lutego 2015

Million Dollar Arm (2014)

Jestem w absolutnym szoku. Craig Gillespie to facet, który nakręci znakomitą "Miłość Larsa", a Thomas McCarthy jest autorem jednego z moich ulubionych filmów – "Dróżnika". Wydawać by się mogło, że połączenie takich talentów da fantastyczny wynik. Tymczasem "Ramię za milion dolarów" to kino niewiarygodnie sztampowe. Jest tak wtórny, że gdyby nie umieszczone na jego końcu zdjęcia archiwalne, nigdy nie uwierzyłbym, że jest to film oparty na faktach.


The Case Against 8 (2014)

Niestety "Sprawa przeciwko ósemce" mocno mnie rozczarowała. Ale wynika to głównie z tego, że miałem wobec dokumentu dość określone oczekiwania, które nie zostały spełnione.


sobota, 7 lutego 2015

Tokarev (2014)

Paco Cabezas będzie kolejnym europejskim twórcą, który źle zrobił, że spróbował swych sił w Hollywood. "Tokariew. Zabójca z przeszłości" jest bowiem encyklopedycznym przykładem kina śmieciowego.


Warsaw by Night (2014)

Wyobraźcie sobie czworaczki syjamskie: cztery główki, sześć rąk, trzy nogi. Jeśli potraficie sobie to wyobrazić, to mniej więcej wiecie, czym jest "Warsaw by Night". Choć rzeczywistość jest gorsza. Czworaczki syjamskie można bowiem uznać za wypadek, za nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Tego samego nie można powiedzieć o filmie. On został stworzony w takiej formie z pełną premedytacją.


czwartek, 5 lutego 2015

Serena (2014)

Jeszcze kilka lat temu Susanne Bier wyznaczała standardy kina duńskiego i światowego. A teraz stała się wyrobnikiem, który odbębnia swoje i o nic więcej się nie troszczy.


Into the Woods (2014)

Baśniowe musicale przeżywają teraz niesamowitym rozkwit. Najpierw była doskonała "Kraina lodu", a teraz "Galavant" w telewizji i "Tajemnice lasu" w kinie. "Into the Woods" już od dawna istniało jako teatralny musical, ale to wcale nie gwarantuje hitu na ekranie kinowym (vide "Sweeney Todd"). Rob Marshall jednak nie zawiódł i zrehabilitował się za tragicznych czwartych "Piratów z Karaibów".


wtorek, 3 lutego 2015

Wild (2014)

Czy to miał być film optymistyczny? Jeśli porównać z "Wszystko za życie", to oczywiście jest nim. W końcu oba są oparte na prawdziwych historiach, ale tym razem główna postać przeżyła (i nawet na chwilę pojawia się w filmie). Jednak mnie "Dzika droga" wcale na duchu nie podniosła. Przeciwnie, wyszedłem z kina mocno zdołowany. Vallée pokazuje bowiem, że próżno szukać sensu, że za rzeczywistością nie kryje się żaden plan, że nasza egzystencja jest podporządkowana ślepemu przypadkowi. Nie ma po co żyć zdrowo. Idiotyzmem jest robienie planów. Gdyby to wszystko miało jakieś znaczenie, to Bobbi wciąż by żyła, a Cheryl zmarłaby na AIDS, przedawkowanie hery, zamordowana przez innych narkomanów lub przez źle wybranego faceta do przypadkowego seksu. A jednak jest odwrotnie. Morał z "Dzikiej drogi" uradować może jedynie hedonistycznych nihilistów lub też protestanckich naiwniaków, którzy sensu w tym chaosie przypadkowych zrządzeń losu widzą dowód predestynacji. Bo też sprowadza się to do tego, że nasze decyzje, nasze postępowanie nie ma wpływu na nasze losy. Jeśli pisana jest nam śmierć, to zginiemy nawet jeśli całą dobę spędzimy na celebracji świata. Jeśli pisane jest nam życie, to nawet najbardziej destrukcyjne i nieodpowiedzialne działanie do niczego strasznego nie doprowadzi (a przeciwnie może dać nam wystarczająco dużo barwnych doświadczeń, byśmy później zarobili kupę kasy publikując książkę, które jeszcze zostanie kupiona przez Hollywood).


Walk of Shame (2014)

"Dzień z życia blondynki" wygląda tak, jakby jego scenariusz został wygrzebany z szafy z odrzuconymi projektami z lat 80. To wtedy amerykańskie kino uwielbiało wrzucać kobiece bohaterki do środowisk odmiennych od wszystkiego, co dotąd znały licząc, że taki kontrast zapewni widowni sporo radości. Goldie Hawn na takich komediach zbudowała swoją pozycję ("Szeregowiec Benjamin", "Dama za burtą"). Film Stevena Brilla odwołuje się właśnie do tamtych opowieści, ale został doprawiony bardzo współczesnymi dowcipami o seksie, narkotykach i alkoholu.


Afternoon Delight (2013)

Jest w filmie "Popołudniowa igraszka" scena, dzięki której łatwo przychodzi zrozumieć, dlaczego kiedyś prostytucja należała do sfery sacrum. To scena, w której McKenna wykorzystuje swoje sztuczki, by odprężyć mocno spiętą Rachel. Ta intymna sekwencja pokazuje, że McKenna nie jest po prostu biourządzeniem do zaspokajania potrzeb. Dzięki umiejętności wyczuwania drugiej osoby dociera w głąb psychiki Rachel, otwiera drzwi do pomieszczeń duszy zabarykadowanych od wielu, wielu lat. Nic dziwnego, że Rachel jest tym przerażona. Gdyby jednak McKenna była prawdziwą kapłanką-nierządnicą, mogłaby dokonać rytualnego oczyszczenia Rachel. Dziś tę funkcję spełniać muszą terapeuci, co nie jest procesem w połowie tak przyjemnym.