środa, 29 kwietnia 2015

Alle tijd (2011)

Jeśli świat rządzi się rzeczywiście takimi prawami, jak to pokazuje "Alle tijd", to źle się stało, że jest tylko jeden Bóg. Gdyby przed stworzeniem człowieka poszedł do terapeuty, być może nasza egzystencja wyglądałaby zupełnie inaczej. A tak obsypywani jesteśmy szczęściem, na które nie zasługujemy i które trwonimy nie potrafiąc go wykorzystać. Takie marnotrawstwo i brak doceniania czyjegoś starania podziała negatywnie na nerwy nawet najbardziej wytrzymałej istoty. Ale Bóg w tym filmie jest idealnym bytem pasywno-agresywnym. Najpierw tworzy sytuację, w której oczywiście staje się stroną poszkodowaną, by potem móc zadziałać święcie oburzony tym, jak ludzkość obchodzi się z Jego darami. Jego złośliwość okazuje się równie wielka co hojność... Ale zawsze zostaje nadzieja, że jest to wyłącznie wizja twórców filmu, która z rzeczywistością nie musi mieć wiele wspólnego.


wtorek, 28 kwietnia 2015

The Age of Adaline (2015)

Zawsze mam problem z romansami w stylu "Wieku Adaline". Z jednej strony widzę, że są to bajki o wielkiej miłości, która spotkać może każdego, w najmniej spodziewanym momencie. To działa na romantyczną część moje natury sprawiając, że powinienem czuć się pokrzepiony. Ale z drugiej strony prawie zawsze  miłość pojawia się w warunkach, które w realnym świecie są niemożliwe do spełnienia. W tym przypadku bohaterka trafiła na mężczyznę, który może odmienić jej los, kiedy miał 107 lat, choć wciąż wygląda na 28. Jeśli więc warunkiem koniecznym do odnalezienie bratniej duszy jest magia i cud, to w takim przypadku powinienem skreślić historię, by nie popaść w depresję. Taki spojrzenie na film trafia do cynicznej części mojej natury.


Left Behind (2014)

Zastanawiam się, dlaczego Nicolas Cage nie zagrał jeszcze w polskim filmie. Jak widać po "Czasach ostatecznych: Pozostawionych", Cage nie odmawia żadnych ról, więc i Polakom też by nie odmówił. Sądzę, że i nasza kinematografia i jego kariera dobrze by na tym wyszły. Trudno sobie wyobrazić, by mogło być gorzej niż tu.


niedziela, 26 kwietnia 2015

The Riot Club (2014)

Lone Scherfig ma na swoim koncie kilka naprawdę świetnych filmów. Niestety "Klub dla wybrańców" do nich nie należy. W sumie jest to chyba najgorsze jej dokonanie kinowe. Jedyną jego zaletą jest to, że reżyserce udało się zgromadzić przed kamerą młode nadzieje brytyjskiego kina.


The Mule (2014)

Wartości człowieka nie da się poznać obcując z nim na co dzień. Do tego potrzeba ekstremalnych warunków. I wtedy okazuje się, że nie doceniając kogoś, popełniliśmy śmiertelną pomyłkę.


Life After Beth (2014)

Wciąż się daję złapać na numer z obsadą. Jak wiele z ostatnio przeze mnie widzianych komedii "Life After Beth" ma ją naprawdę imponującą. Twórcy postarali się i zaangażowali sporo nazwisk teoretycznie gwarantujący dobrą zabawę. Problem w tym, że potem nie dali im nic do zagrania. Film Jeffa Baeny ma tylko jeden śmieszny pomysł (muzyka z wind jako poskramiacz zombie). Cała reszta jest po prostu nijaka.


sobota, 25 kwietnia 2015

Fasandræberne (2014)

"Kobieta w klatce" była dla mnie sporym rozczarowanie. Liczyłem jednak, że "Zabójcy bażantów" zrehabilitują w moich oczach serię. Tym bardziej, że w obsadzie znalazła się większość moich ulubionych aktorów. Niestety, choć jest inaczej niż w pierwszym rozdziale przygód Departamentu Q, to jednak nie oznacza to wcale, że lepiej.


Night Moves (2013)

Słownik języka polskiego tak definiuje "idiotę" - człowiek głęboko upośledzony umysłowo. Kelly Reichardt w filmie "Night Moves" oferuje jednak zupełnie inną definicję. Josh, Dena i Harmon są idiotami, ale nie są wcale upośledzeni umysłowo. Przez to są szczególnie niebezpieczni. W gruncie rzeczy są i zaradni i posiadają sporą wiedzę, przez co potrafią dokonać sporo zniszczeń. Ale właśnie w tym ujawnia się ich zidiocenie: posiadanej wiedzy towarzyszy kompletny brak zrozumienia. Z tego też powodu nie po trafią pojąć rzeczywistych konsekwencji swoich czynów, nie dociera do nich to, że to, co zamierzają uczynić, nie ma sensu, niczego nie zmieni. Ich plan wysadzenie tamy, by chronić łososie, by zwrócić uwagę świata na problem niszczenia natury, jest z góry skazany na porażkę, ponieważ na tej rzece jest kilkanaście tam. Zniszczenie jednej nie ma żadnego wpływu na wielki świat.


piątek, 24 kwietnia 2015

Viharsarok (2014)

Natura ludzka jest jak płochliwe zwierzę, które styka się z osobą próbującą mu pomóc. Jeśli człowiek po prostu otworzy ramiona, spróbuje przytulić zwierzę, by je uspokoić, by uczynić je bezpiecznym, sam prosi się o atak. W ślepej panice, czując się przypartym do muru, zwierzę zaatakuje i tak skaże siebie i swego wybawcę na katastrofę. Gdyby zaś człowiek postępował ostrożnie, cierpliwie, gdyby większą uwagę zwrócił na reakcję zwierzęcia, a mniej na swoje własne potrzeby, z czasem, być może, zwierzę na tyle by mu zawierzyło, by uspokoić się i dać się dotknąć.


Le testament d'Orphée, ou ne me demandez pas pourquoi! (1960)

W swoim ostatnim filmie Jean Cocteau spogląda na całą swoją twórczość. Nie tylko tę filmową. "Testament Orfeusza" jest próbą podsumowania artystycznej i filozoficznej działalności. Cocteau zadaje pytania o to, kim jest, co uczynił, jaki sens ma jego życie i jakie miejsce w świecie mu przypadło. Pytania te prowadzą go do odpowiedzi, które dał już w pierwszym swoim filmie. W ten sposób symbolicznie zamknął krąg, wracając do punktu wyjścia.


czwartek, 23 kwietnia 2015

Tower Block (2012)

Tak naprawdę "Tower Block" nie ma racji bytu. Na poziomie scenariusza po prostu nie trzyma się kupy. Trudno sobie wyobrazić, by wśród grupy postaci, które przetrwały pierwszą falę ataku snajpera, nie znalazła się chociażby jedna (na przykład Becky), która nie wpadłaby na proste rozwiązanie problemu. Oczywiście, gdyby tak się stało, to z filmu nic by nie zostało, a większość (jeśli nie wszyscy) przeżyli by tę sytuację.


Under the Skin (2013)

Wielkie Arkana Tarota rozpoczynają się kartą Głupca. Nazwa ta symbolizuje osobę, która żyje nieświadoma siebie, świata, prawd mniejszych i większych, choć może być przekonana, że jest inaczej. Ale jest to również głupiec w tym sensie, że wyrusza w drogę (lub zostaje do niej zmuszony przez okoliczności) ku oświeceniu. To droga, na której lepiej nie stawiać choćby jednego kroku. Samoświadomość jest bowiem siłą destrukcyjną. Stanowi śmierć, otwiera na cierpienie, którego źródło staje się oczywiste i zrozumiałe. Budzi pragnienia, by przekroczyć ograniczenia bytu, którym się jest. Za każdą cenę.


środa, 22 kwietnia 2015

Sal (2011)

Proza życia na przykładzie ostatniego dnia na Ziemi Sala Mineo. W 1976 roku Mineo desperacko próbował wrócić do pierwszej, a przynajmniej do drugiej aktorskiej ligi. Wydawało się, że ma na to spore szanse. Jego rola w sztuce teatralnej "PS. Twój kot nie żyje" spotkała się z życzliwym przyjęciem. W planach miał rozwój kariery. Pracował właśnie nad filmem, który chciał wyreżyserować. Miał też przenieść się na Broadway. W filmie "Sal" widzimy go podczas typowych codziennych czynności. Zajęty jest planowaniem przyszłości, ma swoje zmartwienia i drobne radości. I nie wie, że to wszystko jest już historią, że zegar jego życia wkrótce zatrzyma się na zawsze.


Grudge Match (2013)

Nie było tak źle, jak się tego obawiałem. W porównaniu z innymi geriatrycznymi komediami z ostatnich lat ("Twardziele") wypada nawet przyzwoicie. Ale to w sumie niewiele znaczy, ponieważ ta formuła po prostu w Hollywood się nie sprawdza. Nie rozumiem, dlaczego powstają kolejne filmy. Zamiast grać w czym popadnie, niech te wszystkie legendy kina już przejdą na emeryturę albo też niech będą bardziej wybredne przy wyborze ról.


Vivir es fácil con los ojos cerrados (2013)

Rok 2013 musiał być bardzo kiepski w hiszpańskiej kinematografii, skoro Goyę dla najlepszego filmu zdobyło "Łatwiej jest nie patrzeć". Jest to bowiem dość przeciętna opowiastka o podróży, dzięki której ktoś spełni swoje marzenia, ktoś inny wkroczy w dorosłość, a jeszcze ktoś odnajdzie swoje miejsce na ziemi. Takie historii powstają w Ameryce hurtowo. W Hiszpanii może rzadziej, ale to jeszcze wcale nie znaczy, że od razu trzeba taką próbę obsypać nagrodami.


The Devil's Violinist (2013)

O ile "Kissing Darkness" mnie nie rozczarowało, bo nie miałem wobec filmu żadnych oczekiwań, o tyle "Paganini: Uczeń diabła" był już bolesnym doświadczeniem. Wymęczyłem się na nim do końca tylko z jednego powodu: miałem nadzieję odkryć odpowiedź na pytanie "w jakim celu powstał ten film?". Niestety twórcy nie udzielili na nie odpowiedzi.


Kissing Darkness (2014)

Kino pozaklasowe to prawdziwa terra incognita. Dopóki nie zaryzykujesz, dopóty nie przekonasz się, co tak naprawdę na ciebie czeka. Jako fan takiego kina jestem przyzwyczajony do tego, że częściej czekają mnie rozczarowania i to bardzo srogie, ale chętnie płacę tę cenę. Rzadko, ale jednak, zdarza mi się bowiem trafić na prawdziwy skarb, który pozostałby przeze mnie nieodkryty, gdybym zawierzył cudzym opiniom i ocenom na IMDb czy Filmwebie.


wtorek, 21 kwietnia 2015

Child 44 (2015)

Daniel Espinosa miał wszystko, by uczynić z "Systemu" intensywny, klimatyczny thriller kryminalny rozgrywający się w interesującej scenografii absolutnego zamordyzmu totalitarnego. Niestety nie potrafił tchnąć w te elementy życia, nie wyszedł poza proste konotacje i ładne, lecz nic nieznaczące scenki rodzajowe.


poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Furious 7 (2015)

Wreszcie! Czekałem na to wiele lat, ale w końcu się doczekałem. Bestia czystego szaleństwa została poskromiona przez Hollywood i to w czasach, kiedy wydawało mi się to już prawie niemożliwe. Brak zdrowego rozsądku do tej pory sprawdzał się wyłącznie w kinie spoza wielkich wytwórni ("No One Lives", "Gość", "Zombie Hunter"). Kiedy Hollywood próbowało w tej formule swoich sił, kończyło się to zawsze katastrofą (drugie "GI Joe", piąta "Szklana pułapka").


Still Alice (2014)

Mam problem z tym filmem. Nie do końca wiem, jak go mam oceniać. W końcu "Still Alice" to w gruncie rzeczy filmowy samograj. Reżyserzy nie musieli w zasadzie nic robić. Oglądanie dramatu osoby, której osobowość powoli rozpada się pod wpływem choroby, nad którą nie można zapanować, musi budzi silne emocje. I tak rzeczywiście jest. Ale dzieje się tak za sprawą tematu a nie umiejętności twórców. Z drugiej jednak strony "Sprawa Lucii de B." pokazała, że reżyser może zepsuć nawet temat z pozoru nie do zniszczenia. A zatem fakt, że w "Still Alice" do tego nie doszło, należy przypisać sprawności reżyserskiego duetu.


Selma (2014)

Filmy takie jak "Selma", a wcześniej "Obywatel Milk", są pieśniami pochwalnymi dla bohaterów walki o prawa obywatelskie. To kino podniosłe, inspirujące, to hołd dla współczesnych bohaterów, którzy dla wyższych wartości gotowi są zaryzykować życie. Ale ja za każdym razem nie jestem zainspirowany, ani Milk ani King nie są dla mnie autorytetami godnymi naśladowania. Dla mnie są padlinożercami. Podstępnymi drapieżnikami doprowadzającymi do sytuacji, dzięki której będą mogli pożywić się na trupach innych ludzi. A że w efekcie prowadzą do zmiany na lepsze? Cóż, po pierwsze każdy padlinożerca spełnia ważną funkcję w cyklu życia, więc nie jest to nic nadzwyczajnego. Po drugie, czy aby na pewno doprowadzili do zmian na lepsze? Kończąca "Selmę" piosenka "Glory" zdaje się temu przeczyć przywołując w pewnym momencie nazwę Ferguson – najlepszy dowód na to, że zmianą prawa nie da się wymusić zmiany mentalności.


niedziela, 19 kwietnia 2015

Knights of Badassdom (2013)

Ten film miał nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Na szczęście tak się nie stało. I nawet jeśli nie jest to do końca ta wersja, którą wymyślił sobie reżyser, to i tak mi się spodobała.


Sabotage (2014)

Po obejrzeniu "Sabotażu" zacząłem się bać. Jeśli coś takiego nakręcił David Ayer, to czarno widzę "Suicide Squad". Jedyne, co należy pochwalić, to ilość krwawej rzezi (a tego w ekranizacji DC Comics przecież nie będzie, by zmniejszyć uraz). Jest krew, są flaki, trupów jest zatrzęsienie. Szkoda więc, że Ayer wybrał najgorszy z możliwych sposobów na opowiedzenie tej głupiutkiej w gruncie rzeczy historyjki.


Lucia de B. (2014)

Sprawa Lucii de Berk aż prosiła się o filmową adaptację. Czego tu nie ma? Jest dramat kobiety, która spędziła ponad sześć lat w więzieniu za coś, czego nie zrobiła. Jest problem prawa, które mylnie wiązane jest ze sprawiedliwością, choć w rzeczywistości liczy się tylko porządek i procedura. Są wątpliwe relacje, przez które sprawiedliwości przestaje być ślepa. Jest młoda dziewczyna, która pełna entuzjazmu wkracza w świat, w którym nie ma miejsca dla idealistów.


piątek, 17 kwietnia 2015

Wicked Blood (2014)

Szkoda, że o tym, czy lubię danego aktora, nie decydują jego wybory ról. W ten sposób oszczędziłbym sobie sporo czasu na gnioty. Ot, taka "Zatruta krew". Zwróciłem na tytuł uwagę, bo grają w nim Sean Bean i James Purefoy. To był też jedyny powód, przez który zdecydowałem się film obejrzeć. I źle na tym wyszedłem.


The Boy Next Door (2015)

Z lekcji biologii lub z programów Animal Planet zapewne wiecie, że w świecie przyrody jest wiele niezwykle wyspecjalizowanych drapieżników. Są rośliny, których wygląd kusi określone rodzaje zwierząt. Są też zwierzęta, które żywią się wyłącznie jednym gatunkiem. W takich przypadkach wybór ofiary nie jest przypadkowy, choć z pozoru może to tak wyglądać. Ofiara, nawet czując, że coś jest nie w porządku i tak wpadnie w zastawione sidła. Ale drapieżnik również pozbawiony jest możliwości decydowania. Gdy pojawia się właściwy organizm, atakuje bo tego wymaga cała jego natura. Z tego bezwzględnego zaklętego kręgu przemocy nie są wyłączeni i ludzie, czego dowodem jest historia "Chłopaka z sąsiedztwa".


środa, 15 kwietnia 2015

Run All Night (2015)

Kiedy wydawało się już, że Liam Neeson wyczerpał liczbę ról w kinie akcji, nagle pojawia się "Nocny pościg" i udowadnia, że aktor nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Co jeszcze bardziej zaskakujące, za film odpowiada autor bardzo złego "Non-Stop". Tym razem jednak mądrość ludowa, która twierdzi, że do trzech razy sztuka, okazała się prawdziwa. "Nocny pościg" to trzeci projekt reżysera z Neesonem w roli głównej i zarazem najlepszy.


The Pyramid (2014)

Uważam, że mam dość dużą tolerancję na filmową głupotę (czego dowodem może być to, że znalazłem pozytywy w takim badziewiu jak "Odrodzone zło"), ale jednak mam swoje granice. Grégory Levasseur przekroczył je o całe lata świetlne. Jestem przekonany, że większej niedorzeczności w tym roku nie zobaczę w kinie.


niedziela, 12 kwietnia 2015

The Last Days on Mars (2013)

Gdzieś niedawno słyszałem, że Ruairi Robinson jest jedną z nadziei kina SF. Jeśli tak rzeczywiście jest, to przyszłość gatunku widzę w czarnych barwach. Jego "Ostatnie dni na Marsie" są kwintesencją łopatologii stosowanej.


piątek, 10 kwietnia 2015

Der Kreis (2014)

O "W kręgu" słyszałem sporo w okresie przedoscarowym. Film był nagradzany, zewsząd dochodziły głosy zachwytu. Postanowiłem więc dać mu szansę. I jak to często bywa z hype'em, okazał się on mocno przesadzony.


środa, 8 kwietnia 2015

Mange tes morts - Tu ne diras point (2014)

"Z jednej krwi" jest kwintesencją kina, na które mam obecnie ostrą alergię. To rzecz będąca przekombinowaną próbą opowiedzenia historii zarazem prostej i głęboko alegorycznej. Niestety dla mnie było to półtorej godziny zmarnowanego życia.


wtorek, 7 kwietnia 2015

The DUFF (2015)

Sam w sobie "The DUFF" jest filmem marnotrawiącym liczne talenty komediowe (Jeong, Jenney). Takich historii było bowiem wiele (i to zdecydowanie lepiej opowiedzianych). Oto brzydkie kaczątko odnajdujące wewnętrzną siłę. Historia o tym, że nie liczy się "zdobycie chłopaka", ale akceptacja samego siebie (a że w takich filmach jedno idzie zawsze w parze z drugim, mamy uważać za przypadkowy zbieg okoliczności). Twórcy "The DUFF" nie oferują nic poza standardowym zestawem scen, który został zresztą zaserwowany bez polotu. Zabawne sceny można policzyć na palcach jednej ręki.


niedziela, 5 kwietnia 2015

In the Blood (2014)

Obiecujący początek. Potem gra wstępna, która doprowadziła do przedwczesnego finału. Scena w dyskotece okazała się jedynym wytryskiem akcji wartym uwagi. Kiedy dobiega końca, równie dobrze mogłem skończyć oglądać "We krwi".


Aleksandr's Price (2013)

Czy jesteśmy kowalami własnego losu? A być może jesteśmy niewolnikami wyborów dokonanych za nas? Pau Masó próbuje nas przekonać o tym, że na oba pytania należy odpowiedzieć twierdząco i to na jednym oddechu.


sobota, 4 kwietnia 2015

Love Is Strange (2014)

"Miłość jest dziwna" przypomniała mi czasy studenckie. Otóż na studiach moje notatki często wyglądały niczym mapa haseł wiązanych ze sobą liniami, strzałkami, prowadzącymi od jednego pojęcia do drugiego. Wystarczyło mi spojrzeć na hasło i pojęcia z nim powiązane, by rozwinąć w myślach to, czego nie zamieściłem na papierze. I czymś taki jest właśnie nowy film Iry Sachsa. Co chwilę rzucane są jakieś pojęcia, ale zostawiane są widzom do samodzielnego rozwinięcia.


Wilde Salomé (2011)

Przed laty Al Pacino nakręcił "Sposób na Szekspira", fascynujący dokument, po którym zupełnie inaczej zacząłem patrzeć na "Ryszarda III" – dramat wcześniej przeze mnie niezbyt doceniany. Dlatego też od momentu, w którym dowiedziałem się, że Pacino zrobił dokument o "Salomé" Wilde'a, wiedziałem, że muszę go obejrzeć. Niestety moje nadzieje, że dostanę drugi raz doskonały dokument, okazały się kompletnie płonne.


Salomé (2013)

Cóż. Chyba za długo czekałem na ten film, bo niestety mocno mnie rozczarował. "Salomé" to przecież opowieść o totalności pożądania, o obłędnej sile obsesji, której nie można zgasić rozsądkiem, której nie da się przekupić materialnymi bogactwami. Jednak w przedstawieniu Ala Pacino tej obsesji nie ma. Co jest o tyle dziwne, że przecież reżyser i aktor w jednej osobie doskonale rozumie, o czym jest sztuka Oscara Wilde'a (czego wyrazem jest dokument "Wilde Salomé").


piątek, 3 kwietnia 2015

In My Dreams (2014)

No dobra, ja lubię takie bajeczki o zakochany, ale bez przesady, potrzebuję czegoś więcej niż tylko pomysłu o magicznej fontannie i dwójki sympatycznych ale w sumie bezbarwnych bohaterów. Niestety w "Wymarzonych" nic więcej nie dostałem i dlatego też film nie spodobał mi się aż tak bardzo, jak powinien zważywszy na temat.


Mr. Pip (2012)

Tak to jest, jak próbuje się złapać jednocześnie zbyt wiele srok za ogon. Dominuje chaos i rozgardiasz. "Mr. Pip" to kilka opowieści w jednej, ale reżyser żadnej z nich nie poświęca wystarczająco wiele miejsca, by ta mogła w pełni zrealizować swój potencjał.