niedziela, 31 stycznia 2016

Project Almanac (2015)

Oglądanie "Projektu Almanach" teraz okazało się strategicznym błędem. Sięganie po film poruszający temat podróży w czasie, kiedy akurat czytam "biografię" Galileusza autorstwa Kima Stanleya Robinsona musiało się skończyć źle dla filmu. Podejście do problemu czasu jest bowiem w "Projekcie Almanach" tak głupie i uproszczone, że mogło je uratować tylko bardzo rozrywkowa forma. A to skutecznie zostało zniwelowane przez formułę found footage, której nie jestem fanem (do policzenia dobrych filmów ff wystarczyłoby mi palców jednej ręki).


Stay (2013)

Argh! To dopiero była przesada. Twórcy "Zostań ze mną" postanowili stworzyć przypowieść o śmiertelności i tym, jak człowiek sobie z nią radzi. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie sposób, w jaki realizują swój plan. Polega on bowiem na tym, by tę samą myśl przekazać na dwadzieścia różnych sposobów, które w rzeczywistości są jednym i tym samym sposobem.


Gareth Evans: Pre Vis Action

Tak naprawdę nie jest to krótkometrażówka. Ot, po prostu Gareth Evans nudził się, więc w ciągu trzech dni nakręcił z przyjaciółmi scenę walki. Jego pomysł był prosty: próba realizacji sekwencji utrzymującej klimat brutalnego "Raidu", ale zrealizowana zgodnie z zasadami filmu PG-13/12A. Efekt jest jednak tak fantastyczny, że psotanowiłem filmik uwzględnić.


The Boy (2016)

William Brent Bell uparcie próbuje udowodnić, że jest dobrym twórcą horrorów. I niestety wciąż nie potrafi tego uczynić. Choć jakieś światełko nadziei istnieje. W końcu "The Boy" wydało mi się lepsze od "Demonów".


Atrapa la bandera (2015)

Oglądając takie filmy jak "Odlotowa przygoda" czuję ciarki przechodzące po plecach. Uświadamiają mi bowiem, jakimi ja rzeczami filmowymi byłem karmiony jako dziecko. Po takich produkcjach za cud można uznać to, że ktokolwiek chciałby oglądać filmy z artystycznej górnej półki lub chociaż trochę odbiegające od "normalności". Z drugiej strony, może właśnie faszerowanie za młodu bezsmakową papką sprawia, że później szuka się pikanterii? Mam taką nadzieję, przynajmniej "usprawiedliwiałoby" to istnienie takich produkcji jak "Odlotowa przygoda".


czwartek, 28 stycznia 2016

La loi du marché (2015)

Nie rozumiem, jaka idea kryła się za powstaniem "Miary człowieka". Twórcy pokazują nam po prostu kawałek typowego życia przeciętnego człowieka. Oto robotnik stał się ofiarą zbiorowego zwolnienia. Próbuje znaleźć pracę, jakąkolwiek, nawet gorzej płatną. Próbuje zdobyć pieniądze na dalszą edukację syna. Próbuje zachować szacunek do samego siebie. W świecie bezosobowych procedur instytucji socjalnych i fałszywej troski eksponowanej na każdym kroku przez korporacje nie jest to łatwe.


(2015) סיפור על אהבה וחושך

Jest w "Opowieści o miłości i mroku" wielka moc. Tak potężna, że rozumem, dlaczego Natalie Portman dała się skusić. Ale nie wyszło jej to na dobre. Fantastyczny materiał potrzebuje równie doskonałego reżysera – osoby doświadczonej, która ujarzmi żywioł myśli i emocji. Portman, stawiająca w reżyserii swoje pierwsze kroki, była niczym dziewczę próbujące puszczać latawiec podczas huraganu piątej kategorii. Żywioł miota nią na wszystkie strony, o wdzięcznym locie latawca nie ma co mówić. Należy się cieszyć, że sama Portman wyszła z tego bez szwanku.


wtorek, 26 stycznia 2016

The Revenant (2015)

Coś niedobrego dzieje się z amerykańskim kinem. Jeden film ("Nienawistna ósemka") mogę uznać za wyjątek potwierdzający regułę. Dwa filmy ("Dziewczyna z portretu") mogę uznać za przypadek. Ale trzy ("Zjawa")? To już jest oznaka jakiegoś trendu. I jest to trend, który wcale mi się nie podoba.


poniedziałek, 25 stycznia 2016

Anomalisa (2015)

Charlie Kaufman nie rozczarował mnie. A zarazem bardzo mnie zaskoczył. Amerykanin kojarzy mi się przecież z zagmatwanymi fabułami, w których nic nie jest tym czym się na pierwszy rzut oka wydaje. Tymczasem "Anomalisa" jak mało który film na świecie potrafił w bardzo przystępny, prosty i sugestywny sposób opowiedzieć o tym, czym jest miłość.


niedziela, 24 stycznia 2016

Third Person (2013)

Nie wiem, co zdumiewa mnie bardziej: to, że Paul Haggis nakręcił tak pretensjonalny bzdet czy to, że uzyskał on tak wysoką ocenę wśród publiczności. "Miasta miłości" przywodzi mi na myśl najbardziej nabzdyczone polskie produkcje puszące się artystycznymi pretensjami. Po Haggisie spodziewałem się czegoś zupełnie innego.


L'amour au temps de la guerre civile (2014)

Jak odbić się od dna, kiedy go nie ma? Dlaczego w ogóle odbijać się, skoro wróci się tam, skąd się ucieka? Oto są realia narkomana. Wyzdrowienie? Przyszłość? Normalność? Te pojęcia nic nie znaczą. A próba przekonania, że są to rzeczy ważne, musi zakończyć się fiaskiem. Chciałoby się powiedzieć, że egzystencja narkomana jest pusta, ponieważ narkotyki (ich brak, ich posiadanie) przysłaniają wszystko inne. Ale byłoby to kompletnym niezrozumieniem doświadczeń człowieka uzależnionego. Pustka to pojęcie zewnętrzne, kogoś żyjącego z boku, poza narkooparami. Tymczasem Rodrigue Jean nie chce pokazać świata bohaterów przez pryzmat ludzi z zewnątrz. "Miłość w czasach wojny domowej" to film, który zabiera nas do jądra ciemności.


Thirty-Six Hours (2016)

Przy pomocy dwóch supermodeli, Jona Kortajareny i Clémenta Chabernauda, twórcy "Thirty-Six Hours" opowiadają o tym, jak często człowiek jest obcym dla samego siebie.


sobota, 23 stycznia 2016

The Danish Girl (2015)

Ależ ten film jest śliczniutki! Nie mam wątpliwości, że pod względem wizualnym będzie to jeden z najwspanialszych filmów, jakie zobaczę w tym roku. Każdy kadr to uczta bogów dla oczu! Składają się na nie malarskie zdjęcia, piękne kostiumy i doskonale współgrające z nimi scenografie. Pod tymi względami "Dziewczyna z portretu" podoba mi się bardziej niż chociażby "Pan Turner".


Dirty Grandpa (2016)

"Co Ty wiesz o swoim dziadku?" pokazuje, jak cienka jest granica między rubaszną, niepokorną komedią, a festiwalem żenady i złego smaku. Dan Mazer, scenarzysta chociażby "Borata", w roli reżysera zupełnie się nie sprawdził. Humor, który być może potrafiłby uratować Sacha Baron Cohen, tandem De Niro-Efron sprowadza do parteru. Film tak bardzo stara się być obrazoburczo zabawny, że miejscami jest po prostu żałosny. Humor nie może sprawiać wrażenie wysilonego, zwłaszcza taki humor, jaki reprezentowany jest w tym filmie.


środa, 20 stycznia 2016

The Face of Love (2013)

Dawno temu Arie Posin nakręcił całkiem przyzwoity film "Miłego dnia?". Potem jednak z kina zniknął. Powrót po ośmioletniej przerwie okazał się mało udany. Posin jakby zapomniał, co stanowiło siłę jego twórczości.


Spotlight (2015)

Uff. Odetchnąłem z ulgą. Najwyraźniej "Magik z Nowego Jorku" był jednorazowym potknięciem. Przy "Spotlight" McCarthy powrócił na poziom przyzwoitości. Jego nowy obraz przykuwa uwagę z dwóch powodów. Pierwszym jest sentyment. McCarthy powraca do czasów, kiedy Internet dopiero na poważnie wchodził w życie zwykłych ludzi, a większość wiedzy wciąż czerpana była z materiałów drukowanych. Po drugie ze względu na sam temat, który jednocześnie wstrząsa i nie zaskakuje. Trudno się bowiem dziwić, że członkowie jakiejkolwiek zorganizowanej grupy są bardziej lojalni wobec siebie niż wobec osób postronnych, nawet jeśli nominalnie im służą, nawet kiedy członkowie grupy dokonują strasznych rzeczy.


wtorek, 19 stycznia 2016

The Forest (2016)

Raz na kilka lat Hollywood próbuje dokonać mariażu amerykańskiego i japońskiego horroru. Zazwyczaj kończy się to niepowodzeniem. A już udany film o Amerykanach straszonych w Japonii to wyjątek na miarę spotkania Yeti. "Las samobójców" tylko potwierdził tę regułę.


niedziela, 17 stycznia 2016

Life of Crime (2013)

Podczas oglądania "Anatomii zbrodni" nie potrafiłem odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego w ogóle po ten film sięgnąłem. Odpowiedź, że jest to ekranizacja prequelu "Jackie Brown", wydawała się nieprzekonująca. Łatwiej jest już powiedzieć, że zbieżność imion bohaterów była czysto przypadkowa.


Match (2014)

"Match" to przykład na to, jak w prosty sposób zmienić teatr w film. Należy po prostu oddać pole aktorom, a z całego kinowej otoczki korzystać w sposób ograniczony do minimum. Jeśli aktorzy są dobrzy, to będą potrafili skupić uwagę widza.


Strings (2015)

"Miasteczko bohaterów" to duchowy następca "Więcej czadu" ze sporym dodatkiem "Step Up". Tyle tylko, że zamiast typowych niepokojów nastolatków, reżyser postanowił w tle umieścić amerykańską traumę małych miasteczek związaną z tym, że są one niczym więcej jak inkubatorami dla armii. Pozbawieni perspektyw, wychowani w kulcie patriotycznej miłości dla ojczyzny i męskiego "twardzielstwa" młodzi ludzie robią to, co wydaje im się rozsądne i naturalne – zaciągają się do wojsko. A że Ameryka jest ostatnio w ciągłym stanie wojny, to też część z nich odznaczy się odwagą i bohaterstwem, ale nie wróci do domu, z czym ich bliscy i znajomi muszą sobie poradzić.


piątek, 15 stycznia 2016

Creed (2015)

"Creed" jest jak zagęszczony sok owocowy. Rozcieńczony jest doskonałym i odświeżającym napojem. Jednak próba wypicia całej butelki w czystej postaci, musi zakończyć się mdłościami. A film Ryana Cooglera oferuje sam koncentrat.


środa, 13 stycznia 2016

The Big Short (2015)

Gdyby wielkiego kryzysu z początku XXI wieku nie było, to trzeba go byłoby wymyślić. Jest on bowiem źródłem wielu bardzo udanych filmów. Do listy tej można właśnie dopisać kolejną pozycję – "Big Short".


The Hateful Eight (2015)

Zawsze mam problem z filmami takimi jak "Nienawistna ósemka". Wynika to z nieharmonijnej (w moich oczach) koegzystencji słowa z obrazem/dźwiękiem. Pojawia się on przede wszystkim wtedy, kiedy twórcy próbują zaadaptować na potrzeby kina sztukę teatralną. Słowo, pozornie nienaturalnie sztywno brzmiące, próbują oni oswoić ostentacyjną filmowością zdjęć i scenografii. Przypadek "Nienawistnej ósemki" jest o tyle inny, że choć ma wszystkie wady adaptacji sztuki, w rzeczywistości nią nie jest. Choć Tarantino – i słusznie – myśli o przeniesieniu jej na deski teatru.


sobota, 9 stycznia 2016

Dying of the Light (2014)

Pitch – słowo-klucz jeśli chodzi o zrozumienie fenomenu hollywoodzkiego kina. Oznacza ono pomysł zgrabnie opakowany w kuszący i zwięzły opis. Tym właśnie jest film w Fabryce Marzeń: pomysłem. I tym też jest "Zanim nadejdzie noc".


piątek, 8 stycznia 2016

Point Break (2015)

Trzynastka okazała się tym razem wyjątkowo pechowa. "Point Break" to bowiem 13. film, który widziałem w tym roku. I niestety jest to murowany faworyt do miana największego badziewia A.D. 2016.


czwartek, 7 stycznia 2016

Amy (2015)

Kiedy "Amy" trafiła do kin, zignorowałem film. Winehouse nigdy specjalnie mnie nie interesowała. A oglądanie kolejnego dokumentu o słabej psychicznie osobie, która ma jedną rzecz, jaką świat chce wykorzystać dla własnych korzyści, specjalnie mi się nie uśmiechało. A potem film zaczął zbierać kolejne nagrody. Kiedy więc dostałem "Amy" na DVD, postanowiłem dać dokumentowi szansę.


środa, 6 stycznia 2016

Le tout nouveau testament (2015)

Nazywanie "Zupełnie Nowego Testamentu" "komedią" jest grubym nieporozumieniem. Owszem, jest tu sporo scen mniej lub bardziej absurdalnych, paradoksalnych zbitek, które w innym kontekście byłyby budulcem przezabawnej opowieści. Ale to właśnie kontekst sprawia, że film jest depresyjny i wywołuje raczej łzy niż uśmiech. Tak naprawdę to więcej zabawy dostarczyłoby połknięcie worka gwoździ, włączenie ogromnego magnesu i patrzenie, jak gwoździe wylatują z ciała przyciągane przez pole magnetyczne. "Zupełnie Nowy Testament" dopiero w finale staje się pogodny i optymistyczny. Wcześniej zdecydowanie tak nie jest.


poniedziałek, 4 stycznia 2016

Joy (2015)

David O. Russell udaje Wesa Andersona. I niestety słabo mu to wychodzi. Im bardziej próbuje być inny niż w swoich wcześniejszych filmach, tym bardziej popada w koleiny rutyny. Tyle tylko, że w takim "Fighterze", a do pewnego stopnia nawet i w "Poradniku pozytywnego myślenia", potrafił tę rutynę wykorzystać na swoją korzyść. Tym razem amortyzatory nie zadziałały.


You're Not You (2014)

Kino nastawione na jeden cel: manipulację emocjami widzów. I niestety to działa. Choć nie lubię tak jawnego, wręcz ordynarnego wciskania mi emocji do gardła, to jednak trudno nie poddać się manipulacji twórców. Trudno pozostać obojętnym na dramat osoby, która boleśnie doświadcza procesu umierania, a która jednocześnie staje się impulsem dla innej osoby, by ta uporządkowała swoje życie.


niedziela, 3 stycznia 2016

Burton and Taylor (2013)

Mini-biografia Burtona i Taylor. Koncentruje się na ich występach na deskach teatru w Nowym Jorku. Te wydarzenia stają się pretekstem do przyjrzenia się ich zagmatwanemu związkowi.


Bis (2014)

Zanim Philippe Audi-Dor nakręcił swój debiut pełnometrażowy – "Wasp" – zrobił kilka krótkometrażówek. Jedną z nich jest "Bis".


Wasp (2015)

Ach te etykietki. Najpierw spędzamy sporo czasu i wysiłku, by zdecydować się, które z nich do nas pasują. A kiedy już je wybierzemy, to może okazać się, że nie do końca do nich pasujemy. I co wtedy zrobić?


The Last of Robin Hood (2013)

Szkoda, że "The Last of Robin Hood" jest ostatnim filmem pary Glatzer & Westmoreland. Mam do ich twórczości spory sentyment od czasu "Fluffera", a przede wszystkim za sprawą "Quinceañera". Nigdy nie zeszli poniżej poziomu przyzwoitości, ale mam wrażenie, że nie zrealizowali swojego potencjału.


Secret in Their Eyes (2015)

Nie byłem wielkim fanem "Sekretu jej oczu". Z tego też powodu miałem nadzieję, że Hollywood wykorzystując ciekawy punkt wyjścia fabuły, zarazem poprawi to wszystko, co w oryginale nie funkcjonowało. Dlatego też byłem całkiem pozytywnie do "Sekretu ich oczu" nastawiony. Ku mojemu zdumieniu odkryłem jednak, że to oryginał jest dziełem lepszym.


sobota, 2 stycznia 2016

Scusate se esisto! (2014)

Na pierwszy rzut oka "Przepraszam, że żyję" jest typową głupiutką włoską komedią. Zawiera wszystkie elementy na czele z ulubioną przez Włochów narracją z offu, która opisuje całą historię życia bohaterów. Na szczęście w tym przypadku jest tylko jedna narratorka (co wcale nie jest tak częste).


piątek, 1 stycznia 2016

Silvestre (1981)

Kino lat 80. w wydaniu, które lubię. "Silvestre" to portugalski odpowiednik "Edwarda II" Jarmana czy "Zet i dwa zera" Greenawaya... choć w zasadzie powinienem napisać, że to te filmy są brytyjskimi odpowiednikami "Silvestre", obraz João Césara Monteiro jest w końcu wcześniejszy.


Thérèse Desqueyroux (2012)

Wolność to jedna z tych idei, które wielu widziałoby jako prawo uniwersalne. Kiedy naród jest zniewolony, walka wyzwoleńcza staje się powinnością każdego. Ten, kto tego nie czyni, nie jest pełnoprawnym człowiekiem, to zdrajca i kolaboranta. Jednak jasne granice przestają takimi być, kiedy zejdziemy na poziom jednostek. Nagle walka o wolność przestaje być moralnie jednoznaczna. Zwłaszcza kiedy ciemiężyciela nie można oczernić.