niedziela, 28 lutego 2016

Grimsby (2016)

W "Grimsby'ego" nie uwierzy nikt, kto filmu nie zobaczy. Co za rzeczy tam pokazują. Brat ssie jądra bratu. Mamy dyskusję o twardości kału, którą druga strona uważa za dyskusję o twardości czegoś zupełnie innego. I w końcu szczytowe osiągnięcie kinematografii: słoniowe bukkake z dwójką bohaterów doświadczających tego od środka. Takich rzeczy raczej nie spodziewałem się obejrzeć w filmie sygnowanym logiem wielkiej wytwórni.


The Lobster (2015)

Witajcie w świecie, w którym ludzie są zerojedynkowymi półautomatami. Dlaczego cywilizacja znalazła się w takim miejscu? Czy to są w ogóle ludzie? Tego się nigdy nie dowiemy. Grek wprowadza nas w sam środek tego świata, bez przygotowania i uprzedzenia. "Uroki" życia odkrywamy powoli. A przy okazji poznajemy, jak przeogromne są ludzkie ograniczenia, determinujące byt w sposób boleśnie jednoznaczny.


Amor eterno (2014)

Pierwsze prawdziwie pozytywne zaskoczenie tego roku! Co prawda Marçal Forés jest na moim celowniku już od dłuższego czasu. Jego poprzedni film – "Animals" – kupiłem dawno temu, ale do dziś go nie obejrzałem. Coś mi się jednak zdaje, że szybko nadrobię tę zaległość. "Amor eterno" to kino niepokojące, wkraczające do królestwa Id. Ma w sobie sporo z "Nieznajomego nad jeziorem", ale jest też bardzo przewrotną i perwersyjną zabawą artystyczną z gatunkiem "home invasion".


sobota, 27 lutego 2016

VANish (2015)

Candyman i Maczeta w jednym filmie?! Oczywiste więc było, że musiałem po "Vana" sięgnąć. Niestety zarówno Tony Todd jak i Danny Trejo pojawiają się na chwilę. Na szczęście mają fajne momenty. A co ważniejsze, okazało się, że całość ma więcej do zaoferowania.


Legendary (2013)

Są dwa typy filmów "old-schoolowych". Pierwszy polega na wykorzystywaniu sentymentu do kina z lat 80. Podkręca kicz, całe zła ówczesnego warsztatu, ale zarazem trzyma się z "miłosnym dystansem", ciągle mrugając okiem do widza, by nie brali wszystkiego na serio. Drugi typ nie próbuje odtwarzać dawnego kina. Często twórcy w ogóle o tym nie myślą, a jednak idealnie kopiują to, co było i wciąż jest śmiechu warte. "Grobowiec smoka" należy właśnie do tego drugiego rodzaju.


The Trials of Cate McCall (2013)

Imponująca obsada jak na film, który wygląda jak typowa produkcja telewizyjna z końca ubiegłego wieku. I jest to jedyna rzecz, którą zaliczam na plus. Reszta niestety zawodzi. Z reżyserią i scenariuszem na czele.


piątek, 26 lutego 2016

Gods of Egypt (2016)

Alex Proyas od prawie dwóch dekad nieustannie mnie rozczarowuje. Ale za sprawą "Kruka", a przede wszystkim "Mrocznego miasta", ma u mnie fory i na kolejnego jego filmy czekam w nadziei, że przypomni sobie o tym, kim był i co robił w latach 90. Na próżno!


środa, 24 lutego 2016

Fúsi (2015)

Połączyć ponurą rzeczywistość z oniryczną stylizacją nie jest łatwo. O czym przekonałem się oglądając "Fúsi". Nagromadzenie ludzkich dramatów jest tu tak duże, że kiedy pojawiają się chwile szczęścia, nie potrafiłem tego kupić. Reżyserowi nie udało się uśpić tkwiącego we mnie cynika i obudzić romantyka. A bez tego rzecz była chwilami nie do wytrzymania.


Les cowboys (2015)

Wielu osobom, w tym jednemu z głównych bohaterów filmu "Szukając Kelly", wydaje się, że skoro dziecko pochodzi od nich, to moją wobec niego specjalne prawo własności. Kiedy więc okazuje się, że potomstwo ma swoje spojrzenie na świat, kiedy podąża drogą niezrozumiałą dla rodziców, ci nie potrafią się z tym pogodzić. Zwłaszcza gdy objawienie spada na nich jak grom z jasnego nieba.


wtorek, 23 lutego 2016

Hail, Caesar! (2016)

Stało się! Trzy dekady bracia Coen byli w stanie tworzyć filmy, które mnie zachwycały. Jedne bardziej, inne mniej, jednak ZAWSZE wychodziłem z kina usatysfakcjonowany. Nie tym razem. "Ave, Cezar!" to koszmar, którego miałem nadzieję nigdy nie przeżyć na jawie.


poniedziałek, 22 lutego 2016

How to Be Single (2016)

Lekkie rozczarowanie. Po "Love, Rosie" moje oczekiwania wobec kolejnego filmu Christiana Dittera mocno wzrosły. Tymczasem "Jak to robią single" są bardzo standardową opowieścią o tym, jak być sobą, znaleźć miłość, przyjaźń i spełnienie.


Pawn Shop Chronicles (2013)

Żałuję, że "Kroniki lombardu" zostały zrealizowane w formie filmu kinowego. Potencjał tkwiący w pomyśle nie został bowiem w pełni zrealizowany. Z drugiej strony mogę zrozumieć, dlaczego twórcy wybrali tę drogę. Pomysł był bowiem zbyt fajny, żeby go porzucić.


En la gama de los grises (2015)

Nie o to zapewne chodziło reżyserowi, ale dla mnie "Skala szarości" okazała się jedną wielką krytyką "cywilizacji indywidualizmu". Choć "krytyka" nie jest chyba najlepszym słowem. Claudio Marcone nie mówi bowiem, że indywidualizm w życiu jest zły sam w sobie. On raczej pokazuje, jakie zgubne są jego konsekwencji. A należą do nich: egzystencjalny niepokój, poczucie pustki, brak ukierunkowania swojego zachowania. Główny bohater w teorii nie ma na co narzekać: ma pracę, dom, rodzinę. Ba! Ma nawet kochanka. Życiowy pakiet premium. A jednak nie potrafi się tym cieszyć. Jego koncentracja na własnym "ja" czyni go ślepym na świat. Nie rozumie swojej żony, nawet kiedy ta jasno wykłada mu całą prawdę. Nie wystarcza mu syn. Nie czuje spełnienia w objęciach kochanka. Cały czas się szamocze, cały czas poszukuje. A z każdej jego akcji krzyczy  zaabsorbowane sobą Ja. Oglądając to trudno nie przyznać racji tym kulturom, które nie cenią indywidualizmu, dla których najwyższą wartością jest grupa. Wtedy jednostka nie musi przeżywać egzystencjalnych katuszy, bo jej miejsce zdefiniowane jest przez grupę.


piątek, 19 lutego 2016

Zootopia (2016)

Animacje dla dzieci to gatunek, który powinien być najbardziej znienawidzony przez "obrońców moralności", "prawdziwych patriotów", zwolenników kulturowej czystości. Co druga z produkcji (i niemal wszystkie z Hollywood) są katechezami na temat tolerancji, akceptacji różnorodności. I nie inaczej jest ze "Zwierzogrodem". Ba, twórcy nawet się ze swoimi intencjami nie kryją. W filmie znalazły się lekcje poglądowe na temat poprawności politycznej w mowie, akceptacja, a wręcz afirmacja odmienności, negowanie tradycyjnego podziału na role społeczne, które zostaje zastąpione ideą podążania za własnymi pragnieniami/marzeniami. W dobie emigracyjnej fobii narastającej w Europie, której efektem są generalizowane oskarżenia wobec przybyszów z Afryki i Bliskiego Wschodu, szczególnie głośno wybrzmiewa wątek nagonki na drapieżników i oskarżania ich o to, że z natury są skorzy do przemocy i w świecie "ofiar" nie są w stanie na dobre się zintegrować.


The Story of Luke (2012)

Kolejny z filmów, które obejrzałem w nieodpowiednim momencie. Parę lat temu uwielbiałem tego rodzaju historie. Teraz niestety moja tolerancja wobec nich mocno się zmniejszyła.


wtorek, 16 lutego 2016

Deadpool (2016)

Po obejrzeniu "Deadpoola" zupełnie nie dziwi mnie jego popularność. Jest to bowiem typowy crowd-pleaser, wypełniony po brzegi rzeczami, które powinny się widzom podobać (i naprawdę się podobają). Ale żeby od razu mówić o nowej jakości, jak to stwierdził któryś z przedstawicieli kierownictwa jednej z wytwórni? Tu zgadzam się z Jamesem Gunnem. "Deadpool" niczego nowego nie wprowadził. Po prostu wykorzystał swoje atuty i wstrzelił się w zapotrzebowania widza.


poniedziałek, 15 lutego 2016

Sprawiedliwy (2015)

Dziwaczna rzecz. "Sprawiedliwy" to wyrób filmopodobny. Montaż próbuje mu nadać iluzję jednolitej opowieści, ale średnio się to udaje. Historia rozbija się na drobniutkie epizody. Ich nienaturalność jest mocno podkreślona przez hiperinsenizacje, które doskonale sprawdziłyby się w teatrze eksperymentalnym. Są jednak osadzone w naturalistycznych sceneriach, co budzi surrealistyczne wrażenie. "Sprawiedliwy" jest jak majak senny, który usilnie próbuje udawać rzeczywistość. Każda scena wydaje się być martwą naturą, która ożywa pod wpływem obserwatora, którym jest kamera/widz. Oglądając miałem poczucie, że jak tylko scena dobiegnie końca, postaci zastygną niczym automaty, gotowe rozpocząć odgrywanie wszystkiego od początku.


niedziela, 14 lutego 2016

Hrútar (2015)

Opowieść apokaliptyczna w wersji minimalistycznej. W "Baranach" wszystko jest w skali "mini", ale dla bohaterów ma wymiar totalny. Kiedy w pewnej dolinie wybucha epidemia trzęsawki, jej mieszkańcy, dla których owce są wszystkim, stają przed widmem końca świata. Teoretycznie "tylko" na dwa lata. Ale dla wielu z nich, w tym dwójki braci będących głównymi bohaterami, jest to cała wieczność.


Eisenstein in Guanajuato (2015)

Najsłabszy film Greenawaya, jaki widziałem. Miałem wrażenie, że oglądam zebrane do kupy odrzuty z jego wcześniejszych dzieł. Zamiast trafić do kosza, gdzie ich miejsce, pojawiły się na ekranie. A pretekstem dla tego był meksykański epizod z życia słynnego radzieckiego reżysera Siergieja Eisensteina.


Ich seh Ich seh (2014)

UWAGA SPOILERY

Uwielbiam opowieści (nie tylko filmowe), które poprzez przyjęcie pewnej konkretnej perspektywy sprawiają, że typowe schematy narracyjne są wywrócone do góry nogami. W literaturze SF&F mistrzem tego rodzaju "wywrotek" jest Gene Wolfe. W horrorze niedawno świetnie w tym temacie radził sobie "Babadook". A teraz próbują tego samego dokonać twórcy "Widzę, widzę".


The Taking (2014)

Przez długi czas wydawało mi się, że "The Taking of Deborah Logan" może być jednym z lepszych horrorów found footage, jakie widziałem. Niestety trzeci akt pozbawił mnie złudzeń. Szkoda.


piątek, 12 lutego 2016

Fathers and Daughters (2015)

Gabriele Muccino to fenomen. Ktokolwiek śledzi moje oceny, ten wie, że lubię kino sentymentalne, kiczowato-emocjonalne, oferujące tanie wzruszenia. Muccino powinien więc być moim ulubionym reżyserem, ponieważ on uwielbia manipulować uczuciami widza. Tymczasem tylko "Trener bardzo osobisty" uważam za film niezły. Reszta to rzeczy poniżej poziomu przyzwoitości.


środa, 10 lutego 2016

D'Ardennen (2015)

"Ardeny" są zwodniczo prostym filmem. Za banalną opowieścią o dwóch braciach kryją się całkiem mocne argumenty za karą śmierci. Obraz Robina Pronta pokazuje bowiem świat, w którym człowiek jest monolitem złożonym z impulsów i motywacji niezmiennych. Idea transcendencji to mrzonka. Człowiek jest tym, kim jest i nic tego nie zmieni. A jeśli tak jest, to osobniki, które psują pulę genetyczną, które zagrażają populacji, muszą być usuwane. Dawanie drugiej szansy jest w tym przypadku proszeniem się o katastrofę. I kiedy ta nadchodzi, bo musi, winę ponosi nie ten, który do niej doprowadził, lecz ci wszyscy, którzy na to zezwolili akceptując destrukcyjną jednostkę.


wtorek, 9 lutego 2016

Luna escondida (2012)

Masakra. "Ukryty księżyc" jest ekstraktem z meksykańskich telenoweli. Co nie byłoby takie złe, gdyby znalazły się w nim najciekawsze elementy telewizyjnych tasiemców: absurd, humor, skrajne uczucia. Niestety twórcy filmu wybrali naiwność, ledwie zarysowane związki przyczynowo-skutkowe. Przede wszystkim jednak pozbawili historię niezbędnego dystansu i mrugania okiem do widza. Efekt jest trudny do wytrzymania.


poniedziałek, 8 lutego 2016

The Gambler (2014)

Rupert Wyatt szybko traci w moich oczach. Jego "The Escapist" bardzo mi się podobał. "Geneza planety małp" była solidnym widowiskiem. Niestety "Gracz" jest opowiastką głupią, którą ratuje nie reżyseria lecz kilka niezłych kreacji aktorskich.


sobota, 6 lutego 2016

Mr. Holmes (2015)

Bill Condon zatoczył twórcze koło. "Mr. Holmes" to powrót do korzeni i jego pierwszego znaczącego filmu (i moim skromnym zdaniem jego najlepszego dzieła w historii), czyli "Bogów i potworów". Jamesa Whale'a zastąpił Sherlock Holmes (ale aktor pozostał niezmieniony – Ian McKellen). Zamiast Claya Bone'a mamy chłopca Rogera Munro. A Pani Munro zajęła miejsce Hanny. Jednak relacja i wydźwięk filmu pozostał niezmieniony.


Home Sweet Hell (2015)

Wow! Anthony Burns zaskoczył mnie jak mało kto. "Nie ma jak w piekle" wydawało się samograjem. Wystarczyło ustawić aktorów przed kamerą i bam! komedia, na której będzie się pękać ze śmiechu, gotowa. Tymczasem film, który obejrzałem, okazał się zaledwie zabawny i to wyłącznie dzięki kilku scenom.


Kompani Orheim (2012)

Trzecią część przygód Jarlego Orheima obejrzałem już wyłącznie siłą rozpędu. Nie liczyłem na powtórkę z części pierwszej, więc się nie rozczarowałem. Na szczęście, film nie spadł poniżej poziomu przyzwoitości.


Drink Me (2015)

Czasem zdarza mi się obejrzeć coś, czego później żałuję, a nawet się tego wstydzę. "Drink Me" to taki przypadek.


czwartek, 4 lutego 2016

Goosebumps (2015)

Co się dzieje w tym Hollywood??? Od dłuższego już czasu nie powstał tam żaden przyzwoity horror. I mam na myśli każdy możliwy wariant. Porażką był horror gotycki ("Crimson Peak") i komediowy ("Life After Beth"). A już klasyczna wersja leży i kwiczy żałośnie.


środa, 3 lutego 2016

Monsters (2015)

Współczuję reżyserowi. "Monsters" bowiem, zupełnie bez winy jego twórcy, sprawia wrażenie wtórnego. A przez to zwroty akcji kompletnie nie zaskakują. I dziwiła mnie jedynie całkowita obojętność, z jaką finalną konkluzję przyjąłem.


wtorek, 2 lutego 2016

The Finest Hours (2016)

Hollywood naprawdę powinno przejść pogłębiony kurs dyscypliny. "Czas próby" to kolejna ofiara niemożności twórców z Fabryki Snów do zdecydowania się, jaką chcą opowiedzieć historię, więc próbują w jednym filmie wcisnąć wszystko, co akurat przyszło im do głowy. W efekcie na nic nie starcza czasu, poszczególne wątki są potraktowane powierzchownie, bohaterowie pozostają jednowymiarowymi pajacykami, a atrakcyjne sceny wydają się być efektem przypadkowym a nie rezultatem zamierzonego działania.


poniedziałek, 1 lutego 2016

Gear (2014)

Kolejna historia przyjaźni człowieka z maszyną. Jak zwykle na przeszkodzie staje wielka korporacja, która najpierw próbuje zastraszyć a potem kupić bohaterkę. W sumie standard, ale całkiem przyjemny w oglądaniu.


Mørke Rum (2015)

Według opisu "Mørke Rum" jest "niekonwencjonalną historią miłosną". Jest to gruba przesada. Po pierwsze opowiedziana historia jest bardzo konwencjonalna, wręcz archetypiczna. Po drugie trudno ją nazwać historią miłosną.