sobota, 30 kwietnia 2016

Incompresa (2014)

Drugi w dniu dzisiejszym obejrzany przeze mnie film i drugi raz zostałem jedynie utwierdzony w przekonaniu, że katarzy niewiele się mylili, kiedy piętnowali ideę rodziny, posiadania dzieci. "Dziewczynka z kotem" to przerażające studium egoizmu dorosłych, który rykoszetem odbija się na dziecku.


The Broken Circle Breakdown (2012)

"W kręgu miłości" to opowieść o tym, że w naszym świecie lepiej jest być psychopatą. Dzięki temu jest się bowiem bardziej odpornym na rozczarowania, ból i cierpienie, które są nieuchronnym efektem życia. Niby mówi się, że podróż jest ważniejsza od celu. Ale kiedy po drodze inwestuje się emocje w drugiego człowieka, a ten ginie lub nas rozczarowuje, to pozostaje się z ręką w nocniku. Trudno przejść nad tym do porządku dziennego, nie sposób pogodzić się z tym, co zostało stracone.


Grandma (2015)

Od trzech dekad amerykańskie kino niezależne karmi świat podobnymi historiami w ilościach hurtowych. Jak zwykle mamy grupę sympatycznych, choć na pierwszy rzut oka odpychających bohaterów. Łączą oni społeczne nieprzystosowanie z inteligencją i oryginalnym spojrzeniem na świat. "Babka" jest doskonale przeciętną produkcją tego rodzaju, uskuteczniającą większość z klisz kina indie.


Brothers of the Wind (2015)

W pewien sposób "Mój przyjaciel orzeł" jest ciosem dla widowisk takich jak nowa "Księga dżungli". Oglądając widowisko Disneya zachwycałem się zwierzętami, które wydawały się takie prawdziwe. Ale kiedy porówna się je z tymi z krwi i kości, które wykorzystano tutaj, to widać, jak wielka jest przepaść między iluzją a rzeczywistością.


środa, 27 kwietnia 2016

Truth (2015)

"Niewygodna prawda" powinna być lekturą obowiązkową dla każdego, kto na poważnie myśli o zajmowaniu się filmami (a w szczególności ich robieniem). Uważam, że jest to jeden z najważniejszych tytułów kinowych tego roku. I wcale nie dlatego, że jest dobry, ale dlatego, że nie jest.


The Boss (2016)

Był tylko jeden powód, dla którego poszedłem na "Szefową" do kina - Melissa McCarthy. Lubię ją, jej ekranową energię i komediową żywiołowość. I nie zawiodłem się. McCarthy robi to, w czym jest świetna, dzięki czemu kilkakrotnie parsknąłem gromkim śmiechem. Podobała mi się jej powierzchowna jędzowatość, jej ostre werbalne (a czasem i fizyczne) potyczki z pewną pryncypialną mamuśką, jej przekomarzania się z bohaterką graną przez Kristen Bell. Podobał mi się też epizod Kathy Bates i (ale mniej) Petera Dinklage'a.


poniedziałek, 25 kwietnia 2016

The Young Messiah (2016)

Spróbujcie przez dwie godziny wpatrywać się w wodę kapiącą powoli z pękniętej chrzcielnicy, a będziecie mieli jako takie pojęcie o tym, jak ekscytującym filmem jest "Młody Mesjasz". To wręcz szokujące, jak nudną laurkę stworzyli twórcy. Tym bardziej, że materiał wyjściowy dawał spore pole do popisu.


L'avenir (2016)

Właściwie nie wiem, jak mam oceniać nowy film autorki "Edenu". Bowiem "Co przynosi przyszłość" jest w gruncie rzeczy opowieścią o niczym. Reżyserka po prostu przygląda się z boku egzystencji dojrzałej kobiety. Widzimy, jak radzi sobie z życiem zawodowym, jak musi konfrontować się z tym, że z radykalnej nastolatki stała się mieszczańską, stateczną kobietą. Widzimy jej relacje z dziećmi, uczniami, mężem, który ją porzuca, wydawcą, który chce literaturę filozoficzną uczynić "bardziej sexy".


Krigen (2015)

UWAGA SPOILERY!

Dzielność – czym jest ona naprawdę? Patrząc na historię Clausa, dowódcy oddziału duńskiej armii działającego w Afganistanie, nie jest nim przewodzenie ludziom, podejmowanie decyzji przesądzających o życiu i śmierci. Dzielnością jest przyjmowanie na siebie odpowiedzialności za podjęte decyzje. Claus z trudem ale jednak potrafi zaakceptować to, że jego rozkazy kończą się śmiercią ludzi. W chaosie walki o życie nie mrugnie nawet okiem, kiedy trzeba wydać rozkaz zniszczenia budynku, w którym mogą być cywile. Ale kiedy adrenalinowy haj przeminie, dopiero wtedy naprawdę trzeba wykazać się odwagą. I nagle okazuje się, jak niewielu ludzi potrafi tego dokonać. Łatwiej przychodzi ukrywanie się za półprawdami i jawnymi kłamstwami, które można racjonalizować na setki sposobów. Choć jednak przed światem można uciec, przed samym sobą nie sposób się schronić.


sobota, 23 kwietnia 2016

Smrt u Sarajevu (2016)

Pokój. Pojęcie równie realne co nirwana. Człowiek może go pragnąć, może do niego dążyć, czy raczej: próbować do niego dążyć. Jednak natury nie pokona. Życie jest wojną. Entropia jest immanentną cechą istoty ludzkiej. To, na co mamy (ograniczony) wpływ, to skala, w jakiej toczy się wojna. Czasem jest to konflikt totalny, który w filmie symbolizowany jest przez Sarajewo – to z 1914 roku i to z lat 90. Innym razem wygląda skromnie, jak w sarajewskim hotelu A.D. 2014, w którym to pracownicy szykują się do strajku, bo nie dostali pieniędzy, ich szef próbuje dogadać się z bankowcem, by prolongował spłatę raty kredytu, ochroniarz kłóci się z żoną o kanapę, bośniacka dziennikarka debatuje z serbskim fundamentalistą, a francuski aktor zmaga się z materią sztuki teatralnej. Wszystko to jest wojną, tyle że prowadzoną w skali mikro.


Grüße aus Fukushima (2016)

Ludzie nie są tak różni, jak to się wydaje wszelkiej maści ksenofobom i rasistom. Owszem, mogą ich dzielić język, obyczaje, poglądy na świat. Jednak za tym wszystkim kryje się uniwersalne doświadczenie cierpienia, strachu, poczucia winy.


środa, 20 kwietnia 2016

Quand on a 17 ans (2016)

Odetchnąłem z ulgą. "Królowa kasyna" najwyraźniej była jedynie potknięciem i Téchiné szybko powrócił na właściwe tory. "Mając 17 lat" jest sporym zaskoczeniem. Głównie dlatego, że nie wymyślając nic nowego, reżyser mimo wszystko potrafił mnie zaciekawić. Wynika to nie tyle z tematu, ile raczej z przyjętego punktu widzenia. Zgodnie z tytułem "Mając 17 lat" przede wszystkim opowiada o młodości. Ale jest to opowieść przefiltrowana przez wiedzę starca. To sprawia, że naiwność fabularna, histeryczność opisanych relacji nabiera refleksyjnego, głębszego charakteru. Zamiast świeżości i czystego entuzjazmu dostałem nostalgię i radość wynikającą ze wspominania przeszłości.


Солнечный удар (2014)

Film paradoks. Co w tym przypadku nie jest zaletą. "Udar słoneczny" chce być wielkim eposem o Rosji, ale częściej wygląda jak biedny teatr. Próbuje opowiedzieć historię kluczowego spotkania, ale co chwilę zbacza na manowce dygresji. Stara się zachwycić wizualną kompozycją, lecz oferuje jedynie puste piękno wyrachowanej maestrii. Ostatecznie film okazuje się być niczym góra puchu: pozornie wydaje się monumentalna, kiedy jednak puch się ubije, okaże się, że tak naprawdę niewiele zostaje.


wtorek, 19 kwietnia 2016

The White City (2014)

Czasami sukces od porażki dzieli bardzo cienka granica. "Zagubieni w Białym Mieście" są tego dowodem. Ten film mógł się udać. Zawiodła jednak reżyseria. Nie pomogła też jedna bardzo irytująca (przynajmniej mnie) decyzja obsadowa.


niedziela, 17 kwietnia 2016

Tamam mıyız? (2013)

Gdybym spróbował opowiedzieć, o czym jest ten film, to nikogo nie przekonałbym, żeby dał mu szansę. Na pozór jest to bowiem głupiutka, ckliwa bajeczka, która ma więcej wspólnego z telenowelą niż "prawdziwym kinem". Rzecz tym bardziej dająca się odczuć, jeśli ktoś ogląda tureckie telenowele (a te ponoć są teraz hitem sezonu na całym świecie). W końcu dwójka głównych aktorów znana jest chociażby ze "Wspaniałego stulecia" (sam nie oglądam, ale znam wiele osób, które się tym serialem zachwyca).


Nous trois ou rien (2015)

Uwielbiam takie sytuacje, kiedy idę do kina, oglądam film trochę z przypadku i okazuje się, że jest to jedna z najlepszych rzeczy widzianych w ostatnim roku. O "Wszyscy albo nikt" praktycznie nic nie wiedziałem i nie do końca było pewne, czy w ogóle go zobaczę (miałem wybrać coś innego). Tymczasem wkrótce po rozpoczęciu seansu byłem w nim po uszy zakochany. Na przemian śmiałem się i wzruszałem, a w oczach miałem łzy wywołane świadomością, że podobny film o Polsce czasów PZPR nigdy nie powstanie. Całość przypomina mi trochę "Życie jest piękne", głównie przez fakt perfekcyjnego połączenia komizmu z powagą tematu.


The Diary of a Teenage Girl (2015)

"Wyznania nastolatki" bardzo starają się być filmem innym od typowego amerykańskiego kina niezależnego. Ale udało się to jedynie połowicznie. Forma niestety wpada w koleiny typowego niszowego "ekscentryzmu". Wszystkie animowane dodatki wydały mi się niepotrzebnym brokatem, który zamiast uatrakcyjniać film jedynie go zaśmieca. Być może, gdyby aktorsko rzecz nie była aż tak mocna, te ozdobniki miałyby jakieś znaczenie. Jednak Bel Powley jest bezbłędna w roli nastolatki ogarniętej burzą hormonalną, przez co film niczego więcej tak naprawdę nie potrzebuje.


sobota, 16 kwietnia 2016

Kater (2016)

Mam mieszane odczucia wobec tego filmu. Z jednej strony nie kupuję postaci, nie wierzę w możliwość ich istnienia, w ich decyzje. Wydało mi się to bardzo wydumane i sztuczne. Z drugiej strony rozumiem, że tak właśnie miało być, że "Kocur" nie jest obrazem konkretnej rodziny, lecz raczej intelektualnym ćwiczeniem, eksperymentem przeprowadzanym w kontrolowanych warunkach mentalnego laboratorium, by dokonać ekstraktu ludzkich zachowań, które w naturalnych warunkach są zbyt ulotne, by można je było uchwycić.


The 5th Wave (2016)

J Blakeson dołączył do (niestety) coraz obszerniejszej listy twórców, którzy najpierw zwrócili na siebie moją uwagę, a teraz boleśnie mnie rozczarowali. Co prawda autor "Uprowadzonej Alice Creed" nie pogrążył się tak bardzo jak Josh Trank ("Kronika" -> "Fantastyczna Czwórka") czy Robert Schwentke ("RED" -> "Zbuntowana"), ale mała to pociecha. O "Piątej fali" mogę powiedzieć tyle: nie jest to katastrofa, lecz zwyczajnie tragedia.


środa, 13 kwietnia 2016

Boulevard (2014)

Najsłabszy film Dito Montiela, jaki widziałem (a nie widziałem tylko jego najnowszego, z LeBeoufem). Jest moim zdaniem niedopracowany już na poziomie scenariusza. Poszczególne postaci zbyt łatwo się zazębiają, a cała historia wydaje się być wygrzebana z początku lat 90.


#WszystkoGra (2016)

To mógł być jeden z lepszych polskich filmów ostatnich lat. Naprawdę, miał potencjał. Wystarczyło tylko pozbyć się wszystkich musicalowych wtrętów i po prostu skupić na historii trzech kobiet. Opowiedzieć o ich relacjach, marzeniach, walkach, trochę gorzko, trochę śmiesznie. Na tak niepozornej bazie wyrósł niejeden amerykański film (vide "Dróżnik", "Biegając z nożyczkami"). To mogło się udać tym bardziej, że grające bohaterki Preis, Rycembel i Celińska w tych nielicznych momentach, kiedy mogą coś zagrać, sprawiają się bez zarzutu. Niestety na potencjale się skończyło, ponieważ dla twórców to było za mało, chcieli więcej. No to dostali. Tyle że kosztem fabuły.


poniedziałek, 11 kwietnia 2016

The Huntsman: Winter's War (2016)

Kolejny film, którego tytuł wprowadza w błąd. Tak jak "Batman v Superman" wcale nie jest o walce dwóch superbohaterów, tak tutaj nie ma żadnej wojny ("Winter's War"). W ogóle, konflikt ma tu dość szczątkową postać. Królowa Lodu przez większość filmu jest postacią wycofaną, która raczej nie budzi grozy. Z kolei Ravenny jest za mało, by jej piętno dało się odczuć. Jest to rzecz symptomatyczna dla obecnych hollywoodzkich produkcji: większość z nich nie wykorzystuje mocy kryjącej się w czarnych charakterach, a konflikty rozgrywane są na odległość (lub wcale), aż do finału. Tak było w "Fantastycznej Czwórce", wspomnianym "Batmanie v Supermanie", w "Księdze dżungli", tak jest i tutaj. Takie podejście nie bardzo mi odpowiada.


niedziela, 10 kwietnia 2016

Queen of the Desert (2016)

Co to było??? Bardzo rzadko zdarza mi się wyjść z kina wściekłym na twórców. Tym razem jednak nie mogę się powstrzymać. "Królowa pustyni" jest rzeczą obraźliwą. Urąga nie tylko inteligencji widza, ale też jest obrazem szowinistycznym i rasistowskim. Nie potrafię nawet wyobrazić sobie tego, co myślał Herzog, kiedy pisał scenariusz.


sobota, 9 kwietnia 2016

The Jungle Book (2016)

Jon Favreau zrobił "Księgę dżungli" o kilka lat za późno. Tak się bowiem składa, że jej wartkością podstawową (a może nawet jedyną) jest strona wizualna. Efekty komputerowe robią imponujące wrażenie. Zwierzęta wyglądają prawie jak żywe. Chwilami iluzja co prawda zawodzi (na przykład, kiedy Shere Khan skacze po kamieniach), ale w wielu scenach wilki, pantera, małpy wyglądają perfekcyjnie. Jako rzecz przekonująca o wartości CGI, jest to film niezastąpiony.


piątek, 8 kwietnia 2016

Hardcore (2015)

Nie jestem wielkim fanem pierwszoosobowego widoku w grach wideo. Ciekaw więc byłem tego, jak wypadnie podobny zabieg w kinie akcji. Tak, jak się tego spodziewałem, nie wygląda to aż tak fajnie, jak brzmi. Kiedy bohater wpadał w sam środek kotłowaniny, chaos na ekranie sprawiał, że po prostu wyłączałem się. Przestawałem wtedy śledzić akcję, wierząc na słowo, że Henry coś tam robi. Skupiałem się tylko wtedy, kiedy na ekranie pojawiało się coś naprawdę fajnego (jakaś widowisko śmierć na przykład).


środa, 6 kwietnia 2016

High-Rise (2015)

Trzy poprzednie filmy Bena Wheatleya nie rozczarowały mnie (choć "A Field in England" było słabsze). Tym razem przyszedł potężny zawód. "High-Rise" było nieznośnie manieryczne. Wheatley bawi się tu formami, które wcześniej potrafił w wyrafinowany i nietuzinkowy sposób wykorzystywać. Tu pełnią jedynie funkcję konfetti. Dawkowane może jeszcze by mnie tak nie irytowały, jednak w dwugodzinnym obrazie wywoływały mdłości i irytację.


wtorek, 5 kwietnia 2016

Mustang (2015)

Tradycja jest doskonałym systemem więziennictwa. Nie ma w nim bowiem potrzeby istnienia nadzorców i strażników. Funkcje tę pełnią sami więźniowie. Ofiary tradycji, by nadać sens swoim zniszczonym egzystencjom, muszą podtrzymywać zwyczaje. A to oznacza narzucanie ich kolejnym pokoleniom. Tworzy to błędne koło, w którym postępowanie zgodne z zasadami często jest (a przynajmniej wydaje się na pierwszy rzut oka) najlepszym, najbezpieczniejszym rozwiązaniem.


poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Gejsza (2015)

"Gejsza" jak w soczewce ukazuje główne grzechy polskiego kina, które nawet kiedy inspiruje się dobrymi wzorcami, to i tak nie potrafi ich wykorzystać, kończąc jako powierzchowna imitacja z zespołem przerośniętego artystycznego ego.


niedziela, 3 kwietnia 2016

Marguerite (2015)

"Niesamowita Marguerite" miała być dla mnie jedynie rozgrzewką przed "Boską Florence". Nie spodziewałem się niczego więcej ponad przyjemnej francuskiej komedii. Dlatego też kompletnie nie byłem przygotowany na to, co zobaczyłem. Ten film jest naprawdę niesamowity.


Louder Than Bombs (2015)

Joachim Trier zaczął z wysokiego poziomu. "Reprise" było fantastycznym filmem, pełnym treści, a do tego ciekawie podanym. Niestety jego kolejne pełne metraże nie dorastają debiutowi do pięt. Co prawda "Oslo, 31 sierpnia" jeszcze siłą rozpędu daje radę. Jednak przy najnowszym filmie, 'Głośniej od bomb", wyraźnie zabrakło reżyserowi twórczej pary.


sobota, 2 kwietnia 2016

Pasolini (2014)

Abel Ferrara powinien przestać pracować z Willemem Dafoe. Ta współpraca tylko aktorowi nie szkodzi. Reżyser niestety pokazuje się tu z jak najgorszej strony. Można co prawda cieszyć się, że "Pasolini" nie jest tak zły jak "4:44. Ostatni dzień na Ziemi", ale jest to naprawdę marna pociecha.


Birdy Wouaf Wouaf (2015)

W zamierzeniu ta animowana krótkometrażówka ma być optymistyczną opowieścią o tym, że każdy na tym świecie znajdzie swoje miejsce i osoby mu podobne. Ale ja zupełnie nie tak odebrałem historię młodego ptaka, który zamiast ćwierkać szczeka.


Child of God (2013)

W naszej kulturze dominuje męski pierwiastek. Nawet teraz, kiedy równouprawnienie staje się faktem w większości dziedzin życia, to, co tradycyjnie wiązane jest z męskością - aktywność, działanie, pewność siebie - jest cnotami. Konsekwencją tego jest traktowanie prostoty, naiwności jako oznaki słabości. A to, co słabe, jest – "z definicji" – niegroźne. O tym, jak bardzo mylne jest to przekonanie, opowiada James Franco w filmie "Dziecię boże".