wtorek, 30 sierpnia 2016

Hands of Stone (2016)

Dziwny to film. Wygląda tak, jakby go kręciła osoba cierpiąca na zaburzenia pamięci krótkotrwałej i każdego dnia przychodziła na plan nie pamiętając, co kręciła poprzedniego dnia. Dlatego też "Kamienne pięści" to raczej seria teledysków o życiu pięściarza niż kompletny film. Miejscami jest tak umowną realizacją typowego schematu, że trzeba dobrze ten schemat znać, żeby zorientować się, dlaczego ta a nie inna scena została w filmie umieszczona.


poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Se Dio vuole (2015)

Nie spodziewałem się, że będę się na tym film aż tak dobrze bawił. Liczyłem na kolejną typową włoską komedię. I rzeczywiście taką jest. Tyle tylko, że ma całkiem fajne dialogi i kilka niezłych pomysłów. Jest się z czego pośmiać, nawet jeśli humor nie jest zbyt wyszukany.


niedziela, 28 sierpnia 2016

Nerve (2016)

Kolejny "pitch movie". Jednozdaniowy zarys filmu, który zapewnił twórcom zdobycie funduszy, zapowiada ciekawą wizję. Oto dziewczyna, która nigdy w życiu nie zrobiła nic szalonego, dołącza do gry, w której musi wykonywać niezwykłe wyzwania wymyślne przez płatnych "obserwatorów". Super. Problem w tym, że "Nerve" nie rozwinęło tego pomysłu.


Me and Earl and the Dying Girl (2015)

Kiedyś uwielbiałem takie filmy. Gdyby "Earl i ja, i umierająca dziewczyna" powstał w czasach "Dróżnika", bezapelacyjnie byłby to jeden z moich ulubionych filmów. Tyle tylko, że "Dróżnik" powstał 13 lat temu, a od tamtej pory w amerykańskim kinie indie nic się nie zmieniło. Trudno jest mi się ekscytować po raz n-ty tymi samymi bohaterami, tymi samymi problemami, taką samą strukturą, niezmienną formą. A tak jest niestety tutaj. Główny bohater odstaje od średniej, ale w jego otoczeniu jest sporo równie dziwacznych osób. Ekscentryczne ma zainteresowania, ekscentrycznych ma rodziców i przynajmniej jednego nauczyciela, jeszcze bardziej ekscentryczna jest matka jego koleżanki. Jak zwykle jest śmierć, z którą musi zmierzyć się bohater. Przez to film jest opowieścią o dorastaniu, transformacji, radzeniu sobie z żałobą i przekraczaniu granic strefy komfortu.


piątek, 26 sierpnia 2016

Les nouvelles aventures d'Aladin (2015)

Nie chciałem oglądać "Nowych przygód Aladyna". Film aktorski z polskim dubbingiem – już samo to wystarczyłoby, żebym omijał go szerokim łukiem. Polskie zwiastuny niewiele zrobiły, żeby moją opinię zmienić. Ale cieszę się, że go jednak obejrzałem. Okazało się, że jest to całkiem niezła komedia.


czwartek, 25 sierpnia 2016

Mechanic: Resurrection (2016)

Nie ma co owijać w bawełnę: "Mechanik: Konfrontacja" jest filmem idiotycznym. Nie wątpię, że dla wszystkich związanych z produkcją wyznacznikiem jakości musiały być filmy pornograficzne. Sceny bez akcji są kretyńskie, a gra aktorów równie wiarygodna i drętwa, co gra gwiazdek porno w scenach dialogowych. Na rozmowy pary głównych bohaterów na rajskiej plaży można reagować tylko w jeden sposób: facepalmem.


środa, 24 sierpnia 2016

Červený kapitán (2016)

Słowacy, Czesi i Polacy wspólnymi siłami spróbowali przeszczepić na nasz grunt skandynawski kryminał. I odnieśli sukces. Niestety kopiowali słabe wzorce, czego efektem jest niedorobiona rzecz więcej obiecująca niż dostarczająca.


Mr. Right (2015)

"Pan idealny" to przykład dość specyficznego rodzaju kina. Jest to film, który tak naprawdę nie ma większej wartości. I szczerze mówiąc nie bardzo jest sens po niego sięgać. Ale jeśli już jakimś trafem zacznie się go oglądać, to okazuje się, że nie jest to wcale takie traumatyczne przeżycie. Całość robi przyjemne wrażenie. Jest to kino proste, zwiewne, idealnie nadające się dla tych, którzy w weekend robią zakupy w galerii handlowej i potrzebują półtoragodzinnej przerwy. Film Paco Cabezasa sprawia, że miło spędza się na sali kinowej czas i nie ma się wcale żalu, że marnuje się czas. Zarazem jednak po jego obejrzeniu wciąż trudno znaleźć jakieś mocne argumenty na jego polecenie.


Kollektivet (2016)

W 99 przypadkach na 100 stwierdzenie zgonu człowieka nie nastręcza większych problemów. Ale z rozpoznaniem śmierci związku jest inaczej. Często uświadomienie sobie, że już od dawna jest się dla kogoś bliskiego tylko kimś, kogo kiedyś się kochało, następuje późno, po serii nieprzyjemnych wydarzeń.


poniedziałek, 22 sierpnia 2016

War Dogs (2016)

"Rekiny wojny" to przykład filmu, w którym poszczególne elementy wypadają lepiej niż ich suma. Kiedy myślę o szczegółach, to naprawdę znajduję tu wiele fajnych momentów. Czasem są to drobnostki, jak choćby scena, w której bohaterowie palą marihuanę tuż przed spotkaniem z przedstawicielami Pentagonu, a w masce ich samochodu odbija się amerykańska flaga. Innym razem są to rzeczy fundamentalne dla całego filmu, jak chociażby dobra kreacja Jonah Hilla. Bardzo łatwo mógł stać się wyłącznie zbiorem efekciarskich manieryzmów, ale aktor na to nie pozwolił, czyniąc z granego przez siebie bohatera postać wyrazistą i intrygującą.


niedziela, 21 sierpnia 2016

Ben-Hur (2016)

Na "Ben-Hura" wybierałem się przekonany, że zobaczę jeden z najgorszych filmów tego roku. Byłem pewien, że postawię mu 1, maksymalnie 2. Nie podobały mi się zwiastuny. Zamiast zachęcać robiły wszystko, by obrzydzić mi film. Nie ufałem reżyserowi. "Wanted" było słabe, a "Abraham Lincoln: Łowca wampirów" jeszcze gorszy. Wreszcie większość głosów tych, co już widzieli widowisko, była druzgocąco negatywna.


sobota, 20 sierpnia 2016

Nymphomaniac. Director's cut (2013)

SPOILERY

Lars von Trier przez lata konsekwentnie budował swoją karierę. I teraz za to płaci. "Nimfomanka" to rezultat wstydu, który nie pozwolił Duńczykowi po prostu pokazać światu historię, którą chciał opowiedzieć. Oczekiwania, które sam rozbudził, wymagały, by dodał "głębi", "kontrowersji". W efekcie całość przypomina osobę, która ukrywa swoją prawdziwą twarz pod tonami makijażu i ekstrawagancką peruką. A prawda jest taka, że "Nimfomanka" jest prościutką historią kobiety mającej problemy z budowaniem autentycznych relacji. Jej nieszczęście polega na tym, że dwukrotnie pozwoliła komuś wkroczyć do jej wewnętrznego świata. Niestety obie osoby ją porzuciły. Co gorsza, los chciał, że związały się ze sobą.


piątek, 19 sierpnia 2016

Muchacho en la barra se masturba con rabia y osadía (2015)

Tylko jeden reżyser mógł wpaść na równie rozbudowany tytuł filmu. Oczywiście chodzi mi o Meksykanina Juliána Hernándeza. Tym razem jednak zamiast poetyki reżyser postawił na dosłowność. Ale ta dosłowność jest wielką zmyłką. Jeśli bowiem ktoś sądzi, że zobaczy dokładnie to, co zapowiada tytuł, ten się grubo pomyli i będzie mocno rozczarowany.


Trémulo (2015)

Jedna z miliarda opowieści, które na przestrzeni całej historii człowieka wyrządziły więcej szkody niż pożytku. "Trémulo" opowiada o momencie, w którym między dwójką osób coś zaiskrzyło. Nie znają się, za dzień rozdzieli ich los, ale tu i teraz nie liczy się nic więcej. Są tylko oni i uczucie, które między nimi rośnie. Ta chwila pokazana została z wyczuciem i zmysłowością, przez co łatwo zrozumieć, dlaczego moment zakochiwania się jest tak kuszący, tak wspaniały, że zamiast budować związek, ludzie wolą szukać sytuacji, w których znów mogą poczuć to całkowite, obezwładniające poddanie się nieuchronnemu. I właśnie w tym kryje się problem. Mało która opowieść o trwaniu związku (uczucia) jest równie piękna, równie uwodzicielska, co opowieść o zakochiwaniu się.


Hello Carter (2013)

Czasami chciałbym mieć większy wpływ na swój gust, przez co mógłbym wymusić na sobie polubienie jakiegoś filmu. Na przykład "Cześć, Carter".


środa, 17 sierpnia 2016

Laggies (2014)

Quo vadis Lynn Shelton? Bo coś mi się zdaje, że nie tam, gdzie trzeba. Reżyserka zaczynała od prostej, ale odświeżającej opowiastki "Humpday", po której potwierdziła swoją pozycję solidnym filmem "Siostra twojej siostry". Niestety potem zaczęło się coś psuć. "Dotykalscy" mają fajny pomysł, ale rozczarowujące wykonanie. A teraz "Laggies" okazuje się równie nieudanym projektem.


Redentor (2014)

Od kina kopanego nie wymagam wiele, a już naprawdę ma gdzieś, czy fabuła trzyma się kupy. Nie przeszkadzało mi więc to, że "Redentor" był po prostu bez sensu. Film wygląda jak przypadkowy zlepek scen, które łączy jedynie fakt, że w każdej z nich występują ci sami aktorzy. Dopóki jest to opowieść o byłym hitmanie, który każdy dzień zaczyna od rosyjskiej ruletki, a potem zabija drani na próżno próbując oczyścić duszę z wyrzutów sumienia, dopóty jeszcze fabularnie jest to rzecz ciekawa. Kiedy jednak pojawiają się wątki Antonii i jej syna albo Amerykanina, który chce stworzyć w Chile narkotykowe imperium, rzecz traci wszelkie pozory logiki.


Allacciate le cinture (2014)

Ferzan Özpetek kontynuuje opowiadanie wciąż tej samej historii. Co prawda tym razem wybrał wariant heteroseksualny, ale jest to w zasadzie jedyna zmiana. W przypadku wielu twórców to ciągłe powtarzanie się uznałbym za wadę, ale w przypadku tureckiego reżysera jest to jego zaletą. Do perfekcji opanował sztukę wyciskania łez, wciągania we wzloty i upadki bohaterów. Jak mało kto potrafi wzruszać i śmieszyć. W jego filmach bowiem zawsze jest piękna miłość i równie wielki smutek. Jedno bez drugiego zdaje się w świecie Özpeteka nie istnieć.


The Search (2014)

"Rozdzieleni" to dwa filmy w jednym. Ich tematem przewodnim jest wojna w Czeczenii sprzed dwóch dekad. Ale równie dobrze akcja mogłaby się rozgrywać w Syrii, Turcji, na Ukrainie lub w dziesiątkach innych miejsc na Ziemi.


poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Sausage Party (2016)

"Sausage Party" podczas pierwszego tygodnia w amerykańskich kinach zarobiło ponad 34 miliony dolarów. Ale gdyby te same żarty i sceny zostały wykorzystane w filmie aktorskim, to nie zarobiłby on nawet 1/100 tego. A wszystko przez to, że wtedy z całą pewnością nie miałby kategorii R, a twarde NC-17. To, co uchodzi twórcom animacji na sucho, jest naprawdę niewiarygodne. Makabryczne sceny rzezi jak z najbardziej brutalnych horrorów i filmów wojennych nie zostawiają wiele wyobraźni. Twórcy rozkoszują się przemocą. Przemoc i groza są wykorzystywane w celach rozrywkowych z większą premedytacją niż to ma miejsce w filmach typu "torture porn". Z kolei finał to orgia seksu w każdej możliwej konfiguracji. W filmie, który zarobił 30 milionów dolarów, czegoś takiego jeszcze nie było (i pewnie długo nie będzie).


Mike and Dave Need Wedding Dates (2016)

Po tym, co zrobił w telewizji, kibicowałem Jake'owi Szymanskiemu. Ma na swoim koncie przezabawną komedię dla HBO ("Siedem dni w piekle"). Był też reżyserem jednego z odcinków serialu "Brooklyn 9-9". Liczyłem więc na to, że w swoim kinowym debiucie będzie w stanie mnie rozśmieszyć.


Café Society (2016)

To smutne, ale "Śmietanka towarzyska" spełniła moje oczekiwania. Co oznacza, że niewiele się po Allenie spodziewałem. Jest to film wymęczony i wtórny, jak cała twórczość Nowojorczyka po "Blue Jasmine". To, co razi najbardziej, to brak rozsądnego uzasadnienia dlaczego taki film akurat chciał nakręcić.


niedziela, 14 sierpnia 2016

Holding the Man (2015)

Wierność nie jest dobrą strategią ewolucyjnego przetrwania... jeśli nie jest strategią uniwersalną. A w przypadku ludzi zdecydowanie nie jest. Stąd prosty wniosek: skoro biologia jest okrutna i tak da nam w kość, to lepiej o tym nie myśleć i nie być wiernym, lecz korzystać z czasu, póki go jeszcze mamy.


Loin des hommes (2014)

Dwóch wyrzutków. Daru jest potomkiem Hiszpanów, co w Algierii czyni go osobą bez tożsamości. Jak sam powie dla Francuzów jest Arabem, dla Arabów Francuzem. W latach 50. ubiegłego wieku nie była to komfortowa sytuacja. Mohamed jest mordercą. Dla ratowania rodziny zabił kuzyna. Teraz jest ścigany przez rodzinę zabitego, która musi się na nim zemścić, by nie stracić honoru, jak również przez innych, którzy wykorzystają go jako pretekst, by odreagować własne krzywdy. Obaj znajdują się w sytuacji, która prowadzi ich do śmierci. Mohamed wybiera ją świadomie. Wie, że tylko wyrok skazujący na śmierć za zabicie kuzyna wydany przez Francuzów pozwoli jego rodzinie wymknąć się z błędnego koła honorowych zabójstw. Daru wybiera ją nieświadomie, uparcie tkwiąc w miejscu, które jest coraz mniej bezpieczne dla tych, którzy nie są gotowi wybrać stronę w narastającym konflikcie i dla tej strony robić wszystko, nawet jeśli jest to sprzeczne z zasadami honorowej walki. Los sprawi, że wyruszą wspólnie w podróż. Kilka dni w drodze pozwoli im na nowo ocenić wartość życia. Na jej końcu raz jeszcze staną przed wyborem śmierci.


How to Make Love Like an Englishman (2014)

Typowa komedia romantyczna. Produkt taśmowy. A to oznacza, że jest dobrze zrobiony, ale kompletnie nijaki. Ta nijakość na szczęście nie wpływa na same wrażenia podczas oglądania, ale za to sprawia, że nie mam ochoty ani go pamiętać ani do niego wracać.


sobota, 13 sierpnia 2016

Knock Knock (2015)

"Kto tam?" doskonale ilustruje jeden z większych problemów amerykańskiego kina – "pitch". Wiele filmów, szczególnie tych gatunkowych, opiera się właśnie na pitchu, zajawce fabuły. Ma on brzmieć tak kusząco, żeby producenci nie mogli się powstrzymać i wyrazili zgodę na sfinansowanie całego filmu. Ale problem polega na tym, że bardzo często twórcom pitchu nie udaje się go rozbudować w pełnoprawny film. I tak właśnie jest tutaj.


You & I (2014)

O tym, jak to znów przez Niemca Anglik wywiódł w pole Polaka.


Helicopter Mom (2014)

Jestem trochę zawiedziony. Liczyłem na to, że będzie to zwariowana komedia o nadgorliwej matce, która będzie chciała za wszelką cenę wyoutować syna, choć ten może wcale nie być gejem. Pomysł idealnie nadawał się na niezobowiązującą rozrywkę z kilkoma szalonymi scenami.


piątek, 12 sierpnia 2016

Atmósfera (2010)

Hernández w wersji postapokaliptycznej. Oczywiście tylko z pozoru. W rzeczywistości jest to bowiem ta sama, co zawsze u niego, historia o potrzebie kontaktu z drugą osobą. Tutaj dodał do tego aspekt śmiertelności, a w szczególności pamięci. To opowieść o wieczności kwantowej, o trwaniu ponieważ nie ma obserwatora, który mógłby stwierdzić co innego. W sumie nawet niezłe.


Ocena: 5

Vago rumor de mares en zozobra (2008)

Chyba najlepszy film Juliána Hernándeza, jaki widziałem. I z całą pewnością mający najlepszy tytuł. Meksykanin lubi poetyckie tytuły, ale zazwyczaj pozbawia je sensu istnienia poprzez łopatologię, którą wpycha do samych filmów. Tym razem jednak prawie zrezygnował z wypowiedzi z offu, co wyszło całości na dobre. I sprawiło, że tytuł stał się czymś więcej, nadał opowieści dodatkowy sens.


Los ríos en tiempo de lluvia (2004)

Najlepsza część trylogii "Vivir". Byłaby jeszcze lepsza, gdyby Hernández zrezygnował z obsesji na punkcie oczywistości wypowiadanych w monologach z offu. Nie pokazuje w niej nic nadzwyczajnego, ale robi to w fajny sposób. Stworzył interesującą parę, choć przecież nic o nich nie wiem poza tym, że są w związku. I te relacja została pokazano prosto, pięknie, przekonująco. Teksty z offu tylko psuły to wrażenie.


Ocena: 6

El dolor (2001)

Szczyt łopatologii. Poczynając od tytułu, przez dwóch z bohaterów, z których jeden został pobity, a drugi zapewne go pobił, po tekst, który sprawca wypowiada. Symbolika bólu zadawanego w związku, testowania miłości, jest aż nazbyt czytelna. Do tego wszystkiego straszliwie banalna. Od filmowego poety, do którego to miana Hernández wyraźnie aspiruje, należy oczekiwać czegoś więcej.


Ocena: 2

Rubato lamentoso (2000)

Cóż, o tej krótkometrażówce niewiele mogę powiedzieć. Jest to pierwsza część trylogii Hernándeza o życiu. Tytuł został pożyczony z muzyki. Nakręcona scena ma więcej wspólnego z tańcem. I zdaje się być abstrakcyjną reprezentacją tego, co stanowi twórczą fiksację reżysera. O dziwo nie jest nawet najgorsza krótkometrażówka w oglądaniu. Ale gdybym nie znał późniejszej twórczości reżysera, pewnie miałby spory mętlik w głowie.


Ocena: 4

Nubes flotantes (2014)

W tym filmie Julián Hernández nie zostawia widzom wolności w interpretacji tego, co pokazuje. Wszystko zostaje nam wyłożone prosto z mostu w monologu z offu. Obraz stanowi jedynie ilustrację, urzeczywistnienie myśli wkładanych przez reżysera w usta jednego z bohaterów. Jest więc to zwykła przypowieść o lęku przed sobą i tym jak inni na nas zareagują oraz przed nienawiścią, która ów lęk wywołuje, ale która również jest dzieckiem lęku. Nienawiść przed tym, czego się lękamy, wywołuje lęk u innych, co z kolei może i u nich wywoływać nienawiść (lub agresję).


Na korzyść filmu należy zaliczyć niezłe zdjęcia oraz fakt, że jest na szczęście krótkometrażówka.

Ocena: 5

Yo soy la felicidad de este mundo (2014)

"Chcę być z tobą" – mówi jeden z bohaterów filmu do drugiego. "Chcę" jest kluczowym słowem. Jest ono kwintesencją całej twórczości Juliána Hernándeza. Pokazuje wewnętrzny brak zgodności ludzkiej natury. "Chcę" oznacza pragnienie, które jest sprzeczne z "Ja". Oznacza świadomość wewnętrznego braku, który może wypełnić tylko druga osoba. Ale zarazem nie może, ponieważ "Ja" jest kompletne, jest tym, czym jest, właśnie z owym brakiem i nie może funkcjonować  poprzez negację wewnętrznego kodu zachowania. Dlatego też "chcę" wyraża wieczne niespełnienie, przyciąganie, niemożliwość. "Chcę być z tobą" bohater wypowiada do drugiego, kiedy w jego mieszkaniu przebywa inny chłopak, z którym jest siłą rozpędu, fizycznego substytutu wypełnienia duchowej pustki. Substytutu o krótkim terminie przydatności do użycia.


czwartek, 11 sierpnia 2016

Suite Française (2014)

Opowieść o tym, że każdy ruch oporu powinien bardziej inwestować w rozkochiwanie w sobie wrogów. Dzięki temu można uratować niejedno życie.


The Scandalous Lady W (2015)

Ależ mnie ten film zdenerwował.  Oglądałem go i nie wierzyłem własnym oczom. Jak można było tak świetny materiał na opowieść filmową zmienić w trociny. Toż to urąga przyzwoitości. Twórcy tego czegoś powinni kajać się i błagać o wybaczenie. Dokonali rzeczy niemożliwej i zarazem udowodnili, że nie ma czegoś takiego jak "historia sama się piszę". Nawet najlepszy materiał wyjściowy może zostać zmarnowany.


Last Summer (2013)

Rozumiem ideę reżysera. Chciał, żeby "Last Summer" było opowieścią o końcu pewnej epoki. O śmierci dotychczasowego życia, które bohaterowie znali od dzieciństwa. Para, na której reżyser skupia swoją uwagę, pozostawała nierozłączna przez większość ich świadomej egzystencji. Teraz jednak jeden z nich wyjeżdża na uczelnię, podczas gdy drugi pozostaje w rodzinnej mieścinie. Widzimy, jak spędzają ostatnie wspólne lato, jak przygotowują się na nieuchronny koniec.


środa, 10 sierpnia 2016

Waiting in the Wings: The Musical (2014)

Hołd złożony musicalom, a także tym, którzy w nich występują oraz tym, którzy je kochają. Wypełniają go entuzjazm, kicz, czysta radość świętowania swojej pasji. Jeśli ktoś nie rozumiem, co fajnego jest w musicalach, ten lepiej niech omija film z daleka. Nie dość, że wszyscy tu śpiewają i tańczą, to jeszcze sama fabuła pełni rolę podrzędną wobec głównego celu. A to oznacza, że dostaliśmy bardzo naiwną historyjkę chłopca z Montany, który zamiast aktorem na Broadwayu został gwiazdą striptizu, gdzie poznaje potencjalną miłość swojego życia. Oraz striptizera, który wymieniał dziewczyny z szybkością wystrzału karabinu maszynowego, który przez pomyłkę trafia do przedstawienia, gdzie poznaje potencjalną miłość swojego życia.

Zebra Crossing (2011)

Z mocno pozytywnym nastawieniem sięgałem po ten film. Z jakiegoś powodu chciałem, żeby mi się spodobał. Ale niestety reżyser nie ułatwił mi zadania. Historia nastolatka z blokowiska, który ma dość pustej egzystencji wypełnionej przemocą i nudą, rozchodzi się w szwach pod naporem nadmiernych ambicji twórcy.


wtorek, 9 sierpnia 2016

Vonarstræti (2014)

Islandczycy nie mają klawego życia. Na każdym kroku nic tylko pełna deprecha. A to przez fakt, że jest się korposzczurem, choć niedawno żyło się pełną piersią na piłkarskim boisku. A to za sprawą gównianych rodziców, którzy byli ślepi (lub ślepotę udawali) na sypialniane harce ich rodziców ze swoimi wnuczkami. A to przez fakt, że sami są gównianymi rodzicami, przez co żyć muszą z nieustającym poczuciem winy.


Bus 657 (2015)

"Człowiek mafii" to męski ekwiwalent kina dla kobiet. Niby mamy tutaj akcję, przestępczy skok, potem desperackie wzięcie zakładników, walkę ze skorumpowanymi glinami i próbę wykaraskania się z sytuacji bez wyjścia. Ale w rzeczywistości nie działanie jest tu ważne, a uczucia. Główny bohater chce być rycerskim ojcem, który uratuje z opresji swoją małą córeczkę. Po drugiej stronie barykady stoi bezwzględny mafiozo, który żył zgodnie z własnym kodeksem postępowania, a teraz – w obliczu swojej własnej śmiertelności – zaczyna rozumieć, że utraci coś niezwykłego: człowieczeństwo i rodzinę. I to właśnie te dwa dramaty napędzają akcję i to im podporządkowane są wszystkie wydarzenia, jakie widzimy na ekranie.


More Scenes from a Gay Marriage (2014)

Największym wrogiem związku są kompleksy. To one sprawiają, że zaczynamy wątpić w prawdziwość relacji z drugim człowiekiem, że zaczynamy bać się "nieuchronnego końca", więc tworzymy samospełniające się proroctwa. A przynajmniej tak wynika z filmu "More Scenes from a Gay Marriage".


The Informers (2008)

Początek lat 80. Czas, kiedy umarła beztroska i narodził się strach przez intymnością, która mogła zarażać śmiercią. Ale czy aby na pewno. Jak przekonuje Bret Easton Ellis, autor literackiego pierwowzoru i współscenarzysta filmu, jest to złudzenie. Nic tak naprawdę nie umarło... no, może samą iluzją. W "Informers" beztroska nie jest wcale objawem radości i wolności. Beztroska bohaterów filmu jest objawem skrajnego nihilizmu. To konsekwencja bólu, nieznośnej niepewności tego, kim się jest, kim chce się być, kim są dla nas inni. Zawód rodzicami, pustka egzystencjalna, brak myślenia perspektywicznego. Nadejście AIDS w tym świecie nie jest nową epidemią, jest starym lękiem ubranym w nowe, bardziej widoczne szaty. A i tak nadejście tej choroby jest prawie niezauważone. Bo jak w ciemnościach ujrzeć mroczne zagrożenie?


poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Suicide Squad (2016)

Jestem zawiedziony. Myślałem, że zobaczę jeden z najgorszych filmów roku. A tymczasem "Legion samobójców" nie gra nawet w przybliżeniu w tej samej lidze co "Dzień Niepodległości: Odrodzenie", "Alicja po drugiej stronie lustra", "Królowa pustyni" czy "Point Break – Na fali". David Ayer zrobił typowy dla siebie film, który niczym szczególnym na plus się nie wyróżnia, ale jest po prostu fajną geekową rozrywką i geek we mnie był po seansie w pełni usatysfakcjonowany.


niedziela, 7 sierpnia 2016

Jason Bourne (2016)

SPOILERY

Długo nie mogłem zobaczyć "Jasona Bourne'a". Za każdym razem, kiedy się na niego wybierałem, coś mi wypadało. Zacząłem się więc obawiać, że to los sugeruje mi, że z filmem jest coś niedobrego i nie powinienem marnować na niego czas. Na szczęście tym razem tak nie było.


sobota, 6 sierpnia 2016

Florence Foster Jenkins (2016)

"Niesamowita Marguerite" wysoko postawiła poprzeczkę. Jak się okazało zbyt wysoko dla Stephena Frearsa. Jego "Boska Florence" jest filmem poprawnym, przyjemnym w oglądaniu i z całą pewnością zabawnym. Ale niczym więcej. Tymczasem komediowość francuskiego filmu stanowi tylko jeden z aspektów dzieła. "Marguerite" jest filmem inteligentnym, wielowymiarowym, o rozbudowanych, interesujących portretach osobowościowych.


piątek, 5 sierpnia 2016

Tumbledown (2015)

Typowe kino niezależne. Czyli: kilka sympatycznych nieco "innych" postaci, śmierć, małe miasteczko, niezależne ballady w tle. Sean Mewshaw nie wysila się, lecz kopiuje wzorzec gatunkowy tak dokładnie, jak tylko potrafi. Niestety nie potrafi zbyt wiele.


Tacy jak my (2016)

Jeśli z okazji Powstania Warszawskiego chcecie sięgnąć po jakiś dokument, to wybierzcie cokolwiek, byle nie to. "Tacy jak my" to film, który mógł nakręcić każdy. Zero pomysłu, zero wyobraźni, reżyserzy po prostu złapali parę osób, kilku twórców i skleili w jedno ich wypowiedzi.


środa, 3 sierpnia 2016

Boomerang (2015)

O ile łatwiejsze byłoby życie, gdyby nasz rozwój psycho-fizyczny nie wymagał relacji rodzinnych. Niby służą one do tworzenia konstrukcji, jaką jesteśmy my, gdy dorośniemy. Ale z drugiej strony nic tak bardzo nie deformuje naszej egzystencji jak rodzinne sekrety. Przemilczane prawdy, skrywane poczucie winy, zakopane tak głęboko, że wydawać by się mogło, że zostały zneutralizowane. Ale tajemnice nie giną. A kiedy w końcu zaczną wychodzić na jaw, rozejdzie się smród i pojawi się ból, który nie każdy będzie w stanie znieść.