czwartek, 29 września 2016

54: The Director’s Cut (1998/2015)

Zapewne jestem w mniejszości, ale, po obejrzeniu wersji reżyserskiej "Klubu 54", pozostaję fanem kinowego filmu sprzed lat. Wolałem tamtą "ściśniętą" wersję przypowieści o upadku słynnego klubu i krótkiej karierze pracującego w niej chłopaka. Postać grana przez Mike'a Myersa robiła tam większe wrażenie. Pewnie dlatego, że nie przysłaniał jej wątek pseudotrójkąta Shane-Anita-Greg. Piszę "pseudotrójkąta", ponieważ w wersji zaprezentowanej teraz wątek ten stanowi istotny element fabuły, ale zarazem jest potraktowany bardzo po macoszemu. Reżyser się na nim nie skupia, lecz wspomina o nim od niechcenia. Tymczasem łącząca trójkę bohaterów relacja jest pełna sprzecznych popędów, ambiwalentna i trudna do określenia. Dlatego też nonszalancki, by nie powiedzieć: lekceważący, sposób jego traktowania kompletnie tutaj nie pasuje, psując i upraszczając to, co mogło stanowić solidne jądro filmu.


wtorek, 27 września 2016

Maggie's Plan (2015)

Matko jedyna, cóż to było za męczące, bełkotliwe dzieło! "Plan Maggie" to opowieść o tym, jak to planowanie życia do ostatniego szczegółu nie jest najlepszym rozwiązaniem, ponieważ plany te mogą się zrealizować. I nagle okazuje się, że to, czego pragniemy, nie jest tym, czego potrzebujemy i przez lata trzeba się męczyć z konsekwencjami pomieszania tego pierwszego z tym drugim.


poniedziałek, 26 września 2016

Bridget Jones's Baby (2016)

Zbędna kontynuacja. Dwie godzinny filmu potrzebne są tylko po to, by postawić kropkę nad "i". Może nie bolałoby to aż tak bardzo, gdyby nie wprowadzano sympatycznego piątego koła u wozu. Twórcy co prawda starają się jak mogą, byle tylko "zjeść ciastko i mieć ciastko", ale finałowy efekt jest daleki od ideału.


Deepwater Horizon (2016)

Peter Berg zrobił najbardziej widowiskową telewizyjną dokudramę w historii. Fabularnie jest to rzecz na poziomie "Dlaczego ja?" i tym podobnych historii. Tyle że zamiast fikcji mamy tu rekonstrukcję prawdziwych wydarzeń. Niby jest to rzecz stworzona w hołdzie zabitym podczas eksplozji na platformie wiertniczej Deepwater Horizon, ale bohaterami zostali ci, którzy te wydarzenia przeżyli.


아가씨 (2016)

Park nie rozczarował. Stworzył kolejną wspaniałą ucztę dla zmysłów. Choć nie jest to estetyka tak bardzo rzucająca się w oczy jak na przykład w "Pani Zemście", to jednak od strony audiowizualnej jest to nadal smakowite danie. Zdjęcia są zmysłowe, malarskie, oczarowują mnóstwem detali. Co chwilę na nowo mnie zaskakiwał wycyzelowanymi kadrami. Obrazom towarzyszy wspaniała muzyka. W szczególności jeden motyw muzyczny przypadł mi do gustu.


sobota, 24 września 2016

The Magnificent Seven (2016)

Z filmem "Siedmiu wspaniałych" jest jak z bajką opowiadaną przez dziadka na dobranoc. Kiedyś była to opowieść barwna, fascynująca, pełna energii i zdarzeń, które rozbudzały wyobraźnie. Dziś dziadek cierpi na demencję, więc jego opowieść robi się rozwlekła, często skupia na nieistotnych elementach, a sceny, które ewidentnie powinny być efekciarskie, są pozbawione żywiołowości.


środa, 21 września 2016

Je me tue à le dire (2016)

Sięgając po "O matko! Umrę..." nie miałem żadnych oczekiwań. Może dlatego byłem miło zaskoczony. Xavier Seron stworzył bowiem ponury obraz mężczyzny, który zostaje skonfrontowany ze świadomością własnej śmiertelności. Teoretycznie umierająca jest jego matka. Jednak relację, jaka łączy go z rodzicielką, trudno nazwać zdrową. I kiedy ona zapada na raka, choroba "udziela się" i jemu.


poniedziałek, 19 września 2016

Bridgend (2015)

Samobójstwa w hrabstwie Bridgend mają miejsce naprawdę. Według artykułu w magazynie "People" z 2012 roku od 2007 roku samobójstwo popełniło tam 79 osób. Większość z nich była młoda (najmłodsza ofiara miała 13 lat), prawie wszyscy się powiesili. "Tajemnice Bridgend" mają być próbą odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak się dzieje.


niedziela, 18 września 2016

Those People (2015)

Jak zdefiniować na nowo relację, kiedy przez 15 lat robiło się wszystko, by nie nadać jej żadnej definicji? To pytanie staje się punktem wyjścia dla historii Charliego, Sebastiana i Tima.


Guidance (2014)

"Pedagog" to jeden z tych filmów, które za humorem skrywają bardzo ponurą historię. Jest to bowiem opowieść o potędze wyparcia. W przypadku Davida, głównego bohatera, ten mechanizm obronny został posunięty do takiej skrajności, że prowadzi wprost na skraj autodestrukcji. David, to postać, która nie akceptuje siebie i tego, jak ułożyło się jego życie. Tworzy więc fikcję, ale w przeciwieństwie do podobnych mu osób, którzy w tym celu wykorzystują wirtualne narzędzia w postaci radosnych Instafotek, przenikliwych postów na Facebooku, dziesiątków tweetów sugerujących szerokie zainteresowania, on postanowił nagiąć rzeczywistość. Nie przyjmuje do wiadomości swojego stanu zdrowia, nie potrafi zdefiniować swojej seksualności (czy raczej płciowości), w końcu kreuje fikcyjną tożsamość i rzuca się w wir cudzych problemów, by nie zajmować się swoimi.


sobota, 17 września 2016

Larry Gaye: Renegade Male Flight Attendant (2015)

W zasadzie powinienem być wściekły na twórców filmu. Zastosowali bowiem sztuczkę, której szczerze nienawidzę – dorzucili do obsady na przynętę kilka rozpoznawalnych nazwisk, po czym okazało się, że każde z nich (Tucci, Harden i paru innych) pojawia się w pojedynczych, często bardzo krótkich scenach. Ale tym razem łatwo przyszło mi to wybaczyć, bowiem "Larry Gaye: Zbuntowany steward" rozbawiło mnie do łez.


piątek, 16 września 2016

Blair Witch (2016)

Na "Blair Witch" szedłem z duszą na ramieniu. Bałem się tego tytułu. "Blair Witch Project" to przecież część nieświętej trójcy – trzech najgorszych filmów lat 90. ubiegłego wieku. Ale miałem też wielkie nadzieje. Za filmem stoją przecież Adam Wingard i Simon Barrett, czyli tandem odpowiedzialny za bardzo dobrego "Następny jesteś ty" i rewelacyjnego "Gościa". Skoro potrafili wycisnąć wszystko, co najlepsze z formuły "home invasion" i vhs-owej stylistyki, to liczyłem, że i "found footage" w ich rękach stanie się w końcu czymś interesującym.


wtorek, 13 września 2016

Bad Country (2014)

Niewiele mam do powiedzenia na temat "Krainy złoczyńców". Gdyby nie całkiem przyzwoita obsada, byłby to film kompletnie nijaki. Nie, żeby w obecnej formie film zapadał w pamięci. Reżyser zrobił bowiem wszystko, by wymazać ze swojego dzieła jakiekolwiek ślady oryginalności i wyjątkowości.


poniedziałek, 12 września 2016

Dark Night (2016)

Sprytne, bardzo sprytne. Jeśli ktoś przed obejrzeniem "Dark Night" przeczyta jakiś opis filmu, to musi przygotować się na spore zaskoczenie. Opisy, przynajmniej te, na które ja się natknąłem, sugerują, że zobaczymy strzelaninę w kinie, że poznamy sześć osób, z których jednaj jest zabójcą. Ale tak nie jest. Film co prawda zaczyna się od (świetnego) ujęcia rozświetlonej policyjnymi kogutami twarzy kobiety, ale samej strzelaniny nie ujrzymy. Owszem, poznajemy też kilka osób, które będą wieczorem w feralnym kinie. Jednak reżyser i tutaj odmówi wskazania wprost tego, kto będzie strzelał (choć można się tego domyślić).


niedziela, 11 września 2016

Stonewall (2015)

Wielokrotnie powtarzałem, że jestem zwolennikiem opowiada o historycznych wydarzeniach przez pryzmat osobistych doświadczeń konkretnych bohaterów. Emmerich filmem "Stonewall" udowadnia, że nie zawsze takie podejście jest właściwe. Bo reżyser dokładnie tak, jak ja to postuluję, postąpił. Jego film to historia przystojnego prowincjusza, który przyjeżdża do Nowego Jorku, by być sobą. Na miejscu czekają go piękne i brutalne chwile, a w tle rodzi się historia.


Maudite Poutine (2016)

Jednego reżyserowi Karlowi Lemieux nie mogę odmówić. Facet ma wyczucie obrazu. "Maudite Poutine" jest filmem czarno-białym z dość surowymi zdjęciami, a mimo to ma w sobie piękno, coś magnetycznego, co przykuwa wzrok. Lemieux czyni z filmu zmysłowe przeżycie i jak mało kto potrafił zbudować klimat niepokoju i desperacji. Film ma świetny wizualnie początek, a później może pochwalić się kilkoma fantastycznymi sekwencjami, gdzie obraz i dźwięki (nie zawsze można to, co słychać, nazwać muzyką) tworzą wizję świata jednostki na krawędzi rozpadu. Reżyser świetnie oddaje stan ducha postaci, pozwolił mi poczuć coś więcej niż tylko echo subiektywnych doświadczeń bohaterów.


sobota, 10 września 2016

King of the Belgians (2016)

Jestem przekonany, że wielu osobom "King of the Belgians" bardzo się spodoba. Bo kto nie lubi fajtłapowatych acz sympatycznych bohaterów, którzy wyruszają w podróż, podczas której mają okazję zmienić się czy też po prostu zrealizować swój potencjał?


piątek, 9 września 2016

Orecchie (2016)

U swojej podstawy "Orecchie" reprezentuje ten sam typ historii, co filmy Judda Apatowa. Jest to więc opowieść o mężczyźnie, który staje przed egzystencjalnym problemem: czy pozostać sobą w takiej formie, w jakiej był nim dotychczas, czy może zmienić się, pójść na kompromis, a przez to zyskać szansę na szczęście takie, jakie jest udziałem innym. Jest to więc historia życiowej podróży bohatera, podczas której zrozumie, co się naprawdę liczy.


Morgan (2016)

SF w kinie zostało zawłaszczone przez wielkie widowiska, filmy głośne, pełne akcji, ze spektakularnymi obrazami/efektami specjalnymi. Co ma się nijak do tego, czym SF jest w literaturze. Dlatego też cieszę się za każdym razem, kiedy w kinie pojawia się coś, co odwołuje się do tego, co znam z książek. Luke Scott najwyraźniej podziela moje zdanie, ponieważ "Morgan" odwołuje się właśnie do literackiego wzorca fantastyki. Oznacza to pozornie prostą historię, która jednak wyrzuca odbiorcę z utartych ścieżek myślenia i zmusza do spojrzenia na sprawy z nowej perspektywy.


środa, 7 września 2016

Julieta (2016)

Pedro Almodóvar nie nadaje się do robienia normalnych filmów. Choć sądząc po ocenach "Juliety" jestem w tej opinii osamotniony. Dla mnie było to wielkie rozczarowanie i jeden z najsłabszych jego filmów w całej karierze.


wtorek, 6 września 2016

Demolition (2015)

Jean-Marc Vallée w "Destrukcji" próbuje uchwycić ludzką duszę. Nie jest to łatwe, ponieważ ta jest bytem chimerycznym, paradoksalnym. Dlatego też reżyser wrzuca bohaterów w sytuację skrajną – żałobę. Ta ekstremalność uwypukla skomplikowaną strukturę ludzkiej psychiki, której nie sposób ogarnąć, nazwać, którą się doświadcza, lecz przeżycie to jest tak totalnie obezwładniające, że uniemożliwia nam zrozumienie tego, co się dzieje. Bo jak można pojąć fakt, że główny bohater był mężem zmarłej w wypadku kobiety, choć w gruncie rzeczy żył obok niej a nie z nią? Jak ogarnąć to, że jej nie kochał, choć przecież łączyła ich miłość? Jak ma sam zrozumieć to, co czuje po stracie żony? Dlaczego tęskni, choć za życia mało go obchodziła? A może wcale nie jest mu smutno z jej powodu? Może to poczucie winy, że nie jest mu smutno, tak go przytłacza? Reżyser pokazuje, że przeżycia wewnętrzne człowieka wymykają się możliwości poznania i nazwania. Można tylko reagować i próbować "wyrównać ciśnienia" pomiędzy światem zewnętrznym a wewnętrznym. Czasem możliwe jest to wyłącznie poprzez destrukcję.


poniedziałek, 5 września 2016

Hell or High Water (2016)

David Mackenzie raz jeszcze udowadnia, że jest niesamowitym i bardzo wszechstronnym reżyserem. W niemal każdej konwencji potrafi się odnaleźć. Niemal, bo jednak jedną wpadkę zaliczył – "Amerykańskie ciacho". Ale było to lata temu i już dawno się zrehabilitował. Teraz zaś nakręcił swój najlepszy film. A to dużo znaczy, bo przecież "Hallam Foe" i "Ostatnia miłość na Ziemi" już wysoko stawiały poprzeczkę, a "Starred Up" i "Młody Adam" są tylko odrobinę słabsze.


Non ma fille, tu n'iras pas danser (2009)

Jestem fanem Christophe'a Honorégo. Dlatego też z wielkimi nadziejami sięgałem po "Non ma fille, tu n'iras pas danser". Niestety tym razem spotkał mnie totalny zawód. Reżyser pomylił bohaterkę z samym filmem i zamiast opowiedzieć o kobiecie miotającej się, bezskutecznie poszukującej swojego miejsca w świecie, zrobił film, który sam się miota, który nie potrafi się zdeklarować, czym ma być, czym chce być, więc rozpada się na fragmenty. Ale ta epizodyczna struktura nie ratuje całości, ponieważ nawet w poszczególnych epizodach brakuje istotnych elementów, które mogłyby obronić mnie przed znużeniem.


niedziela, 4 września 2016

Home (2016)

Fien Troch  wydaje się być belgijską wersją Larry'ego Clarka, zaś jej najnowszy film "Home" to wypisz wymaluj "Ken Park". Tyle tylko, że od strony realizacyjnej wyglądający inaczej. Belgijska reżyserka postawiła na surowy obraz, często korzysta z kamery telefonu komórkowego (a w każdym razie go imituje). Stosuje ostre najazdy, czasem obraz się trzęsie albo kadr jest pod dziwnym kątem. Wszystko to ma jednak sens. Sprawia, że opowieść staje się bardziej namacalna, rzeczywista. Doskonale też współgra z kreacjami młodych, niedoświadczonych aktorów. Loïc Bellemans, Sebastian Van Dun, Lena Suijkerbuijk są nadzwyczajni w swojej naturalności. Nawet jeśli zdarzają się im drobne potknięcia, to jak najbardziej pasuje to do granych postaci, do dzieciaków, którzy mogą się zająknąć, mogą zachowywać się niekonsekwentnie. Wygląda to, jakbyśmy oglądali surowy materiał, prawdziwe życie. Co doskonale robi filmowi, ponieważ w pewnym momencie fabularnie reżyserka stawia na mocną woltę, która w innych warunkach mogłaby pogrzebać całość. Plusem jest też strona muzyczna, która jeszcze wzmacnia klimat budowany przez obraz i grę aktorską.


Swept Under (2015)

"Pozamiatane" nie jest aż tak złym filmem jak "Kongresman", ale i tak nie zalecam jego oglądania. Chyba że jesteście fanami grających w nim aktorów. Ja lubię Aarona Ashmore'a i dlatego po film sięgnąłem. I nie żałuję. Ashmore gra tak, jak się tego spodziewałem. Jest więc sympatyczny, ma fajną postać, nawet jeśli mało oryginalną.


The Runner (2015)

Ależ to była katastrofa. "Kongresman" to film, który nie funkcjonuje na jakimkolwiek poziomie. Teoretycznie mogłem się tego spodziewać. W końcu Cage grywa ostatnio w każdym śmieciowym projekcie, jeśli tylko mu zapłacą. Ale tutaj w obsadzie jest kilka nazwisk (Paulson, Nielsen, Fonda), które dawały nadzieję, że przynajmniej minimum przyzwoitości zostanie osiągnięte.


piątek, 2 września 2016

This Is Where I Leave You (2014)

Wiedziałem, że "Powiedzmy sobie wszystko" nie spodoba mi się. Mam już dość filmów opowiadających o członkach rodziny, którzy spotykają się z okazji pogrzebu i zaczynają ze sobą rozmawiać, prać brudy, odkrywać to, kim naprawdę są (lub z kim powinni być) i dostają drugą szansę na szczęście. Powinno zostać ogłoszone 10- lub 15-letnie moratorium na kręcenie takich filmów. Niech ten temat się uleży. Może po latach przerwy odzyska świeżość albo twórcy znajdą nowy sposób na jego poruszanie.


Mistress America (2015)

Lubię Noah Baumbacha. Ale wolę, kiedy pracuje z Wesem Andersonem niż z Gretą Gerwig. Ich poprzedni wspólny projekt – "Frances Ha" – średnio przypadł mi do gustu. "Mistress America" jest, niestety, tylko odrobinę lepszy.