piątek, 23 czerwca 2017

Rakka (2017)

Oglądając "Rakkę" przekonałem się, jak relatywny jest czas. Film trwa nieco ponad 20 minut, a ja miałem wrażenie, że ciągnie się trzy godziny. Pod koniec odliczałem już sekundy i tylko dzięki temu wytrwałem. Nie mogłem uwierzyć, że za kamerą tego czegoś stał Neill Blomkamp. Jego pełne metraże bardzo mi się podobały, nawet "Chappie".


Wonderkid (2016)

Jeden z tych filmów, które mają przekonywać do otwartości i tolerancji, a które tak naprawdę wysyłają w świat odwrotne komunikaty. No, może nie odwrotny, ale z całą pewnością zaopatrzony w gwiazdkę i adnotację drobnym drukiem. Reżyser próbuje pokazać, że homofobia jest krzywdząca, że główny bohater może dać wiele społeczeństwu, jeśli to tylko zostanie mu to umożliwione. I właśnie w tym tkwi problem.


Once Upon a Time in Venice (2017)

W jednej ze scen bohater filmu, grany przez Johna Goodmana, ogląda "Zombiebobry". To w zasadzie mówi wszystko o "Jak dogryźć mafii". Należy oczekiwać piramidalnych głupot i prymitywnych żartów oraz fabuły, która z prawdopodobieństwem, a nawet logiką nie ma zbyt wiele wspólnego. I dokładnie tak jest.


poniedziałek, 19 czerwca 2017

Everything, Everything (2017)

Kolejny po "Złaknionych" film pokazujący, jak bardzo niszczycielska bywa miłość. Co prawda tutaj pokazano oba oblicza uczucia, nie tylko to destrukcyjne. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to jeszcze jedna opowieść-przestroga, byśmy nawet wobec najbliższych stosowali zasadę ograniczonego zaufania.


niedziela, 18 czerwca 2017

Sing Street (2016)

"Młodzi przebojowi" to pozornie bardzo klasyczna opowieść brytyjska (choć rozgrywająca się w Dublinie) o dolach-niedolach młodych w czasach pogłębiającego się kryzysu ekonomicznego lat 80. Są marzenia, jest brutalna rzeczywistość i jest determinacja, by uciec przed mrokiem codzienności. Tyle tylko, że trochę trudno było mi uwierzyć w pozytywne przesłanie filmu. Bo choć jest to opowieść o nie poddawaniu się i przekraczaniu ograniczeń, to jednak opowieść ta ma gwiazdkę i dopisek małym drukiem. A brzmi on tak: szansę na sukces ma tylko osoba utalentowana, która wykorzysta sprzyjający splot okoliczności i nie ugnie się pod naporem przeciwności. Ci, którzy nie mają talenty, jak również ci, którzy trafili na gorsze warunki, pozostaną bez szans.


Sharknado 2: The Second One (2014)

Choć pierwsze "Rekinado" wywołało szaleństwo, kiedy pojawiło się na kanale Syfy, to dla mnie nie było to nic nadzwyczajnego. Ot, kolejna typowa produkcja Asylum. W przypadku dwójki zauważyłem, że twórcy bardziej świadomie potraktowali kicz i całość w większym zakresie jest zabawą "meta", a nie produkcją "na serio".


The Assault (2014)

Na wstępie muszę wyraźnie podkreślić: "Zbrukana" jest bardzo złym filmem. Ale właśnie dlatego okazała się ciekawym doświadczeniem. Mogłem bowiem łatwo zaobserwować te elementy, które odróżniają dobry film od złego.


Team Foxcatcher (2016)

Życie może i pisze najciekawsze scenariusze, ale czasem lepiej opowiada je fabuła od dokumentu. W każdym razie tak jest w przypadku "Team Foxcatcher".


czwartek, 15 czerwca 2017

Hungry Hearts (2014)

Miłość jest ślepa – twierdzi popularne powiedzenie. Niestety nie dodaje, że ślepota bywa śmiertelnym zagrożeniem. Wbrew temu, czego uczy nas kultura i religia, miłość nie jest wcale absolutnym dobrem. Bywa źródłem cierpienia, zgrozy, śmierci. O czym przekona się każdy, kto sięgnie po najnowszy film Saveria Costanzy. Niektórzy mogą nawet zacząć zastanawiać się, czy przypadkiem każda osoba w momencie, kiedy staje się płodna, nie powinna przechodzi testów i jeśli ich wynik będzie niepokojący, to czy nie lepiej byłoby ją wysterylizować.


Sieranevada (2016)

Biedni są Rumunii. Przynajmniej, jeśli chodzi o to, jak ich pokazują sami rumuńscy reżyserzy. Zawsze są ponurzy, ciągle pielęgnują urazy, lecz najgorsze jest to, że bez końca się kłócą, robiąc sobie jedynie krótkie przerwy na ciszę. To zupełnie inaczej niż w niezależnym kinie amerykańskim, które zamieszkują podobne do rumuńskich życiowe wraki, ale złość i frustrację częściej rozładowują lub maskują zabawą. U Rumunów nie ma oddechu, jest tylko cisza, kiedy emocje buzują pod przykrywką. Nawet rzadko występujący śmiech ma u nich bardzo gorzki wydźwięk.


The Mummy (2017)

"Mumia" to kolejna nieudana próba konkurowania kina z telewizją/platformami. Ponieważ te ostatnie zyskują przychylność widzów serialami, kino również chce tym kusić widzów. Stąd moda na "uniwersa". Studia wychodzą z założenia, że skoro serialowość jest modna, to można to spożytkować dając widzom kinowym to, czego nie może zaoferować telewizja, czyli rozmach. Niestety w ten sposób wykazują się kompletnym niezrozumieniem tematu. Nie rozmach się bowiem liczy dla serialowego widza, a historia i bohaterowie. Wystarczy sobie porównać "Dom grozy" z nową "Mumią", by nie mieć co do tego wątpliwości. Pomimo całego rozmachu widowiska Universal Pictures, jest to ledwie cień tego, co stworzyły stacje Showtime i Sky.


À bras ouverts (2017)

Doskonała satyra na populistyczna obłudę. "Czym chata bogata" naśmiewa się z tych lewicowych intelektualistów, którzy z wielką werwą opowiadają o niedoli robotników, emigrantów, wszelkich mniejszości, podczas gdy w rzeczywistości nie ma ją o niej zielonego pojęcia żyjąc wygodnie, bogato, odcięci od świata, który rzekomo chcą bronić. Philippe de Chauveron bezbłędnie punktuje ich dwulicowość, powierzchowność. A miejscami ma czas na głębszą refleksję na temat tego, co stało się z wojującym w latach 60. i 70. pokoleniem. Świetnie przeciwstawia im młodych gniewnych, którzy wcale nie są zainteresowani walką w imię ogółu, lecz skupiają się wyłącznie na własnej wygodzie. Ich brak obłudy może im się chwalić, ale zarazem mrozi krew. Oto doczekaliśmy czasów, kiedy postawy kiedyś uważane za wstydliwe teraz obnosi się z dumą i otwartością.


Eddie the Eagle (2016)

Zazwyczaj kompletnie nie przeszkadza mi to, że film – nawet jeśli zaczyna się od napisu "oparty na prawdziwej historii" – niewiele ma wspólnego z faktami. Jednak "Eddie zwany Orłem" jest pod tym względem wyjątkiem. Co prawda nie przeszkadzało mi to, że większość akcji umieszczono nie tam, gdzie trzeba. Nie miałem też twórcom za złe, że skoczkowie narciarscy skakali nie tą techniką, co powinni. Ale nie mogłem przeboleć faktu, że nie zachowali olimpijskich wyników Edwardsa. Kompletnie nie rozumiem, co reżyser chciał osiągnąć tym, że wydłużył skok zawodnika na normalnej skoczni o 5,5 metra i na dużej skoczni o pół metra. Czy naprawdę nie mógł podać prawidłowych wyników?


niedziela, 11 czerwca 2017

7 Minutes (2014)

SPOILER

"7 minut" ma bardzo "interesujące" przesłanie. To opowieść o tym, że jeśli jesteś przystojny, a twoje motywy przynajmniej z pozoru wydają się w porządku, to wtedy z każdej sytuacji wyjdziesz cało, nieważne w jak głębokie szambo wpadłeś. Cóż, nie jest to najzdrowszy morał, jaki można sobie wyobrazić. Ale mnie aż tak bardzo nie przeszkadzał.


Premature (2014)

To powinno się udać. Młodzieżowa komedia a la "Dzień świstaka", tyle że powrót do punktu wyjścia następuje w momencie wytrysku głównego bohatera. Mając taki pomysł można było zrobić świetną komedię nie tylko z seksualnymi podtekstami. Nie rozumiem więc, dlaczego dostałem nudny film o niczym.


Headshot (2016)

Dla Mo Brothers "Headshot" był reżyserskim debiutem. A Timo Tjahjanto chwalił się w wywiadach, że napisanie fabuły zajęło mu dwa i pół tygodnia. I to niestety widać. Nie, żebym spodziewał się po tym filmie bóg wie czego, ale twórcy i tak zdołali mnie rozczarować.


Kill the Messenger (2014)

Kolejny film, który wspiera idee anarchizmu. "Wyrok za prawdę" to bezpardonowa krytyka państwa i władzy. Udowadnia, że istniejąc wspierają same siebie, a nie obywateli. Kiedy Reagan prowadził swoją wojnę przeciwko komunistycznemu imperium zła, nie czynił tego dla dobra zwykłych Amerykanów, lecz ze względów geopolitycznych i dla dobra Stanów Zjednoczonych jako takich. Dlatego też w tej walce mógł poświęcić maluczkich, jeśli tylko zwycięstwo miało się okazać wystarczająco duże. Przez lata więc biedni Amerykanie stawali się ofiarami narkotykowego nałogu, umierali lub byli skazywani na wieloletnie więzienia. Ale pieniądze, które przekazywali dilerom i handlarzom narkotyków trafiały na "zbożny cel" – walkę z komunistami w Nikaragui.


piątek, 9 czerwca 2017

King Arthur: Legend of the Sword (2017)

Pierwszą moją reakcją na nowy film Ritchiego był WTF!!!!!! Oczekiwałem rewizjonistycznej wersji arturiańskiego mitu, ale liczyłem, że to wciąż będzie opowieść o Arturze. Tymczasem Guy Ritchie już w pierwszych scenach każe mi pozbyć się wszelkich oczekiwań i wyrzucić z pamięci wszystko, co wiem o Arturze, jego ojcu, Mordredzie, Merlinie i innych bohaterach średniowiecznych romansów. Zamiast tego dostałem jakiś dziwny mit o wojnie magów i ludzi. Mordred, który przecież powinien zabić Artura, zmarł zanim ten zdołał wyrosnąć na nastolatka. Vortigern, którego w legendach zabił Uther, tutaj zajął miejsce Ambrosiusa jako stryj Artura (ale, o dziwo, Ritchie pozostawił wątek z wieżą, choć bez smoków). Merlin pojawia się gdzieś na trzecim planie, a Morgany chyba w ogóle nie ma... choć z drugiej strony możliwe, że gra ją Astrid Bergès-Frisbey, bo imię jej bohaterki nigdy się w filmie nie pojawia.


środa, 7 czerwca 2017

Wonder Woman (2017)

Czy "Wonder Woman" pomyślana jest jako prequel "Diuny"? Amazonki mają bowiem wiele wspólnego z Bene Gesserit. A sam film wcale nie jest lewacką propagandą udowadniającą, że kobieta może skopać tyłek facetowi, lecz wielką pochwałą eugeniki i manipulacji w procesie wychowawczym. Diana jest przecież produktem, postacią pozbawioną wolnej woli. Spłodzona w jednym celu, od dziecka przysposabiana do wypełnienia swojego przeznaczenia jednocześnie żyła z iluzoryczną świadomością, że podejmuje samodzielnie decyzje (co perfidnie było w niej jeszcze wzmacniane już w dzieciństwie, kiedy niby po kryjomu uczyła się sztuki walki amazonek). Wykorzystując chrześcijańską symbolikę (Zeus – Bóg, Ares – Lucyfer) Patty Jenkins i spółka przekonują, że wolna wola to stek bzdur, że wszyscy jesteśmy owocami genetycznych zabaw demiurgów, a nasze zachowania są konsekwencją cudzych decyzji. Co więc nam pozostaje? Zabawa przemocą w slow-motion. I to też Diana uskutecznia przez większość filmu.


wtorek, 6 czerwca 2017

Old Fashioned (2014)

Niewiele potrzeba, żeby mnie zachwycić w kinie. Wystarczą mi bohaterowie, których życiowe rozterki będą rezonować ze mną emocjonalnie i narracji, która skupi się na więzi istniejącej między bohaterami, która pozwoli wybrzmieć nie tylko słowom ale i ciszy. Niedawno takim filmem był "Loev". Teraz dokładnie ten sam wzorzec powiela "Old Fashioned" (choć jest o wiele bardziej optymistyczny).


poniedziałek, 5 czerwca 2017

Miss Sloane (2016)

Kocham takie bohaterki jak Sloan – osoby ekstremalnie makiaweliczne, dla których naprawdę nie liczy się droga, środki i ofiary, lecz wyłącznie ostateczny cel. Uwielbiam historie ze skomplikowanymi intrygami, gdzie cierpliwość jest cnotą przewyższającą wartością wszystko inne, gdzie ruina świata, każda katastrofa wpisana jest w plan i nie ma rzeczy niemożliwych. "Sama przeciw wszystkim" powinna mi się więc spodobać. Tak się jednak nie stało.


Baywatch (2017)

Seth Gordon powinien odpocząć od komedii. Wyraźnie bowiem brakuje mu pomysłów na to, jak bawić widzów. I nawet sprawdzone dowcipy potrafił zaprezentować tak, że nie śmieszyły, nawet nie irytowały ani nie wywoływały zażenowania, po prostu nie zauważałem w nich nic śmiesznego.


Loev (2015)

SPOILER

"Loev" zaczyna się, jak setki filmów przed nim. Dwójka przyjaciół wyrusza na wspólną wycieczkę. To okazja, by odświeżyć relację, którą osłabiła ogromna odległość dzieląca Sahila (który pozostał w Mumbaju) i Jaia (który mieszka i pracuje w Nowym Jorku). Pierwsze dwa akty idą zgodnie z oklepaną formułką. Widzimy jak bohaterowie się droczą ze sobą, kłócą, śmieją, żartują... i flirtują. Jak się bowiem okazuje, przyjaźń jest tu podszyta innymi uczuciami i pragnieniami. Zazwyczaj bohaterowie trzymają je na wodzy. A kiedy pozwalają im dojść do głosu, to tylko na chwilę i szybko je tłamszą.


niedziela, 4 czerwca 2017

Mindhorn (2016)

Rozumiem, że to coś miało być zabawną komedią. Czytając hasła z plakatów odnoszę wrażenie, że są tacy, którzy "Mindhorn" za takową biorą. Sam do nich nie należę. I bardzo tego żałuję, głównie przez wzgląd na obsadę, w której znalazła się cała masa lubianych przeze mnie aktorów.


A Perfect Day (2015)

Hiszpan Fernando León de Aranoa zebrał międzynarodową ekipę, by opowiedzieć o bezsensie wojny na Bałkanach. Co więcej, chciał to zrobić w sposób, w jaki o konflikcie tym opowiadają sami mieszkańcy regionu. Postawił więc na czarny humor, ironię i sporą dawkę goryczy. Było to ryzykowne przedsięwzięcie, które w zasadzie nie miało się prawa udać. A jednak de Aranoa nie poległ.


Tom of Finland (2017)

Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść. Cóż, przysłowie to okazało się jak najbardziej prawdziwe w przypadku "Tom of Finland". Lista scenarzystów jest całkiem bogata, lecz oglądając film miałem wrażenie, że nie ma ani jednego, że całość wypluła z siebie jakaś aplikacja bazując na najbardziej oklepanych pomysłach z kinowych biografii. Nie pojmuję, dlaczego za fabułę nie był odpowiedzialny wyłącznie Dome Karukoski, który, choć jest przede wszystkim scenarzystą, tu był jednak reżyserem. A przecież Karukoski pokazał, że potrafi niebanalnie opowiadać o życiu ("Zakazane owoce").


Telle mère, telle fille (2017)

I kolejna po "Seks, miłości i terapia" francuska komedia, która wydaje się istnieć głównie po to, żeby Amerykanie kupili prawa do remake'u. "mamy2mamy" to żeńska odpowiedź na komedie o wiecznych chłopcach.


środa, 31 maja 2017

The Lazarus Effect (2015)

No cóż, nie ulega wątpliwości, że twórcy słyszeli dzwony. Obawiam się jednak, że nie był to objaw talentu zwiastun dobrego pomysłu na film, lecz raczej medyczny problem, z którym powinni byli się zgłosić do audiologa. Reżyserzy kompletnie pomylili budowanie klimatu z zanudzaniem widza na śmierć. W efekcie miałem nieprzyjemność obserwowania, jak lubiani przeze mnie aktorzy męczą się w pozbawionej sensu fabule.


Grand Piano (2013)

Zanim Chazelle nakręcił pełnometrażowy "Whiplash", przez chwilę parał się scenariuszami w kinie o wątpliwej jakości artystycznej. "Ostatni egzorcyzm. Część 2" to była padaka. Ale już "Wirtuoz" ma swoje plusy.


wtorek, 30 maja 2017

Their Finest (2016)

Wojna to okres straszny. Ale – jak to najczęściej bywa – nie ma takiej sytuacji, która dla kogoś nie okazałaby się korzystna. W czasach II wojny światowej szansę na wybicie się uzyskali ci, którzy dotąd byli na marginesie społeczeństwa: kobiety, starcy, lesbijki. W ten sposób "Zwyczajna dziewczyna" doskonale wpisuje się w trend zwany pieszczotliwie przez prawicową część strony życia politycznego "genderową propagandą". Pokazuje bowiem, jak w imię wyższej konieczności, konserwatywne zasady społecznej moralności zostają zawieszone. I tak główna bohaterka ma szansę zaistnieć w branży, w której liczą się mężczyźni. Inna kobieta zyskuje pozycję w rządzie, choć jako lesbijka powinna raczej trafić do więzienia (w tamtych czasach homoseksualizm był oficjalnie w Wielkiej Brytanii przestępstwem). Jest jeszcze starzejący się aktor, który od dawna nie dostaje interesujących ról do zagrania, aż tu nagle ma szansę znów poczuć się ważny, ceniony, kochany.


poniedziałek, 29 maja 2017

Anthropoid (2016)

W "Operacji Anthropoid" pobrzmiewa wyraźna nuta anarchistycznego buntu. Reżyser Sean Ellis wykorzystuje prawdziwą historię zamachu na hitlerowskiego zbrodniarza Reinharda Heydricha, by pokazać, jak destrukcyjną siłą jest rząd. Władza w perfidny sposób wykorzystuje prawdziwe i szlachetne emocje i pragnienia zwykłych ludzi, podsyca pożądane reakcje i produkuje setki, tysiące trupów, które składa na ołtarzu politycznych ambicji. Najczęściej fałszywych, nietrafionych kalkulacji i nieracjonalnych nadziei.


The Family Fang (2015)

Z nowego filmu Jasona Batemana wyniosłem w zasadzie tylko jedną korzyść. To chęć przeczytania książki Kevina Wilsona. "Rodzina Fangów" porusza bowiem wiele ciekawych tematów. Zadaje pytania o to, czym jest żywa sztuka. Gdzie kończy się działalność artystyczna, a zaczyna życie rodzinne? Czy taki podział w ogóle jest zasadny? Co to znaczy żyć w cieniu ojca? Problem polega jednak na tym, że film nie daje na te pytania satysfakcjonującej odpowiedzi. Wydaje mi się, że w książce mógłbym odnaleźć to, czego zabrakło mi w "Rodzinie Fangów".


niedziela, 28 maja 2017

Tu veux... ou tu veux pas? (2014)

"Seks, miłość i terapia" chyba powstał wyłącznie po to, żeby Amerykanie zrobili jego remake. I szczerze mówiąc mam nadzieję, że się tak stanie. W rolach głównych idealnie sprawdziliby się Dane Cook i Aubrey Plaza. Ta para mogłaby dodać historii pikanterii, żywiołowości. Przydałoby się też więcej seksu.


Kung Fu Panda 3 (2016)

Dwie pierwsze części "Kung Fu Pandy" bardzo mi się podobały. Pewnie dlatego nie byłem gotowy na to, co tym razem zobaczyłem. Oglądając "Trójkę" miałem wrażenie, że jest to dopiero wstępna wersja animacji, która ma zaprezentować ogólny zarys fabuły, a szczegóły i postacie zostaną dopracowane później.


piątek, 26 maja 2017

Home of Phobia (2004)

Było mi szkoda twórców filmu, kiedy zobaczyłem wyniki box office'owe "Sposobu na kobietę". Nie dość, że trafił do kin trzy lata po premierze w Sundance, to jeszcze na otwarcie zarobił całe 930 dolarów (a w sumie 10 718). Film zasługiwał na lepszy wynik. Owszem, jest to ewidentnie gorszy brat młodzieżowych komedii przełomu wieku (grający tu Mike Erwin wcześniej wystąpił w "American Pie 2", a Bryce Johnson w serialu "Asy z klasy", który bardzo lubiłem). I to prawda, fabułę ma głupią, mało skomplikowaną, a gagi prymitywne. Niemniej jednak bohaterowie są sympatyczni, a całość obejrzałem z przyjemnością.


środa, 24 maja 2017

Ma Loute (2016)

Wstrząsający, szokujący, emocjonalnie brutalny, a jednocześnie absurdalny, szalony i histerycznie zabawny. Bruno Dumont powinien częściej sięgać po komediową formułę. Opary absurdu skutecznie neutralizują nieznośny ciężar jego ponurych refleksji na temat ludzkiej natury. Człowiek jest potworem, który próbuje oswoić samego siebie. Efekt jest groteskowy, co widać tylko wtedy, kiedy spojrzy się na wszystko z boku. I Dumont to właśnie w "Martwych wodach" robi. Zagląda do Id (woda jest w końcu jednym z bardziej uniwersalnych symboli wypartych popędów) i odziera ludzkość z masek.


Fai bei sogni (2016)

Massimo to człowiek naznaczony przez śmierć. Sam jej nie doświadczył. Nie był jej nawet świadomy. Kiedy się obudził, będąc dzieckiem, śmierć już się dokonała. To zmarła jego ukochana matka. Fakt, że nie był świadkiem wydarzenia, że nie znał okoliczności i przyczyn sprawił, że stał się poślubiony śmierci. W objęcia Mrocznego Żniwiarza pchał go lęk przed pytaniami, których długo nie chciał zadawać. To zaś ukształtowało jego życie: samotne, niespełnione, pełne bezsensownej i (przede wszystkim) niespodziewanej przemocy.


wtorek, 23 maja 2017

Alien: Covenant (2017)

Spełniły się moje najgorsze przewidywania. Po słabym "Prometeuszu" Scott nie poszedł po rozum do głowy i kontynuował niszczenie tego, co sam zapoczątkował. Trzy dekady temu pomógł fantastyce trafić na salony, teraz zaś sprowadza "Obcego" do poziomu bzdury ze stajni Asylum. Co być może nie dałoby aż tak złego efektu, gdyby przy okazji nie traktował siebie i swojego dzieła aż tak poważnie. "Przymierze" jest tak nieznośnie nabzdyczone, że nawet ładne zdjęcia nie były w stanie uśmierzyć mojej irytacji.


poniedziałek, 22 maja 2017

Pirates of the Caribbean: Dead Men Tell No Tales (2017)

Ile razy można wejść do tej samej rzeki? Jeśli wierzyć Heraklitowi, to tylko raz. Jeśli jednak wierzyć Disneyowi, to w nieskończoność. "Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara" są jak zdarta płyta, która w kółko puszcza tę samą melodię. Wszystko, co w tym filmie pokazano, widziałem już wcześniej w każdej z poprzednich części. Czasem z lepszym skutkiem ("Klątwa Czarnej Perły"), czasem z godnym pożałowania ("Na nieznanych wodach"). Jest młody chłopak i młoda dziewczyna. On i ona obrotni, oboje związani w jakiś sposób z mitycznym artefaktem, w którego poszukiwaniu istotną rolę odgrywa częściowo nierozgarnięty pirat Jack Sparrow. Są zmarli, którym jakoś nie po drodze jest do grobu. I oczywiście są też absurdalne sceny przygodowe.


niedziela, 21 maja 2017

Une enfance (2015)

SPOILER

"Dzieciństwo" jest typowym obrazem życia w biedzie, w świecie narkotyków, ludzi przegranych życiowo, którzy mają setki argumentów na to, dlaczego nie oni są winni temu, w jakich warunkach egzystują. I jak to często bywa, przewodnikiem po tym świecie jest dzieciak. W tym przypadku jest nim 13-letni Jimmy.


Zoom (2015)

"Zoom" to film z wielkim potencjałem. Przede wszystkim dlatego, że Pedro Morelli świetnie wykorzystał formę nowel filmowych. W tym filmie mamy trzy odrębne historie, które łączy temat twórczości oraz fizycznych atrybutów piękna i atrakcyjności. Reżyser pokazuje duszę i ciało jako byty istniejące w wiecznym konflikcie. To właśnie na granicy ciągłych starć rodzi się twórczość, jako forma kompensacji tego, co uważa się za brak, jako forma wyłamania się z ograniczeń narzucanych przez somę, jako forma instrumentalnego nacisku, by zdobyć to, czego się (twórczo) pragnie.


wtorek, 16 maja 2017

The Circle (2017)

Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłem po obejrzeniu "The Circle. Krąg", było sprawdzenie, ile lat ma James Ponsoldt. Drugą i trzecią rzeczą, było sprawdzenie jego wieku w innych źródłach. Po prostu nie mogłem uwierzyć, że ten film mógł nakręcić ktoś tak młody. "The Circle. Krąg" to przecież kwintesencja starczego kina, zrealizowanego przez osobę pozbawioną od lat kontaktu z rzeczywistością (a przez to żyjącą przed nią w strachu), ale próbującą opowiedzieć o problemach współczesności, by udowodnić, że jako twórca jeszcze coś znaczy. Przypomina mi to żenadę, jaką było oglądanie erotycznych fantazji Kubricka w "Oczach szeroko zamkniętych".


poniedziałek, 15 maja 2017

Butterfly Kisses (2017)

"Butterfly Kisses" to jeden z licznych portretów zbiorowych młodzieży z blokowisk. I jak to zazwyczaj bywa, jest to obraz ponury, przygnębiający. Młodzi są tu pokazani jako osoby pozbawione perspektyw i ambicji, które unoszą się na prądach dnia codziennego, a ich jedynymi zajęciami są balangi, przemoc/wandalizm, seks i narkotyki. Oczywiście obowiązkowymi dodatkami są bieda i dorośli, którym wiele brakuje, by być moralnymi kompasami. Trójka głównych bohaterów zawieszona jest w tej próżni, dryfując byle dryfować. W ich świecie nie ma miejsce na finezję, drobne gesty życzliwości. A kiedy mimo wszystko, jakimś cudem się pojawią, to szybko pryskają pod naporem brutalnej rzeczywistości.


Demain tout commence (2016)

"Instrukcji nie załączono" było niezłym filmem, ale pozostawiło wielkie pole do poprawy. Z tego też powodu z dużymi nadziejami wybrałem się do kina na "Jutro będziemy szczęśliwi". Liczyłem, że zachowując pomysł oryginału Francuzi będą w stanie dać więcej ciepła, humoru, wzruszeń, smutku. Tak się jednak nie stało.


niedziela, 14 maja 2017

Paranormal Activity: The Ghost Dimension (2015)

Po czwartej części i spin-offie "Naznaczeni" odwlekałem spotkanie z "Innym wymiarem". Miałem jak najgorsze oczekiwania. Może dlatego jestem mile zaskoczony. Nie, to nie jest dobry film. Ale nie jest też irytujący, co wydawało mi się pewne. "Inny wymiar" jest po prostu nudny.


Infinitely Polar Bear (2014)

Z serii: fajny pomysł, wykonanie niekoniecznie. Podobało mi się połączenie problemu choroby dwubiegunowej z walką kobiet o prawa ekonomiczne i status społeczny. Rodzina głównego bohatera nie tylko zmaga się z jego drastycznymi zmianami nastrojów, ale również z nietradycyjnymi rolami społecznymi (akcja rozgrywa się pod koniec lat 70. ubiegłego wieku). Tu ojciec zajmuje się dziećmi, podczas gdy matka uczy się i próbuje zrobić karierę.


Extraordinary Tales (2013)

Twórczość Edgara Allana Poe'a w pigułce. Pięć opowiadań zaprezentowanych w skrótowej, brykowej formule. Ich jedyną atrakcją są narratorzy, którymi są ikony horroru. Oczywiście najbardziej rzuca się w oczy wykorzystanie głosu nieżyjącego Beli Lugosiego.


The Survivalist (2015)

"Surwiwalista" to spis możliwych strategii przetrwania ludzkości w obliczu postapokaliptycznej katastrofy. Mamy zaradnego samotnika, który potrafi odnaleźć się w każdych warunkach. Mamy rodzinę złożoną z matki i córki o seminomadycznej naturze. Są watahy dwunożnych drapieżców żerujące na bardziej obrotnych lecz bezradnych w obliczy liczebnej przewagi. Są wściekłe samotne wilki, dla których przemoc jest jedynym formą radzenia sobie ze świadomością totalnej porażki. I w końcu są obwarowane enklawy społeczne, gdzie jednostka może się odnaleźć wyłącznie jako użyteczny element grupy.


piątek, 12 maja 2017

Song to Song (2017)

Wyobraźcie sobie autystyczne dziecko, które jednocześnie cierpi na ADHD. Oglądając "Song to Song" miałem wrażenie, że właśnie ktoś taki dorwał się do kamery i nagrywa to, co przykuwa jego uwagę. Jest to szczególnie widoczne w pierwszych 40-50 minutach. Kamera skacze jak opętana na niczym nie potrafiąc się skupić, co chwilę zwracając swój obiektyw na coś innego. Przy czym operator nie dyskryminuje, raz jest to gwiazda rocka, za chwilę chmura na niebie, a potem jakiś owad. Jeśli chodzi o filmowanie ludzi, to również operator (i reżyser) nie znają umiaru przeskakując z jednej skrajności w drugą. Kamera albo z premedytacją ignoruje bohaterów albo też wtrynia się w przestrzeń osobistą, bez szacunku dla przeżywanych przez postacie emocji. W zasadzie bywa jak ćma: im intensywniejsza emocja, tym bardziej kamera przyciągana jest i staje się inwazyjna.


środa, 10 maja 2017

Savage Dog (2017)

Jeśli chodzi o akcyjniaki klasy C, to Scott Adkins i Marko Zaror w jednym filmie są moim wymarzonym składem. Dlatego też wiele sobie obiecywałem po "Wściekłym psie". I z tego też powodu jestem wściekły na reżysera. Nie mogę mu darować tego, że zaangażował Zarora, a potem kazał mu przez 90% filmu siedzieć. Zresztą podobnie potraktowany został Cung Le. Nie pojmuję, jak można zatrudniać gwiazdy kina kopanego, a potem nie dawać im szans na popisanie się umiejętnościami. Dla mnie jest to zbrodnia przeciwko ludzkości.


wtorek, 9 maja 2017

Guardians of the Galaxy Vol. 2 (2017)

Zastanawiam się, czy gdyby Freud żył dzisiaj, to czy napisałby "Poza zasadą przyjemności". Oglądając filmy takie jak "Strażnicy Galaktyki vol. 2" dochodzę do przekonania, że nie, że jego pogląd dotyczące sublimacji popędów czy też jungowska koncepcja dążenia do jaźni kompletnie się zdewaluowały. Widowisko Jamesa Gunna bowiem jest jedną wielką pochwałą ludzi ułomnych z głębokimi problemami psychicznymi. Reżyser pokazuje, że nie ma żadnej potrzeby walczyć z własną naturą, dążyć do bliżej niesprecyzowanej idealnej, pełnowartościowej wersji nas samych. Jesteś maniakalnym psychopatą? W porządku. Twoim zadaniem jest zaakceptowanie tego i zrozumienie, że to wcale nie czyni z ciebie jednostki gorszej. Człowiek, który z uśmiechem na ustach morduje tłumy ludzi może chwilę potem być bohaterem najbardziej wzruszających scen, bohaterem heroicznym, któremu oddaje się hołd.


Miss Meadows (2014)

Połamani ludzie też marzą o lepszym świecie. Ale w przeciwieństwie do zwykłych marzycieli, nie boją się brać los w swoje ręce. Krew grzeszników jest dla nich odpowiednią zaprawą pod fundamenty lepszej przyszłości.


sobota, 6 maja 2017

Little Men (2016)

"Mali mężczyźni" to typowy przykład twórczości Iry Sachsa. To kino proste, ale mające w sobie urok. Niewiele w gruncie rzeczy mówiące, a jednak potrafiące odsłonić kilka niebanalnych prawd o relacjach międzyludzkich.


The Promise (2016)

Miłość i ludobójstwo nie idą ze sobą w parze. Przynajmniej jeśli chodzi o kino. Dopiero co doszedłem do siebie po masakrze, jaką były "Gorzkie żniwa", a tu proszę Terry George zafundował mi kolejną koszmarną papkę miłosną z tragiczną historią w tle. "Przyrzeczenie" jest tylko odrobinę lepsze od tego, co zrealizował George Mendeluk.


czwartek, 4 maja 2017

10.000 km (2014)

Czy to była próba opowiedzenia o związku ale nie o ludziach w nim będących? Wydaje mi się, że tak. Carlos Marques-Marcet rozdziela dwójkę bohaterów i następnie bada dynamikę relacji. Ale tak naprawdę interesuje go sama więź. A jeszcze dokładniej, to w zasadzie interesuje go jej wytrzymałość.


środa, 3 maja 2017

The Fate of the Furious (2017)

"Szybcy i wściekli 8" pokazali, że siódma część była wybrykiem natury, wyjątkiem, jedną szansą na milion, żeby zrobić coś naprawdę szalonego. F. Gary Gray sprowadził serię z powrotem na ten sam poziom przeciętności, gdzie rządzą: głupawy scenariusz, hałaśliwe sceny akcji i przydługie ekspozycje.


wtorek, 2 maja 2017

Get Out (2017)

Wydawać by się mogło, że po tylu latach chodzenia do kina będę mądrzejszy. Ale nie, znów dałem się nabrać. Pozytywne opinie i ogólny buzz wokół "Uciekaj!" sprawił, że nie byłem przygotowany na to, co zobaczyłem. A była to bardzo przeciętna, mocno nierówna produkcja klasy B. Zupełnie też nie rozumiem zachwytów nad rasowym pomysłem. Dla mnie to wcale nie był najciekawszy koncept w tym filmie.


poniedziałek, 1 maja 2017

Nasty Baby (2015)

"Kryształową wróżką" Sebastián Silva zaskarbił sobie moją sympatię, ale szybko to roztrwonił. "Magia" była w porządku, choć nie tak dobra. Zaś "Bachor" to już mocne rozczarowanie.


Flaskepost fra P (2016)

Jak to mówią, do trzech razy sztuka. W przypadku "Wybawienia" powiedzenie to okazało się prawdziwe. Dla mnie jest to najlepsza część "Departamentu Q". Choć w zasadzie twórcy niewiele tu zmienili. Ogólnie konstrukcja jest mieszanką tego, co oferowały poprzednie dwa filmy. Podział bohaterów na mruka i empatę jest wciąż wyraźny, szefowie w dalszym ciągu nie chcą z nimi współpracować, intryga jest bardziej gmatwana, niż to jest potrzebne, a finał wydaje się istnieć niezależnie od tego, co było wcześniej.


niedziela, 30 kwietnia 2017

(2016) فروشنده‎

Kiedy poznajemy Emada Etesamiego, wydaje się on być urodzonym dobrym muzułmaninem. Jest uprzejmy, wyrozumiały, uczynny. Ale czy na pewno jest dobry? Czy jego szlachetność nie jest przypadkiem oznaką słabości, strategią przetrwania w określonych warunkach? Na to pytanie znajdziemy odpowiedź, kiedy Emad i jego żona znajdą się w ekstremalnej sytuacji. Pewnego dnia Rana wpuści do domu mężczyznę, który ją zaatakuje. Sama trafi z rozbitą głową do szpitala. I ona i jej mąż Emad będą musieli ułożyć sobie życie na nowo. Kim się okażą w tych warunkach?


Johnny Frank Garrett's Last Word (2016)

"Ostatnia klątwa" będzie chyba jednym z największych pozytywnych zaskoczeń tego roku. Szczerze mówiąc szedłem do kina spodziewając się filmu głupiego i słabego, który być może zabawi mnie kilkoma fajnymi jatkami. Simon Rumley tymczasem zrobił coś innego. Sprytnie połączył fakty z fikcją, dzięki czemu jego film jest zarazem wyrazistym dramatem społecznym, ostrą krytyką na system sprawiedliwości i starym, dobrym horrorem o walce człowieka ze złem wcielonym.


sobota, 29 kwietnia 2017

Szatan kazał tańczyć (2017)

Jest mi bardzo żal tego filmu. "Szatan kazał tańczyć" z całą pewnością nie jest typowym reprezentantem polskiej kinematografii, z czego jestem niezwykle rad. Katarzyna Rosłaniec podjęła ogromne ryzyku i postanowiła pobawić się filmową formą. Pomysł, by pokazać życie bohaterki w serii 2-minutowych, ułożonych niechronologicznie klipów, był świetny. Niestety reżyserka zmasakrowała go straszliwą realizacją.


Search Engines (2016)

"Poszukiwacze" to opowieść o ludziach i wszechobecnym Internecie. Reżyser wykorzystuje pretekst w postaci przygotowań do uroczystej kolacji z okazji Dnia Dziękczynienia, by pokazać różne postawy wobec współczesnych technologii komunikacji. Jest więc miejsce dla sceptyków i tych, którzy z sentymentem wspominają czasy, kiedy znalezienie czegoś wymagało wysiłku. Swoich przedstawicieli mają też zagorzali fani współczesnych technologii, czasem nawet przekraczający granice uzależnienia. Są tacy, którzy mają dystans i tacy, którzy bezkrytycznie podchodzą do nowinek.


środa, 26 kwietnia 2017

(1992) חסד מופלא

"Amazing Grace" przypomniało mi, dlaczego kino undergroundowe lepiej mi się wspomina niż ogląda. Obraz Amosa Guttmana przywodzi na myśl proces szlifowania diamentów przez operatora młota pneumatycznego. Kanciaste dialogi, sztuczna gra aktorska, dziwaczne inscenizacje.



Equals (2015)

Dobry pomysł, słaba realizacja – to chyba jedno z najczęściej powtarzanych przeze mnie zdań. I niestety muszę powtórzyć je i tym razem. Punkt wyjścia jest świetny. Oto widzimy społeczeństwo tak przerażone wydarzeniami z przeszłości, które zagroziły bytowi ludzi na Ziemi, że zdecydowało się na drastyczne rozwiązanie. Proces zapładniania został poddany ścisłej kontroli tak, żeby dokonując manipulacji w genach wygasić w ludziach emocje i wzmocnić lojalność wobec wspólnoty. Proces nie jest doskonały. Niektóre dzieci rodzą się empatami (zwane defektami i poddawane natychmiastowej utylizacji). U niektórych dorosłych może pojawić się proces budzenia emocji. "Przebudzeni" to właśnie opowieść o doświadczeniach tych, którzy nagle zaczynają czuć.


poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Sand Castle (2017)

Niepotrzebny i mocno przewidywalny film o bezsensie konfliktów zbrojnych. Gdyby nie obsada, wątpię, abym dał radę wysiedzieć na nim do końca.


Ученик (2016)

Słowo to broń masowego rażenia. I to najniebezpieczniejsza ze wszystkich, ponieważ dostęp do niej ma każdy. Protestanci, Gutenberg, drugi sobór watykański – to tylko niektóre z milowych kamieni na drodze do autodestrukcji gatunku ludzkiego za sprawą słowa pisanego i tego wypowiadanego przed tłumem. Słowo jest bowiem kompletnie bezradne wobec intencji tego, który robi z niego użytek. Intencja, w jakiej jest wypowiadany: kiedy rozumiany jest dosłownie, a kiedy metaforycznie, co jest wypowiadane, a co pomijane – sprawia, że nawet najwznioślejsza idea może zmienić się w przerażające narzędzie przemocy, zemsty lub (co jest chyba najgorsze ze wszystkiego) zwyczajny filar, o który oprzeć się może jednostka przerażona, ale na tyle inteligentna i charyzmatyczna, by ten filar wznieść.


Fair Haven (2016)

No cóż, "Fair Haven" okazało się produkcją tylko o poziom wyżej od amatorskiej, domowej zabawy. Co gorsza, wydaje się odbity od sztancy pożyczonej od pozbawionego wyobraźni filmowcy, który sam dostał ją z manufaktury łopatologii. Najbardziej twórczym działaniem reżysera była jego decyzja, by sceny z terapii leczenia z homoseksualizmu przeplatać z wątkiem powrotu głównego bohatera do domu. I szczerze mówiąc ta decyzja też mi się średnio podobała. Sceny z terapii w większości przypadków były po prostu redundantne.


niedziela, 23 kwietnia 2017

American Honey (2016)

Ameryka pięciu smaków. Świetny filmowy posiłek, w którym harmonijnie współgrają ze sobą sprzeczne emocje. "American Honey" to kino marzycielskie, opowieść o wolnych duchach, o wspólnocie. Ale jest to również przerażająco depresyjny portret Ameryki biednej, zniszczonej, nihilistycznej nawet (a może szczególnie), kiedy dóbr materialnych jest pod dostatkiem. Przypomina mi tym "Wszystko za życie" Seana Penna.


Apricot Groves (2016)

Nie pojmuję, czym kierował się reżyser, kiedy decydował ogólnym kształcie swojego filmu. Dlaczego w pierwszej scenie ujawnia finał, a potem przez cały film zachowuje się, jakby to była wielka tajemnica, którą ujawni nam dopiero na sam koniec? Być może scena szpitalna miała być ambiwalentna. Jeśli tak, to Pouria Heidary Oureh nie sprawdził się jako reżyser, bo jest ona na wskroś przejrzysta. Stąd kolejne sceny, w których temat tożsamości Arama jest pomijany milczeniem, były dla mnie dość męczące (przede wszystkim dla mięśni odpowiedzialnych za ruch gałek ocznych, bo oczami przewracałem co parę minut).


sobota, 22 kwietnia 2017

Victor Frankenstein (2015)

Co za bałagan! "Victor Frankenstein" to film bez pomysłu, nielot, który próbuje wznieść się wysoko ponad chmury. Jest to nieudana próba połączenia steampunku, "Sherlocka Holmesa" Ritchiego i rewizjonistycznych wersji klasycznych opowieści a la "Hansel i Gretel". Niestety więcej wspólnego ma z "Abrahamem Lincolnem: "Łowcą wampirów" niż z wymienionymi wyżej tytułami.


środa, 19 kwietnia 2017

Bikini Blue (2017)

Oglądanie "Bikini Blue" jest jak symulator pracy archeologa. Na wykopaliskach, szczególnie w nowym miejscu, zanim odkryje się coś ciekawego, najpierw trzeba cierpliwie i mozolnie przekopać i przesiać tony ziemi. Tak samo jest tutaj. Kiedy fabuła nabiera ostatecznego kształtu, kiedy poznałem źródło egzystencjalnego bólu bohatera, pojawiła mi się myśl, że to mógł być naprawdę świetny dramat psychologiczny. Problem polega jednak na tym, że to, co dobre, zostało tutaj starannie zasypane tonami śmieci w postaci zdjęć i dialogów. Forma filmu jest tak irytująca, że skutecznie niweluje wszelkiej pozytywne aspekty.


poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Rats (2016)

Po pierwszych 20 minutach filmu każdy, kto mieszka w większym mieście, będzie miał ochotę wybiec z domu z krzykiem, popędzić na pierwszy z brzegu dworzec, gdzie kupi bilet do miejsca tak oddalonego od cywilizacji, jak to tylko możliwe. Przy scenach z Nowego Orleanu niemal każdy będzie miał problemy z utrzymaniem śniadania/obiadu/kolacji w żołądku. A kiedy sceny te przypomni sobie przy okazji sekwencji wietnamskiej, wymiotować będzie tym dłużej im częściej korzystał z dobrodziejstw osiedlowej kuchni wietnamskiej.


Brick (2005)

"Kto ją zabił?" to typowy przykład filmu ze świetnym pomysłem ale kiepskim wykonaniem. Na szczęście był to jeden z pierwszych projektów Riana Johnsona i od tamtej pory znacznie poprawił swój warsztat. Dlatego też jakoś specjalnie nie przejmuję się tym, że spośród wszystkich jego filmów to właśnie ten najmniej przypadł mi do gustu.


niedziela, 16 kwietnia 2017

Arianna (2015)

To mógł być ciekawy film o poszukiwaniu własnej tożsamości. Mógł, ale nie był. A wszystko przez pierwsze zdania wypowiada przez tytułową bohaterkę. Kiedy je usłyszałem, myślałem, że ustawiają one narrację, że Arianna zna swoją historię i do tej pory była z nią pogodzona, lecz teraz, kiedy powinna wkroczyć w dorosłość, zaczyna kwestionować decyzję rodziców. Tymczasem wkrótce okazało się, że jej pierwsze słowa są spoilerem, że tak naprawdę oglądamy historię tego, jak odkrywa prawdę o sobie, a nie jak ją przewartościowuje i akceptuje lub odrzuca.


Waste Land (2014)

Leo Woeste właśnie dowiaduje się, że jego żona jest w ciąży. Jego pierwszą reakcją jest radość. Zdecydowanie większa od tej, jaką czuje żona. Ona się boi przyszłości, bo wie, że coś mrocznego tkwi w Leo. On jest pewny swego, bo przecież udowodnił już, że jest wspaniałym ojcem dla nie swojego syna. Mijają jednak tygodnie i demony kryjące się w duszy Leo zaczynają coraz śmielej harcować. Mrok spowijający jego dzieciństwo daje o sobie znać w postaci despotycznego ojca. Kiedy Leo opowiadać będzie o swoich pierwszych wspomnieniach, to nie będą do przyjemne historie. Leo zaczyna rozumieć, że czasem łatwiej troszczyć się o cudze dziecko, ponieważ własne pochodzi od niego, może więc odziedziczyć jego mrok. Jakby jeszcze tego było mało, Leo okaże się podatny na mistyczną symbolikę afrykańskich kultów pogańskich, co tylko wzmocni siłę transmisji z jego podświadomości...


sobota, 15 kwietnia 2017

Macho (2016)

Żałuję, że reżyser filmu poszedł w telenowelowy kicz. Bo w sumie "Macho" porusza temat, który – tak przynajmniej uważam – stanie się jednym ze znaków rozpoznawczych pokoleń urodzonych już w XXI wieku. Chodzi mi mianowicie o rozumienie pojęcia "orientacji seksualnej".


The Confines (2015)

Ależ to było nudne! W sumie jednak, czego innego mogłem spodziewać się po twórcach, którym nawet nie chciało się sklecić mającej ręce i nogi historii.


Un Français (2015)

"Francuska krew" to portret pokolenia dorastającego w pierwszej połowie lat 90. To właśnie wtedy z podziemia zaczął wychodzić wojujący nacjonalizm i partia Le Pena. Reżyser pokazuje 19 lat Francji z punktu widzenia Marco, którego poznajemy, jak w 1994 roku jest faszyzującym skinheadem bijącym Arabów i imigrantów z Afryki.


Handsome Devil (2016)

"Piękny drań" jest w gruncie rzeczy kinem propagandowym. Ale jego przesłanie nie wydaje mi się tak optymistyczne, jak zapewne marzyło się twórcom. Jestem przekonany, że intencjami reżysera było pokazanie, że nietolerancja, której punktem wyjścia jest to, kim jest (lub wydaje się być) dana osoba, rujnuje wspólnotę i tylko porzucenie głupich uprzedzeń może doprowadzić do sukcesu. Jednak dla mnie jest to zbyt powierzchowne i naiwne myślenie. Sprowadza bowiem jednostki do utylitarnych przedmiotów: jeśli masz wartość dla grupy, jeśli pozwalasz jej trwać w sile, wtedy to, kim jesteś prywatnie nie ma znaczenia. Akceptacja (czy raczej tolerancja) jest więc prostą konsekwencją wartości użytkowej.


Race (2016)

Gdyby nie obsada, pewnie nigdy nie sięgnąłbym po ten film. Od samego początku byłem bowiem przekonany, że jest to kolejna sztampowa biografia sportowca, który musi pokonać różne przeciwności, by wspiąć się na szczyt. Po drodze czekać go będą zmagania z tymi, którzy uważają się za lepszych od niego, jak również próby charakteru, gdy po pierwszych triumfach będzie kuszony łatwymi wyborami. I rzeczywiście "Zwycięzca" jest właśnie takim filmem. Reżyser idzie po najmniejszej linii oporu i tworzy opowieść tak uniwersalnie nijaką, że spokojnie pod postać Owensa można byłoby podstawić jakiegokolwiek sportowca.


poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Porto (2016)

Wariacja na temat "Przed wschodem słońca". Zgodnie z tytułem akcja filmu rozgrywa się w portugalskim mieście, ale jej bohaterami są obcokrajowcy. Ona jest Francuzką, on Amerykaninem. Ona zwróciła na niego uwagę, kiedy pchał taczkę na wykopaliskach, gdzie ona pracowała jako archeolog. Potrzebowała silnego faceta do przeniesienia paru pudeł. On potrzebował kogoś, przy kim mógłby poczuć sens życia. Razem spędzili noc na rozmowach i seksie.


niedziela, 9 kwietnia 2017

En man som heter Ove (2015)

"Mężczyzna imieniem Ove" to swoisty test na to, czy jest się optymistą czy też pesymistą. Dla optymistów jest to przede wszystkim film o tym, że życie zawsze może nas pozytywnie zaskoczyć, dając szczęście i powód do trwania tam, gdzie nie widać już nawet promyka nadziei. Przecież pogrążony w żałobie tytułowy Ove, zamiast popełnić samobójstwo, zacznie się aktywnie udzielać w życiach grupy osób: nowych sąsiadów, byłego przyjaciela, a nawet nieznanego mu młodego chłopaka. Optymiści zobaczą tu wielką pochwałę wspólnoty, potrzeby otwarcia się na innych, a przede wszystkim przypowieść o tym, by nie oceniać człowieka po pierwszym wrażeniu.


Ma vie de Courgette (2016)

W końcu udało mi się obejrzeć "Nazywam się Cukinia". Podczas Warszawskiego Festiwalu Filmowego wybrałem inny film. Nie pamiętam już który, ale pamiętam, że byłem nim zawiedziony i żałowałem, że nie poszedłem na tę animację. Teraz naprawiłem błąd. I jak to mówią, lepiej późno niż wcale.


Frantz (2016)

We "Frantzu" François Ozon odpowiada na pytanie dlaczego jest artystą. Sztuka jest dla niego formą opowiadania skomplikowanych, dopracowanych kłamstw. Na przykładzie dwójki bohaterów – Adriena i Anny – francuski reżyser pokazuje, że kłamstwo ma swoją wartość, że często jest bezcennym darem.


Testről és lélekről (2017)

Pierwsze pół godziny "Duszy i ciała" zachwyciło mnie. Głównie sposobem, w jaki reżyserka filmowała zwierzęta. Sceny z jeleniami są tak wymowne w swojej niewerbalnej komunikacji, że nikt nie powinien mieć problemów ze zrozumieniem relacji, jaka łączy parę, emocji, jakie odczuwają. Jest tu delikatność, troskliwość, lęk, przyciąganie i odpychanie i całe inne spektrum uczuć, które zazwyczaj rezerwowane są dla ludzi. Świetnie filmowane są również krowy idące na rzeź. Ich spojrzenia pełne są filozoficznej kontemplacji świata. Kiedy więc widzimy, co się z nimi dzieje w rzeźni, sceny te robią wstrząsające wrażenie.


Bitter Harvest (2017)

"Gorzkie żniwa" nie są zwyczajnie złym filmem. To rzecz po prostu niedorzeczna. Oglądając film nie mogłem wyjść ze zdumienia, że ktokolwiek mógł wpaść na pomysł, by jedną z największych zbrodni przeciwko ludzkości opowiedzieć w taki właśnie sposób. Potem spojrzałem na filmografię reżysera i nagle stało się dla mnie jasne, skąd taka a nie inna estetyka. Ale wiedza ta nie zmienia mojej oceny filmu. George Mendeluk był złą osobą na złym miejscu.


sobota, 8 kwietnia 2017

Ustav Republike Hrvatske (2016)

Bałkańska wariacja historii Pawła i Gawła, co w jednym żyli domu. W rękach Rajko Grlicia przekształca się w historię o konfliktach narodowych i próbie przezwyciężenia odwiecznych animozji.


czwartek, 6 kwietnia 2017

Wilde Maus (2017)

Smutny, starzejący się pan prowadzi smutne życie, które właśnie stało się smutniejsze. Został bowiem wywalony z pracy, gdyż był za drogi. A w domu żona nieustannie nawija o potrzebie bycia zapłodnioną. W takich warunkach kryzys wieku średniego uderza w niego z wielką mocą, prowadząc go na manowce wątpliwych decyzji i wysypisko straconych okazji.


wtorek, 4 kwietnia 2017

Ghost in the Shell (2017)

Mimo że zwiastuny przygotowały mnie na to, że amerykański GITS będzie słaby, to i tak czuję się mocno rozczarowany. Liczyłem bowiem na wydmuszkę – film pusty, ale przynajmniej ładny i efekciarski. Okazało się, że nawet tak ograniczone oczekiwania, to dla GITS za wysoko zawieszona poprzeczka.


Des nouvelles de la planète Mars (2016)

W swoim najnowszym filmie Dominik Moll wziął się za najbardziej typową historię amerykańskiego kina niezależnego. Oto główny bohater prowadzi szarą, nijaką egzystencję. Aż pewnego dnia w jego życie wkracza jego przeciwieństwo – dziwak i ekscentryk. Rujnuje on świat bohatera, ale na tych zgliszczach zaczyna kiełkować nowe (w domyśle: lepsze) "Ja".


poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Dræberne fra Nibe (2017)

Ole Bornedal pozytywnie mnie zaskoczył. Do tej pory kojarzył mi się głównie z ponurymi historiami o obsesjach, ksenofobi, fałszu. I w sumie "Małżeńskie porachunki" są też o tym. Tyle tylko, że tym razem Duńczyk swoje ulubione tematy wykorzystał w czarnej komedii.


Life (2017)

Nie przeszkadza mi to, że "Life" jest filmem pozbawionym oryginalnego pomysłu. Klaustrofobiczne historie o obcych atakujących grupę bohaterów w zamkniętej, ograniczonej przestrzeni kino rozpracowało już na wiele sposobów. Przeszkadza mi to, że Espinosa i spółka kompletnie nie mieli pomysłu, jak tę wyświechtaną kliszę odświeżyć.


Danielův svět (2014)

"Świat Daniela" pokazuje, że sam temat nie wystarczy, by powstał dobry dokument. A temat w tym przypadku jest naprawdę niezwykle interesujący. Veronika Lisková pokazuje młodego mężczyzny, który jest pedofilem i który stara się żyć w zgodzie z prawem i powszechnie obowiązującą moralnością. To zaś oznacza dla niego egzystencję pełną wyrzeczeń, walkę z własną naturą i popędami, które z jego subiektywnego punktu widzenia są naturalne, są częścią jego "Ja". Oznacza też świadomość, że nigdy nie będzie mógł odnaleźć szczęścia i satysfakcjonującej relacji miłosnej z drugą osobą.


Non essere cattivo (2015)

Historia stara jak świat. Dwóch kumpli z dzieciństwa. Dwóch wyrzutków, bez perspektyw na lepsze jutro. Dwa sposoby radzenia sobie z tym.


wtorek, 28 marca 2017

Mr. Gaga (2015)

Kiedy wybieram się na dokumenty biograficzne, zawsze mam nadzieję, że nie będzie to po prostu krótka (a przez to pobieżna) historia bohatera filmu. Liczę, że reżyser będzie w stanie pokazać mi coś więcej, nawet jeśli przez to będzie musiał pokazać mniej. Nie przeszkadza mi to, że dokument nie jest kompletną kroniką życia, jeśli twórca potrafi przeniknąć przez publiczne maski, jeśli potrafi zgłębić naturę bohatera i jego czynów. Oczywiście w 9 na 10 przypadkach moje nadzieje się nie spełniają. I "Mr. Gaga" jest jednym z tych dziewięciu tytułów.


5 to 7 (2014)

Opowieść o tym, że ludzie wolą być nieszczęśliwi, niż zgodzić się na wymagania stawiane przez miłość. Opowieść o tym, że miłość jest uczuciem zachłannym i egoistycznym. Liczy się bowiem jedynie to, jak "ja" się czuję w miłości i nic więcej. Jest to wreszcie opowieść o tym, że szczęście w prawdziwym życiu osiąga się dzięki byciu pragmatykiem. Możemy stracić Wielką Miłość, ale za to zyskujemy stabilność, partnera/kę, na którym/ej można polegać i marzenia oparte na wspomnieniach Miłości, które pozwalają nam uwolnić się na moment od rzeczywistości, jeśli jej proza za bardzo zacznie nam przeszkadzać.


The Zookeeper's Wife (2017)

Wybierając się na "Azyl" nie miałem złudzeń, że będzie to dobry film. Gdyby nie obecność Chastain w obsadzie, pewnie w ogóle bym nie myślał o jego oglądaniu. Po cichu liczyłem jednak, że "Azyl" osiągnie przynajmniej minimum przyzwoitości. W końcu za kamerą stała Niki Caro, która ma na swoim koncie parę solidnych produkcji.


niedziela, 26 marca 2017

Stockholm, Pennsylvania (2015)

Po obejrzeniu "Sztokholmu w Pensylwanii" trudno jest dalej wierzyć w wolność i autonomiczność jednostki ludzkiej. W najlepszym razie jest to utopia – idea, do której powinniśmy dążyć, ale której w pełni nigdy nie zrealizujemy. W najgorszym razie jest to iluzja, która ma nam poprawić samopoczucie w konfrontacji ze smutną prawdą, że jesteśmy gliną uformowaną przez innych, że ci twórcy są istotami słabymi, wadliwymi, a zatem i my, jako ich twory, jesteśmy dziełem poślednim, że nasza tożsamość, nasze przekonania i wiara są programowalnymi zmiennymi.


Un bacio (2016)

Kiedy ma się 16-17 lat, życie powinno jeszcze być proste, łatwe i przyjemne. Problemami na miarę końca świata powinno być to, jak się załapać na najlepszą imprezę, jak zdać do następnej klasy i się nie przemęczyć, w co się ubrać, co zrobić, by rodzice dali spokój i może, powoli i nieśmiało, zacząć myśleć o tym, co będzie się robić w życiu. Powinno...


Ausma (2015)

'Świt" to dowód na to, że trzeba oglądać wszystko, bo nigdy tak naprawdę nie wiadomo, kiedy trafi się na wielkie kino. Sam sięgnąłem po niego kompletnie przez przypadek i tylko dlatego, że nadarzyła się ku temu sposobność. Już po paru minutach byłem nim absolutnie zachwycony. To, co zobaczyłem, przeszło najśmielsze moje oczekiwania. Przeniosło mnie w zupełnie inne filmowe czasy. I nie mam wątpliwości, iż jest to faworyt do numeru jeden w moim rocznym zestawieniu.


sobota, 25 marca 2017

I Am the Pretty Thing That Lives in the House (2016)

Już w swoim reżyserskim debiucie ("Zło we mnie") Osgood Perkins udowodnił, że nie jest typowym twórcą horrorów. Korzysta z najbardziej klasycznych form gatunku, ale układa je według własnego widzimisię. Jest (a przynajmniej oba jego reżyserskie dokonania na to wskazują) wielkim fanem niejednoznaczności i unikania udzielania odpowiedzi na wszystkie pytania, jakie stawia podczas snucia opowieści. Wielką zaletą jego filmów, jest to, że żyją długo po zakończeniu seansu, za sprawą wielu interpretacji, jakie widz może ułożyć.


Madame Bovary (2014)

Zdaję sobie sprawę z tego, że "Madame Bovary" to opowieść o nudzie, której nie sposób wytrzymać. Ale mimo wszystko nie jest to powód do tego, by kręcić film, który jest tak nudy, że nie sposób wytrwać do napisów końcowych. Musiał kilka razy przerywać jego oglądanie. I naprawdę kusiło mnie, żeby go nie kończyć.


środa, 22 marca 2017

Personal Shopper (2016)

"Personal Shopper" to ekstremalna opowieść o potrzebie kontaktu z drugą osobą. Jak głęboko zakorzeniona jest w nas ta potrzeba, przekonujemy się śledząc losy Maureen Cartwright.


Amok (2017)

Mam dobrą i złą wiadomość dla wszystkich rozważających wybranie się do kina na "Amok". Dobra jest taka, że film Adamik dorównuje poziomem produkcjom amerykańskim. Zła jest taka, że chodzi mi o poziom "Prawdziwych zbrodni". To właśnie przez koszmar, jakim był tamten film, chciałem obejrzeć "Amok". Byłem przekonany, że cokolwiek wymyśliłaby Adamik, nie mogło być tak złe, jak rzyg Avranasa. Jak się okazało, byłem w błędzie.


wtorek, 21 marca 2017

Beauty and the Beast (2017)

No cóż, jeśli kiedyś najdzie mnie ochota na obejrzenie baśniowego musicalu, to aktorska "Piękna i Bestia" z całą pewnością nie będzie moim pierwszym, ani nawet drugim wyborem. Już prędzej sięgnę po animowany oryginał, który jest moją ulubioną disnejowską kreskówką. Bardziej przypadł mi też do gustu drugi sezon "Galavanta", który ma równie udane numery muzyczne, a jest bardziej współczesny i ma lepsze pomysły fabularne.


niedziela, 19 marca 2017

The VVitch: A New-England Folktale (2015)

Ciekawe, czy Robert Eggers jest zwolennikiem scentralizowanej religii. Jego film to bowiem jedna wielka przestroga przed braniem wiary we własne ręce. "Czarownica" pokazuje, co się dzieje, kiedy jednostka uznaje wiarę za swoją własną, indywidualną sprawę. Gdyby jeszcze człowiek był silny wewnętrznie, być może miałby szansę oko w oko ze światem nadprzyrodzonym. Ponieważ jednak jest słaby, kłamie, manipuluje, grozi, odrzuca bliskich, pozbawiony sztywnej, skostniałej struktury religii, staje się pokarmem Złego. Ten, kto porzuca łono kościoła, kto wywyższa się ponad wspólnotę, zostaje sam. A samotność w wierze jest tożsame z potępieniem.


sobota, 18 marca 2017

The White Helmets (2016)

Po obejrzeniu "The White Helmets" moją pierwszą myślą było: "I taki film dostaje Oscara?". Zaraz potem przyszła refleksja, że przecież Oscary nie są żadnym wyznacznikiem jakości, że jest to konkurs popularność, więc – zważywszy na okoliczności – wygrana tego filmu nie powinna w ogóle dziwić.


Deathgasm (2015)

Film wyłącznie dla koneserów pozagatunkowego kina pełnego absurdalnej przemocy, groteskowych scen rzezi i milionów litrów sztucznej krwi. Tego wszystkiego "Śmierćgazm" dostarcza w naprawdę satysfakcjonujących ilościach. Twórcy mają też kilka naprawdę mocno odjechanych pomysłów inscenizacyjnych.


War Book (2014)

"Regulamin wojny" chce być czymś na kształt "Dwunastu gniewnych ludzi" czy "Metody". Grupa bohaterów, jedno pomieszczenie, cała masa dialogów, które odkrywają przed nami głębię moralnych dylematów. Niestety nie jest to film zbyt udany. Choć przecież punkt wyjścia jest ciekawy. Grupa pracowników rządowych odgrywa scenariusz globalnego konfliktu, dzięki czemu powstaną wytyczne do działania na wypadek prawdziwej wojny. Bohaterowie stają przed dramatycznymi wyborami, kogo ratować, co poświęcić, jak powinna wyglądać polityka państwa. Ale wszystko to jest błahe. Dyskusje rzadko kiedy są rozbudowane, a większość argumentów brzmi banalnie. Brakuje w tym wszystkim emocjonalnego zaangażowania. A dodanie paru aluzji na temat drugiego dna całego wydarzenia, nie zwiększa ciężaru.


Hunter (2013)

"Hunter" wygląda jak film zrobiony specjalnie ku pokrzepieniu starych ludzi, którzy mają dość młodych, ich energii, żywiołowości, radości życia. "Hunter" pokazuje bowiem, że dwudziestolatkowie pędzą smutne życie, bezskutecznie starając się znaleźć kogoś, z kim mogliby dzielić pustkę egzystencji. Są pełni kompleksów, lęków. Nie wiedzą, czego chcą. Albo boją się tego, kim mogliby się jawić światu, gdyby zaakceptowali swoje miejsce w świecie. Bycie konwencjonalnym staje się obelgą. Pragnienie kogoś na odległość ma większą wartość od rzeczywistego kontaktu. Uniwersalna jest tylko samotność, nawet jeśli jest się otoczonym przyjaciółmi.


czwartek, 16 marca 2017

La mécanique de l'ombre (2016)

"Cienie" to mocno cyniczna przypowieść o tym, jak to państwo reprezentowane przez polityków, stróżów prawa i inne (mniej lub bardziej formalne) instytucje życia publicznego wtryniają się, nicują i w ostateczności gwałcą zwyczajnych, szarych obywateli. Duval to nikt ważny: alkoholik z osobowością analną, który wykonuje nudną, niewdzięczną pracę. I fakt, że wywiązuje się z niej dobrze, w końcowym rozrachunku nic nie znaczy. Bowiem kontrakt, jaki zawarł, ma tajne klauzule albo też inne strony (o istnieniu niektórych z nich Duval na początku nie miał nawet pojęcia) nie wywiązują się z punktów umowy. Jego solidność i powolność zostaną wykorzystane przeciwko niemu w walce o władzę, która z jego punktu widzenia nie ma najmniejszego sensu.


Captain Fantastic (2016)

Ledwo co "Other People" utwierdziło mnie w przekonaniu, że amerykańskie kino niezależne się skończyło, a tu proszę – Matt Ross kręci coś tak fenomenalnego jak "Captain Fantastic". Jest to film, którego podstawę stanowi standardowa konstrukcja fabularna kina indie. Ale Ross napakował ją takim bogactwem treści, że mój umysł miał pożywkę na długi czas.


wtorek, 14 marca 2017

Gold (2016)

Po raz kolejny życie napisało świetny scenariusz, a potem Hollywood zmieniło go w pozbawioną smaku breję. Łatwo przychodzi mi zrozumieć, dlaczego filmowcy sięgnęli po historię Davida Walsha i Johna Felderhofa (którzy w filmie zostali przerobieni na Wellsa i Acostę, a z różnych prawnych powodów producenci musieli oficjalnie zaprzeczyć, że scenariusz inspirowany jest skandalem Bre-X). Film o nich powinienem oglądać  z zapartym tchem. Tymczasem Stephen Gaghan nakręcił tak słabą rzecz, że podczas seansu musiałem stoczyć dramatyczną walkę o to, by nie zasnąć. Wygrałem, ale szczerze mówiąc nie czuję się zwycięzcą. Coś mi się zdaje, że sny miałbym ciekawsze.


poniedziałek, 13 marca 2017

Kong: Skull Island (2017)

Widzę, że w przypadku swojego potwornego uniwersum Warner Bros. stosuje tę samą metodę, którą swego czasu wykorzystywał Microsoft w stosunku do Windowsa. Zamiast zrobić coś naprawdę lepszego, koncentruje się na poprawie błędów. W efekcie tak jak Windows 98 był tym, czym miał być Windows 95, tak "Kong" jest tym, czym tak naprawdę miał być "Godzilla". A to oznacza, że podstawowe problemy z tym uniwersum nie zostały nawet ruszone.


niedziela, 12 marca 2017

T2 Trainspotting (2017)

Nie tego spodziewałem się po "T2 Trainspotting". I przez chwilę byłem nawet mocno zawiedziony. Ale jakoś Danny Boyle zdołał mnie przekonać do swojej wizji. Początkowo wydawało mi się, że nostalgiczna nuta kompletnie nie pasuje do bohaterów oryginalnego "Trainspotting". Tamci bohaterowie byli pozbawieni refleksji, a mądrości, którymi się przerzucali, miały głębokość szamba, w jakim się taplali będąc wciąż pod wpływem narkotyków. To, że wciąż stoją w miejscu, wcale mnie nie zdziwiło. Ale myślałem, że będą dalej uskutecznia "tu i teraz" wzbogacone fantazjami na temat nierealnej przyszłości. Tymczasem bohaterowie filmu rzeczywiście nie ruszyli się z miejsca, ale nie jest to spowodowane tym, że cały czas tak samo się zachowują, ile raczej tym, że zatrzymali się w przeszłości. 20 lat wcześniej może przepili i przećpali swoją przyszłość, ale z perspektywy czasu są to najbardziej intensywne czasy w ich marnych egzystencjach. Zamiast więc żyć w szarej rzeczywistości, marzą o tym, jacy kiedyś byli: młodzi, bezmyślni, chojracy gotowi na każdą głupotę. To, co ich teraz motywuje, to stare krzywdy i próba odtworzenia tamtej pogoni za marzeniami.


Other People (2016)

Podręcznikowe amerykańskie kino niezależne. Jest umierająca osoba. Jest społecznie wycofany bohater. Są skomplikowane relacje rodzinne. I parę ekscentrycznych postaci drugiego planu. Są łzy, jest śmiech. Reżyser nie pominął niczego.


Queen of Earth (2015)

Alex Ross Perry – muszę zapamiętać to nazwisko. Wygląda bowiem na to, że jest on prawdziwym magiem kina. "Królowa Ziemi" to bowiem przykład najrzadszego rodzaju filmu – takiego, który potrafi przekazać stan ducha, który pozwala widzom zrozumieć skomplikowane i często sprzeczne procesy psychiczne bez odwoływania się do intelektualizacji czy racjonalizacji. W jego filmie nic nie ginie w przekładzie. Oferuje spojrzenie na surowe, nieprzetworzone emocje. Widz zanurza się bezpośrednio w świecie odczuć i subiektywnych wrażeń bohaterek, może na własnej skórze doświadczyć tego, co one przeżywają. Jest to rzecz bezcenna w kinie, która udaje się naprawdę raz na sto prób.


Monsters: Dark Continent (2014)

"Strefa X 2" to jeden z tych filmów, które w zasadzie mogłoby się obyć bez elementów SF. Potwory nie są tu bowiem elementem istotnym dla fabuły. To raczej część dekoracji, która ma nadać całość dodatkowego kolorytu. Niestety takie podejście stało się wadą. Jak na kino SF oferuje za mało, jak na dramat wojenny za bardzo rozprasza uwagę.


czwartek, 9 marca 2017

Dalida (2016)

Tak właśnie powinien wyglądać "Bodo". Oba filmy mają w zasadzie identyczną konstrukcję. Wszystko krąży wokół pragnienia jednej wielkiej miłości. W "Bodo" prowadzi to do licznych romansów z kobietami. W "Dalidzie" oczywiście co chwilę pojawia się inny mężczyzna. W obu też ważną rolę odgrywają piosenki.


The Shack (2017)

Nie wiem czemu, ale jednak czuję się wielce rozczarowany tym filmem. A przecież już zwiastun "Chaty" niczego dobrego nie zapowiadał. Mimo wszystko do kina poszedłem pełen dobrych chęci. Liczyłem, że obsada, w której jest Sam Worthington, Octavia Spencer i Alice Braga zagwarantuje wzruszającą i katartyczną opowieść o przepracowywaniu żałoby z pomocą wiary w Boga. Zamiast tego dostałem nudne kazanie, pełne banałów i naiwnych argumentów, które w rzeczywistym sporze człowieka z Bogiem długo by się nie utrzymały.


February (2015)

SPOILERY

Gdyby "Omen" miał dziecko z "Piknikiem pod Wiszącą Skałą", to mogłoby nim być właśnie "Zło we mnie". Oz Perkins wybrał najbardziej kanoniczne z elementów niepokojących opowieści sprzed paru dekad i posklejał je na nowo. Rezultat jest ciekawy, choć dla mnie jest to bardziej udany eksperyment formalny niż prawdziwie wciągająca historia.


wtorek, 7 marca 2017

Solace (2015)

Dar widzenia całego ludzkiego życia może być przekleństwem, kiedy patrzysz, jak śmiertelna choroba prowadzi jednostkę na skraj rozpaczy, kiedy jesteś świadkiem niewyobrażalnego cierpienia. Jest to przekleństwo tym większe, jeśli widzący obdarzony jest empatią. Jak wtedy stać obojętnie? Jak milczeć, kiedy wie się, że dana osoba już wkrótce błagać będzie o miłosierdzie i śmierć?


niedziela, 5 marca 2017

I don't feel at home in this world anymore. (2017)

Jeśli "I don't feel at home in this world anymore." jest najlepszym filmem tegorocznego Sundance, to musiał być to naprawdę słaby festiwal. Macon Blair może i miał niezły pomysł. Jednak to, co zaprezentował, wystawiło moją cierpliwość na ciężką próbę.


People You May Know (2016)

Film tak naprawdę o niczym ciekawym. Ot, historia trójki osób i ich osobistych perypetii. Jedna z nich zachodzi w ciążę, drugi z nich jest ojcem, co jest problemem, bo: a) nie jest jej mężem b) jest gejem, a trzeci znajduje miłość, co może kolidować z jego karierą. I to w zasadzie tyle. Aaaa, ten drugi jest jeszcze w przedziwnym wirtualnym związku. Aaaa, jest też pisarzem, który zmaga się z blokadą twórczą.


Max (2015)

Kiedy "Max" się zaczynał, pomyślałem sobie, że będzie to jeden z najbardziej wzruszających filmów, jakie zobaczę w tym roku. Początek naprawdę wydawał się obiecujący. Historia psa będącego weteranem misji w Afganistanie, który po śmierci swojego pana nie potrafi wrócić do normalności i jedyną osobą, którą akceptuje, jest nastoletni brat zabitego – to wyglądało wspaniale...


sobota, 4 marca 2017

Logan (2017)

Zaczyna się doskonale. Pierwsza scena "Logana" wyraźnie odcina film od reszty uniwersum PG-13. Jest krwawo, brutalnie i ponuro. W tej pierwszej scenie zawarte zostały wszystkie atuty filmu, które później z powodzeniem utrzymywały moje zainteresowanie.


czwartek, 2 marca 2017

Planetarium (2016)

Matko jedyna, ileż rzeczy spróbowała upchać do jednego filmu Rebecca Zlotowski. I niestety przeliczyła się z siłami. Jej projekt przygniata monumentalna ambicja zamieniając poetycki film w ślamazarną historię, która mało kogo wciągnie (mnie z całą pewnością nie).


wtorek, 28 lutego 2017

xXx: Return of Xander Cage (2017)

Scenarzysta przy tym filmie za bardzo się nie napracował. Jego zadanie było banalnie proste. Musiał wymyślić serię nieprawdopodobnie i absurdalnie widowiskowych scen, które następnie zostały wrzucone do wirtualnego blendera, poszatkowane i wyciągane scena po scenie, przypadkowo posklejane i nazwane fabułą.


Bodo (2017)

Eugeniusz Bodo to postać na tyle ciekawa, że z całą pewnością na własną biografię zasługuje. I wciąż niestety musi na nią czekać. W każdym razie jeśli chodzi o kino. "Bodo" jest bowiem filmem kompletnie niepotrzebnym. Funkcjonuje wyłącznie jako strasznie długi teaser serialu, z którego skrawków został zlepiony. Ale nawet jako teaser się nie sprawdza, bo TVP wycofało serial ze strony vod, więc jeśli nawet ktoś po obejrzeniu filmu miałby ochotę na całość, to będzie musiał się obejść smakiem.


niedziela, 26 lutego 2017

Vice (2015)

Szkoda, że nie ma już wypożyczalni kaset wideo. "Vice" oglądane na nieco zjechanym VHS-ie, z niedoskonałościami obrazu spowodowanymi zużyciem taśmy, naprawdę zyskałby sporo charakteru. Nie mówiąc już o tym, że pobudziłboy we mnie nostalgiczną nutkę. W czasach świetności wypożyczalni wiele weekendów spędzałem oglądając podobne filmy.


Still (2014)

Rodzice i dzieci żyją w dwóch różnych światach. Nie ważne, jakie są tego powody, ważne, jakie są tego konsekwencje. Jeśli chodzi o rodziców, jest to ignorancja i lekceważenie znaków ostrzegawczych. Ta selektywna ślepota prowadzi prosto do tragedii. Jeśli chodzi o dzieci, jest to tworzenie się watah, w których wzmacniane są zachowania destrukcyjne, lecz w obrębie tej grupy dające poczucie przynależności, bycia zauważany i docenianym. Jest to pusta egzystencja, która nie może dostarczyć prawdziwej gratyfikacji. A to rodzi frustrację, która prowadzi prostą drogą do tragedii.


Tiempo sin aire (2015)

Wojna jest matką morderców, zwyrodnialców i okrutników. Każdego, kogo dotknie, zmienia w bestię. Czy jest to młody chłopak, który po prostu chce dla siebie i swojej ukochanej zarobić trochę pieniędzy jako najemnik. Czy też pielęgniarka, która swoją znajomość medycznych procedur zmieni w brutalne narzędzie zemsty. W odpowiednich warunkach każdy zmoczy ręce w ludzkiej krwi.


piątek, 24 lutego 2017

King Cobra (2016)

Biedny Sean Paul Lockhart. X Muza nie była dotąd dla niego łaskawa. Jako gwiazda porno cieszył się co prawda sporą sławą, ale przez długi czas niewiele z tego miał. Jego próby przejścia do mainstreamu spaliły na panewce. Jeszcze kiedy grywał w epizodach, to przynajmniej trafiał do ciekawych produkcji ("Obywatel Milk", "Maraton filmów grozy"). Kiedy jednak chciał być gwiazdą, zostawała mu gra w koszmarach typu "Kissing Darkness". A teraz okazuje się, że nawet film inspirowany wydarzeniami, których był jednym z głównych bohaterów, wypadł tak sobie.


czwartek, 23 lutego 2017

Porady na zdrady (2016)

"Porady na zdrady" to pierwszy film Zatorskiego, jaki obejrzałem. I teraz jestem sobie już w stanie wyobrazić ból, jaki czuje się będąc rozdziewiczanym przez nieudolnego kochanka. Zatorski bardzo się stara, ale widać, że jego wiedza na temat tego, czym jest komedia romantyczna, jest po pierwsze teoretyczna, a po drugie mocno dziurawa.


środa, 22 lutego 2017

Silence (2016)

Co za niezwykły film. "Milczenie" to kino na wskroś intelektualne, rzadki przypadek fabuły, która jest przede wszystkim rozważaniem, kontemplacją, dysputą. Scorsese zastanawia się tu nad wartością wiary zrodzonej z rozumu. Choć "wartość" nie jest dobrym słowem, lepszym jest chyba "jakość".


wtorek, 21 lutego 2017

Hidden Figures (2016)

Typowe dziecko amerykańskiego kina. A to oznacza perfekcyjne wykonanie i spełnienie wszystkich wymogów, by film przyjemnie się oglądało. Ma solidny scenariusz, niezłą reżyserię, doskonałą grę aktorską, bardzo dobre zdjęcia i resztę technicznych aspektów. Naprawdę nie można się do czegokolwiek przyczepić. Film jest przyjemny i mija w ekspresowym tempie. Twórcom udaje się świetnie zrównoważyć osobistą historię trzech kobiet z obrazem Ameryki w niezwykle burzliwym momencie historycznym.


poniedziałek, 20 lutego 2017

Marie Curie (2016)

Marie Noelle postanowiła zrobić nietypową biografię. Zamiast zwykłego wyliczania faktów, zdecydowała się na kalejdoskopową konstrukcję pełną fragmentarycznych impresji, które mają złożyć się na portret kobiety niezwykłej a zarazem bardzo typowej.


niedziela, 19 lutego 2017

Tickled (2016)

O "Połaskotanym" usłyszałem w tamtym roku przy okazji jakiegoś festiwalu. Myślałem, że jest to dokument o dziwacznym seksualnym fetyszu. I przez to chciałem go obejrzeć. W rzeczywistości jednak o łaskotaniu jako źródle erotycznej podniety jest tu niewiele. Ot jeden krótki wywiad i fragment sesji wideo (zdecydowanie więcej niewykorzystanego w filmie materiału można znaleźć w sieci).


A Cure for Wellness (2016)

Na wstępie wyjaśnijmy sobie jedno. "Lekarstwo na życie" nie jest horrorem. A w każdym razie nie jest nim w tym sensie, w jakim określenie to funkcjonuje na co dzień w hollywoodzkim kinie. Dzieło Gore'a Verbinskiego jest tak naprawdę mroczną baśnią garściami czerpiącą z klasyki gotyckiej powieści grozy i antyutopijnych powieści SF. Stąd też główny bohater to jednocześnie Frankenstein i jego potwór (a przez to jest doktorem Jekyllem i Hyde'em). Główna bohaterka to Lucy Westenra i Narzeczona Frankensteina. A grana przez Dane'a DeHaana postać to amalgamat Harkera, Holmwooda i Van Helsinga. Nad wszystkim unoszą się opary co mroczniejszych baśni braci Grimm i Andersena.


Elvira, te daría mi vida pero la estoy usando (2014)

Opowieść o kłamstwach i tchórzostwie. Elvira i Gustavo przez 12 lat byli małżeństwem. Pewnego dnia on wychodzi nocą po papierosy i znika. Zdesperowana żona zaczyna prywatne śledztwo, które doprowadza ją na ślad romansu męża. Romansu szokującego dla niej pod wieloma względami. Okazało się więc, że Gustavo przez długi czas straszliwie ją okłamywał. A na koniec zachował się jak tchórz i po prostu umknął bez słowa. W tym momencie można byłoby pomyśleć: biedna żona. Tyle tylko, że Elvira jest podobna do Gustava. I to bardzo. Przyznanie się przed bliskimi, że została porzucona nie wchodzi rachubę. Mnoży więc kłamstwa, zwodzi wszystkich wokół i cierpi.


sobota, 18 lutego 2017

The Woods (2015)

Corin Hardy posiadł sztukę lania wody. Ale w horrorach nie na wiele się to zdaje. Owszem, przez pierwsze 30-40 minut, kiedy reżyser odsłaniał kolejne elementy (bardzo oczywistej) układanki, wodolejstwo jeszcze można było tolerować. Podkręcało ciekawość, bo choć wiadomo było, że mityczne stworzenia, przed którymi ostrzegają nowo przybyłych lokalni mieszkańcy, będą prawdziwe, to nie wiadomo było, w jaki sposób zostaną one wprowadzone do fabuły. Odwlekanie ich pojawiania się miało swój sens.


Into the Grizzly Maze (2015)

Dawno już nie widziałem żadnego slashera, dlatego też "Grizzly" to rzecz, która była mi bardzo potrzebna. Choć na pierwszy rzut oka film wcale na to nie wyglądało. Niedźwiedź grizzly i całkiem dobra obsada sugerowały raczej film typu "survival". Jednak okazało się, że główny czarny bohater może i chodzi na czterech łapach, ale kiedy przychodzi do rozprawiania się z ludźmi, to ma duszę pokrewną złoczyńcom z "Halloween" i "Piątku trzynastego".


Niestety, żeby w pełni się o tym przekonać, trzeba dotrwać do finału. A nie jest to łatwe. Wcześniej film przypomina podrzędny dramat telewizyjny, w którym gęsto jest od rodzinnych problemów (poróżnieni bracia, niesłysząca żona, skorumpowany szef, zwaśniony z rodziną dawny przyjaciel ojca). A pierwsze ataki niedźwiedzia są pokazane w sposób sztampowy i pozbawiony wyobraźni. Ale to, co się dzieje w finale, to już jatka najwyższej próby. Ryczący niedźwiedź z krwią spływającą z pyska – to tylko jedna ze scen, które będzie się chciało zapamiętać na dłużej. Świetna ostatnia sekwencja z Billym Bobem Thortonem i przedłużana aż do skraju możliwości finałowa konfrontacja.

Ostatnie kilkanaście minut to czysta przyjemność dla każdego fana krwawej rozrywki. Gdyby cały film był taki, to "Grizzly" z całą pewnością wpisany zostałby w poczet tytułów kultowych.

Ocena: 5

Alatriste (2006)

Pamiętam, że swego czasu bardzo chciałem ten film obejrzeć i byłem zły, że ominęła mnie kinowa projekcja. Jak się okazało, wiele nie straciłem. "Kapitan Alatriste" nie spełnił moich oczekiwań.


wtorek, 14 lutego 2017

John Wick: Chapter 2 (2017)

"John Wick 2" dołącza do wąskiego grona kontynuacji, które są lepsze od oryginału. Udało się to dokonać, choć film nie podąża za modą totalnego oczopląsu. "John Wick 2" przywodzi na myśl stare, dobre filmy Johna Woo. Tu nawet w scenach, gdzie aż prosi się o szybki, teledyskowy montaż (jak prezentacja arsenału), reżyser trzyma powolne tempo, stawiając na pieczołowite kreowanie klimatu. I to mu się chwali.


The LEGO Batman Movie (2017)

Dziwna rzecz jest z tym filmem. Z jakiegoś powodu nie potrafiłem się na nim dobrze bawić (a w każdym razie nie tak dobrze, jak miałem nadzieję). Kiedy jednak zaczynam się nad nim zastanawiać, przyglądam się poszczególnym elementom, to wychodzi mi, że powinienem być nim zachwycony.


Un tango más (2015)

Nietypowy dokument biograficzny. Jego wyjątkowość polega na formie, która odbiega od zwyczajowego zestawu wypowiedzi przeplatanych zdjęciami archiwalnymi. Owszem i jedno i drugie tutaj występuje. Ale stanowi tylko niewielką część tego, co oferują twórcy. Resztę stanowią scenki rekonstruowane przez współczesnych aktorów/tancerzy, którzy na dodatek wchodzą w interakcje z osobami będącymi bohaterami filmu, słuchają ich, zadają pytania albo (gdy ich nie ma w pobliżu) komentują ich życiowe decyzje. Wszystkiemu zaś towarzyszy wszechobecny duch tanga. Albo się o nim mówi albo się taniec pokazuje.


niedziela, 12 lutego 2017

The Founder (2016)

Czy wiecie kim byli ebionici? Przez kościół ostatecznie zostali uznani za heretyków, ale zaczynali jako żydowscy wyznawcy Chrystusa, a ich przywódcą był brat Jezusa – Jakub Sprawiedliwy (a jego następcą był Szymon z Jerozolimy, inny krewny Jezusa). Ich wizja jednak została zmarginalizowana, kiedy św. Paweł rozpoczął ekspansję nowej wiary na tereny Imperium Rzymskiego. Dlaczego o tym piszę przy okazji "McImperium", ponieważ odnoszę wrażenie, że reżyser John Lee Hancock i scenarzysta Robert D. Siegel mocno się ich historią inspirowali przy budowie narracyjnej konstrukcji swojego filmu.


Alex of Venice (2014)

Chris Messina jest stałym bywalcem amerykańskiego kina niezależnego jako aktor. Doskonale rozumie więc tę formę filmową. Nic więc dziwnego, że kiedy postanowił spróbować swych sił jako reżyser, to właśnie z pomocy tej formy skorzystał. "Alex z Venice" dowodzi, że przyswoił sobie wszystkie lekcje. Struktura narracji jest bez zarzutu. Wszystko jest na swoim miejscu: od dotkniętego śmiertelnością ojca (tu nie tyle umiera, co przejawia pierwsze oznaki Alzheimera), przez sympatyczne, lekko ekscentryczne osoby drugiego planu (siostra bohaterki), po motyw szukania własnego ja po tym, jak życie zostaje wypchnięte z kolein rutyny.


Lullaby (2014)

Rodzina w rozsypce zyskuje ostatnią szansę, by się zjednoczyć. Ojciec leży na łożu śmierci i za 24 godziny będzie martwy. Do szpitala z odległych krańców kraju przybywa dwójka dzieci. Ona jest ambitną studentką prawa. On synem marnotrawnym, który porzucił studia dla (nieudanej) kariery muzyka. W ciągu ostatnich 24 godzin życia ojca wygarną sobie żale i spróbują znaleźć sposób by prosić o wybaczenie i powiedzieć "kocham cię" oraz "żegnaj".


Heaven Sent (2015)

Urocze filmidło idealne na przed-bożonarodzeniowym rozgardiasz. To ciepła, ale kompletnie niewymagająca opowieść o kobiecie, która musi zrozumieć, że dobre uczynki nie istnieją bez właściwych intencji. Takich obrazów rocznie powstaje kilkanaście i "How Sarah Got Her Wings" naprawdę niczym się nie wyróżnia.


sobota, 11 lutego 2017

The Swedish Theory of Love (2015)

Oglądając "Szwedzką teorię miłości" przypomniał mi się film Seana Penna "Wszystko za życie". Oba obrazy poruszają ten sam problem: odrzucenia bezpieczeństwa, wygody, komercjalizmu i  konsumpcjonizmu egzystencji współczesnego człowieka cywilizacji krajów wysokorozwiniętych. Jak wtedy bohater grany przez Emile'a Hirscha, tak teraz reżyser dokumentu widzi współczesność w najciemniejszych barwach. To, co inni akceptują, uważają za normalne, wygodne i bezpieczne, on odrzuca widząc w tym psychiczny (i fizyczny) izolacjonizm, rozpad tradycyjnych więzi społecznych i zachowań. Oczywiście może mieć rację, tyle tylko, że on jeszcze dodaje temu negatywną wartość i przedstawia swój punkt widzenia ze stuprocentowym przekonaniem o własnej słuszności. A to już mi się nie podobało.