niedziela, 17 grudnia 2017

Battle of the Sexes (2017)

Mam spore problemy z uwierzeniem, że za scenariusz "Wojny płci" odpowiadała jedna osoba. Oglądając film czułem się tak, jakby reżyserzy naprędce skleili dwie fabuły o Billie Jean King w jedną całość, wychodząc z założenia, że skoro obie mają tę samą główną bohaterkę, to bez problemu można jej podać w scalonej formie. Otóż nie można... a w każdym razie nie potrafili tego zrobić Jonathan Dayton i Valerie Faris.


Dancer (2016)

"Tancerz" jest w gruncie rzeczy bardzo typową opowieścią o utalentowanym artyście. Jak zawsze w tego rodzaju historiach mamy rodzinę, która staje się pierwszą ofiarą konieczności podążania ścieżką prowadzącą do sławy. Mamy ciężką pracę, absolutne poświęcenie wyłącznie jednej sprawie i sukces, który przyszedł na długo przed tym, zanim było się na niego gotowym. A potem następuje równie typowa historia chaosu, autodestrukcji i wypalenia.


Mojave (2015)

Lubię opowieści typu "trafił swój na swego" i zapewne dlatego "Nieznajomy z Mojave" mimo swoich wad podobał mi się. To przecież historia faceta, który pozornie powinien być łatwą ofiarą seryjnego zabójcy. Jest bowiem pogrążonym w kryzysie człowiekiem kina, twórcą w depresji. Co ktoś taki może zdziałać w obliczu nieprzewidywalnego psychopaty? Jak się jednak okazuje, bardzo dużo. Bo sukces w Fabryce Marzeń zdobywają ci, którzy sami są w dużym stopniu socjopatami, wyznawcami Machiavellego.


The Harvest (2013)

Zaczyna się obiecująco. Film przywodzi na myśl prozę Kinga, głównie ekranizację "Misery". Oto mamy przykutego do łóżka chłopaka, którym zajmują się nadopiekuńczy rodzice. Im dłużej trwa film, tym jednak pierwsze wrażenie coraz bardziej zaczyna wyglądać na fałszywą iluzję. Szczególnie dziwnie zachowuje się matka. Jej postępowanie jest toksyczne i opresyjne.


A Hologram for the King (2016)

Przez lata nazwisko Toma Tykwera było dla mnie gwarantem solidnej kinowej rozrywki. Niestety jego współpraca z siostrami Wachowski nie wpłynęła na niego korzystnie. "Hologram dla króla" to najgorszy jego film, jaki widziałem.


sobota, 16 grudnia 2017

The Darkness (2016)

Zaczyna się nawet obiecująco. Oczywiście niemal od początku jasne jest, że nie będzie to nic więcej, jak tylko standard gatunku. Ot, zwyczajna rodzina, która przez bezmyślną decyzję, staje się obiektem prześladowań ze strony ciemnych mocy.


wtorek, 12 grudnia 2017

The Florida Project (2015)

"The Florida Project" to zaskakująco gorzki film. Choć przecież z pozoru jest lekki, zabawny, emanujący dziecięcą beztroską i radością życia. Jak to jednak często bywa, kiedy filmowcy biorą się za dekonstrukcję dzieciństwa, jest to właśnie tylko i wyłącznie pozór.


poniedziałek, 11 grudnia 2017

Mine (2016)

"Mine" było dla mnie zaskoczeniem. Spodziewałem się opowieści o żołnierzu, który nadepnął na minę i teraz musi znaleźć sposób na przetrwanie. Myślałem, że będzie to coś w stylu "Grawitacji", tyle że na polu minowym. I początkowo tak jest. Potem jednak reżyser skręcił ostro w stronę kina metaforycznego. I w tym momencie mnie zgubił.


niedziela, 10 grudnia 2017

Fack ju Göhte 2 (2015)

Pierwsza "Szkolna imprezka" była dla mnie zaskoczeniem. Nie spodziewałem się, że Niemcom może wyjść aż tak udana komedia. Jednak druga część jeszcze bardziej mnie zaskoczyła. Bo twórcom udało się po raz drugi stworzyć bardzo solidną komedię.


Suburra (2015)

Po obejrzeniu "Suburry" nabrałem jeszcze większej ochoty na "Soldado", czyli sequel "Sicario". Stefano Sollima pozytywnie mnie zaskoczył. Stworzył mięsistą opowieść o korupcji polityków, potędze gangsterów i wszechobecnych mackach kościoła, która jest zarazem poetycką i niezwykle klimatyczną przypowieścią o ludzkich wadach. Takie połączenie łatwo było sknocić. Wystarczyło minimalnie pomylić się w rozłożeniu akcentów, by zamiast wciągającego obrazu włoskiego świata polityczno-kryminalnego, powstał nabzdyczony, bełkotliwy bohomaz niespełnionego artysty.


Criminal (2016)

"Umysł przestępcy" to w zasadzie przykład podobnego kina do tego, jakim jest "24 godziny po śmierci". Z jedną drobną, lecz znaczącą różnicą. Film Briana Smrza był przede wszystkim niezobowiązująca rozrywką. Tymczasem Ariel Vromen miał większe ambicje. I dlatego z tej dwójki wolę "24 godziny po śmierci".


24 Hours to Live (2017)

That was fun! "24 godziny po śmierci" to typowy akcyjniak. Żadna wymyślna produkcja, która chce przekraczać ograniczenia gatunku lub pisać je na nowo. Reżyser nie uniknął co prawda artystycznych ciągot, ale w większości nie przeszkadzało mi to aż tak bardzo. No, z jednym wyjątkiem – Ethan Hawke.


Redwood (2017)

Zazwyczaj przy tego rodzaju filmach moim pierwszym komentarzem jest: "pomysł dobry, ale wykonanie kiepskie". Tym razem nie mogę jednak tak zacząć. "Redwood" jest złe już na poziomie pomysłu. Twórcy postanowili połączyć dwie rzeczy, których po prostu nie dało się spójnie scalić.


piątek, 8 grudnia 2017

I Am Not Your Negro (2016)

James Baldwin to ciekawa postać. Jego poglądy – to, że z jednej strony wychodzi z założenia, że jest jeden naród amerykański, a z drugiej strony mocno podkreśla istniejące, niemożliwe do zniwelowania różnice poznawcze między białą i czarną częścią społeczności – przemawiają do mnie i jestem w stanie się z nimi (a w każdym razie z większością) zgodzić. Choć rzecz jasna – nie będąc ani Amerykaninem ani tym bardziej osobą czarnoskórą – odbieram jego poglądy w innym duchu, niż Baldwin je wypowiadał. Dla mnie mają one bardziej uniwersalny charakter, opisując mechanizmy, które istnieją nie tylko na styku białych i czarnych Amerykanów.


poniedziałek, 4 grudnia 2017

The Nile Hilton Incident (2017)

Wpływowi biznesmeni wplątani w skandal obyczajowy. Korupcyjne powiązania ze światem polityki. Morderstwo. Umoczeni stróże prawa. Niepokoje społeczne. Faras Faras w obsadzie. Jest to w zasadzie gotowy przepis na kolejny skandynawski mroczny kryminał. I w zasadzie "Morderstwo w hotelu Hilton" nim jest. Tyle tylko, że nakręcono go po arabsku, a za miejsce akcji obrano Kair.


Voyeur (2017)

Lubię dokumenty, które opowiadając jedną historię, w rzeczywistości opowiadają o czymś zupełnie innym. I dlatego spodobał mi się "Voyeur".


The Meddler (2015)

Uważajcie na ludzi przynoszących dary! Ich bezinteresowna pomoc ma swoją cenę. Jest nią cierpienie tych, którzy was obdarowują. Co gorsza, nie możecie nic z tym zrobić. Bo choć wydaje się to bezsensowne, a czasem nawet destrukcyjne, nie jest to zaburzenie, które powinien leczyć psychiatra, lecz proces leczenia ran, który musi po prostu toczyć się swoim torem i tempem.


Actos impuros (1993)

Ten film pokazuje, jak wielkie spustoszenie w psychice człowieka czyni katolicyzm z jego obsesją na punkcie grzechu i poczucia winy. O ileż szczęśliwsze byłoby życie bohaterów "Actos impuros", gdyby tylko nie musieli zmagać się ze świadomością tego, co "złego" dokonali.



Muchachos en la azotea (2016)

Opowieść o trudnej sztuce urzeczywistniania seksualnych fantazji.

Sergio ma urodziny. Octavio zgodził się, by w ramach świętowania spełniona została jego fantazja. Składają się na nią skóry, latex, obroże, pejcze i inne atrybuty bondage. Ale między fantazją a rzeczywistością jest spora różnica. I to, co w wyobraźni wydaje się ekscytujące, w rzeczywistości robi zupełnie inne wrażenie. Tym bardziej, jeśli w werbalizacji swoich fantazji nie jest się do końca szczerym...


Jayson Bend: Queen and Country (2013)

Za pomysł twórcy filmu dostają ode mnie dziesiątkę. Jest to parodia wszelkiej maści akcyjniaków z Bondem i Bourne'em na czele. Czarny charakter jest dorosłą wariacją Dundersztyca z "Fineasza i Ferba". Jego pomysł na zdobycie monopolu przypomniał mi odcinek "Finesza i Ferba", w którym Dundersztyc zamierzał sprowadzić zimę, by zbić majątek na sprzedaży ciepłego kakao. Cały film został zaś oparty na grach słownych i seksualnych dwuznacznościach, czyli pomysłach, które w komediach uwielbiam. Większość tego, co twórcy wymyślili, było śmieszne i świetnie się bawiłem słuchając rzucanych przez bohaterów tekstów.


niedziela, 3 grudnia 2017

Mothers and Daughters (2016)

Powinny być przyznawane nagrody dla twórców, którzy do swoich gniotów potrafią przyciągnąć całą masę znanych aktorów. Gdyby takie nagrody istniały, to faworytami do ich zdobycia z całą pewnością byliby reżyserzy filmu "Matka jest tylko jedna".


The Night Before (2015)

Są takie imprezy, na których świetnie się bawisz, jeśli w nich uczestniczysz. Ale jeśli tylko oglądasz z niej nagranie albo słuchasz o niej opowieści, wtedy za nic nie możesz zrozumieć, co w nich było takiego super. Ja mam tak właśnie z filmem "Cicha noc".


Daddy's Home 2 (2017)

Biologia zna wiele przykładów na synchronizację różnych funkcji w organizmach przebywających długo w swoim towarzystwie. Najwyraźniej jednym z nich są procesy myślowe scenarzystów pracujących w Hollywood. Jeśli jedna osoba wpadnie na jakiś pomysł, można być pewnym, że za chwilę tuzin innych również go "odkryje". Efektem tego są powstające pozornie taśmowo filmy, różniące się od siebie jedynie szczegółami. Zaledwie miesiąc temu widziałem "Złe mamuśki 2", a już do kin trafiła męska wersja tej samej historii – "Co wiecie o swoich dziadkach?".


czwartek, 30 listopada 2017

Murder on the Orient Express (2017)

Nie mam nic przeciwko sięganiu przez twórców po znane tematy. Czasami to nawet dobrze. Uważam to bowiem za prawdziwe artystyczne wyzwanie. W takiej sytuacji nie można po prostu opowiedzieć historię, bo ta jest doskonale znana. Zamiast tego trzeba się wykazać, znaleźć jakiś klucz, nadać znanej całość nowy kontekst, pozmieniać akcenty. Takie działanie sprawia, że historia nabiera nowego kształtu, jest żywa, świeża, a czasem zaskakująca.


środa, 29 listopada 2017

Labirynt świadomości (2017)

Co się porobiło z Konradem Niewolskim? Jego dwa wcześniejsze filmy – "Symetria" i "Palimpsest" – nawet mi się podobały. Natomiast "Labirynt świadomości" jest kwintesencją tego wszystkiego, co uważam w kinie polskim za zło wcielone. Przerażająca statyczność narracji, skrajne uproszczenia w prowadzeniu bohaterów przy jednoczesnym gmatwaniu fabuły w celu pozorowania jak najgłębszego przesłania. A przede wszystkim kompletny brak dystansu i wyczucia rozrywki.


The Killing of a Sacred Deer (2017)

SPOILER

W swoim najnowszym filmie Yorgos Lanthimos zabiera nas w podróż w czasie. Cofamy się trzy tysiące lat. Jesteśmy na progu wojny trojańskiej. Agamemnon przypadkowo zabija jelenia, święte zwierzę bogini Artemidy. Ta domaga się ofiary z krwi. Agamemnon ma zabić swoją córkę Ifigenię. Jeśli tego nie zrobi, jego flota nigdy nie dotrze do Troi. Agamemnon staje przed straszliwym wyborem. Nie on pierwszy i nie ostatni w mitycznej Grecji.


poniedziałek, 27 listopada 2017

Three Billboards Outside Ebbing, Missouri (2017)

Muszę przestać narzekać na jakość amerykańskiego kina niezależnego. Jak spoglądam na moje tegoroczne oceny, to wyraźnie widzę, że ma się ono bardzo dobrze. Na początku roku był "Captain Fantastic". Nie tak dawno temu "Patti Cake$". A teraz zobaczyłem "Trzy billboardy za Ebbing, Missouri". Obraz Martina McDonagha jest czystym ekstraktem tego, co w kinie niezależnym najlepsze. Oglądając film odnosiłem wrażenie, że reżyser napisał go specjalnie dla mnie.


niedziela, 26 listopada 2017

Queen of Katwe (2016)

Szachy jako sposób na walkę z ubóstwem? W Polsce to by raczej nie przeszło. Co innego w Ugandzie. "Królowa Katwe" to przecież inspirowana prawdziwymi wydarzeniami historia dzieci ze slumsów, które dzięki szachom mogą realizować marzenia, o których istnieniu nie miały wcześniej pojęcia. A jeśli ktoś nie wierzy, że film opowiada prawdziwą historię, to na koniec zobaczy rzeczywiste osoby, których losy przedstawiono na ekranie. Jest więc to stuprocentowe kino ku pokrzepieniu serc.


Sunset Song (2015)

Terence Davies pokazuje, że można nakręcić film wyłącznie z narracyjnych klisz, a i tak wyjdzie z tego rzecz, którą chce się oglądać. "Pieśń zmierzchu" to przecież bardzo typowa przypowieść o życiu. Są więc brutalność, tragedie, ból, rozstania, rozwiane marzenia, ale też piękno przyrody, cud narodzin, odkrywanie własnej siły i oczywiście miłości. Jakby tego było mało, reżyser perypetie bohaterki wpisał w ramy metafory, zgodnie z którą jej życie jest jedynie odbiciem cyklu natury.


Jättiläinen (2016)

W "Kopalni" Aleksi Salmenperä dokonuje dekonstrukcji państwa fińskiego. Fabuła inspirowana jest prawdziwą historią. Kopalnia Talvivaara istnieje naprawdę i rzeczywiście doszło na jej terenie do licznych nieprawidłowości, których efektem było zanieczyszczenie lokalnych zbiorników wodnych. Reżyser rekonstruuje wydarzenia, by znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego do ekologicznej katastrofy doszło.


Tots els camins de Déu (2014)

Oto film, w którym praktycznie nic się nie dzieje. Dwóch mężczyzn chodzi po lesie. Co w tym może być ciekawego? Okazuje się, że bardzo wiele. Co dla mnie nie jest żadnym zaskoczeniem, w końcu "Gerry" należy do moich ulubionych filmów. Tu też czuć ducha Gusa Van Santa.


czwartek, 23 listopada 2017

Downriver (2015)

Milczenie jest złotem – oto jedno z największych kłamstw, jakie zna świat. Milczenie jest w rzeczywistości najstraszliwszą zarazą, jaką zna świat. To pożywka dla tragedii, z których rodzą się kolejne tragedie. To źródło bólu, który nie ustaje przez cały okres pozostawania w milczeniu i który wybucha ze zdwojoną siłą, kiedy w końcu wyjawia się prawdę. Milczenie sprawia, że ofiary stają się zbrodniarzami, a jednorazowa krzywda zmienia się w chroniczną przemoc. I choć mój komentarz świetnie odnosi się do sytuacji z #metoo, to tak naprawdę jest to lekcja, jakiej dostarcza film Granta Siculina.


środa, 22 listopada 2017

That's What I Am (2011)

"To cały ja" jest standardową opowieścią o dorastaniu. Zawiera wszystkie klisze: szkolni terroryści, podział na kliki, sercowe rozterki, nauczyciel stanowiący inspirację. Do tego dochodzi lekko sarkastyczna narracja z offu, budząca nostalgię za okresem szkolnym połączoną jednak z dystansem do doświadczeń, jakie wtedy były na porządku dziennym. Przypominało mi to "Cudowne lata".


Wonder Wheel (2017)

Swoimi ostatnimi reżyserskimi dokonaniami Woody Allen wyczerpał kredyt zaufania, jaki miał u mnie. Teraz, nawet jeśli zrobić coś porządnego, to i tak podchodzę do tego z podejrzliwością, zastanawiając się, na ile rzecz intencjonalnie tak wygląda, a na ile jest to czysty przypadek. I tak właśnie mam z "Na karuzeli życia". Jest tu bowiem dużo dobra. Ale nie potrafię powiedzieć, czy tak po prostu "wyszło", czy może Allen naprawdę jest na początku kolejnej fali wznoszącej w jego karierze.


poniedziałek, 20 listopada 2017

The Calling (2014)

"Wiara czyni cuda", "Wiara wymaga poświęceń" - Jason Stone, Scott Abramovitch i autor powieściowego pierwowzoru Inger Ash Wolfe w przewrotny sposób potraktowali oba te frazesy. "Wezwanie" traktuje je w sposób jak najbardziej poważny i zarazem dosłowny, a następnie przygląda się, jakie są tego konsekwencje.


niedziela, 19 listopada 2017

Un monstruo de mil cabezas (2015)

O niektórych reżyserach mówi się, że mogliby zekranizować książkę telefoniczną i wyszło by z tego dobre dzieło. Podejrzewam, że określenie to mogłoby spokojnie paść, kiedy mowa o Rodrigo Plá. "Potwór o tysiącu głów" to przecież nic innego, jak rekonstrukcja zeznań z procesu sądowego.


Aquí no ha pasado nada (2016)

Vicente prowadzi beztroskie życie. Czas spędza na zabawie i niezobowiązujących flirtach. Nie wie, czym są odpowiedzialność, konsekwencje – jest pod tym względem istotą niewiarygodnie wręcz naiwną (choć na ile jest to rzeczywiście jego natura, a na ile mechanizm obronny związany z tym, że wolałby mieszkać w Stanach niż w Chile, to już inna kwestia). Ale jego psie oczy, czupryna włosów i miła w swej płytkości osobowość w końcu nie wystarczą, by ochronić go przed mroczną stroną egzystencji. Kiedy po upojnej balandze samochód, w którym był razem z grupą innych równie pijanych osób, śmiertelnie potrąci pieszego, jego czas dziecięcej czystości dobiegnie końca.


The Birth of a Nation (2016)

Zapewne nie taka była intencja reżysera, ale pierwszą myślą, jaka pojawiła mi się w głowie po obejrzeniu "Narodzin narodu", było to, że klasa dominująca nie powinna dobrze traktować tych, którzy im podlegają. W ten sposób robią krzywdę im, a w konsekwencji i sobie.


sobota, 18 listopada 2017

La Sangre del Gallo (2015)

Dramat egzystencjalny, thriller psychologiczny i odrobina kina akcji. Oto podstawowe składniki "La sangre del gallo". Danie jednak zostało przygotowane w stylu artystycznego eksperymentu, w którym forma, w szczególności jej wizualny aspekt, jest najważniejsza. W ten sposób reżyser próbuje przenieść widzów do wnętrza głowy Damiana – mężczyzny o mocno poharatanej psychice. W krótkim czasie dowiedział się, kim jest, przeżył wypadek samochodowy, w którym zginęli jego bliscy, został pobity i uwięziony przez gangstera. Jego doświadczenia mieszają się, rozmazują i rwą. Musi walczyć o to, żeby zachować jasność umysłu.


Auf Einmal (2016)

Karsten, główny bohater "Znienacka", to ktoś, kogo można byłoby nazwać "funkcjonującym psychopatą". W typowych warunkach zachowuje się na tyle normalnie, że nie wyróżnia się z tłumu. Potrzeba skrajnej sytuacji, by jego mechanizmy zapewniające harmonijną koegzystencję zaczęły się zawieszać. Na jego nieszczęście tak się właśnie stało.


piątek, 17 listopada 2017

Misconduct (2016)

"Pozory prawdy" to nic więcej, jak matematyczne zadanie z moralności. Czy zły człowiek w świecie ludzi jeszcze gorszych jest naprawdę zły? A co, jeśli dodamy jeszcze jedną zmienną: jest młody i przystojny (młoda i i atrakcyjna)? Chyba nie muszę dodawać, że rozwiązanie tego równania jest oczywiste i nie potrzeba do tego oglądać filmu?


Justice League (2017)

SPOILERY

Joss Whedon chyba nie miał zbyt wielkiego wpływu na ostateczny kształt "Ligi Sprawiedliwości". Ewentualnie wciąż nie zresetował się po "Czasie Ultrona". Najnowsze dziecko DCEU nie jest dla mnie filmem. To zlepek przypadkowych scen, które często osobno robią lepsze wrażenie niż w grupie.


środa, 15 listopada 2017

The Case for Christ (2017)

Oglądając "Sprawę Chrystusa" można pomyśleć, że amerykańscy chrześcijanie przeżywali straszliwe chwile na początku lat 80. Wszędzie szerzył się ateizm. Na wierzących patrzono jak na wariatów. Wspominanie o religii w miejscu pracy narażało na kąśliwe uwagi. Ale dzielni chrześcijanie nie poddawali się. Przepełnieni miłością, z otwartymi ramionami witali każdego, dając im szansę na harmonię, sukces i szczęście w życiu prywatnym oraz zawodowym. Piękna bajka, ale ja jej nie kupuję.


niedziela, 12 listopada 2017

A Bad Moms Christmas (2017)

Tyle dobra, a jednak "Złe mamuśki 2" to film dużo słabszy od oryginału. Nie udała się magiczna sztuczka, która sprawia, że całość jest czymś więcej niż sumą poszczególnych elementów. Tu jest właśnie odwrotnie. Poszczególne sceny robią lepsze wrażenie od całego filmu.


Glass Chin (2014)

Ambicje nie idą w parze z idealizmem. Jeśli więc nie jesteś zadowolony ze swojego miejsca w świecie, jeśli chcesz od życia czegoś więcej, to musisz zapomnieć o honorze i szlachetności. Takiej lekcji udziela nam reżyser Noah Buschel opowiadając historię byłego boksera Buda "Świętego" Gordona.


sobota, 11 listopada 2017

Slumber (2017)

Ze "Slumberem" jest jak z przypadkowym kucharzem, który chce zrobić pyszne danie. Sięga więc po sprawdzony przepis, kupuje najlepsze składniki i bierze się do roboty. Niby wszystko robi jak należy, kiedy jednak podaje danie, okazuje się, że nie przypomina tego z obrazka w książce kucharskiej. Tu nie domieszał. Tam przesadził z przyprawami. W efekcie powstało danie, które miejscami jest w sam raz, ale w innych jest niestrawne.


środa, 8 listopada 2017

HHhH (2017)

Zaczęło się obiecująco. Zamiast operacji Anthropoid (która w końcu dopiero co została pokazana w filmie "Anthropiod"), twórcy skupili się na postaci Reinharda Heydricha. Zamiast standardowego biograficznego chwytu z wyliczaniem kluczowych punktów z jego życia, twórcy postawili na wrażenia, portret impresjonistyczny. Podobała mi się praca kamery, montaż, muzyka. Może nawet bardziej, niż na to zasługiwały, ale po prostu nie tego się spodziewałem.


wtorek, 7 listopada 2017

mother! (2017)

SPOILERY

Mówi się, że stare domy mają duszę. W "mother!" owa dusza nie tylko istnieje, ale jest bytem autonomicznym. Nie rozumie swojej istoty. Nie zauważa swoich ograniczeń. Ale jest sobą, jednostką indywidualną i niezależną. Jest matką wszystkiego. Jest gwarantem wiecznego istnienia domu. Ciągle go buduje i remontuje, pozostając jednak pierwiastkiem biernym. Jest w końcu jedynie duszą domu, nie ma więc nad nim jakiejkolwiek kontroli. Stąd też może jedynie biernie patrzeć, jak próg przekraczają kolejne osoby, panoszą się w kuchni, sypialni. Jest przyczyną istnienia, ale nie jego sprawcą. Jest obserwatorem pozbawionym kontroli nad własnym światem. Przypomina w tym ducha z "A Ghost Story".


sobota, 4 listopada 2017

Geostorm (2017)

Jestem zawiedziony. Szedłem na "Geostorm" psychicznie przygotowany na to, że zobaczę jeden z najgorszych filmów tego roku. Tymczasem obraz Deana Devlina nie zmieści się na mojej liście 50. największych gniotów 2017 roku.


piątek, 3 listopada 2017

Happy Death Day (2017)

Choć "Śmierć nadejdzie dziś" zbudowane zostało na bazie dwóch wielokrotnie w kinie wykorzystywanych pomysłów, to wygląda świeżo i oryginalnie. Obraz Christophera Landona bardzo przypomina mi pod tym względem pierwszy "Krzyk". Reżyser doskonale połączył slasher z czystą rozrywką.


Jigsaw (2017)

Myślałem, że po siedmiu latach przerwy znajdą się w końcu twórcy, którzy będą w stanie przywrócić serii "Piła" stracony blask. Niestety bracia Spierig oraz scenarzyści nie wynieśli żadnych lekcji z katastrof, jakimi były ostatnie "Piły", i wzorowali się właśnie na nich. Co wścieka mnie tym bardziej, że w filmie jest wiele elementów, które mogły z "Piły: Dziedzictwa" uczyć najlepszą część od czasu "Piły III".


I Saw the Light (2015)

Po obejrzeniu "I Saw the Light" jedyny wniosek, jaki mi się nasuwał to ten, że Hank Williams nie istniał, że jest to wymysł twórców filmu. Do tego twórców niezwykle leniwych.


The Trust (2016)

Biedny Elijah Wood. Kiedyś gwiazda "Władcy Pierścieni", teraz gra u boku Nicolasa Cage'a. I choć większość filmów z tym ostatnim to śmieci, to nawet wśród nich "Skarbiec" zajmuje dość niską pozycję.


Pride and Prejudice and Zombies (2016)

Biorąc pod uwagę karkołomność pomysłu, jestem zaskoczony tym, że całość wygląda aż tak dobrze. Spodziewałem się bowiem prawdziwego gniotu. Tymczasem jest to jedynie film nijaki, który obejrzałem bez większego bólu.


Whiskey Tango Foxtrot (2016)

Ficarra i Requa mieli niezły pomysł, choć nie aż tak oryginalny, jak zapewne chcieli. "Whiskey Tango Foxtrot" opowiada o poważnych tematach z komediowym zacięciem. Nie po to, by ochronić widzów przed negatywnymi emocjami, ale dlatego, by w bardziej sugestywny sposób zaprezentować absurd zawodu korespondenta wojennego. Komedia jak żaden inny gatunek filmowy radzi sobie z godzeniem paradoksów, a od tych na pierwszej linii frontu aż się roi.


poniedziałek, 30 października 2017

Thor: Ragnarok (2017)

Zemsta jest słodka. A dobrze zrobiona, jest też dochodowa. Taika Waititi stał się narzędziem zemsty całego pokolenia nerdów, którzy przez lata cierpieli będąc wyśmiewanymi i pogardzanymi. "Thor: Ragnarok" to zemsta idealna: najbardziej geekowski film od dawien dawna, który jednak oglądają masy i są tym zachwycone. Kicz, efekty specjalne nie najwyższych lotów, kolorowy zawrót głowy, karykaturalni bohaterowie - wszystko to są atrybuty kina, które jeszcze dekadę temu nie mogłoby powstać w Marvelu. Wtedy studio robiło wszystko, by odciąć się od podobnych skojarzeń (i swojej własnej, tragicznej historii z komiksowymi ekranizacjami jak na przykład "Kapitan Ameryka z 1990 roku). Dziś jest to ratunek dla Marvela, który uparcie stosuje tę samą recepturę na film.


Golden Years (2016)

Filmy takie jak "Złota jesień" sprawiają, że zadaję sobie pytanie: Na co komu państwo? Sytuacja w jakiej znaleźli się bohaterowie jasno pokazuje, że jedynym racjonalnym zbiorowiskiem ludzi jest lokalna wspólnota. To ona jest w stanie zadbać o potrzeby swoich członków. Nie abstrakcyjne, wynikające ze statystycznego rozkładu, lecz prawdziwe, zindywidualizowane. Państwo, które miało dbać o obywateli (jeśli ci będą tylko przestrzegać praw i obowiązków), okazuje się nieudolne. Co gorsza ceduje większość swoich obowiązków na prywatne firmy, które jednak przede wszystkim dbają o własne dobro, a ludzi traktują jako zło konieczne.


Miekkailija (2015)

Coś mi się wydaje, że twórcy "Szermierza" z prawdziwej historii Endela Nelisa wzięli tylko to, że ktoś taki żył, był szermierzem i założył klup sportowy na prowincji, który stał się miejscem narodzin niejednej kariery. Obraz Klausa Härö cechuje mocno uproszczona wizja świata, nie mówiąc już o samej historii. Jest naiwnie i ckliwie. Ogląda się to jak bajkę, a nie opowieść o prawdziwym życiu.


niedziela, 29 października 2017

Nessuno si salva da solo (2015)

Miłość i życie nie idą ze sobą w parze. To paradoks, bo przecież miłość jest podstawą do trwania życia, przynajmniej ludzkiego (a w każdym razie taki jest cywilizacyjny paradygmat). Miłość sprawia, że dwoje ludzi decyduje się być razem, zakłada rodzinę, planuje przyszłość. Ale potem ich osobowości – przyzwyczajenia, kompleksy – dają o sobie znać. Jest też banalność codzienności, pełna męczących obowiązków, pozbawiona ekscytacji nowością i odkrywania wspólnie świata. Miłość trwa dalej. Okazuje się jednak, że do życia we dwoje to za mało...


Кроткая (2017)

Łoźnica należy do tych twórców, których lubią festiwalowi selekcjonerzy. Nigdy za bardzo tego nie rozumiałem, ponieważ wszystko, co dotąd jego obejrzałem, nie robiło na mnie większego wrażenia. Mimo to postanowiłem dać mu jeszcze jedną szansę i poszedłem do kina na "Łagodną". I wydaje mi się, że jest to już ostatni film Łoźnicy, który z własnej woli obejrzę.


A Ghost Story (2017)

Pomimo tego, że o filmie słyszałem praktycznie same dobre rzeczy, byłem pozytywnie zaskoczony "A Ghost Story". Nie spodziewałem się, że tytuł będzie aż tak dosłowny. Choć raz miło było poczuć, jak oczekiwania nie spełniają się, ale zamiast nich dostałem coś równie wartościowego i ciekawego.


The Snowman (2017)

Nie czytałem nic, co napisał Jo Nesbø, co chyba w przypadku "Pierwszego śniegu" było zaletą. Nie miałem bowiem jakichkolwiek oczekiwań i wyobrażeń. Jak dla mnie twórcy mogli kompletnie odejść od literackiego pierwowzoru i nic by mnie to nie obeszło. Nie mogę więc ocenić "Pierwszego śniegu" jako ekranizacji, ale mogę dokonać oceny jego realizacji. I jest ona miażdżąca.


czwartek, 26 października 2017

The Mountain Between Us (2017)

Uwielbiam schemat filmowy, w którym jest tylko dwójka bohaterów i okoliczności, przez które są na siebie skazani. Obce sobie osoby chcąc nie chcąc poznają się bliżej, co nieuchronnie prowadzi do narodzin uczucia. Ale jest ono kruche i łatwo ulega zniszczeniu. Zazwyczaj im prostsza jest historia powstała na tym schemacie, tym bardziej mi się film podoba. Stąd "W łóżku" (gdzie bohaterowie siedzą po prostu w pokoju hotelowym) przypadło mi do gustu bardziej niż "Paryż 05:59" (gdzie chodzą po Paryżu, jest też dodany wątek potencjalnego zarażenia się HIV).


środa, 25 października 2017

Photon (2017)

Oglądając "Photon" doszedłem do wniosku, że trzeba spełniać dwa warunki, by w pełni cieszyć się dziełem Normana Leto.


wtorek, 24 października 2017

Una Mujer Fantástica (2017)

Po obejrzeniu "Fantastycznej kobiety" czuję lekki niedosyt. Po filmie obsypanym nagrodami w Berlinie spodziewałem się czegoś więcej. Tymczasem dostałem dość banalną opowieść o żałobie kochanki konfrontowanej z rodziną zmarłego, która (w większości) chce zapomnieć, że bohaterka w ogóle istnieje. Mamy więc całe spektrum dość typowych dla tego typu fabuły scen, które reżyser prezentuje sprawnie i od strony technicznej bez zarzutu, ale jednocześnie niczym specjalnym nie porywa.


Shot Caller (2017)

Umysły ścisłe mają większe szanse na przetrwanie wśród przestępców i zwyrodnialców. Są uwarunkowani, by na wszystko patrzeć poprzez proste matematyczne równanie zysków i strat. Wystarczy, że rzucą okiem na bilans, by wiedzieć, jaki kierunek działań podjąć. Nie ma u nich miejsca na wielkie dramaty egzystencjalne. Jeśli nawet pojawiają się sytuacje, które wytrącają ich z równowagi, wystarczy że przypomną sobie, jak wygląda bilans i które aktywa należy ratować, by makiaweliczna zasada "cel uświęca środki" przysłoniła całą resztę.


poniedziałek, 23 października 2017

Loving Vincent (2017)

Nie potrafię sobie nawet wyobrazić ogromu pracy, jaki został włożony w przygotowanie tego filmu. Malowana animacja? I to jeszcze w stylu przywodzącym na myśl twórczość Van Gogha? Toż to jest czyste szaleństwo. Ale wyszło dzieło wizualnie wyjątkowe. Od strony estetycznej jest obłędne. Podobały mi się zarówno te malarskie sekwencje, jak i te bliższe fotografii. Przypadło mi do gustu to, w jaki sposób odtworzono wygląd aktorów, którzy w oryginalnej wersji podkładali głos postaciom. Do tego dochodzi bardzo ładna muzyka, która podkręca emocje.


niedziela, 22 października 2017

How to Talk to Girls at Parties (2017)

Ostatnio mieszkańcy Wysp Brytyjskich pokazali, że potrafią nakręcić bardziej amerykańskie filmy od twórców urodzonych w USA. John Cameron Mitchell postanowił więc odpłacić się Brytyjczykom tym samy i nakręcić na wskroś brytyjską komedię. Teksańczykowi sztuka ta się udała. "Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach" to ekstrakt z angielskiego poczucia humoru. W filmie króluje absurd, dziwaczne pomysły, jeszcze dziwaczniejsi bohaterowie i, wydawałoby się niemożliwa do podrobienia, mieszanka sarkazmu, ciepła i życiowej mądrości. Oglądając film miałem wrażenie, że za jego realizację odpowiadali twórcy "Absolutnie fantastyczne" czy "Czerwonego Karła". Dostałem dokładnie ten sam typ poczucia humoru.


La mentirita blanca (2017)

Oto film, który pokazuje, że bez idealistów korupcja nie miałaby racji bytu. Idealiści bowiem nadają wiarygodności kłamstwom, które stanowią narzędzie manipulacji masami dla własnych korzyści. Idealiści często są wybiórczo ślepi, ponieważ próbując zrealizować swoje marzenia, nie potrafią rozpoznać, kiedy stają się narzędziami w cudzych rękach. A przede wszystkim budzą zaufanie innych ludzi, nawet jeśli często towarzyszy im brak szacunku. Najgorsze jest jednak to, że kiedy sami zaczynają parać się kłamstwem, to bardzo długo znajdują dla siebie usprawiedliwienia, które wspierają ich dobre intencje.


Freiheit (2017)

Zastanawiam się, czy za wybór "Wolności" do programu Warszawskiego Festiwalu Filmowego odpowiada ta sama osoba, która wybrała "Medeę" i "Hannah". Choć bowiem wszystkie trzy filmy mocno się od siebie różnią, to na swoim podstawowym poziomie są identyczne. Wszystkie opowiadają o kobietach egzystujących w niby-życiu. Ignorując podstawowe fakty, dokonując swoistej fugi dysocjacyjnej. W "Medei" mieliśmy dziewczynę, która ukrywa ciążę. W "Hannah" kobietę, która ignoruje prawdę o mężu-pedofilu. W "Wolności" mamy kobietę, która ukrawa się przed światem.


Elysium Hernalsiense (2017)

Milczenie jest złotem – teoretycznie w kinie zdanie to nie powinno mieć racji bytu. W końcu film to w dużej mierze sztuka mówienia. Jednak od każdej zasady są wyjątki. Jednym z nich jest "Elizjum Hernalsiense".


piątek, 20 października 2017

(2017) מסתור

Podoba mi się to, że Eran Riklis spróbował z innej strony podejść do kina szpiegowskiego. Niestety historia agentki Mosadu chroniącej pochodzącą z Libanu kobietę, która zdradziła Izraelowi plany Hezbollahu, nie dorasta do ambitnych planów reżysera.



A Viszkis (2017)

14 lat przyszło mi czekać na węgierski film Nimróda Antala. Powrót do ojczyzny niestety nie do końca się reżyserowi udał. "Bandyta, który pachniał whiskey" to dobra rozrywka, której jednak czegoś brakuje, żeby naprawdę przypadł mi do gustu. Do "Kontrolerów" się nie umywa.


Ojalá vivas tiempos interesantes (2017)

Reżyser Santiago Van Dam chciał dobrze. "Obyś żył w ciekawych czasach" w zamierzeniu ma być makabryczną czarną komedią. Jej bohaterem jest pisarz, który nie potrafi skończyć powieści. Żeby żyć dorabia sobie hodując (i sprzedając) narkotyki. Nie zarzucił jednak marzenia o spełnieniu się jako poważny pisarz. Obsesja na punkcie powieści sprawi, że zaczną się wokół niego dziać dziwne rzeczy, które sam wywołał swoimi nieprzemyślanymi decyzjami.


Hannah (2017)

Rzecz zrobiona w opozycji do praw, jakimi normalnie rządzą się filmy. Widzimy główną bohaterkę, jej zachowania i reakcje. Jednak nie mamy wglądu w to, co się za nimi kryje. Z porozrzucanych okruchów możemy poskładać obraz straszliwej tragedii. Jej mąż trafił do więzienia. Prawdopodobnie molestował dzieci. Kobieta nie odcięła się od niego. Nie wiemy dlaczego. Nie poznamy jej motywów, racjonalizacji. Nie znamy jej historii. Kto wie, być może ona sama ma sporo z pedofila. Jej relacje z pewnym ślepym chłopcem są mocno dwuznaczne.


czwartek, 19 października 2017

Nico, 1988 (2017)

Trudna jest egzystencja żywej legendy. Świat nie jest zainteresowany jej aktualnymi dokonaniami, lecz wydarzeniami, dzięki którym stała się nieśmiertelna. Im dłużej upiera się przy życiu, tym większym rozczarowaniem jest dla fanów i tym potężniejsze jest jej rozgoryczenie. To wtedy skłonności autodestrukcyjne się nasilają albo przeciwnie, pojawia się chęć porzucenia wszystkiego i rozpoczęcia zupełnie nowego życia.


Vind die domme trut en gooi haar in de rivier (2017)

Pamiętam czasy, kiedy podstawową zasadą Internetu była anonimowość. Oczywiście zrodziła ona plagę spamu (RIP Usenet), trolli i ludzi odważnych w gębie, bo czujących się bezpiecznie jako osoby bez imienia. Wtedy też twierdzono, że jeśli anonimowość zniknie, negatywne zachowania zostaną utemperowane. Całkiem rozsądne założenie. Okazało się jednak kompletnie błędne. Jak bowiem każdy użytkownik Internetu może zaświadczyć, fala hate'u, jaka wylewa się ze wszystkich portali społecznościowych i tematów na Reddicie, jest większa niż kiedykolwiek wcześniej. Ludzie nie tylko nie wstydzą się swojej ignorancji, ale uczynili z niej świętość, z którą dumnie się obnoszą. Radykalizacja poglądów jest codziennością, bo tylko wtedy można zaistnieć wśród milionów podobnych komentarzy. Żyjemy w czasach, kiedy nienawiść stała się cnotą. Choć, nie. Trudno mówić o cnocie tam, gdzie mamy do czynienia z zachowaniem bezrefleksyjnym, przejawem mentalności stada, gdzie wystarczy, że jedna osoba da krok, a reszta podąży za nią w ślepym pędzie potrzeby zaistnienia. I głównie o tym jest "Znajdźcie tę głupią sukę i wrzućcie ją do rzeki".


(2017) הבן דוד

Kontekst jest wszystkim. To on wyznacza interpretację zdarzeń, sprawia, że pozornie niepowiązane ze sobą wydarzenia nabierają logicznej ciągłości i prowadzą do wyssanych z palca wniosków, które jednak wydają się jak najbardziej uzasadnione. A jeśli owym kontekstem jest wielopokoleniowy konflikt, to poznanie prawdy staje się praktycznie niemożliwe.


środa, 18 października 2017

Rudar (2017)

Jestem przekonany, że w Słowenii ten film jest odbierany zupełnie inaczej. Głównie przez sam fakt, że sprawa jest (chyba) tam powszechnie znana i wywołuje sprzeczne emocje. Reżyserka mogła więc sobie darować sceny, które z perspektywy lokalnego odbiorcy zapewne uznane zostałyby za łopatologiczne. Jednak z mojego punktu widzenia "Górnik" jest filmem niedokończonym.


Medea (2016)

SPOILER

"Medea" to tytuł trochę mylący. Sugeruje, że za postępowaniem bohaterki kryje się jakiś straszliwy dramat, cierpienie wywołane przez mężczyznę, które wymaga ekstremalnej zemsty, kary w postaci ofiary z niewinnych. Jednak z tego, co zostało pokazane w filmie, nic takiego nie wynika. Bohaterka po prostu zaszła w ciążę i fakt ten ukrywa, próbując żyć, jakby nic się nie zmieniło. Jeśli jest w jej zachowaniu jakaś niepoczytalność, to nie ma ona w sobie nic z ekspresyjnych reakcji typowych dla antycznych tragedii. Bohaterka jawi się jako kobieta opanowana, nieco wycofaną, ponieważ świadomość ciągłej konieczności ukrywania ciąży wisi nad nią niczym miecz Damoklesa.


La vie de château (2017)

"Chateau" to jedna z pogodniejszych opowieści o zabijaniu marzeń. Bo choć całość jest lekka, a finał sprawia wrażenie happy-endu, to przy bliższym przyjrzeniu się łatwo da się zauważyć wiszący nad wszystkim fatalizm. Na bohaterów filmu nie czeka lepszy los. Jeśli jesteś w czymś dobry, to masz się tego trzymać, a nie marzyć o innej przyszłości. Po prostu pogódź się z tym, jakie jest twoje miejsce we wszechświecie. Marzenia umrą, ale wygodne życie i spełnianie się w tym, co najlepiej ci wychodzi masz gwarantowane.


wtorek, 17 października 2017

LOMO: The Language of Many Others (2017)

Jedna z największych męczarni kinowych tego roku. Nieznośnie pretensjonalny, straszliwie przekombinowany, prezentujący dziwaczną wizję Internetu i tego, jak wpływa on na przeżywanie przez nastolatków typowych buntów i rozterek emocjonalnych.


(2017) عشق الرّجال

"Mężczyźni Amel" do film przeznaczony przede wszystkim dla wzrokowców. A już szczególnie dla tych wszystkich, którzy lubią podziwiać piękno męskiego ciała.


Aniversarea (2017)

Oglądając "Urodziny" miałem nieustające poczucie deja vu. Film Dana Chişu do złudzenia przypomina "Sieranevadę", "Nieprawych" i jeszcze parę innych rumuńskich filmów z ostatnich lat. Znów mamy rodzinne zebranie (tym razem są to 94. urodziny głowy rodu), znów zaczyna się od sceny w samochodzie, są też sekwencje w domu, w których kamera podąża za bohaterami z pokoju do pokoju, znów są odkrywane tajemnice z komunistycznej przeszłości bohaterów i znów nakładają się na to pozornie drobniejsze, a jednak równie ciężkie problemy w relacjach pomiędzy poszczególnymi członkami rodziny.


poniedziałek, 16 października 2017

Etiqueta no rigurosa (2017)

Wielokrotnie chwaliłem różnych twórców za to, że w swoich filmach stawiali na historię, która jest tak niezwykła i wciągająca, że broni się sama i nie potrzebuje dodatkowych atrakcji. Nie oznacza to jednak wcale, że jest to zasada stała i niezmienna, czego dowodem jest właśnie "Strój dowolny".


Newness (2017)

Jeśli wierzyć psychologom społecznym, rodzące się właśnie pokolenia będą w związkach hołdować zasadzie płynności. Drake'a Doremusa najwyraźniej ta idea fascynuje, ale i przeraża. Dlatego też w "Nowości" postanowił stanąć w obronie tradycyjnych wartości. Jego film to wielka pochwała koncepcji wierności, idei, że każdemu człowiekowi przypisana jest tylko jedna, komplementarna osoba, a zatem obowiązkiem ludzi jest odnaleźć się, a kiedy to nastąpi – walczyć o związek.


niedziela, 15 października 2017

Júlia ist (2017)

Jeśli jesteś młodą osobą, to związek na odległość nie ma szans przetrwać. Oto morał, jaki wyniosłem z filmu "Julia jest".


Charmøren (201&)

SPOILER

Esmail, bohater "Uwodziciela", mógłby spokojnie liczyć na nagrodę w kategorii najbardziej kretyńska postać filmowa roku. Trudno jest mi sympatyzować z nim, skoro cała jego koncepcja na zdobycie obywatelstwa duńskiego pozbawiona jest sensu.



Darling (2017)

Podczas oglądania "Darling" cały czas w głowie kołatała mi się jedna myśl: jakie szczęście, że bohaterka nie jest matką. Jej dziecko miałoby bowiem przechlapane.


En attendant les hirondelles (2017)

Trzy przypowieści o zaniechaniu i skutkach, jakie to ze sobą niesie. Pierwsza historia to opowieść o mężczyźnie, który nie udzielił pomocy pobitej osobie, który był zbyt pobłażliwy dla syna, który za mało zrobił, by umożliwić nowej żonie odnalezienie się w algierskiej rzeczywistości. Druga to historia chłopaka i dziewczyny, którzy kiedyś się kochali, których łączy wciąż jakieś uczucie, ale którzy nie byli w stanie być razem. Trzecia to historia lekarza, który będąc więźniem grupy terrorystycznej był świadkiem tego, jak jedną z kobieta zabrano, by ją zgwałcić i który niemo się temu przyglądał.


Si tu voyais son coeur (2017)

Kino z wielkimi artystycznymi ambicjami. To nie jest po prostu historia Cygana, który nie potrafi poradzić sobie z poczuciem winy po śmierci najbliższego przyjaciela, bliskiego mu jak brat. "Gdybyś mu zajrzał w serce" to przepełniona poezją i introspekcją próba pokazaniu duszy bohatera. Niestety nie jest to próba udana.


En frygtelig kvinde (2017)

W opisie tego filmu jako gatunek powinien widnieć "horror". "Straszna kobieta" to bowiem realizacja koszmarów każdego zatwardziałego kawalera. To opowieść o tym, jak pojawienie się miłości oznacza koniec "ja" mężczyzny. Kobieta jawi się tu jako nowotwór zagnieżdżający się w życiu bohatera, a jej intencje i zachowanie są początkowo nie do wykrycia. Wszystko wydaje się układać doskonale i dopiero po czasie okazuje się, że mężczyzna został przekreślony: jego nawyki zostają zmienione, jego przestrzeń osobista się kurczy, jego możliwość samostanowienia pryska jak bańka mydlana. A najgorsze jest to, że nie ma przed tym ratunku. Bo jego kumple również "wpadli". I jeśli nawet jakimś cudem uda się mężczyźnie odzyskać wolność, to szybko odkryje, że jest osamotniony. Kiedy on może się bawić, jego kumple muszą zajmować się dziećmi albo wracać do domu, bo żonka puściła zapowiadającego burzę SMS-a. Cóż więc można zrobić?


La Cordillera (2017)

Dla prezesa pewnej polskiej partii to dobrze, że historia ze "Spotkania na szczycie" jest tylko fikcją, bo inaczej powinien się zacząć bać. Kiedy poznajemy Hernána Blanco, prezydenta Argentyny, wydaje się być sympatycznym mężczyzną, politykiem na tyle zręcznym, by wygrać wybory, ale pozbawionym kręgosłupa i charyzmy, by przekuć zwycięstwo we władzę z prawdziwego zdarzenia. Na arenie międzynarodowej jest nikim więcej jak wiernym przydupasem prezydenta Brazylii. W polityce wewnętrznej zdaje się istnieć w cieniu kilku szarych eminencji.


sobota, 14 października 2017

Fortunata (2017)

"Fortunata" to chyba najsłabszy film w reżyserskim dorobku Sergio Castellitto. Choć nie jest to tak naprawdę zły film. Od strony realizacyjnej w zasadzie nie ma się do czego przyczepić. Problem polega na tym, że jest najzwyczajniej w świecie nijaki.


アウトレイジ 最終章 (2017)

Szkoda, że Beat Takeshi jest aż tak konsekwentny w stylistyce filmów z cyklu "Wściekłość". Ponieważ właśnie ona przeszkadza mi w cieszeniu się fabułą. Jak poprzedni film, tak i ten sprawia wrażenie produkcji na wpół amatorskiej, z przerysowaną grą aktorską i dominacją statycznych ujęć. Można odnieść wrażenie, że bycie yakuzą polega głównie na siedzeniu. Bo też ponad połowa scen prezentowała bohaterów siedzących w gabinetach, siedzących w restauracjach, siedzących w samochodach, siedzących w winiarniach, siedzących w pokojach hotelowych, siedzących na nadbrzeżu, siedzących w komisariacie. A kiedy jakimś cudem nie siedzą, to zazwyczaj stoją nieruchomo lub kłaniają się.


Chez nous (2017)

Co za dużo, to i świnia nie chce. Tak mogę skwitować "To jest nasz kraj". Lucas Belvaux chce jednocześnie opowiedzieć o skrajnej prawicy i jej przebranżowieniu się w pozornie normalny ruch polityczny, o mechanizmach, które w rzekomo otwartym na wszystkich kraju, jakim jest Francja, prowadzą do radykalizacji nastrojów społecznych, a wreszcie o miłości a la Romeo i Julia (czy może raczej Tristan i Izolda), na przeszkodzie której to stają poglądy polityczne zakochanych.


Patti Cake$ (2017)

Kiedy już totalnie zwątpiłem w amerykańskie kino niezależne, oto pojawia się Geremy Jasper z pełnometrażowym debiutem "Patti Cake$" i przypomina mi, dlaczego uwielbiam produkcje spod znaku indie. Co ważne, zazwyczaj narzekam na to, że amerykańskie kino niezależne jest skostniałe, że wciąż korzysta z tej samej, mocno zużytej formuły. Tymczasem Jasper sięgnął właśnie po tę formułę i to bez próby jej przełamania czy dokonania w niej rewolucyjnej zmiany. Po prostu udowadnia, że to nie ona jest problemem kina niezależnego. Jeśli ktoś ma pomysł na bohaterów i fabułę, wtedy nawet najbardziej wtórna i przewidywalna konstrukcja narracyjna daje radę.


środa, 11 października 2017

The Crucifixion (2017)

Wyobraźcie sobie, że wchodzicie do cukierni. Na półce widzicie wielką, dobrze wypieczoną jagodziankę. Wygląda dokładnie tak, jak należało się tego spodziewać. Kupujecie więc jedną i zabieracie się do konsumpcji. Pierwszy gryz – sama bułka. Nie zrażeni bierzecie gryz drugi, potem trzeci, ale wciąż dostajecie tylko ciasto. Wreszcie, tuż przy samym koniuszku, jest niewielka kropla dżemu jagodowego. Nawet nie jagód! Bylibyście rozczarowani taką jagodzianką, prawda? I właśnie z taką sytuacją miałem do czynienia przy "Krucyfiksie".


Flatliners (2017)

Biedny Duńczyk. Pewnie liczył, że - jak wielu jego kolegów - zdoła zrobić karierę w Hollywood. Jednak jego amerykańskie filmy kinowe są albo słabe albo złe (lepiej radzi sobie w telewizji). "Linia życia" należy do tej drugiej kategorii.


poniedziałek, 9 października 2017

Blade Runner 2049 (2049)

"Blade Runner 2049" to kolejny dowód na to, że najbardziej dickowe są te filmy, które nie są ekranizacjami jego prozy, a jedynie wzorują się na twórczości pisarza. Denis Villeneuve udowodnił, że doskonale czuje Dicka i zna jego opowiadania i powieści na wylot. "Blade Runner 2049" jest bowiem nie tyle kontynuacją filmu Ridleya Scotta (choć na poziomie fabuły oczywiście mocno jest z oryginałem związany), ile raczej antologią obsesji literackich (i nie tylko) Dicka. Pożycza garściami zarówno z tekstów, które są chyba doskonale znane, jak i opowiadań czytanych jedynie przez najtwardszych fanów.


niedziela, 8 października 2017

No Stranger Than Love (2015)

Rzadko zdarza mi się kibicować jakiemuś filmowi z całych sił. Jednak w przypadku "Nic osobliwszego nad miłość" naprawdę zmuszałem się, jak tylko się dało, by polubić go. Niestety bez skutku. Co tylko dowodzi, że nawet nad własnym gustem nie ma się kontroli.


sobota, 7 października 2017

Home Again (2017)

SPOILERY

Czyżby jeden z najważniejszych aksjomatów kulturowo-obyczajowych właśnie dogorywał? "Wszyscy moi mężczyźni" to już któryś z kolei film hollywoodzki, w którym happy end odbiega od standardu, jaki do niedawna uważany był za pewnik.


czwartek, 5 października 2017

Verfehlung (2015)

Zaczyna się znakomicie. Oto poznajemy dwóch księży. Są najlepszymi przyjaciółmi, prawie braćmi. Aż pewnej niedzieli, tuż przed mszą, po jednego z nich przychodzi policja. Okazuje się, że został oskarżony przez 15-letniego chłopaka o molestowanie seksualne. Jego przyjaciel jest wstrząśnięty. Nie może w to uwierzyć. Zna go przecież od 15 lat i nigdy nie przypuszczałby, że mógłby coś takiego uczynić. Jednak zeznania chłopaka są niezwykle szczegółowe i precyzyjne. Bohater znajduje też zdjęcie, na którym jest chłopak i podejrzany o pedofilię ksiądz. Zdjęcie to zasiewa wątpliwości w bohaterze...


Approaching the Unknown (2016)

Bla, bla, bla Mars. Bla, bla, bla misja. Bla, bla, bla woda. Tak niestety można streścić "W nieznane". Twórcy chcieli zrobić minimalistyczne kino SF, ale przestraszyli się swojego pomysłu, więc zrobili wszystko, by go maksymalnie rozrzedzić. Efekt jest tragiczny.


środa, 4 października 2017

Maudie (2016)

Aisling Walsh dokonała rzeczy niebywałej. Nakręciła film, który przez znaczną część straszliwie mnie drażnił, a mimo to zdołał mnie wzruszyć i zachwycić relacją między dwójką bohaterów. Zazwyczaj, kiedy czynię, że twórca na siłę narzuca mi emocje, to cały film jest dla mnie skreślony. W przypadku "Maudie" się jednak nie stało.


poniedziałek, 2 października 2017

Suburbicon (2017)

George Clooney pewnie myślał, że jest bardzo sprytny wydobywając z zakurzonego strychu stary scenariusz braci Coen. Niestety próba pożenienie jego własnego pomysłu filmowego z tym, co przed laty napisali bracia, spaliła na panewce. I paradoksalnie powodem tego jest podobieństwo obu koncepcji. Zamiast jednak uzupełniać się i wzbogacać, one sprawiały wrażenie łopatologii i nieznośnej redundancji.


Toivon tuolla puolen (2017)

Nie ważne, o czym opowiada, Aki Kaurismäki zawsze kręci filmy tak samo. Absurd, groteska, ponury klimat, czarny humor, człowiek na krawędzi przegranej, nieustająca nadzieja na lepsze jutro – wszystko to powtarza się w dziełach Fina raz za razem. W "Po drugiej stronie" nawet imigranci z Bliskiego Wschodu zachowują się i mówią jak rodowici Finowie: są emocjonalnie anemiczni i werbalnie mało wylewni.


Borg McEnroe (2017)

"Borg/McEnroe. Między odwagą a szaleństwem" udowadnia, że tenis nie nadaje się na temat filmu. W krótkiej (nawet jeśli trwa półtorej, dwie godziny) fabule nie sposób uchwycić dramatyzm i emocje, jakie towarzyszą oglądaniu meczu. Janus Metz wyraźnie chciał przekonać widzów, że tenis jest sportem atrakcyjnym i ekscytującym. Ale sposób, w jaki pokazał słynny pojedynek na Wimbledonie, jasno pokazuje, że kompletnie nie rozumie uroku tego sportu. Szybkie cięcia, zamiast pełnych wymian, tylko fragmenty, zamiast całego kortu, dziwne kadry ograniczające się do pokazywania widowni albo skromnego urywka tego, co się naprawdę działo. Oglądając te sceny nie czułem tych emocji, które ledwie parę tygodni wcześniej przeżywałem oglądając absolutnie niewiarygodny, mający większą dramaturgię niż 99% filmów, pojedynek z US Open między Juanem Martínem del Potro a Dominikiem Thiemem.


Z dala od orkiestry (2017)

Kiedy oglądałem "Z dala od orkiestry", czułem się, jakbym trafił do jakiejś sekty, gdzie w ramach indoktrynacji prezentowany jest żywot świętego założyciela. Te wszystkie peany na rzecz Zygmunta Lubicz Zaleskiego bardzo szybko zaczęły być męczące. A kiedy odkryłem, że nie jest to tak naprawdę biografia zasłużonego Polaka, lecz poddańczy hołd, straciłem resztki nadziei.


piątek, 29 września 2017

Daughter of God (2016)

"Objawienie" to standardowa rzemieślnicza robota. Daje radę wyłącznie dzięki sprytnemu zabiegowi prowadzenia równolegle dwóch narracji, które są ze sobą ściśle związane, ale są pokazane tak, że kompletnie do siebie nie pasują.


wtorek, 26 września 2017

Grave (2016)

Ja rozumiem, że główna bohaterka jest miłośniczką surowego mięsa. To jednak wcale nie usprawiedliwia reżyserki, która zaserwowała półprodukty i udaje, że zrobiła film.


poniedziałek, 25 września 2017

Bad Sister (2015)

Jako osoba wychowana na filmach z wypożyczalni wideo, nie mogę nie patrzeć na "Złą siostrę" z nostalgią. To jedna z tych opowieści o drapieżnych psychopatkach dybiących na naiwnych chłopaków, od których roiło się w wypożyczalniach. I dzieło Douga Campbella doskonale wśród tamtych tytułów by się odnalazło. Dziś jednak klimat jest inny i "Zła siostra" wywołuje jedynie uśmiech politowania.


niedziela, 24 września 2017

Victoria and Abdul (2017)

Karykatura – często korzystam z tego słowa, kiedy chcę coś skrytykować. Jednak nie zawsze musi ono oznaczać coś złego. A dowodu na to oznacza nowy film Frearsa "Powiernik królowej".


sobota, 23 września 2017

Sex Ed (2014)

Zmarnowany potencjał. "Seks według Eda" powinien być pierwszorzędną komedią. Punkty wyjścia pozwalał pójść zarówno w stronę wulgarnej zabawy z kategorią R w tle, jak również w stronę ciepłej, sympatycznej komedii o facecie, który rzucony na głęboką wodę odkrywa talent, z którego nie zdawał sobie sprawy. Wydaje mi się, że twórcy zdawali sobie z tego sprawę. Ale wybrali wariant najgorszy z możliwych: postanowili wykorzystać oba pomysły.


Taj Mahal (2015)

Na swój sposób "Taj Mahal" to jeden z najbardziej niezwykłych filmów, jakie widziałem w życiu. Trzeba wyjątkowego reżysera, by historię ataku terrorystycznego na luksusowy hotel w Indiach, zmienić w nudny, pusty, pozbawiony akcji film. Jestem pod wrażeniem samodyscypliny Nicolasa Saady, który ani razu nie dał się ponieść pokusie podkręcenia filmu i dodania odrobiny emocji i napięcia.


Nothing But the Truth (2008)

Są filmy, w których wstrzymanie się z ujawnieniem kluczowego elementu fabuły do samego końca, ma sens. Czasami jednak trafiają się niewypały. I tak jest w tym przypadku.


czwartek, 21 września 2017

The Square (2017)

Sztuka nie ma znaczenia. Gorzej, sztuka jest tak naprawdę niebezpieczna. Pretensjonalni artyści w swoich napuszonych manifestach dowodzą, że chcą naświetlać rzeczywistość, badać różne zależności, testować definicje i status quo, a przede wszystkim uwrażliwiać. Ale jest to perfidne kłamstwo (w najgorszym wypadku) lub forma samooszukiwania (w najlepszym razie). Sztuka tak naprawdę czyni nas jeszcze bardziej nieczułymi, zamkniętymi we własnym świecie. Uzbraja nas bowiem w cudowne narzędzia do intelektualizacji i racjonalizacji. Potrafimy więc opisać każde zjawisko, doświadczyć wszystkiego, co oferuje świat, ale tylko w kontrolowanych warunkach określonych kontekstem muzeum/galerii.


Kingsman: The Golden Circle (2017)

Matthew Vaughn zaczyna z grubej rury. Pierwsze minuty filmu to szalony pościg ulicami Londynu. Całość zrealizowana jest w dość... powiedzmy delikatnie: "specyficzny" sposób. Dziwny montaż, jeszcze dziwniejsze wykorzystanie efektów specjalnych, co powoduje, że całość jest widowiskowa, ale zarazem straszliwie sztuczna. Sekwencja ta jest jednak doskonałym paskiem lakmusowym. Jeśli zachwyci was, możecie spokojnie pozostać na sali kinowej, bo w podobnym tonie utrzymana jest cała reszta. Jeśli jednak wytrzymaliście ją z trudem, to radzę jak najszybciej opuścić kino.


poniedziałek, 18 września 2017

It (20170

Nie miałem szczególnie wysokich oczekiwań wobec tego filmu, jako że ostatnie ekranizacje Kinga, jakie widziałem, były albo złe (ostatni sezon "Pod kopułą") albo bardzo złe ("Komórka"). Nie mogę więc powiedzieć, że jestem rozczarowany "To". Ale nie jest też tak, że Muschietti zdołał mnie pozytywnie zaskoczyć.


niedziela, 17 września 2017

La tête haute (2015)

"Z podniesionym czołem" i "Ja, Daniel Blake" powinny być pokazywane w ramach double-feature. Prezentują bowiem dwie strony tego samego medalu. U Kena Loacha widzieliśmy system państwa, który porzuca ludzi w potrzebie, jest bezradny, kiedy ci najbardziej tego potrzebują. Zupełnie inaczej jest we francuskim filmie. Tutaj system działa. "Opiekuje" się potrzebującym pomocy chłopakiem, choć ten nie zdaje sobie z tego sprawy i jest wrogo nastawiony do każdego, kto chce wyciąga do niego dłoń. "Z podniesionym czołem" pokazuje upór biurokracji i efekty ciągłego ingerowania w życie jednostki.


Nato a Casal di Principe (2017)

"Nato a Casal di Principe" to inspirowana prawdziwymi wydarzeniami historia początkującego aktora, który wraca do domu na wieść, że jego młodszy brat został porwany. Chłopak zawsze sprawiał problemy, a w tym rejonie Włoch, gdzie mafia rządzi wszystkim, nie jest to najlepszy pomysł na życie, za to świetny na szybką i brutalną śmierć. I prawdopodobnie to też spotkało chłopaka. Mimo to jego brat, podobnie jak reszta rodziny, nie szczędzi sił, by poznać prawdę.



Buon inverno (2017)

Rozumiem intencje reżysera. Plaża w czasie letnich wakacji miała być Włochami w skali mikro. Oto ludzie z różnych regionów, z różnych klas społecznych, o różnych przekonaniach, dzielą przestrzeń i czas. Przyglądając się im, reżyser może odpowiedzieć na pytanie: Kim jesteśmy, my Włosi?


Un petit boulot (2016)

Strasznie dziwny film. Pascal Chaumeil zaskoczył mnie idąc pod prąd obecnie panującej we Francji modzie komediowej. Jest to tym bardziej dziwne, że sam scenariusz jest bardzo typowy. Jestem sobie w stanie wyobrazić, jak Philippe Lacheau, Julien Arruti i Tarek Boudali robią z tego jedną ze swoich zwariowanych komedii. Scena mordowania żony gangstera, sekwencja na komisariacie, sceny na Majorce – wszystko to są elementy tak absurdalne, że powinienem na nich płakać ze śmiechu.


środa, 13 września 2017

American Assassin (2017)

SPOILERY

Michael Cuesta powinien wrócić do kręcenia filmów o pedofilach. "L.I.E." czy "12 lat i koniec" to były jego najlepsze dzieła, do których "American Assassin" nawet się nie zbliża. Choć tylko częściowo kiepski poziom tego filmu to wina reżysera. Scenariusz zdecydowanie nie jest najwyższej próby, ale czego wymagać o tekstu, nad którym biedziła się cała masa scenarzystów.


wtorek, 12 września 2017

Renegades (2017)

Przeklęty J.K. Simmons! Dlaczego zgodził się zagrać w tym szajsie? Gdyby nie było go w obsadzie, nawet nie zorientowałbym się, że ten film powstał. A tak zdecydowałem się pójść na niego do kina. I już dawno tak bardzo swej decyzji nie żałowałem.


poniedziałek, 11 września 2017

L'amant double (2017)

No cóż. Jak widzę, Ozon kręci w kratkę. Po dobrym filmie ("Młoda i piękna") był średniak ("Nowa dziewczyna"), po nim znów udany film ("Frantz"), a teraz kolejny średniak. Odnoszę też wrażenie, że dzieci nie są mocną stroną Francuza. "Ricky" to był straszliwy koszmar. Tu też są piątym kołem u wozu.


niedziela, 10 września 2017

West of Sunshine (2017)

Standardowa opowieść o jednym dniu z życia nieudacznika. Oczywiście dniu, który albo go pogrąży do reszty albo też doprowadzi do jego transformacji. I jak to zwykle bywa na głowę bohatera zwali się cała masa problemów. Będzie więc musiał zaopiekować się synem, choć jednocześnie musi pracować i nie ma z kim zostawić chłopca. Kobieta, z którą spotyka się, da mu jasno do zrozumienia, że oczekuje od niego czegoś więcej niż tylko rozmów. Przede wszystkim jednak będzie musiał znaleźć sposób, by spłacić dług zaciągnięty u ludzi, u których lepiej długów nie mieć.


Caniba (2017)

Kim jest Issei Sagawa? To pytanie zadaje sobie świat od 1981 roku. Wtedy to w Paryżu 32-letni Sagawa zamordował Renée Hartevelt, a potem część jej skonsumował. Uznany za niepoczytalnego przebywał w szpitalu, by w 1986 roku wyjść na wolność. Mieszka w Japonii i na tym pytaniu, zadawanym przez media, zbił kapitał.


Rocco (2016)

Rzecz, którą wyniosłem z obejrzenia "Rocco", to przekonanie, że pornografia może być sztuką wizualną. Sposób, w jaki nakręcił i zmontował sceny seksu Alban Teurlai, wywarł na mnie naprawdę olbrzymie wrażenie. Zbliżenia, kąty, światło – wszytko to układało się w wizualny majstersztyk. Może sceny te nie spełniłyby głównego założenia pornografii, ale jako dzieło estetyczne są lepsze niż niejedno dzieło oscarowego operatora.


Krieg (2017)

"Krieg" to historia rodziny, w której hołduje się ideom pacyfizmu. Prowadzona dwutorowo narracja pokazuje, jak rodzinne szczęście pęknie, kiedy syn niespodziewanie zaciągnie się do wojska i wyruszy z misją na Bliski Wschód. Widzimy też ojca, który samotnie (nie licząc psa) przybywa do położonej w górach chaty i gdzie staje się obiektem podjazdowych ataków ze strony pewnego tajemniczego mężczyzny.


(2017) ناپديد شدن

Noc. Na pogotowie zgłasza się młoda dziewczyna. Krwawi z pochwy. Twierdzi, że została zgwałcona. My wiemy, że coś tu jest nie tak. Widzimy, w jaki sposób się dostała do szpitala. Wkrótce nasze podejrzenia się sprawdzą, kiedy dziewczyna i towarzyszący jej chłopak (podający się za brata) uciekną, gdy lekarka zacznie zadawać zbyt dociekliwe pytania. Tak zaczyna się noc, która okaże się prawdziwym testem dla młodej pary kochanków.


piątek, 8 września 2017

(2017) העדות

Jest w "Ha'edut" taka oto scena. Główny bohater, badacz zbrodni popełnionych na Żydach w czasie II wojny światowej, spotyka się z córką ocalałego z Holocaustu. Jej ojciec nie żyje, ale bohater ma nadzieję, że przed śmiercią opowiedział jej o tym, co przeżył, dzięki czemu on będzie mógł ustalić miejsce zbiorowej mogiły w pewnym austriackim mieście, w której leżą szczątki 200 Żydów. Podczas spotkania córka ze zdumieniem stwierdza, że nie miała pojęcia o tym, że jej ojciec przeżył Holocaust. Jak mówi, ojciec całe życie twierdził, że wojnę spędził w rosyjskich łagrach.


czwartek, 7 września 2017

Les Bienheureux (2017)

Zawsze mam problem z oceną filmów takich jak "Les Bienheureux". W sumie jest on bowiem sprawnie zrobiony, z solidnymi choć nieszczególnie zapadającymi w pamięć kreacjami. Nie mam też wątpliwości, że ma on kształt dokładnie taki, jaki sobie wymarzyła reżyserka, że ma to być przede wszystkim portret współczesnej Algierii widzianej oczami tych, którzy przeżyli ostatnią serię niekończącego się konfliktu wewnętrznego.


środa, 6 września 2017

Beautiful Things (2017)

Długą chwilę zajęło mi przekonanie się do tego filmu. Początkowo raziła mnie poetyckość monologów, pozorna bezcelowość prezentowanych obrazów. Z czasem jednak zacząłem się wciągać. Odkryłem rytm opowieści, zrozumiałem, że szukanie w niej historii w klasycznym rozumieniu jest błędną postawą. Istotą "Beautiful Things" jest bowiem dźwięk, rytm, obraz, kształty, barwy. Przesłanie intelektualne nadawane jest tu podprogowo, ukryte jest w zakamarkach formy, które jednak odkryje się przestając patrzeć na szczegóły, a ogarniając całość.


American Made (2017)

Lata 80. w Stanach Zjednoczonych, to było czyste szaleństwo. Totalna schizofrenia. Z jednej strony wojna z handlarzami narkotyków na niespotykaną skalę. To wtedy przeraźliwie zaostrzono kary za dilowanie. Z drugiej strony te same władze stworzyły sytuację, w której handel narkotykami na wielką skalę stał się częścią racji stanu, elementem walki z komunizmem. I to właśnie ten absurd w całej okazałości pokazał Doug Liman przybliżając biografię Barry'ego Seal.


poniedziałek, 4 września 2017

The Beguiled (2017)

Zaczyna się wyśmienicie. Jest wojna secesyjna. Do pensjonatu dla dziewcząt w Wirginii trafia ranny żołnierz Unii. Skostniały, dla większości przebywających w pensjonacie kobiet i dziewcząt wręcz nieznośny, system zostanie wystawiony na ciężką próbę. Przystojny nieznajomy przyspieszy bicie serca, pobudzi wyobraźnię, pozwoli kobietom wierzyć, że marzenia się sprawdzają. Mężczyzna bezbłędnie odczytuje potrzeby kobiet i każdej prezentuje inne oblicze, przemawiające wprost do ich dusz (lub ciał).


niedziela, 3 września 2017

(2017) بدون تاریخ بدون امضا

Gdyby "Bedoone Tarikh, Bedoone Emza" został nakręcony w Stanach Zjednoczonych, to powiedziałbym, że powstał specjalnie pod Oscary. A tak mogę tylko stwierdzić, że Vahid Jalilvand chyba naprawdę bardzo marzy o wpisaniu się na listę irańskich mistrzów kina.



(2017) شهيد

Śmierć i seks w sztuce idą ręka w rękę. Nie przypominam sobie jednak, kiedy ostatni raz widziałem film, który tak mocno erotyzowałby rytuał pogrzebowy. Nie zdziwiłbym się, gdyby reżyser mocno naraził się konserwatywnym muzułmanom za to, w jaki sposób pokazuje zachowania żałobne, związane z czczeniem męczenników.


Strange Colours (2017)

Spotkanie po latach. Córka odwiedza ojca w dziczy, w której ten zaszył się dawno, dawno temu. Teraz jest w szpitalu i chce odbudować relację z jedyną swoją rodziną. Kobieta przybywa, choć nie bardzo wie, jak się zachować w stosunku do ojca. Ten chce nawiązać kontakt, ale brakuje mu ogłady, więc co chwilę palnie gburowato jakiś tekst, który tylko wrogo nastawi do niego córkę. Czy mimo chęci porozumienia z obu stron, może do niego dojść?


Undir trénu (2017)

Zawsze byłem przekonany, że połączenie skandynawskiego kina ze środkowo- lub wschodnioeuropejskim może dać znakomite rezultaty. Co prawda miałem na myśli raczej Czechów lub Rumunów, a nie Polaków. Jednak "Undir trénu" dowodzi, że i nasza mentalność współgra z czarnym jak smoła poczuciem tragikomizmu Skandynawów.


sobota, 2 września 2017

Espèces menacées (2017)

Film Gillesa Bourdosa zdecydowanie nie polecam do oglądania podczas depresji. Prezentuje bowiem dość ponury obraz człowieka. Jest on tu niewolnikiem swoich instynktów, które wymuszają na nim szukanie partnera, nawiązywanie relacji z własnymi dziećmi, mamiąc szczęściem i niekończącą się idyllą. Tymczasem rzeczywistość okazuje się brutalna. Szczęście albo szybko się kończy albo nigdy się nie zaczyna. Miłość wietrzeje, zostaje nuda, szaleństwo lub cierpienie z rozczarowania. Ból sprawić może każdy: mąż, który miał być aniołem a okazał się damskim bokserem, matka przez którą nie nabyło się umiejętności nawiązywania intymnych relacji, czy córka, która szokuje swoimi wyborami uczuciowymi.


Dyrene i Hakkebakkeskogen (2016)

"O czym szumi las" to dowód na to, że warto chodzić do kina nie tylko filmy, których premiery wyczekiwało się od miesięcy. Gdyby nie okoliczności, zapewne nigdy bym nie trafił na seans animacji. I byłaby to spora szkoda, bo bawiłem się na filmie lepiej niż na niejednej propozycji Pixara czy DreamWorksa.


Akron (2015)

SPOILER

Po ten film sięgnąłem trochę przez przypadek. Miałem tak naprawdę inne plany filmowe, ale niestety rzeczywistość sprawiła, że musiałem je zweryfikować. Powinienem był wybrać książkę zamiast tego filmu.


wtorek, 29 sierpnia 2017

Sage femme (2017)

Dwie śmierci – jedna w odległej przeszłości, druga czai się za rogiem. Dwie kobiety – jedna jest przeszłością, los drugiej kształtuje się na nowo. W tych ramach Martin Provost tworzy opowieść o przemijaniu, o przebaczeniu, o lęku przed tym, co nas czeka i tym, co już się wydarzyło.


niedziela, 27 sierpnia 2017

They Will All Die in Space (2015)

Mówiąc krótko: świetny film! I chętnie zobaczyłbym pełnometrażowy remake. Ten pomysł naprawdę na to zasługuje. Choć w sumie jest banalnie prosty. To wariacja tematu dość często wykorzystywanego w kinie SF, czyli opowieść o próbie przetrwania na statku kosmicznym po tym, jak ten doznał awarii. Javier Chillón skierował historię na mroczniejsze tory, przez to o wiele ciekawsze.


Podoba mi się również sama forma filmu. Od scenografii, przez kostiumy i fryzury, na czarno-białych zdjęciach kończąc wszystko w "They Will All Die in Space" ma przywoływać wspomnienia kina SF klasy C z lat 60. i 70. I reżyser wraz z całą ekipą doskonale się z tego zadania wywiązali. To sprawia, że film ma nie tylko świetny pomysł ale też wyjątkowy klimat.

Ocena: 9

Ticky Tacky (2014)

Gdybym obejrzał krótkometrażówki Briana Petsosa w chronologicznej kolejności, to dałbym "Lightningface" jeszcze niższą ocenę od tej, jaką mu przyznałem. Po obejrzeniu "Ticky Tacky" jest bowiem dla mnie jasne jak słońce, że "Lightningface" to w zasadzie ta sama historia, tyle tylko że osadzona w innych okolicznościach. Zaczyna się od gromu z jasnego nieba, po którym bohater stopniowo przekracza kolejne kręgi szaleństwa.


Lightningface (2016)

Krótki film o szaleństwie, czyli Oscar Isaac wciela się w człowieka, w którego trafił piorun. Wydarzenie to pozostawiło widoczną na jego twarzy bliznę oraz rany na duszy, których nie widać, lecz które dadzą o sobie znać już wkrótce. Mężczyzna izoluje się od świata i otępiały kontempluje znaczenie zdarzenia, którego był częścią. I jak to zazwyczaj w tego typu sytuacjach bywa, egocentryzm da o sobie znać prowadząc do "jedynego" wniosku: mężczyzna musi być kimś niezwykłym, a wydarzenie stanowiła doświadczenie transcendentalne.


In a Heartbeat (2017)

Urocza opowieść o tym, że serce nie sługa i kiedy zabije mocniej na widok tej jedynej osoby, to jego właściciel(ka) niewiele ma do powiedzenia. Jest to w gruncie rzeczy bardzo prosta animacja, którą "robi" sympatyczny design serduszka. To ono jest prawdziwą gwiazdą filmu, produktem godnym własnego dealu na obecność w zestawach happy meal.


Ocena: 7

Händelse vid bank (2009)

Twórczość Rubena Östlunda w pigułce. Jak w swoich pełnych metrażach, tak i tutaj przedstawia procesy społeczne i dynamikę interakcji międzyludzkich wykorzystując do tego pozornie proste i nic nieznaczące zdarzenia. Co prawda próbę obrabowania banku trudno uznać za błahe wydarzenie. Jednak w kamerze reżysera takim się właśnie jawi.


Fear & Shame (2017)

Przerażony Robert Pattinson próbuje udowodnić sobie, że jest normalną istotą ludzką. Dowodem tego ma być fakt, że zje hot-doga jak typowy mieszkaniec Nowego Jorku. Problem w tym, że najpierw musi znaleźć miejsce, gdzie może go kupić. A to nie jest takie łatwe, kiedy jest się Robertem Pattinsonem. Cała sytuacja rodzi więc obsesję na punkcie hot-dogów, której nie doświadczy raczej normalna istota ludzka, no może z wyjątkiem kobiety w ciąży.


Zabawna krótkometrażówka, której twórcy doskonale zrozumieli, że jej sukces bazuje wyłącznie na pomyśle, więc nie przeciągają całości, dzięki czemu filmik nie ma możliwości się znudzić.

Ocena: 7

Blood Father (2016)

Oczekiwania zniszczyły dla mnie "Dziedzictwo krwi". Spodziewałem się kina sensacyjnego z Melem Gibsonem jako twardzielem muszącym ratować skórę wyrodnej córki. Tymczasem dostałem dramat psychologiczny z kilkoma scenami akcji. Film Jeana-Françoisa Richeta to przede wszystkim opowieść o próbie znalezienie porozumienia między osobami, które powinny być sobie bliskie, a w rzeczywistości są obce. To opowieść o próbie utrzymania się na powierzchni podczas gdy okoliczności ciągną osobę na dno. To wreszcie opowieść o tym, że nie wystarczy żałować za grzechy, lecz prędzej czy później trzeba będzie za nie sporo zapłacić.


sobota, 26 sierpnia 2017

Слава (2016)

Jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one. Tzanko Petrov najwyraźniej nie słyszał o tym przysłowiu. Całe życie spędził uczciwie pracując na kolei. W skorumpowanym świecie, gdzie od każdego oczekuje się, że będzie na własną rękę dbał o swoje dobro, on uparcie trwa w postanowieniu, że będzie uczciwy. Nie rozumie, że w ten sposób nikomu nie służy. Z całą pewnością nie sobie, ale również nie innym, o czym przekona się boleśnie, kiedy znajdzie na torach stertę pieniędzy i zamiast je zatrzymać oddać władzom.


James White (2015)

James White umiera. Nie, nie fizycznie. Jest zdrowy jak byk i to pomimo autodestrukcyjnych ciągot. Żyje w cieniu Thanatosa za sprawą matki. To ona naprawdę umiera. Jest w ostatniej fazie choroby nowotworowej i jej śmierć jest niestety kwestią czasu. James nie potrafi sobie z tym poradzić. Matka to jego jedyna rodzina. Ojca praktycznie nie znał, zresztą ten też całkiem niedawno zmarł. Opiekuje się chorą matką od paru lat. I jest to czas, w którym jego własna egzystencja została zawieszona. Nie może zacząć własnego życia, ponieważ potrzebuje go matka. Czeka więc na jej śmierć, by móc być wolnym. Ale zarazem nie chce jej śmierci. Jest więc zapędzony w kozi róg i pozostaje mu miotanie się pomiędzy troskliwą opieką nad rodzicielską a histerycznymi eskapadami, kiedy to szuka zapomnienia w seksie, alkoholu, narkotykach i przemocy.


Death Note (2017)

Dla dobra twórców i spokoju widzów przed filmem powinien widnieć napis: "podobieństwo postaci i historii do japońskiego 'Notatnika śmierci" czysto przypadkowe". Film Adama Wingarda ma bowiem niewiele wspólnego z oryginałem. Wziął z niego imiona postaci i ogólny zarys fabuły, reszta jednak stanowi wolną amerykankę. Co akurat ja uważam za plus. Oglądając film Netflixa nie miałem wrażenie, że wkraczam do świata bogatej mitologii, którą już ktoś kiedyś ze szczegółami zaprezentował. Ten "Notatnik śmierci" jest filmem autonomicznym i bardzo amerykańskim. Zdaję sobie sprawę, że większość oglądających nie będzie uznawała tego za atut, ale ja zdecydowanie wolę takie podejście od tego, co zrobiono z "Ghost in the Shell".


piątek, 25 sierpnia 2017

Fun Mom Dinner (2017)

Po obejrzeniu tego filmu zastanawiam się, co jest większym dowodem miłości. To, co zrobił Paul Rudd, który wyprodukował "Mamuśki mają wychodne", obraz powstały na bazie scenariusza jego żony, Julie? Czy może to, czego Paul Rudd nie zrobił, czyli powiedzieć prawdę, że fabuła przygotowana przez Julie Rudd jest wtórna i bezbarwna?


Cell (2016)

To, że John Cusack gra w tym shicie, zupełnie mnie nie dziwi. Jednak to, że w obsadzie jest też Samuel L. Jackson już tak. "Komórka" to bowiem jeden z tych filmów, które są jedynie dowodem na kompletny upadek aktora, na którego desperackim pragnieniu pozostania w zawodzie żerują nieudacznicy zmuszając ich do grania w filmach, o których wszyscy chcą zapomnieć jeszcze przed ich premierą. Cusack już od dawna żyje w tym szambie, jednak Jackson wydawał się radzić sobie lepiej.


Teenage Kicks (2016)

Są filmy krótkometrażowe, które wydają się jedynie wstępem do większej historii, pozostawiając mnie w stanie permanentnego zaciekawienia. Są jednak i takie, które stanową całość i nie widzę potrzeby ich rozbudowy. "Drowning" należy do tej drugiej kategorii, dlatego też zdziwiłem się, że reżyser postanowił wrócić do bohaterów i rozwinąć ich historię.


I niestety nie jestem fanem tego, co z pierwowzorem uczynił tutaj reżyser. Nie podoba mi się zmiana relacji ze starszym bratem. Nie podoba mi się to, jak zmienił dynamikę z najlepszym kumplem, a w szczególności to, co uczynił w przedostatniej wspólnej scenie tej dwójki bohaterów. Przede wszystkim jednak nie podoba mi się to, jak poprowadził historię głównego bohatera.

W teorii po traumie związanej ze śmiercią brata, po tym, jak traktowany jest przez rodzinę i na wieść o tym, że jego najlepszy kumpel ma dziewczynę, bohater zaczyna zjazd w dół do egzystencjalnego piekła. Ale reżyser zrobił z niego postać zalaminowaną, której żaden brud się nie czepia. Czy jest to płatny wirtualny seks, czy heroina, czy seksualne przygody z kobietami i mężczyznami, wszystko to dzieje się obok i nie ma na niego większego wpływu. W ten sposób postać zalicza jedynie kolejne punkty typowego schematu narracyjnego, ale pozostaje na jego zewnątrz. Przez co cała podróż głównego bohatera jest mało prawdopodobna.

Jest w tym filmie wiele relacji, którym chciałbym się lepiej przyjrzeć: rodzinnym tajemnicom, dziewczynie kumpla, dziewczynie zmarłego brata – jednak dla reżysera są to meble, elementy scenografii, które przesuwa, jak mu się podoba, niezależnie od logiki samej historii. W rezultacie, choć w filmie wiele się dzieje, to w efekcie wygląda to tak, jakby nic nie miało większego znaczenia. No może poza końcówką, w scenie z przyjacielem. Ale i w tym przypadku szybko bohaterowie przechodzą nad wszystkim do porządku dziennego i tyle.

Ja tego nie kupuję.

Ocena: 4