środa, 28 czerwca 2017

Firebase (2017)

Nie rozumiem, co wyprawia Neill Blomkamp. W porządku, każdemu reżyserowi może się zdarzyć potknięcie. Ale po wielkim rozczarowaniu, jakim była dla mnie "Rakka", teraz dostałem kolejny cios – "Firebase".


Baby Driver (2017)

Ścieżka muzyczna często pełni kluczową rolę w tym, jak oceniam film. Muzyka, która przypadnie mi do gustu, potrafi bardzo podnieść ocenę filmidła, które w innych okolicznościach uznałbym za gniot. Niestety działa to też i w drugą stronę. Kiedy więc ścieżka muzyczna kompletnie do mnie nie przemawia, nie potrafię cieszyć się nawet sprawnie zrobioną resztą. A gdy muzyka stanowi trzon filmu, wtedy mam do czynienia z sytuacją live or die.


wtorek, 27 czerwca 2017

Dawn of the Deaf (2016)

"Dawn of the Deaf" udowadnia, że w krótkim metrażu najważniejszy jest finał. To on "ustawia" cały film, a przez to odpowiada za to, jak jest całość odbierana przez widza... a w każdym razie przeze mnie.


Curve (2016)

Tim Egan – fani horroru powinni zapamiętać to nazwisko. Facet naprawdę czuje gatunek i jak mało kto potrafi fizycznie wywoływać lęk i napięcie. A wszystko to przy użyciu banalnych środków.


To Live and Dine in L.A. (2011)

Po "To Live and Dine in L.A." sięgnąłem, ponieważ wyreżyserował ją Sebastian Stenhøj, który zagrał jedną z głównych ról w krótkometrażówce "Nano". Nie miałem wobec filmu żadnych oczekiwań. Po prostu byłem ciekaw, jak ten aktor sprawdza się w roli reżysera. Okazało się, że całkiem nieźle.


Nano (2017)

Po falstarcie studia Blomkampa (bo czymś takim była właśnie dla mnie "Rakka"), miałem ochotę na dobrą krótkometrażówkę SF. Okazało się, że trafiłem dziś aż na kilka filmów o wiele lepszych od tego, co zaprezentował reżyser z RPA. Jednym z tych tytułów jest "Nano".


poniedziałek, 26 czerwca 2017

Rough Night (2017)

Coraz częściej amerykańskie komedia zaczynają wyglądać, jakby prace nad nimi zostały przerwane w połowie, po czym szybko ekipa wróciła na plan i byle jak zapchała dziury. "Ostra noc" ewidentnie powstała według tego wzorca. Twórcom starczyło czasu i energii na kilka zabawnych scen. Są one dopracowane, nieźle pomyślane i naprawdę można się na nich ubawić. Ale potem są całe sekwencje, gdzie nic się nie dzieje albo – co jest jeszcze gorsze – zaczynają się sceny symulujące rozwój lub przemianę bohaterek. Scena, kiedy bohaterki sobie wygarniają parę gorzkich słów, jest trudna do przełknięcia. To grafomania w stanie czystym.


Jonathan (2016)

Stara miłość nie rdzewieje. Podobnie jest ze starymi kłamstwami. O czym przekonają się na własnej skórze bohaterowie "Jonathana".


Per amor vostro (2015)

"Dla waszego dobra" (albo "Dla waszej miłości" – bo tak jest tłumaczony w napisach) to jeden z tych przypadków, kiedy to bardziej niż sam film zainteresowała mnie moja reakcja na niego.


niedziela, 25 czerwca 2017

Made in France (2015)

Kiedy bawisz się zapałkami, musisz liczyć się z tym, że się poparzysz. Czasem skończy się na bólu, który szybko przeminie. Innym razem nie obejdzie się bez ofiar.


piątek, 23 czerwca 2017

Rakka (2017)

Oglądając "Rakkę" przekonałem się, jak relatywny jest czas. Film trwa nieco ponad 20 minut, a ja miałem wrażenie, że ciągnie się trzy godziny. Pod koniec odliczałem już sekundy i tylko dzięki temu wytrwałem. Nie mogłem uwierzyć, że za kamerą tego czegoś stał Neill Blomkamp. Jego pełne metraże bardzo mi się podobały, nawet "Chappie".


Wonderkid (2016)

Jeden z tych filmów, które mają przekonywać do otwartości i tolerancji, a które tak naprawdę wysyłają w świat odwrotne komunikaty. No, może nie odwrotny, ale z całą pewnością zaopatrzony w gwiazdkę i adnotację drobnym drukiem. Reżyser próbuje pokazać, że homofobia jest krzywdząca, że główny bohater może dać wiele społeczeństwu, jeśli to tylko zostanie mu to umożliwione. I właśnie w tym tkwi problem.


Once Upon a Time in Venice (2017)

W jednej ze scen bohater filmu, grany przez Johna Goodmana, ogląda "Zombiebobry". To w zasadzie mówi wszystko o "Jak dogryźć mafii". Należy oczekiwać piramidalnych głupot i prymitywnych żartów oraz fabuły, która z prawdopodobieństwem, a nawet logiką nie ma zbyt wiele wspólnego. I dokładnie tak jest.


poniedziałek, 19 czerwca 2017

Everything, Everything (2017)

Kolejny po "Złaknionych" film pokazujący, jak bardzo niszczycielska bywa miłość. Co prawda tutaj pokazano oba oblicza uczucia, nie tylko to destrukcyjne. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to jeszcze jedna opowieść-przestroga, byśmy nawet wobec najbliższych stosowali zasadę ograniczonego zaufania.


niedziela, 18 czerwca 2017

Sing Street (2016)

"Młodzi przebojowi" to pozornie bardzo klasyczna opowieść brytyjska (choć rozgrywająca się w Dublinie) o dolach-niedolach młodych w czasach pogłębiającego się kryzysu ekonomicznego lat 80. Są marzenia, jest brutalna rzeczywistość i jest determinacja, by uciec przed mrokiem codzienności. Tyle tylko, że trochę trudno było mi uwierzyć w pozytywne przesłanie filmu. Bo choć jest to opowieść o nie poddawaniu się i przekraczaniu ograniczeń, to jednak opowieść ta ma gwiazdkę i dopisek małym drukiem. A brzmi on tak: szansę na sukces ma tylko osoba utalentowana, która wykorzysta sprzyjający splot okoliczności i nie ugnie się pod naporem przeciwności. Ci, którzy nie mają talenty, jak również ci, którzy trafili na gorsze warunki, pozostaną bez szans.


Sharknado 2: The Second One (2014)

Choć pierwsze "Rekinado" wywołało szaleństwo, kiedy pojawiło się na kanale Syfy, to dla mnie nie było to nic nadzwyczajnego. Ot, kolejna typowa produkcja Asylum. W przypadku dwójki zauważyłem, że twórcy bardziej świadomie potraktowali kicz i całość w większym zakresie jest zabawą "meta", a nie produkcją "na serio".


The Assault (2014)

Na wstępie muszę wyraźnie podkreślić: "Zbrukana" jest bardzo złym filmem. Ale właśnie dlatego okazała się ciekawym doświadczeniem. Mogłem bowiem łatwo zaobserwować te elementy, które odróżniają dobry film od złego.


Team Foxcatcher (2016)

Życie może i pisze najciekawsze scenariusze, ale czasem lepiej opowiada je fabuła od dokumentu. W każdym razie tak jest w przypadku "Team Foxcatcher".


czwartek, 15 czerwca 2017

Hungry Hearts (2014)

Miłość jest ślepa – twierdzi popularne powiedzenie. Niestety nie dodaje, że ślepota bywa śmiertelnym zagrożeniem. Wbrew temu, czego uczy nas kultura i religia, miłość nie jest wcale absolutnym dobrem. Bywa źródłem cierpienia, zgrozy, śmierci. O czym przekona się każdy, kto sięgnie po najnowszy film Saveria Costanzy. Niektórzy mogą nawet zacząć zastanawiać się, czy przypadkiem każda osoba w momencie, kiedy staje się płodna, nie powinna przechodzi testów i jeśli ich wynik będzie niepokojący, to czy nie lepiej byłoby ją wysterylizować.


Sieranevada (2016)

Biedni są Rumunii. Przynajmniej, jeśli chodzi o to, jak ich pokazują sami rumuńscy reżyserzy. Zawsze są ponurzy, ciągle pielęgnują urazy, lecz najgorsze jest to, że bez końca się kłócą, robiąc sobie jedynie krótkie przerwy na ciszę. To zupełnie inaczej niż w niezależnym kinie amerykańskim, które zamieszkują podobne do rumuńskich życiowe wraki, ale złość i frustrację częściej rozładowują lub maskują zabawą. U Rumunów nie ma oddechu, jest tylko cisza, kiedy emocje buzują pod przykrywką. Nawet rzadko występujący śmiech ma u nich bardzo gorzki wydźwięk.


The Mummy (2017)

"Mumia" to kolejna nieudana próba konkurowania kina z telewizją/platformami. Ponieważ te ostatnie zyskują przychylność widzów serialami, kino również chce tym kusić widzów. Stąd moda na "uniwersa". Studia wychodzą z założenia, że skoro serialowość jest modna, to można to spożytkować dając widzom kinowym to, czego nie może zaoferować telewizja, czyli rozmach. Niestety w ten sposób wykazują się kompletnym niezrozumieniem tematu. Nie rozmach się bowiem liczy dla serialowego widza, a historia i bohaterowie. Wystarczy sobie porównać "Dom grozy" z nową "Mumią", by nie mieć co do tego wątpliwości. Pomimo całego rozmachu widowiska Universal Pictures, jest to ledwie cień tego, co stworzyły stacje Showtime i Sky.


À bras ouverts (2017)

Doskonała satyra na populistyczna obłudę. "Czym chata bogata" naśmiewa się z tych lewicowych intelektualistów, którzy z wielką werwą opowiadają o niedoli robotników, emigrantów, wszelkich mniejszości, podczas gdy w rzeczywistości nie ma ją o niej zielonego pojęcia żyjąc wygodnie, bogato, odcięci od świata, który rzekomo chcą bronić. Philippe de Chauveron bezbłędnie punktuje ich dwulicowość, powierzchowność. A miejscami ma czas na głębszą refleksję na temat tego, co stało się z wojującym w latach 60. i 70. pokoleniem. Świetnie przeciwstawia im młodych gniewnych, którzy wcale nie są zainteresowani walką w imię ogółu, lecz skupiają się wyłącznie na własnej wygodzie. Ich brak obłudy może im się chwalić, ale zarazem mrozi krew. Oto doczekaliśmy czasów, kiedy postawy kiedyś uważane za wstydliwe teraz obnosi się z dumą i otwartością.


Eddie the Eagle (2016)

Zazwyczaj kompletnie nie przeszkadza mi to, że film – nawet jeśli zaczyna się od napisu "oparty na prawdziwej historii" – niewiele ma wspólnego z faktami. Jednak "Eddie zwany Orłem" jest pod tym względem wyjątkiem. Co prawda nie przeszkadzało mi to, że większość akcji umieszczono nie tam, gdzie trzeba. Nie miałem też twórcom za złe, że skoczkowie narciarscy skakali nie tą techniką, co powinni. Ale nie mogłem przeboleć faktu, że nie zachowali olimpijskich wyników Edwardsa. Kompletnie nie rozumiem, co reżyser chciał osiągnąć tym, że wydłużył skok zawodnika na normalnej skoczni o 5,5 metra i na dużej skoczni o pół metra. Czy naprawdę nie mógł podać prawidłowych wyników?


niedziela, 11 czerwca 2017

7 Minutes (2014)

SPOILER

"7 minut" ma bardzo "interesujące" przesłanie. To opowieść o tym, że jeśli jesteś przystojny, a twoje motywy przynajmniej z pozoru wydają się w porządku, to wtedy z każdej sytuacji wyjdziesz cało, nieważne w jak głębokie szambo wpadłeś. Cóż, nie jest to najzdrowszy morał, jaki można sobie wyobrazić. Ale mnie aż tak bardzo nie przeszkadzał.


Premature (2014)

To powinno się udać. Młodzieżowa komedia a la "Dzień świstaka", tyle że powrót do punktu wyjścia następuje w momencie wytrysku głównego bohatera. Mając taki pomysł można było zrobić świetną komedię nie tylko z seksualnymi podtekstami. Nie rozumiem więc, dlaczego dostałem nudny film o niczym.


Headshot (2016)

Dla Mo Brothers "Headshot" był reżyserskim debiutem. A Timo Tjahjanto chwalił się w wywiadach, że napisanie fabuły zajęło mu dwa i pół tygodnia. I to niestety widać. Nie, żebym spodziewał się po tym filmie bóg wie czego, ale twórcy i tak zdołali mnie rozczarować.


Kill the Messenger (2014)

Kolejny film, który wspiera idee anarchizmu. "Wyrok za prawdę" to bezpardonowa krytyka państwa i władzy. Udowadnia, że istniejąc wspierają same siebie, a nie obywateli. Kiedy Reagan prowadził swoją wojnę przeciwko komunistycznemu imperium zła, nie czynił tego dla dobra zwykłych Amerykanów, lecz ze względów geopolitycznych i dla dobra Stanów Zjednoczonych jako takich. Dlatego też w tej walce mógł poświęcić maluczkich, jeśli tylko zwycięstwo miało się okazać wystarczająco duże. Przez lata więc biedni Amerykanie stawali się ofiarami narkotykowego nałogu, umierali lub byli skazywani na wieloletnie więzienia. Ale pieniądze, które przekazywali dilerom i handlarzom narkotyków trafiały na "zbożny cel" – walkę z komunistami w Nikaragui.


piątek, 9 czerwca 2017

King Arthur: Legend of the Sword (2017)

Pierwszą moją reakcją na nowy film Ritchiego był WTF!!!!!! Oczekiwałem rewizjonistycznej wersji arturiańskiego mitu, ale liczyłem, że to wciąż będzie opowieść o Arturze. Tymczasem Guy Ritchie już w pierwszych scenach każe mi pozbyć się wszelkich oczekiwań i wyrzucić z pamięci wszystko, co wiem o Arturze, jego ojcu, Mordredzie, Merlinie i innych bohaterach średniowiecznych romansów. Zamiast tego dostałem jakiś dziwny mit o wojnie magów i ludzi. Mordred, który przecież powinien zabić Artura, zmarł zanim ten zdołał wyrosnąć na nastolatka. Vortigern, którego w legendach zabił Uther, tutaj zajął miejsce Ambrosiusa jako stryj Artura (ale, o dziwo, Ritchie pozostawił wątek z wieżą, choć bez smoków). Merlin pojawia się gdzieś na trzecim planie, a Morgany chyba w ogóle nie ma... choć z drugiej strony możliwe, że gra ją Astrid Bergès-Frisbey, bo imię jej bohaterki nigdy się w filmie nie pojawia.


środa, 7 czerwca 2017

Wonder Woman (2017)

Czy "Wonder Woman" pomyślana jest jako prequel "Diuny"? Amazonki mają bowiem wiele wspólnego z Bene Gesserit. A sam film wcale nie jest lewacką propagandą udowadniającą, że kobieta może skopać tyłek facetowi, lecz wielką pochwałą eugeniki i manipulacji w procesie wychowawczym. Diana jest przecież produktem, postacią pozbawioną wolnej woli. Spłodzona w jednym celu, od dziecka przysposabiana do wypełnienia swojego przeznaczenia jednocześnie żyła z iluzoryczną świadomością, że podejmuje samodzielnie decyzje (co perfidnie było w niej jeszcze wzmacniane już w dzieciństwie, kiedy niby po kryjomu uczyła się sztuki walki amazonek). Wykorzystując chrześcijańską symbolikę (Zeus – Bóg, Ares – Lucyfer) Patty Jenkins i spółka przekonują, że wolna wola to stek bzdur, że wszyscy jesteśmy owocami genetycznych zabaw demiurgów, a nasze zachowania są konsekwencją cudzych decyzji. Co więc nam pozostaje? Zabawa przemocą w slow-motion. I to też Diana uskutecznia przez większość filmu.


wtorek, 6 czerwca 2017

Old Fashioned (2014)

Niewiele potrzeba, żeby mnie zachwycić w kinie. Wystarczą mi bohaterowie, których życiowe rozterki będą rezonować ze mną emocjonalnie i narracji, która skupi się na więzi istniejącej między bohaterami, która pozwoli wybrzmieć nie tylko słowom ale i ciszy. Niedawno takim filmem był "Loev". Teraz dokładnie ten sam wzorzec powiela "Old Fashioned" (choć jest o wiele bardziej optymistyczny).


poniedziałek, 5 czerwca 2017

Miss Sloane (2016)

Kocham takie bohaterki jak Sloan – osoby ekstremalnie makiaweliczne, dla których naprawdę nie liczy się droga, środki i ofiary, lecz wyłącznie ostateczny cel. Uwielbiam historie ze skomplikowanymi intrygami, gdzie cierpliwość jest cnotą przewyższającą wartością wszystko inne, gdzie ruina świata, każda katastrofa wpisana jest w plan i nie ma rzeczy niemożliwych. "Sama przeciw wszystkim" powinna mi się więc spodobać. Tak się jednak nie stało.


Baywatch (2017)

Seth Gordon powinien odpocząć od komedii. Wyraźnie bowiem brakuje mu pomysłów na to, jak bawić widzów. I nawet sprawdzone dowcipy potrafił zaprezentować tak, że nie śmieszyły, nawet nie irytowały ani nie wywoływały zażenowania, po prostu nie zauważałem w nich nic śmiesznego.


Loev (2015)

SPOILER

"Loev" zaczyna się, jak setki filmów przed nim. Dwójka przyjaciół wyrusza na wspólną wycieczkę. To okazja, by odświeżyć relację, którą osłabiła ogromna odległość dzieląca Sahila (który pozostał w Mumbaju) i Jaia (który mieszka i pracuje w Nowym Jorku). Pierwsze dwa akty idą zgodnie z oklepaną formułką. Widzimy jak bohaterowie się droczą ze sobą, kłócą, śmieją, żartują... i flirtują. Jak się bowiem okazuje, przyjaźń jest tu podszyta innymi uczuciami i pragnieniami. Zazwyczaj bohaterowie trzymają je na wodzy. A kiedy pozwalają im dojść do głosu, to tylko na chwilę i szybko je tłamszą.


niedziela, 4 czerwca 2017

Mindhorn (2016)

Rozumiem, że to coś miało być zabawną komedią. Czytając hasła z plakatów odnoszę wrażenie, że są tacy, którzy "Mindhorn" za takową biorą. Sam do nich nie należę. I bardzo tego żałuję, głównie przez wzgląd na obsadę, w której znalazła się cała masa lubianych przeze mnie aktorów.


A Perfect Day (2015)

Hiszpan Fernando León de Aranoa zebrał międzynarodową ekipę, by opowiedzieć o bezsensie wojny na Bałkanach. Co więcej, chciał to zrobić w sposób, w jaki o konflikcie tym opowiadają sami mieszkańcy regionu. Postawił więc na czarny humor, ironię i sporą dawkę goryczy. Było to ryzykowne przedsięwzięcie, które w zasadzie nie miało się prawa udać. A jednak de Aranoa nie poległ.


Tom of Finland (2017)

Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść. Cóż, przysłowie to okazało się jak najbardziej prawdziwe w przypadku "Tom of Finland". Lista scenarzystów jest całkiem bogata, lecz oglądając film miałem wrażenie, że nie ma ani jednego, że całość wypluła z siebie jakaś aplikacja bazując na najbardziej oklepanych pomysłach z kinowych biografii. Nie pojmuję, dlaczego za fabułę nie był odpowiedzialny wyłącznie Dome Karukoski, który, choć jest przede wszystkim scenarzystą, tu był jednak reżyserem. A przecież Karukoski pokazał, że potrafi niebanalnie opowiadać o życiu ("Zakazane owoce").


Telle mère, telle fille (2017)

I kolejna po "Seks, miłości i terapia" francuska komedia, która wydaje się istnieć głównie po to, żeby Amerykanie kupili prawa do remake'u. "mamy2mamy" to żeńska odpowiedź na komedie o wiecznych chłopcach.