niedziela, 4 czerwca 2017

A Perfect Day (2015)

Hiszpan Fernando León de Aranoa zebrał międzynarodową ekipę, by opowiedzieć o bezsensie wojny na Bałkanach. Co więcej, chciał to zrobić w sposób, w jaki o konflikcie tym opowiadają sami mieszkańcy regionu. Postawił więc na czarny humor, ironię i sporą dawkę goryczy. Było to ryzykowne przedsięwzięcie, które w zasadzie nie miało się prawa udać. A jednak de Aranoa nie poległ.



Życie członków misji humanitarnej w ciągu 24 godzin zostało pokazane w ciekawy sposób. Bohaterowie to proste konstrukty narracyjne, które jednak zostały na tyle dobrze zagrane, by sprawiać wrażenie wyrazistych i zapadających w pamięci. Reżyser lepiej radził sobie w tych momentach, kiedy dominowała powaga, smutek, gorycz. Sceny w zburzonym domu, rozmowa z dziadkiem – to są mocne punkty filmu. Gorzej "Cudowny dzień" wypada w tych sytuacjach, w których reżyser chce uchwycić absurdy wojenne lub też ducha stanu ducha bałkańskich mieszkańców.

Jednak prawdziwą słabością "Cudownego dnia" jest ścieżka muzyczna. Składa się ona w większości z utworów, które idealnie pasowałyby do filmu o wojnie wietnamskiej. I nie byłby to do końca zarzut, gdyby jeszcze ta muzyka współgrała z obrazem. A często jest tak, że wyrazisty utwór płynie sobie z głośników, kiedy na ekranie nic się nie dzieje i podziwiać możemy jedynie malownicze widoki.

Ocena: 6

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz