niedziela, 11 czerwca 2017

Headshot (2016)

Dla Mo Brothers "Headshot" był reżyserskim debiutem. A Timo Tjahjanto chwalił się w wywiadach, że napisanie fabuły zajęło mu dwa i pół tygodnia. I to niestety widać. Nie, żebym spodziewał się po tym filmie bóg wie czego, ale twórcy i tak zdołali mnie rozczarować.



Oglądając film odniosłem nieprzyjemne wrażenie, że reżyserzy mieli wobec "Headshot" większe ambicje, niż tylko zrobienie dynamicznego akcyjniaka. Widać to w scenach walk, gdzie starają się manewrować kamerą na różne nietypowe sposoby, byle tylko odejść od standardowego sposobu pokazania naparzanki. (Co akurat im się chwali, dzięki temu powstało kilka efekciarskich – w dobrym znaczeniu tego słowa – sekwencji). Jeszcze bardziej widać to jednak w scenach pomiędzy kolejnymi walkami, kiedy narracja zwalnia do tempa poruszania się leniwego ślimaka, kiedy to reżyserzy celebrują w nieskończoność ujęcia wpatrujących się w siebie z intensywnymi emocjami wypisanymi na twarzy. Ta maniera była straszliwie nieznośna i aż kusiło mnie, by przewijać te wolne kawałki do kolejnej sceny akcji.

Ale i walki nie dawały satysfakcji. Ich widowiskowość nie była aż tak duża, by pozwoliła mi zapomnieć, jak wielkimi kretynami są przeciwnicy głównego bohatera. Za każdym razem – nie przesadzam, naprawdę za każdym razem – kolejny źli rezygnują z przewagi, jaką mają nad protagonistą, jakby specjalnie mu się podkładali. Choć ponoć mają być crème de la crème wśród zabijaków, na widok bohatera idiocieją. Kiedy ten chowa się pod ciągiem biurek, z których może wyjść wyłącznie docierając do drugiego końca, to jego przeciwnik zamiast się schylić, wymierzyć i strzelić do niego, wskakuje na biurka i nonszalancko sobie po nich spaceruje. Kiedy bohater jest bezbronny jego przeciwnik oczywiście odrzuca broń zamiast zabić go na miejscu. Owszem w ten sposób dochodzi do imponującej walki wręcz, ale sensu w tym nie ma za grosz. A oglądanie głównego bohatera w walce z kretynami nie jest aż tak satysfakcjonujące, jak to sobie zapewne wyobrażali twórcy.

Ocena: 3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz