poniedziałek, 5 czerwca 2017

Miss Sloane (2016)

Kocham takie bohaterki jak Sloan – osoby ekstremalnie makiaweliczne, dla których naprawdę nie liczy się droga, środki i ofiary, lecz wyłącznie ostateczny cel. Uwielbiam historie ze skomplikowanymi intrygami, gdzie cierpliwość jest cnotą przewyższającą wartością wszystko inne, gdzie ruina świata, każda katastrofa wpisana jest w plan i nie ma rzeczy niemożliwych. "Sama przeciw wszystkim" powinna mi się więc spodobać. Tak się jednak nie stało.



Jest kilka powodów tego stanu rzeczy. Przede wszystkim nie podobał mi się sposób opowiadania historii. Wszystko toczy się ty jak na mój gust za wolno. Gdyby za tym kryła się próba przeniknięcia w głąb psychiki bohaterki, być może byłbym w stanie pogodzić się za takim stanem rzeczy. Ale dla reżysera bardziej liczy się intryga, a wolne tempo jest niczym innym jak delektowaniem się odzierania jej z kolejnych warstw pozorów. Niestety intryga wcale nie jest aż tak skomplikowana, jak się wydaje. Całość układa się w zbyt zgrabną układankę, poszczególne elementy aż za dobrze do siebie pasują. Ja rozumiem, że to był film, przez co reżysera obowiązywały ograniczenia czasowe, niemniej jednak przy niskiej wartości rozrywkowej spowodowanej rozwlekłą narracją, za bardzo rzuca się w oczy, jak łatwo bohaterka realizuje swój misterny plan.

I tu dochodzę do głównego problemu z "Samą przeciw wszystkim". Scenariusz stanowił świetny materiał na serial, gdzie każdy zawijas intrygi miałby czas wybrzmieć, w którym ślepe zaułki naprawdę wydawałyby się dawać bohaterom we znaki, a niespodziewane zwroty akcji i przewaga to jednej to drugiej strony miałyby szansę wzbudzić napięcie w obserwującym to wszystko widzu. W filmie po prostu nie ma na to czasu, akcja musi ekspresowo iść do przodu, bo przecież nie można pozwolić sobie na 8-10 godzin narracji, trzeba całość zmieścić w dwóch.

Obraz Maddena staje się więc dowodem na wyższość seriali telewizyjnych. "Sama przeciw wszystkim" to cień "House of Cards", "Tabu" czy "Piratów". Szczególnie "Tabu" wydaje się tu dobrym porównaniem. Sloan jak Delaney jest postacią zdeprawowaną, której wrogowie są po prostu jeszcze bardziej "brudni". Oboje są terrorystami, którzy wykorzystują system, by od środka go zniszczyć. I choć "Tabu" też nie zrobiło na mnie wrażenia, to mimo wszystko "Sama przeciw wszystkim" jest jeszcze słabsza.

Ocena: 4

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz