niedziela, 4 czerwca 2017

Telle mère, telle fille (2017)

I kolejna po "Seks, miłości i terapia" francuska komedia, która wydaje się istnieć głównie po to, żeby Amerykanie kupili prawa do remake'u. "mamy2mamy" to żeńska odpowiedź na komedie o wiecznych chłopcach.



Juliette Binoche gra tu prawie 50-letnią kobietę, która nigdy nie wyszła z fazy nastoletniego roztrzepania. A że ma już dorosłą córkę, sama nie musi dojrzewać. Po prostu przejęła rolę nastoletniej córki swojej córki. Żyje bez zobowiązań, bez trosk, bez celu. Jednak los sprawi, że będzie musiała spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać, że była to ucieczka przed bolesnymi doświadczeniami z przeszłości. Straciła miłość swojego życia i zrezygnowała z największej swojej pasji. Zamiast przepracować te przeżycia, ona się na nie zamknęła. Przy okazji, zupełnie nieumyślnie, w podobnym więzieniu zamknęła córkę. Ratunkiem okazała się ciąża. I to nie jedna, a dwie.

W ten sposób "mamy2mamy" można uznać za wyraz ukrytej ksenofobii. Jak wiadomo społeczeństwa wysoko rozwinięte nie są specjalnie zainteresowane rozmnażaniem. Twórcy komedii wyraźnie sugerują, że jest to niekorzystny stan rzeczy i przejaw tendencji autodestrukcyjnych. Tak jak bohaterka "mamy2mamy" zamyka się w iluzorycznej bańce błogostanu, tak całe (białe) francuskie społeczeństwo ignoruje zagrożenie anihilacją. Taka postawa jest niczym rak zżerający mentalną tkankę społeczeństwa. I dzieci, nowe pokolenia, są jedynym lekarstwem, które może powstrzymać tragiczny koniec. Wymowa komedii jest więc jasna: idźcie i bądźcie płodni.

To, że film o tak mocno prochrześcijańskim przesłaniu powstał w kraju mającym obsesję na punkcie uczynienia z religii rzeczy tak intymnej, by przestałaby istnieć w sferze publicznej, jest chyba najbardziej zaskakującym elementem "mamy2mamy". Ale to też czyni z niego obraz na tyle uniwersalny, że z łatwością Amerykanie mogliby nakręcić komedię zabawniejszą od oryginału. Bo choć jest w "mamy2mamy" wiele śmiesznych scen, to jednak można wciąż wiele poprawić. Film jest bowiem nierówny, ma kilka żenująco głupich żartów oraz całe partie, które są zwyczajnie nudne.

Za to jestem pod wrażeniem tego, jak wyglądają jego gwiazdy. Lambert Wilson ma już prawie 60-tkę na karku, a wygląda fantastycznie bez ubrania. Binoche zaś tryska młodzieńczą energią. Naprawdę do twarzy było jej w blond włosach.

Ocena: 6

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz