poniedziałek, 11 czerwca 2018

Jurassic World: Fallen Kingdom (2018)

Powszechnie wiadomo, że Hollywood lubi robić filmy parami. Najwyraźniej dotyczy to nie tylko tematyki filmów, ale również poziomu miernoty. Ledwo doszedłem do siebie po mdłym i pozbawionym ikry "Hanie Solo", a już dostałem kolejny niedopieczony pasztet. Twórcy "Jurassic World: Upadłe królestwo" natychmiast powinni zostać wysłani na korepetycje z kręcenia niedorzecznych widowisk do twórcy "Baahubali". Może wtedy zrozumieliby, czym jest "fun".



"Upadłe królestwo" trzyma poziom  pierwszego "Jurassic World". A to oznacza, że jest filmem wysilonym, nawet w tych momentach, kiedy chce być lekki i zabawny. Kretyńskie scenki rodzajowe, idiotyczne sceny dialogowe, o których sami twórcy zapominają chwilę po ich nakręceniu i z całkowitą premedytacją ignorują rozpoczęte w rozmowach wątki, a także do bólu schematycznie prowadzona narracja sprawiają, że nawet w momentach, w których na ekranie coś się dzieje, ja nie byłem w stanie wykrzesać z siebie choćby iskry entuzjazmu.

Do tego dochodzi przedziwna schizofrenia. "Upadłe królestwo" stylistycznie wyraźnie przełamane jest na dwie części. Pierwsze dwa akty, to produkcja w stylu Asylum parodiująca stare "Parki jurajskie". Mamy więc sepleniącego złego. Jedyna pozytywna niekaukaska postać stanowi "comic relief", a główny najemnik wygląda, jakby został skopiowany z jakiegoś starego filmu z Michaelem Dudikoffem. Ta część mogłaby się uratować tylko wtedy, gdyby twórcy podeszli do niej z dystansem i postawili na zabawę kalkami, z których korzystają.

Potem jednak film przeskakuje na zupełnie inne tory. "Upadłe królestw" zaczyna wyglądać jak gadzia wersja "Koszmaru z ulicy Wiązów". Nowy potwór ma więcej wspólnego z Freddym Kruegerem niż z dinozaurami. Twórcy zapewne są zadowoleni z takiego jego kształtu. Mnie jednak on kompletnie nie przypadł do gustu. To nie jest już dziki drapieżnik, którego instynkt zabójcy jest silniejszy od instynktu przetrwania człowieka. Nie budził więc u mnie przerażenia ani ekscytacji, lecz potraktowałem go po prostu jako kolejną demoniczną postać, która miota się po domostwie w poszukiwaniu ofiar.

"Jurassic World: Upadłe królestwo" ostatecznie przekonało mnie, bym dał sobie spokój z tą serią. Jeśli więc powstanie kolejna część, wątpię, żebym ją zobaczył.

Ocena: 3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz