wtorek, 10 lipca 2018

Tag (2018)

Coś jest mocno nie tak z amerykańskimi komediami. Od dłuższego czasu (z wyjątkiem "Wieczoru gier") wszystkie one powielają ten sam schemat: kilka pomysłowych i nawet zabawnych scen zatopionych w niezmierzonych wodach nudy. "Berek" doskonale się w ten schemat wpisuje.



Sceny, w których grany przez Rennera bohater z offu komentuje akcję, są znakomicie zrealizowane z komediowego punktu widzenia. Są dynamiczne, pełne humoru sytuacyjnego, a często też z całkiem niezłymi tekstami na dokładkę. Reszta filmu już rzadko kiedy wzbija się ponad przeciętność. Od czasu do czasu któryś z bohaterów (głównie grany przez Buressa Sable) rzuci niezły tekst, ale przez większość filmu gapiłem się w ekran osowiały, czekając na kolejną próbę przydybania niepokonanego mistrza. Odnosiłem wrażenie, że scenariusz pisany był przez gości obżerających się słodyczami, po których dostawali cukrowej gorączki (i wtedy pisali pełne humoru i akcji sceny), która jednak szybko miła pozostawiając scenarzystów anemicznymi aż do momentu zeżarcia kolejnej paczki czekoladek czy cukierków.

Sam "Berek" zaś przypominał mi serial sprzed lat, w którym zagrali mniej znani krewni (głównie bracia) znanych gwiazd filmowych. Hamm, Jackson i nawet Renner wyglądają tu na komediowe gwiazdy drugiego sortu, które próbują przekonać, że mają to "coś", co powinno pozwolić im grać w pierwszej lidze, lecz ewidentnie tego "czegoś" nie mają (choć Renner pozytywnie mnie zaskoczył i sądzę, że powinien częściej decydować na granie w komediach). Chwilami było mi ich żal.

Ocena: 5

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz