niedziela, 13 sierpnia 2017

1:54 (2016)

Ciężkie jest życie tchórza. Lęk czyni go ślepym na miłość, która dosłownie leży na wyciągnięcie ręki; czyni go podatnym na cierpienie, kiedy mrozi go w bezruchu w chwilach, gdy bliscy jego sercu najbardziej potrzebują pomocy; czyni go niemy, kiedy powinien poprosić o pomoc; czyni go bezradnym nawet w momentach, kiedy wydaje się zdeterminowany i zawzięty. Jednak ten, komu wydaje się, że może bagatelizować tchórza, popełnia śmiertelny błąd. Nie ma bowiem ludzi bardziej niebezpiecznych od tchórzy postawionych w sytuacji bez wyjścia. Są wtedy niczym wściekłe ze strachu zwierzęta: zaatakują każdego, na oślep, w sposób niemożliwy do przewidzenia. I o tym właśnie opowiada "Odwet".



Tim mógł mieć wszystko, gdyby tylko zdołał przezwyciężyć strach. Oczywiście z boku łatwo się to mówi. Widz wyraźnie dostrzega całą masę ludzi, którzy chętnie wyciągną ku niemu pomocną dłoń. Czasem może to niewiele znaczyć (jego ojciec jest tego najlepszym przykładem), a jednak lepsze byłoby to, niż samotność. Jednak Tim pozostaje sam ze swoim bólem, poczuciem winy, wstydu, desperacji i hańby. Reżyser, Yan England, świetnie uchwycił zmagania bohatera, który świadom jest własnej bezradności, który desperacko próbuje przezwyciężyć własne ograniczenia, a jednak raz za razem przegrywa z własną naturą. "Odwet" pozwala zrozumieć zachowanie, które oceniane racjonalnie, na chłodno, z boku, wydaje się bezrozumne i idiotyczne. England prosto i klarownie przekazuje widzom to, w jakim piekle znajduje się bohater.

Dlatego też tak drażnią uproszczenia i ewidentne manipulacje, których dopuszcza się w budowaniu historii Tima. Szczególnie wyraźnie rzuca się to w oczy w przypadku konstrukcji dorosłych postaci. Ojciec to chodzący stereotyp rodzica, który mimo kochającej postawy jest bezsilny w relacjach z dorastającym dzieckiem, nie potrafiąc znaleźć z nim punktu porozumienia. To jednak można jeszcze wybaczyć. W końcu stereotypy często mają swoje uzasadnienie w rzeczywistości.

Nie potrafię jednak przejść do porządku dziennego nad postawą trenera. Gdy tylko Tim trafia do drużyny biegaczy, staje się jego pupilem. Zajmuje się nim nawet po godzinach, a kiedy przychodzi do zawodów, to jemu kibicuje, a nie Jeffowi – chłopakowi, który trenuje biegi od lat i który postawił wszystko na udział w mistrzostwach kraju. W pewnym momencie doszło do tego, że zacząłem współczuć Jeffowi, choć jest to drań i chętnie zobaczyłbym to, jak Tim się na nim mści.

Nie do końca podoba mi się też końcówka. Jest zbyt naiwna, przewidywalna i ckliwa. Choć spodziewałem się takiego finału, biorąc pod uwagę sceny z eksperymentami z początku filmu, to jednak po cichu liczyłem, że reżyser wykaże się większą oryginalnością.

Ocena: 6

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz