Posty

Wyświetlam posty z etykietą Jessica Biel

Shock and Awe (2017)

Obraz
Doskonale pamiętam to, o czym opowiada ten film. I z łatwością przychodzi mi identyfikowanie się z jego bohaterami. Ileż sam przeprowadziłem dyskusji na temat Iraku i broni masowego rażenia. I podobnie jak bohaterowie z niedowierzaniem patrzyłem, jak ludzie wierzą absolutnie w to, co głosiła amerykańska propaganda. Sam wielokrotnie musiałem się bronić przed ostrymi atakami tych, którzy nie mieli najmniejszych wątpliwości, że Irak odpowiadał za 11 września, że próbuje zdobyć materiały do budowy broni nuklearne, że ma mobilne laboratoria broni biologicznej.

The Tall Man (2012)

Obraz
Wow, "Człowiek z Cold Rock" to fenomen na skalę światową. Jest to pierwszy film, jaki pamiętam, który w połowie składa się z zakończeń. Tak – liczba mnoga nie jest przypadkowa. Fabuła filmu zostaje rozwiązana wielkim twistem gdzieś w połowie i od tego momentu mamy jedno zakończenie za drugim. A wszystko to ciągnie się i ciągnie i ciągnie.

Playing for Keeps (2012)

Obraz
Pewne rzeczy się nie zmieniają. Należy do nich z całą pewnością kaznodziejstwo Gabriele Muccino. Ale już wolę, kiedy opowiada miłe bajeczki, niż kiedy uderza w wysokie tony próbując powiedzieć coś ważnego. "Trener bardzo osobisty" to kolejna produkcja Muccino, którą mógłby sponsorować Watykan. Tym razem tematem katechezy jest ojcostwo, odpowiedzialność rodzicielsko-partnerska jak i ustalanie priorytetów. Muccino pokazuje, że największym wyzwaniem nie jest radzenie sobie z problemami, ale powstrzymywanie się przed pokusami, kiedy świat zdaje się leżeć u naszych stóp. Niestety to, co opowiada reżyser z życiem codziennym niewiele ma wspólnego. W takie bajeczki to uwierzyć mogą jedynie ci widzowie, którzy mają pracę i pełne lodówki. Reszta może sobie co najwyżej pomarzyć o takim luksusie, jakim jest odrzucenie dobrej pracy, bo rodzinne wymagania są inne. Niemniej jednak Muccino fajnie pokazał relację ojca i syna. Nawet jeśli otoczka fabularna jest naiwna i mocno kłamliwa, ...

Hitchcock (2012)

Obraz
"Hitchcock" jest w zasadzie kolejną standardową opowieścią o twórcy-wampirze. Genialny reżyser bezwzględnie wykorzystuje otoczenie, by karmić swoje obsesje i tworzyć niezwykłe dzieła sztuki. Jest psychopatą, który potrafił zaaklimatyzować się w świecie ludzi. I gdyby tylko o tym był "Hitchcock", nie wart byłby uwagi. Na szczęście jest to również film o kobiecie, żonie słynnego reżysera. To ona okazuje się być prawdziwym geniuszem. Jej siłą jest równoważenie kreatywności z twardym pragmatyzmem. Dzięki postaci Almy Reville filmy wydobywa się z banału i nabiera rumieńców. Choć może nie jest to zasługa samej postaci Almy, ile grającej ją Helen Mirren. Dominuje w każdej scenie, w której się pojawia. Anthony Hopkins, który gra lepiej niż się tego spodziewałem, nie dorasta jej do pięt. A jej monolog, kiedy wygarnia mężowi prawdę, to perła, dla której warto obejrzeć film w całości. Dialogi mogłyby być nieco lepsze. Za to charakteryzacja jest bezbłędna. A Toni Collett...

Total Recall (2012)

Obraz
Doświadczenie uczy, że kiedy film ma więcej niż dwóch scenarzystów, to nie może być dobry. A "Pamięć absolutna" wylicza ich w napisach aż pięciu (więc zapewne drugie tyle nie spełniło wymogów WGA i nie zostali włączeni). Dlatego też byłem rozczarowany, kiedy okazało się, że nie jest to aż tak zły film, jak to liczba "kucharek" sugerowała. Niestety jeszcze bardziej rozczarowało mnie to, że film ma równie niewiele wspólnego z opowiadaniem Dicka, co film Verhoevena. Tak. "Pamięć absolutna" Wisemana nie jest bowiem nową adaptacją prozy Dicka, a remakem – i to dość wiernym – "Pamięci absolutnej" sprzed 22 lat. Paradoksalnie jednak w tym tkwi siła filmu. Wiseman i spółka pozostając wierni oryginałowi jednocześnie wszystko postawili na głowie. Dzięki temu udało się poprawić liczne błędy filmu Verhoevena. Oryginalna "Pamięć absolutna" była fajną produkcją rozrywkową, brutalną ale jednak mocno infantylną. Tu co prawda brutalności jest mnie...

Powder Blue (2009)

Obraz
Czy ten pocałunek na końcu miał mi przynieść nadzieję na lepsze jutro? Jeśli tak, to muszę rozczarować twórców, na mnie to nie podziałało. Oglądając "Błękitny deszcz" miałem wrażenie, że sfinansowała go jakaś ekstremalna grupa chrześcijańska. Bóg w tym filmie to przerażająca istota. Jurysta, przy którym o wybaczeniu i nadziei możemy zapomnieć. To nadzorca pilnujący, byśmy żyli w kieracie wyznaczonych nam ról. I jak długo jesteśmy spolegliwi, tak długo kara wisi nad nami niczym miecz Damoklesa. Ale wystarczy, że na chwilę się zapomnimy, pozwolimy sobie na miłość, marzenia o lepszej przyszłości, nawiną wiarę, że jutro wszystko będzie dobrze, by miecz spadał na nas z mocą wszechwładnego gniewu. A jeśli jakimś cudem, Bóg postanowi na "przebaczyć", to robi z tego wielkie show i oczekuje wdzięczności. A przecież nic nie zostało wybaczone, nic nie zostało zapomniane. To tylko kot bawiący się myszą przed jej pożarciem poluzował pazury dając myszy iluzję uwolnienia. ...

New Year's Eve (2011)

Obraz
Ponoć nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki. Co nie znaczy, że ludzie tego nie próbują. Garry Marshall odniósł sukces z "Walentynkami" , więc postanowił powtórzyć go z "Sylwestrem". Rezultat jest opłakany. Podobnie jak w "Walentynkach" Marshallowi w ogóle nie udało się oddać ducha świąt. Ale tamten film miał przynajmniej zabawne momenty. W "Sylwestrze" mogę je zliczyć na palcach jednej ręki. Najbardziej rozśmieszyło mnie Tila Schweigera Szwabem. Zabawne było też urodzenie przez Biel płyt z "Walentynkami" oraz taniec Zaca Efrona. Reszta jest niestety nudna, wymuszona i wtórna. Reżyser bazuje na stereotypach i tym, co widzowie doskonale znają, stąd Sofía Vergara czy Lea Michele zachowują się tak, jakby wciąż byli na planie seriali, które przyniosły im sławę. Zwłaszcza potraktowanie innych ras i narodowości aż prosi się o naganę. Niestety wypada do kina na "Sylwestra w Nowym Jorku" był jedną wielka pomyłką. Szkoda. ...

The A-Team (2010)

"Drużyna A", podobnie jak wcześniej "Książę Persji" , wyraźnie udowadnia, że współcześni faceci mogą bawić się tylko przy olbrzymim nasyceniu fabuły przemocą. W "Indianie Jones" mało kto giną, a w serialowej "Drużynie A" wybuchów i strzelanin było multum, ale trupów już w ogóle. Tymczasem i "Książę" i "Drużyna" pełne są trupów, strzelanin i ogólnego chaosu. Ot znak czasu i choć często nie mam z tym problemów, to jednak od święta mógłby powstać film bardziej oldschoolowy. Jako wersja serialu "Drużyna A' okazała się sporym rozczarowaniem. Nie to chciałem obejrzeć na dużym ekranie. Jednak z drugiej strony jestem wielkim fanem "Asa w rękawie", poprzedniego filmu Carnahana. "Drużyna A" bardzo tamten obraz przypomina. Oczywiście jest to podobieństwo tego samego rodzaju porównywanie tygrysa do zwykłego dachowca, ale tak patrząc "Druzyna" wcale nie jest tak zła. Podobał mi się Sharlto Copley w ro...

Valentine's Day (2010)

Jeżeli miał to być film o miłości, to niestety twórcy polegli na całej linii. W "Walentynkach" nie ma w ogóle miłości (no, może przemyka gdzieś daleko na drugim planie, ale zdecydowanie brak jej na pierwszym). Jest to film przeraźliwie depresyjny, pokazujący ludzi jako desperatów, którzy nie potrafią żyć sami, którzy spędzają każdą wolną chwilę czepiając się innych w poszukiwaniu drugiej połówki. Zazwyczaj są jednak ślepi albo też wymyślają sobie różne przeszkody, które bycie we dwoje uniemożliwiają. To, co króluje w filmie to strach: wszechogarniający lęk przed byciem samemu. Tak naprawdę Walentynki to nie święto zakochanych, lecz święto desperatów, ale ponieważ nazwa ta jest za mało pozytywna, rozumiem dlaczego się nie przyjęła. Mimo gorzkiego i przygnębiającego portretu ludzkości, film bawi. Ku mojemu zaskoczeniu Garry Marshall dość sprawnie poradził sobie z całym tabunem równorzędnych bohaterów. Oczywiście pisząc to mam na myśli tylko to, że film trzyma się ku...

Home of the Brave (2006)

"Gwiazdy" kina i aspirujący do tego miana aktorzy serialowi próbują udowodnić, że posiadają talent. Wychodzi im to średnio. Zresztą cała produkcja jest mocno przeciętna. Ot kolejny obraz o wojnie w Iraku. Znów mamy to samo. Koszmar wojny, pragnienie powrotu do domu, tragedia ostatniego dnia i w końcu dom, w którym jednak nie można się odnaleźć. Wszystko jest tutaj sztampowe i znane, tak że miejscami aktorzy irytowali mnie swoim fałszem. "Odwaga i nadzieja" jest kolejnym obrazem pokazującym jak wygodny stał się człowiek Zachodu. Gdzie zaginął duch wojownika. To, co kiedyś było chlebem powszednim – wojna i zabijanie – dziś staje się traumą nie do przejścia. Znów powstaje pytanie: kiedy staliśmy się tacy słabi i kiedy przestaliśmy oceniać to jako słabość a raczej jako zaletę, dowód naszego człowieczeństwa? Niestety film Winklera nie daje nawet cienia odpowiedzi na to pytanie. Ocena: 5