Teraz już wiem, jaki jest sens wczesnego ujawniania tożsamości postaci, która ma być największą tajemnicą filmu. Dzięki temu odwraca się uwagę widza od tego, jakimi kretynami są bohaterowie, którzy w teorii mają być niezrównanymi asami w tym, co robią. Taki Kasjusz. Skoro wie, że ktoś się pod niego podszył, dlaczego dał się wypłoszyć? Gdyby wiedział o Bozłowskim, to co innego, ale on nie wiedział. Za to powinien wiedzieć, że tylko parę osób mogło mieć interes w tym, żeby go ujawnić (i pewnie zabić, w jego zawodzie to przecież oczywiste). A mimo to jest mocno zaskoczony kiedy dodanie dwa do dwóch daje mu cztery. A Geary? Scena, kiedy w końcu odkrywa tożsamości Kasjusza to jedna z najgłupszych scen dedukcji, jakie przyszło mi oglądać. Ale ponieważ to była nowina tylko i wyłącznie dla niego, a widzowie wiedzieli już od dawna, więc im to nie przeszkadzało (a przynajmniej tak uznali twórcy). Otóż mnie przeszkadzało. Szkoda, że film został dobrze zrobiony, bo zdecydowanie miałem ocho...