Czasami żałuję, że za robienie złych filmów nie idzie się do więzienia, być może wtedy niektórzy pomyśleliby dwa razy, zanim wzięli do ręki kamerę. Szczególnie boli to nie w totalnych gniotach, ale tych, w których był bardzo duży potencjał. Do tej grupy należy "Zajście awaryjne". Film ma znakomity pomysł: Bohaterka dowiaduje się, że zostało jej już tylko jedna komórka jajowa, więc za wszelką cenę chce zajść w ciążę. Problem w tym, że nie bardzo ma z kim, bo pokłóciła się właśnie ze swoim chłopakiem, który o dzieciach nie myśli. Ma cztery dni, by złowić idealnego dawcę nasienia. Pomysł pierwsza klasa. To mogła być żeńska odpowiedź na "Kac Vegas" i wszystkie filmy Judda Apatowa. Do tego obraz realizowano w Wielkiej Brytanii, a chyba każdy wie, jak niepoprawnie śmieszne komedie potrafią kręcić Brytyjczycy. (Paul Telfer) W "Zajściu awaryjnym" niestety na pomyśle się skończyło. Większość gagów jest nieśmieszna, albo ledwie zabawna. Niemal wszystkie randki t...