Posty

Wyświetlam posty z etykietą Richard Coyle

Pusher (2012)

Obraz
Zupełnie niepotrzebny film. Naprawdę. Co rzecz jasna nie jest żadnym zaskoczeniem. Dziwi mnie natomiast fakt, że w ogóle ktokolwiek chciał go zrobić. Nie chodzi mi tu o samą ideę remake'ów, te mi w ogóle nie przeszkadzają, przeciwnie, uważam, że pełnią ważną funkcję, bowiem pokazują na jednym i tym samym przykładzie, jak zmienia się kultura, jak zmieniają się zainteresowania, akcenty obyczajowe i estetyczne. Ale brytyjski "Pusher" pozbawiony jest jakiegokolwiek pomysłu na to, dlaczego powstał i co chce pokazać poprzez historię, która już została na świecie rozsławiona.

The Food Guide to Love (2013)

Obraz
"Szczypta miłości do smaku" pozytywnie mnie zaskoczyła. Nie tym, jakim jest filmem – to akurat można było łatwo przewidzieć po samym opisie fabuły. Zaskoczyła mnie tym, jaką wywołała u mnie reakcję. O dziwo bowiem film spodobał mi się.

W.E. (2011)

Obraz
Ale mnie Madonna zaskoczyła. I to drugi raz! Po całkiem niezłym debiucie, zrobiła film, który jest naprawdę piękny. Nie spodziewałem się, że jest z niej aż tak dobra filmowa poetka. "W.E." urzekł mnie zmysłowością, namiętnością i zrozumieniem, że natura ludzka nie jest jedno- czy nawet dwuwymiarowa.

Grabbers (2012)

Obraz
"Trzeźwe potwory" to całkiem sympatyczny horrorek zrobiony nie do końca poważnie. Kiedy potwory zjawiają się w małej irlandzkiej wiosce, ich harce pokazane są dość dokładnie. Jednocześnie od czasu do czasu pojawiają się okruchy humoru. Niestety jest go za mało, jak na tak świetny pomysł. Bo pomysł jest pierwszorzędny: jedynym ratunkiem przed potworami z kosmosu jest upicie się w sztok. Kiedy słyszy się taki opis, to można spodziewać się szaleństwa i wariackich wygłupów po pijaku. O dziwo tu prawie w ogóle tego nie ma. Niewiele też jest rzeczywistej dynamiki. Całość, choć absurdalna, rozgrywa się zgodnie z senną atmosferą prowincjonalnej wioski. Za dowód na to posłużyć może fakt, że jednym z najzabawniejszych momentów jest przedstawiający się pełnym imieniem i nazwiskiem Polak. Ocena: 6

5 Days of War (2011)

Obraz
Swój najnowszy film Harlin zaczyna od cytatu o tym, że pierwszą ofiarą wojny jest prawda. Zapewne użył go w innym znaczeniu, ale dla mnie jest to przyznanie się reżysera do tego, że jego film jest kłamstwem. I jest to jedyne szczere zdanie wypowiedziane przez reżysera. Harlin kłamie mówiąc o konflikcie gruzińskim. Podział na dobrego Saakaszwiliego i złego Putina i Miedwiediewa jest tak naiwny, że pozostawię go bez komentarza. Harlin sprytnie uzasadnia ten podział zaczynając swą opowieść tuż przed inwazją Rosjan. Ale zapomina o miesiącach i latach, które poprzedzały te wydarzenia, przez co wybiela Saakaszwiliego. Harlin kłamie, kiedy próbuje nas przekonać do tego, że "5 dni wojny" ma przybliżyć nam koszmar wojny. Owszem, reżyser zalicza wszystkie "klasyczne" sceny wojennego piekła. Tyle tylko, że jego ofiarami są nieistotni statyści i bohaterowie drugiego planu. Ale na wojnie giną nie obcy ludzie ale osoby bliskie, po stracie których bólu długo nie można ukoi...

Franklyn (2008)

Obraz
To jest kino jakie lubię. "Franklyn" to opowieść rozgrywająca się w labiryncie rzeczywistości. Część zdarzeń ma miejsce jedynie w głowach chorych bądź zranionych osób, część ma miejsce w rzeczywistości. Tylko czy to rozróżnienie ma jakiś sens. Czy to, co niby jest tylko w głowie jest przez to mniej realne. Koniec końców wszystko przecież sprowadza się do działań. Gerald McMorrow stworzył prawdziwie schizofreniczną opowieść o bólu i stracie. Irracjonalne wydarzenia, z którymi nie sposób sobie poradzić rodzą nowe światy. W nich gubimy się jak w labiryncie i tak samo jest z widzami, którzy nawet jeśli rozpoznają co jest jawą a co zwidem i tak będą mieć wielkie problemy z wyjściem z labiryntu. I to jest w tym fantastyczne. Sugestywna wizja, mroczna, ciężka atmosfera i trzy historie, które związane są ze sobą, choć ich spotkanie będzie... wybuchowe. Zakończenie nieco rozczarowuje, ale cóż począć, w końcu "Franklyn" to baśń, a w baśni gdy giną światy, rodzi się miłość. O...