Oj, pogubił się Warner, mocno pogubił. Lepiej byłoby, gdyby "Green Lantern" nie powstał, jeśli to właśnie jest efekt końcowy. Jedyne, co jasno wynika z filmu to fakt, że nikt w Warnerze nie ma pomysłu na kręcenie komiksowych adaptacji. Pierwszym kardynalnym błędem jest brak pomysłu na ugryzienie takiego komiksu jak GL, by wyglądało to atrakcyjnie w kinie. Stąd miotanie się od familijnej rozrywki po awanturniczą przygotówkę, od fabuły prowadzonej całkiem na serio po dystans i autoironię. Miałkie dialogi, brak angażującej akcji, karykaturalni przeciwnicy, brak napięcia i chaos, chaos , chaos oto, co wyszło z tego braku zdystansowania. A przecież zaangażowanie Ryan Reynoldsa aż prosiło się o humorystycznej podejście (przynajmniej do sceny finałowej, kiedy film mógłby wskoczyć na poważniejsze tony). Drugim kardynalnym błędem było pisanie scenariusza wyraźnie z kategorią R, a potem kastrowanie go ze scen, które mogłyby skutkować zbyt surową kategorią wiekową. Jednak zwykła za...