Posty

Wyświetlam posty z etykietą Adewale Akinnuoye-Agbaje

Trumbo (2015)

Obraz
Dobrze zrobiłem oglądając najpierw "Do końca", a dopiero potem wcześniejszy film "Trumbo". Dzięki temu zła opinia, jaką miałem o współpracy Jaya Roacha z Bryanem Cranstonem, została zatarta. "Trumbo" to solidna filmowa robota. Dobrze nakręcona, bardzo dobrze zagrana i opowiadająca ciekawą historię. Jedyny zarzut, jaki mam, to ten, że nie jest to do końca biografia Daltona Trumbo. Jego postać nie otrzymuje pogłębionego portretu psychologicznego, a wydarzenia z jego życia dzieją się trochę obok niego samego.

Tour de Pharmacy (2017)

Obraz
Kocham "Siedem dni w piekle". To było czyste szaleństwo i popis komediowego absurdu najwyższej próby. Dlatego też, gdy tylko dowiedziałem się, że odpowiedzialni za niego Jake Szymanski, Murray Miller i Andy Samberg postanowili zrobić kolejny film w podobnej konwencji, z niecierpliwością wyczekiwałem jego premiery. Oczywiście, moje oczekiwania okazały się zbyt duże wobec tego, co twórcy zaprezentowali.

Suicide Squad (2016)

Obraz
Jestem zawiedziony. Myślałem, że zobaczę jeden z najgorszych filmów roku. A tymczasem "Legion samobójców" nie gra nawet w przybliżeniu w tej samej lidze co "Dzień Niepodległości: Odrodzenie", "Alicja po drugiej stronie lustra", "Królowa pustyni" czy "Point Break – Na fali". David Ayer zrobił typowy dla siebie film, który niczym szczególnym na plus się nie wyróżnia, ale jest po prostu fajną geekową rozrywką i geek we mnie był po seansie w pełni usatysfakcjonowany.

Concussion (2015)

Obraz
Co za anachroniczne kino! I nie jest to zaletą. "Wstrząs" wygląda jak typowa telewizyjna zapchajdziura, która została podpimpowana gwiazdami w nadziei, że zostanie w ten sposób obsypana nagrodami. W przeszłości się to sprawdzało (vide Oscar dla najlepszego aktora dla "Symfonii życia"). Niestety dla Willa Smitha (i Baldwina, i Brooksa) "Wstrząs" trafił do kin w tym samym czasie co "Spotlight" i "Big Short", które również inspirowane były prawdziwymi historiami, a nie przypominały telewizyjnych reportaży.

Annie (2014)

Obraz
"Annie" to kino boleśnie poprawne. Oglądając go nikt by nie pomyślał, że jest to remake popularnego musicalu. Film Willa Glucka uniknął błędów, ale ceną za to jest bezduszność. Na próżno szukać tu dziecięcej radości, wzruszeń, magii i krzepiącej nadziei. Wszyscy bohaterowie odlani zostali z topornej formy i mechanicznie wprawieni w ruch. Na seans w niedzielny poranek to wystarczy. Sądząc jednak po liczbie gwiazd zaangażowanych w produkcję, nie o to twórcom chodziło.

Bullet to the Head (2012)

Obraz
Walter Hill powinien już chyba przejść na emeryturę. Zasłużoną, bo w końcu ma na swoim koncie kilka całkiem dobrych filmów. Szkoda więc, że na starość robi takie bzdury, którymi tylko niszczy swoją reputację. "Kula w łeb" to jedna z tych produkcji, którymi telewizje katują cierpiących na bezsenność. Jest to idealna zapchajdziura w ramówce o czwartej nad ranem, kiedy większość ludzi jeszcze smacznie śpi. Fabuła jest tak prosta, że ci nieliczni, którzy ledwo kojarzą o tak wczesnej/późnej porze, nie będą mieli najmniejszych problemów z podążaniem za kolejnymi zwrotami akcji (a raczej czymś, co te zwroty udaje i to równie nieprzekonująco co Rosati rosyjską dziwkę). Dialogi są tak tępe i walą po uszach tam mocno, że każdy widz dobrze zrobi umawiając się do neurologa na wizytę kontrolną, by sprawdzić, czy nie doszło do urazu mózgu. A gra aktorska! Matko jedyna, taka niekompetencja byłaby powodem do wstydu nawet na planie filmu pornograficznego. Jedynie scena walki na toporki...

Pompeii (2014)

Obraz
Ależ niemiłą niespodziankę sprawił mi Paul W.S. Anderson. Nie, wcale nie tym, że nakręcił zły film. To akurat było oczywiste i byłem na to przygotowany, w końcu nie jest to pierwsze jego "dzieło", z jakim mam do czynienia. Jego filmy zawsze były toporne fabularnie, kiczowate, ale to mi nie przeszkadzało. Na "Trzech muszkieterach" bawiłem się doskonale. Jestem też zapewne jedną z nielicznych osób, która będzie bronić "Resident Evil: Retrybucji". A wszystko dlatego, że podobała mi się energia i ekstrawagancja jego pomysłów i to, że (podobnie jak Boll) nie boi się sięgać po kicz i bawić nim siebie i ludzi. Jego filmy są złe, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Dają frajdę, zapewniają rozrywkę. I tego też oczekiwałem po "Pompejach". Niestety Anderson tym razem postanowił zrobić film zupełnie nie w swoim stylu. Zamiast więc energii i dynamiki, zaserwował opowiedzianą "po bożemu" katastroficzną historię miłosną. Scenariusz sprawia wrażeni...

Thor: The Dark World (2013)

Obraz
Drugi "Thor" to doskonały przykład filmu, z którego nic się nie wynosi, który zapomina się minutę po zakończeniu, ale który ogląda się całkiem dobrze. Jest dynamiczny. Ma jakiś tam humor, jakąś fabułę i sporo akcji. Rzecz nie ma większego sensu w skali makro. Gdyby nie scena po napisach, film mógłby w uniwersum Marvela nie istnieć. Problemem jest też jego największy atut, czyli Loki. Wydaje się, że Marvel nie ma pomysłu na tę postać i zamiast rozwijać ją konsekwentnie, idzie na żywioł, wykorzystując go jako uniwersalną zapchajdziurę. Fakt, sprawdza się w tym idealnie, ale potencjał ma na coś znacznie większego. Jednak za największy plus uznaję to, co Taylor uczynił z postacią Jane. W pierwszym filmie była to bohaterka, która o mało nie zniszczyła filmu, była tak irytująca. Tu jest jej więcej, ale irytuje jakby mniej. Co prawda nadal jest najbardziej mdłą z kobiecych postaci, ale widać poprawę. Swoją drogą psychoanalitycy mieliby używanie: fakt, że otoczony twardymi kobie...

Faster (2010)

Obraz
Zawsze niezwykle fascynuje mnie to, że w Hollywood ktoś daje pieniądze na rzeczy, które już na pierwszy rzut oka wyglądają na gniot. I jeszcze potrafią do tego przyciągnąć znane nazwiska! Kto przy zdrowych zmysłach sądził, że to się może sprzedać??? Jedyne co w tym wszystkim jest fajne to pomysł mściciela. Ale twórcy zrobili wszystko, by ten pomysł pogrzebać pod stertą idiotyzmów. Pierwszym i podstawowym błędem było zaangażowanie The Rocka. O ile na początku jeszcze trzyma poziom, o tyle im dalej w las, tym bardziej bliżej mu było do postaci z filmów familijnych, a nie z kina o twardych, bezkompromisowych facetach. Dodanie zboczeńca, policjanta-narkomana i nawróconego kaznodziei było już tylko gwoździem do trumny. Z całego filmu najciekawsza okazała się postać Zabójcy. Jego historia, jego obsesja była o wiele bardziej intrygująca niż to, co działo się na głównym planie. Ocena: 2

The Thing (2011)

Obraz
Oto kino ateistyczne w każdym calu. "Coś" przekonuje nas, że nie ma Boga czy duszy. Wszystko jest biologią. Nasze uczucia, wspomnienia, to co wydaje się z pozoru nienamacalne, ma swoje odwzorowanie na poziomie DNA i RNA, a co za tym idzie, może podlegać idealnemu odwzorowaniu. Dla głęboko wierzących "Coś" będzie więc przerażającym horrorem, bluźnierczym i bezrefleksyjnym portretem człowieka. Dla mnie była to produkcja, którą lepiej by mi się chyba oglądało w domu. Ma w sobie bowiem posmak kina z wypożyczalni: rozrywkowo w porządku, ale fabularnie naiwny i niekonsekwentny. Niektóre sceny bawią swoim absurdalnym przebiegiem (na przykład, dlaczego Kate nie przyznaje się do tego, że wie, iż Sam jest człowiekiem?). Za to tytułowe "coś" nie jest nadmiernie dopieszczone przez grafików komputerowych, przez co wpasowuje się nawet nieźle w całość. Niemniej jednak "Coś" to rozrywka jednorazowego użycia. Ocena: 6

Killer Elite (2011)

Obraz
Trudno jest mi oceniać "Elitę zabójców" inaczej niż w kategoriach komedii. Staruszek De Niro wygląda przezabawnie biegając z karabinem. Wstawki sentymentalne z dziewczyną Stathama są tak absurdalne, że z chęcią obejrzał bym jakiś melodramat wyreżyserowany przez twórcę "Elity" – to mogłaby być campowa komedia dekady. Ale "Elita zabójców" ma też kilka zalet. Przede wszystkim ma ciekawą intrygę, która jest w sposób całkowicie fałszywy pokazana w zwiastunie. W rzeczywistości jest bardziej skomplikowana i bierze w niej udział znacznie więcej graczy. Chwilami rzecz jasna brakuje logiki, ale całość przesiąknięta jest klimatem lat 80-tych, co w magiczny sposób sprawia, że kupuję tę konwencję. Jest też Jason Statham. W chwili obecnej to jedyna prawdziwa gwiazda kina akcji. Bohater Stathama prawie bez zadrapań wychodzić z sytuacji fizycznie niemożliwych i ja w to wierzę. Gdyby na miejscu Stathama był ktokolwiek inny, pewnie reagowałbym inaczej. Owen również ...

G.I. Joe: The Rise of Cobra (2009)

Obraz
Wiedziałem, że będzie to gniot, ale nie sądziłem, że aż taki. Na film wybrałem się mimo złych przeczuć, bo w obsadzie jest pełno osób, które lubię, z Adewale Akinnuoye-Agbaje na czele. To, co zobaczyłem na ekranie zdumiało mnie kompletnie. Aktorzy, o których, wiem, że potrafią grać, tu zachowywali się jak kompletne tłumoki. Jedynym usprawiedliwieniem byłoby dla nich to, gdyby okazało się, że reżyser nakazał im deklamować dialogi tak, jak to się robi w pornosach. A nawet wtedy to, co wyprawia Dennis Quaid byłoby niewybaczalne. Quiad sięgną dna i przebił się na drugą stronę wlokąc za sobą całą resztę: Akinnuoye-Agbaje, Eccleston, Gordona-Levitta, Miller, Pryce'a, Taghmaoui'ego. Fabuła jest równie tak rachityczna, jakby zagłodzoną ją w którymś z obozów pracy w Korei Północnej. Zaś efekty specjalne przywodzą na myśl gry na Spectrum bądź Atari, a nie produkcję wytwórni zrealizowaną na początku XXI wieku. Z całego filmu spodobała mi się tylko i wyłącznie pierwsza scena w...