Posty

Wyświetlam posty z etykietą William Friedkin

Killer Joe (2011)

Obraz
Jeśli nie masz w czymś doświadczenia, lepiej nie bądź zbyt pewny tego, że jesteś na tyle sprytny, by sobie z sytuacją poradzić. Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że znajdzie się parę osób mądrzejszych od ciebie. Ale nawet jeśli sprytem bijesz na głowę całe trailerowe towarzystwo, to i tak możesz paść ofiarą głupiego przypadku, bo jak to mówią life is a bitch . "Zabójczy Joe" to przez długi czas solidne kino, ale tak naprawdę niczym specjalnym się nie wyróżniające. Za to pod koniec robi się ciekawie. Scena obciągania udka z KFC jest bezcenna. A sam finał przypomina raczej najlepsze slasherowe jatki. McConaughey jest świetny, ale na głowę bije go Church, kiedy z rezygnacją patrzy, jak odkrywana jest cała prawda o szambie, w jakim się znalazł. Gdyby nie ostatnie 20 minut, film miałby u mnie o co najmniej jeden punkt gorszą notę. Ocena: 7

Bug (2006)

William Fredkin postanowił zrealizować film, jakich tak naprawdę nie robi się w Hollywood od 40 lat. "Robak" to bardzo sceniczny obraz, wystudiowana gra aktorska, jasny podział na akty dialogi żywcem wzięte ze sztuki teatralnej. Dziś taki rodzaj kina wydaje się sztuczny, przerysowany, przekombinowany, jednak kiedy Fredikn zaczynał reżyserską karierę był to wciąż obowiązujący kanon, który – o ironio! – filmami takimi jak "Egzorcysta" próbował zburzyć. "Robak" to studium szaleństwa, które w odpowiednich warunkach może być zaraźliwe. Historia kobiety, która nie może zapomnieć o zagubionym synu i teraz za sprawą schizofrenika sama popada w niebezpieczne urojenia ma swoją moc. Jednak sceniczność sprawia, że ogląda się to raczej jako traktat o granicach normalności niż dramat jednostki, która traci kontakt z normalnością. Ashley Judd w jednej z lepszych ról, Michael Shannon jak zwykle – on ma coś w sobie, że wiarygodnie wygląda jako wariat. Ocena: 6