Posty

Wyświetlam posty z etykietą Helen Hunt

How It Ends (2021)

Obraz
Kino niezależne przywodzące na myśl dawne produkcje indie , kiedy ich znakiem rozpoznawczym było mało akcji i sporo dialogów, jak we wczesnych filmach Kevina Smitha.

Ride (2014)

Obraz
Standardowa opowieść o tym, że czasem trzeba uciec, żeby się odnaleźć, że czasem trzeba gonić kogoś, by spotkać siebie, że skostniałą strukturę można odmienić tylko brutalnie ją niszcząc. Jest to więc film mało odkrywczy, ale dobrze zrobiony, z fajnymi bohaterami, których oczywiste perypetie z chęcią oglądałem.

The Sessions (2012)

Obraz
"Sesje" mają wszystko, co powinien mieć dobrze skrojony niezależny film amerykański: niebanalnych bohaterów, ciepły humor połączony z poważnym tematem i pomysłową fabułę. A jednak nie potrafiłem się w pełni do niego przekonać. Miałem wrażenie, że jest to film sztuczny, nieszczery, zrobiony na zamówienie, żeby zdjąć stygmat tabu z seksu ludzi niepełnosprawnych. Nie pomaga również fakt, że w tym roku widziałem "Nietykalnych". "Sesje" nie wytrzymują porównania, wypadając bardzo blado. Choć "Sesje" inspirowane są prawdziwymi wydarzeniami, trudno przychodzi mi uwierzyć w to, że mam do czynienia z bohaterami, którzy są ludźmi z krwi i kości. Obraz Bena Lewina jest zbyt wykalkulowany i przeintelektualizowany. Za mało jest w nim autentycznych uczuć. Do tego wszystkiego reżyser tak bardzo zafiksowany jest seksem, że nie zauważa innych tematów, od jakich roi się jego film. Stąd większość postaci potraktowana jest po macoszemu, a ich losy są zarysowan...

Every Day (2010)

Obraz
To ma być portret typowej rodziny zmagającej się z problemami dnia codziennego? Sorry, ale twórcy filmu chyba nie mają pojęcia, jak wygląda przeciętność. Choć z drugiej strony stworzyli rzecz doskonale przeciętną. Po 20 minutach, kiedy wszyscy bohaterowie zostali już przedstawieni, można spokojnie wyłączyć telewizor i dopowiedzieć sobie ciąg dalszy. Chłopak, który konfrontuje swoją naiwność co do świata randek, facet, który musi pokonać pokusę zdrady żony, kobieta, która musi zdążyć pogodzić się z ojcem, zanim ten umrze. Wszystko jest tak typowe dla kina spod znaku Sundance, że aż dziwię się, że tam nie miał film swojej premiery. Choć Tribeca to też dobre dla niego miejsce. Na zabicie czasu w sam raz. Szybko jednak z pamięci wyparuje. Ocena: 6

Then She Found Me (2007)

Gdyby Hunt wyreżyserowała ten film 10 lat temu, zapewne byłby przebojem. Teraz to po prostu kolejna niezależna produkcja z niezłymi nazwiskami, którą wyróżnia to, że zrealizowała ją laureatka Oscara. Większość pewnie w ogóle nie wie o jego istnieniu. Trochę szkoda, bo choć film nie wyrasta poza przeciętność niezależnego kina, mimo wszystko ogląda się to nieźle. W części komediowej Hunt udało się uchwycić tę życiową niezdarność bohaterów, którzy są barwni, zabawni, dowcipni, ale też wrażliwi i niepełni. Gdy film uderza w poważniejsze nuty, film staje się niezgrabny, wręcz toporny. Sceny te wyraźnie nie leżą Hunt jako reżyserce, co niestety mocno odbija się negatywnie na całości. W materiałach dodatkowych Hunt mówi, że tematem przewodnim jest zdrada. Cóż, nie dla mnie. Ja tu widziałem przede wszystkim przeolbrzymie pragnienie stania się całością, zaleczenia ran, które powstały tak dawno temu, że trudno jest odwrócić czas. Ten film jest o akceptacji siebie, z bliznami, jakie pozostawiło p...