Posty

Wyświetlam posty z etykietą Hope Davis

Greenland (2020)

Obraz
Ło matko. "Greenland" wygląda na film, który trzy dekady temu spokojnie mógł królować w wypożyczalniach kaset wideo. Wiernie bowiem odwzorowuje schemat narracyjny, który dziś się już nie sprawdza. Mamy więc rodzinę w kryzysie, która zjednoczony się, bo czym są zdrady w obliczu końca świata. Mamy irytującego dzieciaka, który istnieje tylko po to, by w odpowiednich momentach wprowadzić komplikacje w fabule. Mamy wreszcie spojrzenie na apokalipsę przez pryzmat paru jednostek. Co odbija się na kształcie opowieści i wypacza zakończenie.

Rebel in the Rye (2017)

Obraz
"Zbuntowany w zbożu" to kolejny przykład na nieudolność kina w próbie uchwycenia tajemnicy procesu twórczego. Od strony technicznej Danny Strong zrobił rzecz, której nie można nic zarzucić. Problem jednak w tym, że postać pisarza i to, jak powstają opowiadania i powieści, nakreślona została w sposób prymitywny i niewiarygodny.

Disconnect (2012)

Obraz
Fabularny debiut dokumentalisty Henry'ego Alexa Rubina to kawał solidnego kina, ale zarazem film kompletnie nieudany, jeśli chodzi o przekazanie myśli reżysera. Tytuł wyraźnie nawiązuje do Internetu i sugeruje, że obraz będzie formą kontemplacji tego, jak być z drugim człowiekiem w czasach relacji on-line. Jeśli ktoś tej myśli nie zrozumiał po samym tytule, to jest jeszcze krótki opis fabuły, który na przykład widnieje na IMDb: A drama centered on a group of people searching for human connections in today's wired world.

Captain America: Civil War (2016)

Obraz
Bardzo bałem się iść na ten film. "Kapitan Ameryka" to bowiem jedyna seria Marvela, która mi się w całości podoba. I miałem spore wątpliwości czy przy trzecim filmie nic nie zostanie zepsute. A mogło się tak stać. MCU zaczyna mnie już powoli męczyć. Pomimo powierzchownych różnić, filozofia stojąca za wszystkimi tytułami jest niezmiennym monolitem, a mnie nie do końca ona pasuje. Wszystkie słabości obecnego podejścia aż za dobrze naświetlił "Czas Ultrona". Niestety zwiastuny zapowiadały powtórkę z rozrywki. Zamiast filmu o Kapitanie Ameryce widziałem w nich raczej "Avengers 2.5".

Wild Card (2015)

Obraz
Simon West lubi pracować z Jasonem Stathamem. Szkoda tylko, że ta sympatia nie przekłada się na jakoś. "Joker" to kolejna rzecz z Stathamem, którą zapomni się jeszcze w trakcie jej oglądania.

Louder Than Words (2013)

Obraz
Anthony'emu Fabianowi nie można odmówić chęci do innego potraktowania bardzo sztampowego tematu. Reżyser "Więcej niż słów" dwoi się i troi, by jego film nie był nudnym rozliczeniem z tragedią i bezdusznymi starciami biurokratycznymi. I tylko za sprawą wysiłków jego i obsady w ogóle dotrwałem do końca. W oglądaniu ich męczarni było bowiem coś niezdrowo fascynującego.

The Family Tree (2011)

Obraz
Bardzo przeciętne kino robione według wzorca produkcji niezależnej. Nieco dziwaczna rodzina, jeszcze dziwaczniejsze wydarzenia, a wszystko to po to, by powiedzieć widzom, że rodzina jest ważna. Mdłe to, pozbawione oryginalności i pomysłu. Gdyby nie parę nieco zabawnych scen, nie byłoby w ogóle co oglądać. Najciekawiej wygląda w tym filmie podskórne przesłanie, że normalność jest chorobą, a choroba zdrowiem. Oto bowiem życie rodziny zmienia się, kiedy matka doznaje amnezji. Utrata pamięci jest traktowana jako choroba, ale w rzeczywistości okazuje się, że kobieta została oczyszczona z toksyn kompromisów, niedopowiedzeń i drobnych kłopotów, które narastają do rozmiarów rozwodowego nowotworu. Ocena: 6

Real Steel (2011)

Obraz
Czyżby rok 2011 miał być rokiem filmów familijnych? Jak na razie wszystko na to wskazuje. Po bardzo dobrym "Super 8" teraz Shawn Levy zachwycił mnie "Gigantami ze stali". Oglądając ten film poczułem się, jakbym znów był 12-letnim chłopcem. Man, it felt goood. Miałem idealne warunki do cieszenia się filmem: oglądałem oczywiście w oryginalne, byłem sam na sali, a wszystko to w kinie IMAX. Zero zakłóceń, nic, tylko czysta przyjemność i radość. Bo też "Giganci ze stali" to wspaniała baśń bardzo, naprawdę bardzo luźno inspirowana prozą Richarda Mathersona. W przeciwieństwie jednak do tego, co zrobiono z "Jestem legendą", spodobało mi się to, jak wywrócono do góry nogami literacki pierwowzór. Wyszła z tego świeża, ale zrobiona w bardzo klasycznym stylu baśń o rodzinie, przyjaźni i robotach. Prawdziwe cacko idealnie łączące w sobie stare kino w stylu "E.T." z nowym, przepełnionym komputerowymi efektami. I do tego akcja najwyższej próby. ...

The Nines (2007)

Obraz
John August postanowił dokonać rehabilitacji demiurga, owego stwórcy naszego świata, który zdaniem gnostyków czy katarów wcale nie jest Jedynym Bogiem. W tych koncepcjach religijnych demiurg ma jednoznacznie negatywny charakter. August postanowił na niego – stwórcę potężnego, ale nie nieomylnego – spojrzeć przychylniejszym okiem. W "Dziewięć" stwórca tak umiłował swoje własne dzieło, że postanowił zstąpić do niego. Jest niczym scenarzysta filmowy, który nie potrafi oderwać się od swoich postaci albo twórca gier, który zna kod "trybu Boga", ale rezygnuje z niego "bo to nie jest zabawne". Owszem, jest w tym pewna doza masturbacyjnego uzależnienia, potrzeba całkowitego zatracenia się w tym, czego się jest stworzycielem. W ten sposób August przygląda się jednak każdemu twórcy, każdemu rodzicowi i stawia pytanie o to, gdzie postawić granicę, kiedy należy uniezależnić się od swego dzieła. Film ma bardzo fajną konstrukcję. Trzy części. W każdej występują ci ...

Synecdoche, New York (2008)

Jeśli dla kogoś "Incepcja" była skomplikowana, ten niech lepiej nie bierze się za oglądanie "Synecdoche, New York". Nic z niej nie zrozumie. Tak jak u Nolana u Kaufmana rzeczywistość przypomina rosyjską babę-matrioszkę. W przeciwieństwie do Nolana granice pomiędzy kolejnymi warstwami są o wiele subtelniejsze, czasem naprawdę trudne do rozróżnienia. I to jest jeden z trzech największych atutów filmu. Drugim jest bardzo, ale to bardzo specyficzne poczucie humoru, które bawi ale nie powoduje salw śmiechu. Jak choćby w scenie, kiedy przerażona córka-hipochondryczka dowiaduje się, że w jej ciele jest krew. Trzecim atutem jest genialna obsada. Hoffman raz jeszcze wspina się na szczyty aktorskiego kunsztu. Nie jest tam sam, spotyka tam chociażby wyśmienitą Hope Davis. "Synecdoche, New York" to opowieść o życiu i umieraniu, to opowieść o śmierci będącej częścią życia. To subiektywna historia człowieka próbującego zrozumieć swoje własne istnienie. Opisać ten f...

Charlie Bartlett (2007)

Kiedy oglądałem "Charliego Bartletta", przypomniał mi się film "Więcej czadu". Oba w zasadzie opowiadają o tym samym: o chłopaku, który w nowej szkole nie bardzo się odnajduje, o młodzieńczych niepokojach i o tym, jak on wysłuchując zwierzeń innych próbuje im pomóc. Jest nawet moment grozy, kiedy jeden z pomniejszych bohaterów próbuje popełnić samobójstwo. Oba filmy zajęły również podobne miejsca w box offisie (poza pierwszą dziesiątką), czego kompletnie nie rozumiem, bowiem mnie osobiście i "Więcej czadu" i "Charlie Bartlett" przypadły do gustu. Porównanie obu filmów dużo mówi o zmianach, jakie zaszły w kulturze. W "Więcej czadu" samobójstwo jest skuteczne, w "Charliem Bartlecie" już nie. Działania młodych bohaterów nie mają więc tak tragicznych konsekwencji, co jest niezwykle intrygującą socjologicznie obserwacją zważywszy na fakt, że to właśnie w nowszym filmie młodzi ludzie są gwałtowniejsi i brutalniejsi w swoim zachowani...

The Lodger (2009)

No cóż, David Ondaatje chciał zrobić dreszczowiec w starym stylu. Nie do końca mu się to jednak udało. Film jest zrealizowany sprawnie, ale za bardzo podręcznikowo. Nie ma w nim polotu, prawdziwej atmosfery. Największym problemem jest jednak sama konstrukcja opowieści. Wprowadzając dwa równoległe wątki, od razu zdradza całą historię. Owszem, na końcu jest wprowadzony twist, który jednak wydaje się próbą na chama wykiwania tych, którzy zgadli od razu o co biega. Ta konstrukcja mogłaby się udać, gdyby sprawa kryminalna zeszła na drugi plan, a zamiast niej spróbowano wniknąć w psychikę bohaterów. Ondaatje mnoży jednak niepotrzebnie problemy, przez co wszystko jest potraktowane pobieżnie. Aktorsko film również stoi na dość przeciętnym poziomie. Lubię Shane'a Westa i Alfreda Molinę, ale naprawdę słabo się tu postarali. Jedynie Hope Davis trzyma poziom, lecz trzeba powiedzieć, że mając najbardziej efektowną postać, miała też najłatwiejsze zadanie. Ocena: 6