Posty

Wyświetlam posty z etykietą Fanny Ardant

ADN (2020)

Obraz
"DNA" przypomina trochę mandalę tworzoną z kolorowych ziarenek piasku. Jego siłą są bowiem poszczególne sceny, które potrafią złapać za serce, które zdają się tak prawdziwe, że zapominałem, iż są po prostu fikcją odegraną przed kamerami. Świetna sekwencja pogrążonego w żałobie wnuczka. Genialna rozmowa, w której córka z jednej strony mówi matce, że ją kocha, z drugiej, że nie znosi jej dotyku. Podobały mi się scenki z życia rodziny, ich kłótnie, podobieństwa w zachowaniu i charakterologiczne kontrasty. Oglądając "DNA" naprawdę miałem wrażenie, że reżyserce udało się uchwycić prawdziwe życie.

La belle époque (2019)

Obraz
Mówi się, że czas leczy rany. Ale to powiedzenie ma też i swoją mroczną stronę. Czas "leczy" nas także z tego, co pozytywne, jak choćby miłość. Victor i Marianne kiedyś kochali się na zabój. Dziś są sobie obcy. On żyje przeszłością i nie potrafi się odnaleźć w teraźniejszości. Ona cały czas ucieka w przyszłość, starając się trzymać rękę na pulsie technologicznych nowinek. Ich związek rozpadł się, a oni tego nawet nie zauważyli. Nie znaczy to jednak, że uczucie, które ich połączyło zniknęło. Ono wciąż w nich tkwi, tyle że przysypane gruzami codzienności. Na szczęście zyskają okazję odkopania jej. Czy jednak skorzystają z drugiej szansy?

Lola Pater (2017)

Obraz
Oglądając Fanny Ardant w roli kobiety, która kiedyś była mężczyzną, zastanawiałem się, czy transseksualizm rzeczywiście istnieje. Chodzi mi tu o to, czy rzeczywiście kobieta może być uwięziona w ciele mężczyzny? Czy może raczej mamy tu do czynienia z pewną fikcją, nie tylko z rzeczywistą kobietą, ile raczej z wyobrażeniem o kobiecie, jakie rodzi się w umyśle mężczyzny/chłopca, które staje się tak silne i autonomiczne, że rodzi tęsknotę, pragnienie, by stać się tego wyobrażenia ucieleśnieniem.

Five (2016)

Obraz
Co za rozczarowanie! Jestem fanem francuskich komedii. Są zazwyczaj dość głupiutkie, ale za to przyjemne w oglądaniu. Stawiają na dowcip sytuacyjny i slapstickowe gagi. Liczyłem, że "Nasza piątka" będzie jednym z lepszych przykładów takiego podejścia. W końcu obsada wygląda bardzo atrakcyjnie. Niestety przeliczyłem się.

Les beaux jours (2013)

Obraz
Nie istnieje "druga połówka", miłość życia, jedyna osoba, dla której bije mocniej serce. Wzajemne przyciąganie jest wypadkową kilku czynników, wśród których najważniejszym jest miejsce, w jakim w danym momencie znajdują się poszczególne osoby. Jeśli jest ono odpowiednie, coś może się narodzić. Jeśli nie, osoby mijać się będą ślepe na to, co mogłoby być. Co istotne uczucie takie nie jest wieczne. Raz rozbudzone wcale nie daje gwarancji, że wkrótce się nie wypali. W przypadku niektórych relacji płomień szybko zostaje rozniecony, by równie szybko zgasnąć. W innych żarzy się jeszcze długo po tym, jak z pozoru zgaśnie i można go ponownie rozbudzić.

La grande bellezza (2013)

Obraz
Zaczęło się znakomicie, najlepiej, jak tylko mogło. Sorrentino przy pomocy bardzo prostych i czytelnych symboli stworzył cudowną pieczęć Śmierci. Znak odciśnięty, uwertura zagrana, temat zaznaczony. Śmierć we wszystkich jej obliczach. Jest więc niespodzianką, zaskoczeniem, choć przecież zawsze winna być wyczekiwana. Jest wiecznością, niezmiennością, monumentalną obojętnością zaklętą w chłodnym pięknie sztuki i architektury. Jest zapowiedzią kryjącą się w twarzy dziecka. Jest śmiechem i wiarą. Jej echo daje nam pewność, że wciąż żyjemy. Jest też całunem przygnębienia, niewysłowioną wibracją, której magiczne, prawdziwe imię odnaleźć można w literackich obsesjach. Jest światłem i cieniem. Jest wspomnieniem. Jest gwarantem życia, ponieważ wyznacza jego początek i koniec. Ale to tylko jedna strona monety. "Wielkie piękno" ma bowiem dwie uwertury. Jeśli ktoś, jakimś cudem nie uchwycił symboliki pierwszej sceny, to ma jeszcze drugą. Na rewersie swej filmowej opowieści Sorrentin...

L'ora di punta (2007)

"Godzina szczytu" sprawia wrażenie, jakby została zrobiona przez ślepego i głuchego: dostali dobre materiały, ale nie potrafili się ze sobą dogadać na tyle, by to połączyć w jedną funkcjonalną całość. Historia faceta, który chciałby się dostać na szczyt nie jest odkrywcza, lecz dwie kobiety, szantaż, przeliczenie się z ambicjami – wszystko to dawało okazję do stworzenia intrygującej historii. Niestety Vincenzo Marra nie posiada cierpliwości, jaką winien się charakteryzować dobry bajarz. Nie rozwija płynnie wątków. Jemu wystarczy, że mężczyzna i kobieta są w jednym pomieszczeniu, a uczucie samo się rozpala (przynajmniej w jednej ze stron). Takich skrótów myślowych jest w "Godzinie szczytu" o wiele za dużo, by dało się to przełknąć. Co gorsza, czasem twórcom udaje się natknąć naprawdę na coś ciekawe, na przykład jakiś bardzo dobry kadr. Jest to jednak ignorowane i zupełnie nie wygranej w całość. Szkoda. Z całego filmu najbardziej fascynujący był dla mnie odtwórca głów...

Il divo (2008)

"Boski" to film, który poza granicami Włoch ma raczej małe szanse zyskać większe rzesze zwolenników. Jest zbyt mocno osadzony w historii tego kraju, zbyt wiele bierze za pewnik. Mimo sporej dozy przypisów, film jest jednak przeznaczony dla widzów, którzy znają historię Giulio Andreottiego. To bowiem, co widzimy na ekranie to ledwie migawki z jego ostatnich lat na piedestale. Paolo Sorrentino zresztą wcale nie kryje się z tym, że "Boski" nie jest filmem biograficznym. Wśród słów-kluczy najczęściej powtarzane jest 'enigma' – tym właśnie ma być Andreotti, a skoro jest enigmą, a fakty z jego życia są znane, ich powtarzanie i wyliczanie z typowym brakiem wdzięki filmowych biografii mijało się z celem. I Sorrentino ma rzecz jasna rację. To, co nam serwuje to pompatyczna opera w połączeniu z błazenadą commedia dell'arte. Eklektyzm formalny połączono ze znakomicie przemyślaną strukturę, która z serii ledwie powiązanych scen buduje emocjonalny portret człowieka n...