Uprzedzenia i fanatyzm to zabójcza mieszanka. Wystarczy jedna iskra, a rzeczy wymykają się spod kontroli tworząc łańcuch tragicznych wydarzeń, które niczym Czarna Śmierć bądź inna epidemia zmiotą z powierzchni ziemi każdego bez wyjątku. Wszystko zaczęło się od grzechu i wstydu. Potem pojawiła się zbrodnia. A za nią następna, zrodzona z uprzedzeń i irracjonalnej nienawiści. Atak ten wywołał równie irracjonalne pragnienie zemsty. To, przypieczętowane samoofiarą, prowadzi od śmierci do śmierci. Zemsta jest niczym samospełniające się proroctwo, potwierdzając, że sprawcy, którzy teraz są ofiarami, mieli rację wstępując na krwawą ścieżkę. I tak pętla się zacieśnia. Przerwać może to tylko bezinteresowna ofiara. Ale czy jest na nią miejsce w zaślepionym ignorancją i bigoterią świecie? Wiara wcale nie jest tak niewinna, jak się wydaje. W nieodpowiednich rękach jest mieczem samego Anioła Śmierci. "Miasto śmierci" byłoby całkiem fajnym filmem, gdyby twórcy bardziej skoncentrowali...