Nie jestem fanem twórczości Singha. Do tej pory niczym mnie nie zachwycił. Jednak jestem fanem filmów z gatunku peplum, więc "Immortals" było niejako lekturą obowiązkową. Po seansie mogę spokojnie stwierdzić, że jest to dla mnie najlepsze dzieło Singha, ale sam film mógł być lepszy. To, co najbardziej przypadło mi do gustu to fakt, że mimo olbrzymiego wysiłku włożonego w stworzenie wyjątkowej wizualnej stylizacji, reżyser nie zrezygnował z fabuły. Tu nie akcja, a bohaterowie napędzają historię. Tezeusz, choć nie jest tą postacią, którą znamy z mitów (co purystów pewnie przyprawi o pianę wściekłości), jest herosem interesującym, człowiekiem prostym, a jednocześnie charyzmatycznym. Ci, którzy znają mity greckie, będą mogli jednak mimo wszystko lepiej się bawić szukając smaczków w postaci elementów oryginalnych mitów, które w przekształconej formie znalazły swe miejsce w filmie. Oczywiście pierwsze skrzypce gra Mickey Rourke. Jego Hyperion to postać mocno skrzywdzona, kt...