Posty

Wyświetlam posty z etykietą Brett Goldstein

Thor: Love and Thunder (2022)

Obraz
Porzuć nadzieję ty, który wybierasz się na film Marvela. Jeśli już Taika Waititi nie jest w stanie sprawić, by produkcja Marvel Studios sprawiała mi radość, to chyba najwyższy czas powiedzieć "adios". Bo przecież "Thor: Ragnarok" należy do moich ulubionych filmów MCU, a "Miłość i grom" jest w dużej mierze powielaniem tamtych schematów. Nie jest to jednak udana kopia. Kilka poważnych błędów sprawiło, że nie potrafiłem się cieszyć filmem.

SuperBob (2015)

Obraz
To zdumiewające, ale "SuperBob" w całości opiera się na barkach jednego człowieka. Gdyby nie grający tytułowego bohatera Brett Goldstein, tego filmu w ogóle by nie było. To on łącząc wygląd i urok życiowego ciamajdy sprawia, że "SuperBoba" chce się oglądać. To on odpowiada za klimat, za pozytywne wibracje, jakich całość dostarcza.

The Knot (2012)

Obraz
"The Knot" prawie zupełnie zniszczyła mi okładka i znajdujący się na niej cytat z jakiegoś śmieciowego magazynu, który uznał film za połączenie "Kac Vegas" z "Druhnami". Spodziewałem się więc komedii, na której cały czas będę się śmiać. Oczywiście nic tego nie miało miejsca. Film Jesse'ego Lawrence'a to filmik sympatyczny, ale w gruncie rzeczy mało zabawny. Scen, na których głośno się zaśmiałem, można spokojnie policzyć na palcach jednej ręki. "The Knot" jest urokliwe głównie za sprawą miłej obsady. Jednak jako rozrywka nie oferuje nic poza bezbolesnym zabiciem czasu. Jedyne, co z niego zapamiętam, to nagość w scenach z wieczoru panieńskiego i kawalerskiego. Zabawy striptizowe pokazano dokładniej, niż to zazwyczaj czynią Amerykanie. Ocena: 4