Posty

Wyświetlam posty z etykietą Scarlett Johansson

Black Widow (2021)

Obraz
Oglądając "Czarną Wdowę" przypomniałem sobie, kiedy czytałem cykl Roberta Jordana "Koło Czasu". Pierwsze tomy bardzo mi się podobały. Ale w połowie cykl zaczął budzić moje frustracje. Każdy tom był grubą cegłą, co sugerowało masę historii i zwrotów akcji. W rzeczywistości 2/3 książek pozbawione były treści. Jordan opisywał każdy krok stawiany przez bohaterów, a pomiędzy jednym krokiem a drugim miały miejsce obszerne opisy tego, co sobie myślą. Wydarzeń istotnych dla całej historii było niewiele. W końcówce tempo trochę przyspieszało, by w kolejnym tomie znów przez większość nic się nie działo. Zrezygnowany ostatecznie porzuciłem "Koło Czasu". I nigdy nawet nie przyszło mi do głowy, by go skończyć.

Jojo Rabbit (2019)

Obraz
Sporo sobie obiecywałem po nowym filmie Taiki Waititiego. Na moje nieszczęście "Jojo Rabbit" ma więcej wspólnego z "Co robimy w ukryciu" niż z "Dzikimi łowami". Ja zaś należę do tej grupy, która to właśnie ten drugi film ceni wyżej. Wolę Waititiego w wykonaniu żywym, pełnym pasji, łączącym abstrakcję z prostotą. A tymczasem "Jojo Rabbit" jak "Co robimy w ukryciu" jest wytrawne, wyrafinowane, a szalone pomysły są przefiltrowane przez grubą warstwę humoru intelektualnego.

Marriage Story (2019)

Obraz
Noah Baumbach rozprawia się z mitem miłości kwitowanym od wieków sakramentalnym "żyli długo i szczęśliwie". W "Historii małżeńskiej" demaskuje rozpowszechniony w kulturze obraz miłości jako szkodliwy i destrukcyjny, tworzący nierealistyczne oczekiwania, przez które ludzie cierpią.

Avengers: Endgame (2019)

Obraz
SPOILERY Szczerze mówić wolałbym, żeby to "Wojna bez granic" była finałem dotychczasowego cyklu Marvela. Bo choć miała swoje wady, to mimo wszystko jest o wiele ciekawszym filmem od tego, co tym razem zaoferowali  bracia Russo. "Koniec gry" równa raczej do najgorszych wzorców MCU, z którymi do tej pory ci akurat reżyserzy nie mieli zbyt wiele do czynienia.

Captain Marvel (2019)

Obraz
Marvel przypomina mi szkolnego prymusa. Na początku musi się on mocno postarać i wykazywać na każdym kroku tym, że jest przygotowany, ponadprzeciętnie bystry i ambitny. Kiedy jednak już wszystkich nauczycieli przyzwyczai do tego, może spasować i jechać na opinii. Wystarczy, że będzie unikał ewidentnych wpadek, a rzeczy, które innym nie uszłyby na sucho, jemu są darowane.

Avengers: Infinity War (2018)

Obraz
Bracia Russo mają u mnie spory kredyt zaufania i za "Zimowego Żołnierza" i za "Wojnę bohaterów". Mimo to nie wierzyłem, że uda im się nakręci dobrą część "Avengers". Liczba postaci jest po prostu absurdalna i ogarnąć to wszystko zakrawa na cud. I cud się wydarzył. "Wojna bez granic" to widowisko, które dobrze się ogląda. Jest akcja, są dramaty, są czyny heroiczne, są - w końcu! - adwersarze (bo większość z nich nie do końca kwalifikuje się jako czarne charaktery), których pokonać nie jest tak łatwo nawet superbohaterom. Jest to zdecydowanie więcej, niż się spodziewałem. Choć w moim prywatnym rankingu filmów MCU, "Wojna bez granic" nie znajdzie się nawet w pierwszej piątce.

Isle of Dogs (2018)

Obraz
Animowane "The best of..." Wesa Andersona. Dla wielu osób może to być powód do kwękania, że wtórne, że reżyser zjada własny ogon i że kiedy robił to po raz pierwszy, było to świeższe i zabawniejsze. Cóż, mnie to, co zaprezentował Anderson w tym filmie podobało się, i to bardzo.

Sing (2016)

Obraz
Przez większość filmu nie sądziłem, że "Sing" przypadnie mi do gustu. Na początku ma za dużo postaci, fabuła zaś prowadzona jest zbyt liniowo. W efekcie jest to filmik mało wciągający i bardzo przewidywalny. Irytowało mnie też to, że większość piosenek prezentowana jest w bardzo krótkich fragmentach. Oczywiście zdaję sobie sprawę z pragmatycznych powodów takiej decyzji, co jednak nie zmienia mojej oceny.

Rough Night (2017)

Obraz
Coraz częściej amerykańskie komedia zaczynają wyglądać, jakby prace nad nimi zostały przerwane w połowie, po czym szybko ekipa wróciła na plan i byle jak zapchała dziury. "Ostra noc" ewidentnie powstała według tego wzorca. Twórcom starczyło czasu i energii na kilka zabawnych scen. Są one dopracowane, nieźle pomyślane i naprawdę można się na nich ubawić. Ale potem są całe sekwencje, gdzie nic się nie dzieje albo – co jest jeszcze gorsze – zaczynają się sceny symulujące rozwój lub przemianę bohaterek. Scena, kiedy bohaterki sobie wygarniają parę gorzkich słów, jest trudna do przełknięcia. To grafomania w stanie czystym.

Ghost in the Shell (2017)

Obraz
Mimo że zwiastuny przygotowały mnie na to, że amerykański GITS będzie słaby, to i tak czuję się mocno rozczarowany. Liczyłem bowiem na wydmuszkę – film pusty, ale przynajmniej ładny i efekciarski. Okazało się, że nawet tak ograniczone oczekiwania, to dla GITS za wysoko zawieszona poprzeczka.

Captain America: Civil War (2016)

Obraz
Bardzo bałem się iść na ten film. "Kapitan Ameryka" to bowiem jedyna seria Marvela, która mi się w całości podoba. I miałem spore wątpliwości czy przy trzecim filmie nic nie zostanie zepsute. A mogło się tak stać. MCU zaczyna mnie już powoli męczyć. Pomimo powierzchownych różnić, filozofia stojąca za wszystkimi tytułami jest niezmiennym monolitem, a mnie nie do końca ona pasuje. Wszystkie słabości obecnego podejścia aż za dobrze naświetlił "Czas Ultrona". Niestety zwiastuny zapowiadały powtórkę z rozrywki. Zamiast filmu o Kapitanie Ameryce widziałem w nich raczej "Avengers 2.5".

Hail, Caesar! (2016)

Obraz
Stało się! Trzy dekady bracia Coen byli w stanie tworzyć filmy, które mnie zachwycały. Jedne bardziej, inne mniej, jednak ZAWSZE wychodziłem z kina usatysfakcjonowany. Nie tym razem. "Ave, Cezar!" to koszmar, którego miałem nadzieję nigdy nie przeżyć na jawie.

Avengers: Age of Ultron (2015)

Obraz
Gdybym chciał oglądać "Transformers" Baya, to bym poszedł na "Wiek zagłady". Po Whedonie spodziewałem się jednak czegoś więcej niż zwyczajnego łubudu. Niestety efekty specjalne są jedyną atrakcją "Avengers: Czasu Ultrona". I to dość kiepską. Szybko się bowiem nudzą.

Under the Skin (2013)

Obraz
Wielkie Arkana Tarota rozpoczynają się kartą Głupca. Nazwa ta symbolizuje osobę, która żyje nieświadoma siebie, świata, prawd mniejszych i większych, choć może być przekonana, że jest inaczej. Ale jest to również głupiec w tym sensie, że wyrusza w drogę (lub zostaje do niej zmuszony przez okoliczności) ku oświeceniu. To droga, na której lepiej nie stawiać choćby jednego kroku. Samoświadomość jest bowiem siłą destrukcyjną. Stanowi śmierć, otwiera na cierpienie, którego źródło staje się oczywiste i zrozumiałe. Budzi pragnienia, by przekroczyć ograniczenia bytu, którym się jest. Za każdą cenę.

Lucy (2014)

Obraz
Czyżby Luc Besson wracał do typowego dla siebie poziomu? Trochę trudno jest mi w to uwierzyć, niemniej jednak po wielu słabych projektach, w końcu nakręcił coś, co choć w dalszym ciągu idiotyczne, to przynajmniej nieźle się ogląda.

Chef (2014)

Obraz
"Szef" jest pod wieloma względami filmem niewiarygodnym. Naprawdę trudno jest uwierzyć w to, jak obłędnie pozytywne jest to kino. Tu nie ma ani jednego negatywnego bohatera. Owszem, niektóre z postaci mają swoje potknięcia i czasem zachowują się nie do końca fair, ale nie ma w nich cienia prawdziwej złośliwości. To kino afirmacyjne, krzepiące na duszy, celebrujące to, co w ludziach najlepsze. Ale jest też trochę zbyt archaiczne jak na mój gust. Przypomina mi się "Swingers", który to film miał swoją premierę 18 lat temu. I o tyle mniej więcej jest spóźniony "Szef".

Captain America: The Winter Soldier (2014)

Obraz
Jestem rozdarty. Najnowsze dziecko Marvela rozczarowało mnie. Jestem fanem "Pierwszego starcia" i to, co zobaczyłem tym razem jest odwróceniem się i wypięciem na tamtą stylistykę. Co jeszcze bym był w stanie zrozumieć, gdyby twórcy zaoferowali coś w zamian. Ale tak nie jest. "Zimowy Żołnierz" nie ma własnego charakteru, brakuje mu wyrazu. Wpisuje się w całą serię podobnych produkcji. Zamiast Rogersa mógłby być Bond, Bourne czy Hunt, zamiast SHIELD (i akcji Wizja) zaś MI6, CIA/Treadstone czy IMF i tak naprawdę trudno byłoby zauważyć różnicę. To w ogóle nie jest film o Kapitanie Ameryce, już bardziej odpowiednim tytułem byłoby "S.H.I.E.L.D.", bo tak naprawdę połowa "Zimowego Żołnierza" jest przeprosinami dla dotychczas ignorowanych bohaterów serii Marvela, którzy tym razem mają swoje pięć (Hill), dziesięć (Fury), a nawet piętnaście (Romanoff) minut. No tak, ale abstrahując od Kapitana Ameryki i komiksu, to muszę przyznać, że "Zimowy Żołni...

Her (2013)

Obraz
Chyba jeszcze nie otrząsnąłem się z lektury Johna Crowleya, bo "Ona" to dla mnie gnoza w czystej postaci. Z tego też powodu nie jest to w moich oczach historia miłosna. Traktuję film tak samo, jak średniowieczne traktaty alchemiczne o oblubieńcach i oblubienicach i ich związkach. "Ona" jest więc opowieścią o świecie. To próba ubrania w słowa (a także w osoby, zdarzenia, przestrzenie, czas) myśli i emocji. Jest tu wszystko, co z szeroko pojętą wiedzą tajemną ma związek. Adam i Ewa, Szechina i Sophia. Niepamięć, przebudzenie. Dwoistość, merkuriańskie coniunctio oppositorum. Eidolon (w filmie Isabella). Logos i wywodząca się z niego idea narracji rzeczywistości, w której słowa nadają kształt rzeczy, rzeczy te stają się Prawdą lub też przestają nią być. Cykliczność, która jest podróżą nie po okręgu lecz trójwymiarowej spirali: powrót w to samo miejsce, które nie jest jednak tym samym. Spike Jonze jak na prawdziwego doktora sztuk tajemnych odsłania prawdę jednocześn...

Don Jon (2013)

Obraz
"Don Jon" dobitnie pokazuje, jak katastrofalne skutki dla psychiki ma nagminne oglądanie pornografii. Bo też trzeba mieć naprawdę mocno nie tak z głową, by Scarlett Johansson uznać za kobietę idealną. W "Don Jonie" wygląda bardziej jak ukraińska ulicznica niż samica alfa. Nie ma w sobie za grosz seksapilu, choć obcisłe wdzianka mile podkreślają jej kształty. Wystarczy jednak jedno spojrzenie na jej kartoflaną twarz, by cały urok wyparował. A sam film? To trzecie reżyserskie dzieło Gordona-Levitta, jakie mam przyjemność oglądać i niestety najsłabsze. Jak na razie wszystko wskazuje na to, że jest filmowym sprinterem. W krótkiej formie sprawdza się doskonale. Ale przy pełnym metrażu dostaje zadyszki i nie wytrzymuje do końca. "Don Jon" świetnie się zaczyna. Jest dynamiczny, barwny, widać pomysł na bohaterów ale i na sposób narracji. Pod koniec niestety pojawiają się rozgotowane kluchy, bohaterowie stają się coraz bardziej papierowi, a rozwiązania są tak...

Hitchcock (2012)

Obraz
"Hitchcock" jest w zasadzie kolejną standardową opowieścią o twórcy-wampirze. Genialny reżyser bezwzględnie wykorzystuje otoczenie, by karmić swoje obsesje i tworzyć niezwykłe dzieła sztuki. Jest psychopatą, który potrafił zaaklimatyzować się w świecie ludzi. I gdyby tylko o tym był "Hitchcock", nie wart byłby uwagi. Na szczęście jest to również film o kobiecie, żonie słynnego reżysera. To ona okazuje się być prawdziwym geniuszem. Jej siłą jest równoważenie kreatywności z twardym pragmatyzmem. Dzięki postaci Almy Reville filmy wydobywa się z banału i nabiera rumieńców. Choć może nie jest to zasługa samej postaci Almy, ile grającej ją Helen Mirren. Dominuje w każdej scenie, w której się pojawia. Anthony Hopkins, który gra lepiej niż się tego spodziewałem, nie dorasta jej do pięt. A jej monolog, kiedy wygarnia mężowi prawdę, to perła, dla której warto obejrzeć film w całości. Dialogi mogłyby być nieco lepsze. Za to charakteryzacja jest bezbłędna. A Toni Collett...