Black Widow (2021)
Oglądając "Czarną Wdowę" przypomniałem sobie, kiedy czytałem cykl Roberta Jordana "Koło Czasu". Pierwsze tomy bardzo mi się podobały. Ale w połowie cykl zaczął budzić moje frustracje. Każdy tom był grubą cegłą, co sugerowało masę historii i zwrotów akcji. W rzeczywistości 2/3 książek pozbawione były treści. Jordan opisywał każdy krok stawiany przez bohaterów, a pomiędzy jednym krokiem a drugim miały miejsce obszerne opisy tego, co sobie myślą. Wydarzeń istotnych dla całej historii było niewiele. W końcówce tempo trochę przyspieszało, by w kolejnym tomie znów przez większość nic się nie działo. Zrezygnowany ostatecznie porzuciłem "Koło Czasu". I nigdy nawet nie przyszło mi do głowy, by go skończyć.