X-Men: First Class (2011)
Wow! Po prostu wow! Jestem pod olbrzymim wrażeniem tego, co przygotował Matthew Vaughn. Nie tylko reaktywował serię, która była na najlepszej drodze do piekła miernoty, ale jeszcze wzniósł ją na wyżyny, o których mogli wcześniej marzyć jedynie pierwsi "X-Men". Gdyby film reżyserował Singer, pewnie nie byłbym w takim szoku. Ale przecież Vaughn nakręcił wcześniej "Kick-Ass". Jak na adaptację komiksu był to film fajny, zabawny i mocno odjechany. I kompletnie różny od tego, co Vaughn przygotował w "X-Men: Pierwsza klasa". Tu nie ma dystansu. To prawdziwa, krwista opowieść o wyrzutkach szukających swego miejsca we wrogim im świecie. Fakt, że są mutantami schodzi jakby na drugi plan, a jednak nie ginie. To wciąż jest rzecz mocno osadzona w uniwersum X-Menów. Pełno tu odniesień nie tylko do komiksów ale i do wcześniejszych filmów. To, co napisałem niedawno przy okazji "Kung Fu Pandy 2", teraz mogę tylko powtórzyć i jeszcze bardziej podkreślić. Oto ...