Posty

Wyświetlam posty z etykietą Luis Guzmán

Keanu (2016)

Obraz
Jestem przekonany, że scenarzyści pękali ze śmiechu, kiedy pisali tekst, a aktorzy wraz z reżyserem śmiali się do łez podczas kręcenia kolejnych scen. Niestety czasami śmianie się z własnych żartów niszczy frajdę reszcie odbiorców. "Keanu" to przykład takiej sytuacji.

In the Blood (2014)

Obraz
Obiecujący początek. Potem gra wstępna, która doprowadziła do przedwczesnego finału. Scena w dyskotece okazała się jedynym wytryskiem akcji wartym uwagi. Kiedy dobiega końca, równie dobrze mogłem skończyć oglądać "We krwi".

The Last Stand (2013)

Obraz
"Likwidator" doskonale obrazuje paradoks współczesnych widzów kina akcji. Z jednej strony narzekają oni, że teraz robi się gorsze filmy niż 20-30 lat temu, a kiedy ktoś zrobi dokładnie taki film, jak kiedyś, to nikt go nie chce oglądać. "Likwidator" to taka mieszanka wschodniego i zachodniego kina akcji królującego niegdyś na VHS-ach. Mamy więc topornych bohaterów, absurdalne, niewiarygodne wręcz pomysły fabularne, sporo akcji i odrobinę humoru. Wszystko idealnie zrekonstruowane (może poza humorem, którego mogło być szczyptę więcej). Są nawet sucharowe one-linery. I co najważniejsze, całość nie jest zrobiona z rezerwą, nie dystansuje się od stylistyki lat 80-tych, jak to często bywa we współczesnych produkcjach. Być może to właśnie zgubiło twórców. Bo ci wszyscy, którzy z takim sentymentem wspominają dawne hity kina akcji cechują się bardzo wybiórczą pamięcią i usunęli wszystkie fakt o tym, jak prymitywne i kiepskie były to tak naprawdę filmy. Ale to nie przesz...

We're the Millers (2013)

Obraz
No proszę, Rawson Marshall Thurber wyraźnie się rozwija. Po niezłych "Zabawach z piłką" i "The Mysteries of Pittsburgh" teraz nakręcił swój najlepszy film w karierze. "Millerowie" to zaskakująco zabawna, a przy tym bardzo ciepła opowieść o życiowych rozbitkach, którzy odnajdują - ku swojemu zdumieniu -  oparcie w sobie nawzajem. "Millerowie" pewnie większe wrażenie robią na osobach z konserwatywnych środowisk. Bowiem cały humor filmu budowany jest na zabawie z moralnymi demonami. Stąd głównymi bohaterami są diler i striptizerka, stąd pojawia się rozwiązła nastolatka i małżeństwo o swingerskich ciągotach. Dla mnie było to trochę za bardzo oczywiste i chwilami łapałem się na tym, że śmieję się zanim zabawna scena nastąpi. Na szczęście humoru Thurberowi nie brakowało. Miał też na tyle rozumu, by większość swoich komediowych gwiazd wykorzystać, jak się tylko dało. No może z Lennonem nie do końca mu wyszło, ale była to scena ekspozycyjna, której ...

Arthur (2011)

Obraz
Nie, nie i jeszcze raz nie. Reżyser filmu powinien zostać oskarżony o próbę morderstwa poczucia humoru i dostać dożywotni zakaz kręcenia komedii. Choć nie do końca rozumiem, dlaczego "Arthur" jest tak przeraźliwie drętwym i pozbawionym dowcipu obrazem, skoro jego reżyser jest współtwórcą sukcesu "Modern Family" nakręciwszy parę z najlepszych odcinków serialu. Niestety faktem jest, że w filmie zaśmiałem się tylko raz, kiedy usłyszałem tekst o niemieckim pocałunku. Drobnym pocieszeniem była też Helen Mirren, której jednak było zdecydowanie za mało, bym mógł przeboleć całą resztę. Brand, Gerwig, Garner grają tak, jakby "Arthur" był dramatem o umieraniu na raka, a nie żywą komedią o inteligentnym facecie, który tak boi się straty, że kryje ból za hedonistycznym stylem życia. Na szczęście pozostaje oryginał, którego nigdy specjalnie nie ceniłem, ale który jest o kilka klas lepszy od remake'u. Ocena: 4

School for Scoundrels (2006)

W ramach nadrabiania zaległości sięgnąłem po komedię Todda Phillipsa zrealizowana przed "Kac Vegas". "Szkoła dla drani" okazała się typową dla Phillipsa produkcją o facetach, którzy w końcu muszą dojrzeć (jako tako) i wziąć kontrolę nad swoim życiem lub je zaakceptować. W "Szkole dla drani" mamy do czynienia raczej z tą drugą sytuacją. Phillips pokazuje, że owcy nie da się przerobić na wilka. Można ją w wilka przebrać, po drodze może się nawet czegoś nauczyć, ale koniec końców zmiany nie są głębokie. I o to właśnie chodzi. Ważniejsze od zmiany jest zaakceptowanie siebie i znalezienie swojej własnej niszy na świecie. Celem jest żyć dobrze i w zgodzie ze sobą. Phillips idzie w swoim przesłaniu jeszcze dalej, otóż pokazuje on, że prawdziwe "dranie" to mit. Twardziele tylko grają takich, wystarczy, że pojawi się ktoś silniejszy, a już kulą ogon. A że ktoś się pokaże to pewne, choć w połowie przypadków nie jest to w ogóle nosiciel chromosomu Y. Film o...