Posty

Wyświetlam posty z etykietą Sebastian Lacause

Premium Rush (2012)

Obraz
Ależ to było złe! Idiotyczna fabuła będąca mieszanką ckliwej historyjki matki i dziecka, wizji świata kurierów rowerowych i nieudolnych scen męskiej rywalizacji. "Bez hamulców" przypomina wysypisko śmieci. Można to wszystko znaleźć, nadgniłe pomysły, które pierwotnie mogły być nawet ciekawe, zużyte klisze fabularne i potłuczone sztuczki, które miały pewnie uczynić film dynamicznym thrillerem z dużą dawką adrenaliny. Oglądając to można naprawdę zejść z tego świata, ale powodem nie będzie nadwyżka adrenaliny, a jej całkowity brak. Mimo ostrego montażu i spore liczby scen pościgów, rzecz jest tak straszliwie nudna, że po prostu brak mi słów. Trwa to coś półtorej godziny, ale szczerze mówiąc lepiej bawiłem się oglądając "Sleep" Warhola. Mogę zrozumieć udział w tym badziewiu Josepha Gordona-Levitta, w końcu potrzebował kasy na swój własny film. Nie wiem natomiast, co tutaj robił Michael Shannon. To chyba najgorszy obraz z jego udziałem, jaki widziałem. No dobra, ost...

Keep the Lights On (2012)

Obraz
Smutny to film. Zwłaszcza dla wszystkich romantyków, którzy chcą wierzyć, że miłość jest siłą mogącą wszystko, wytrzymującą wszystko i zdolną uleczyć każdą krzywdę. W "Zostań ze mną" miłość to zdecydowanie za mało. Nie daje siły, by wybawić z niepewności, by dać siłę walczyć o przyszłość. Czasem zadane rany są tak głębokie, że nawet miłość nie wystarczy. A najgorsze jest to, że uczucie wcale nie mija. Przynajmniej w przypadku Erika, dokumentalisty, który potrafi długo cierpieć w cieniu ukochanego. Kiedy jednak przychodzi moment ostatecznej decyzji, wtedy nagle staje w miejscu. Tak było z Paolo, jego byłym, o którym możemy usłyszeć różne opowieści, ale który sam nie pojawia się w filmie. Tak samo wydaje się być też i Paulem, młodym prawnikiem o autodestrukcyjnej osobowości. Tak można byłoby odczytywać film, ale można też inaczej. Ira Sachs w swoim nowym filmie powtarza to, co już powiedział wcześniej w "Życiu małżeńskim" . I znów, tak jak tam, jego ponure i cy...

Ghost Town (2008)

Obraz
"Ghost Town" to z całą pewnością ciekawe doświadczenie. Nauczyłem się z niego, że komedia może mieć w obsadzie najlepszego komika i pełno pierwszorzędnych gagów, a i tak być nudna i ostatecznie mało zabawna. Tak właśnie jest z filmem Davida Koeppa. Ricky Gervais jest przezabawny, a prawie każda scena z jego udziałem to mistrzowski dowcip, z którego można byłoby się śmiać godzinami. A jednak całość nie funkcjonuje. Bohaterowie są mierni, fabuła beznadziejna, a poszczególne dowcipy choć śmieszne nie dodają humoru całości. Nudziłem się przeogromnie. Zabrakło mi tu energii, dynamizmu, życia. Ot taka Whoopie Goldberg w "Uwierz w ducha" – to był żywioł. Nawet Eva Longoria w "Nawiedzonej narzeczonej" jakoś bardziej zapadła mi w pamięci, niż wszyscy aktorzy GT razem wzięci. (Sebastian LaCause) Wielka szkoda zmarnowanej szansy. Swoją drogą pomysł "Ghost Town" idealnie nadaje się na serial telewizyjny. Aż dziw, że dotąd nie powstał. Ocena: 5