Posty

Wyświetlam posty z etykietą Catherine Deneuve

Mauvaises herbes (2018)

Obraz
"Wśród chwastów" na pozór wygląda jak kolejna opowieść o "trudnej" młodzieży, z której to co najlepsze wydobywa niezwykła, niby przypadkowa osoba. W tym temacie powstało już co prawda sporo świetnych filmów, ale dzieło Kheirona niewiele im ustępuje. Triumfuje głównie za sprawą samego reżysera, który jest również odtwórcą jednej z pierwszoplanowych ról. Potrafi on wytworzyć świetny klimat. Jego postać doskonale radzi sobie z młodymi bohaterami tworząc wspaniałą, pełną humoru i wzruszeń opowieść o tym, że wystarczy słuchać i patrzeć, by nawiązać prawdziwą nić porozumienia.

Fête de famille (2019)

Obraz
Gdyby jakaś obca rasa próbowała się dowiedzieć czegoś o ludziach, a jedynym źródłem wiedzy były filmy, to miałaby ona spore problemy ze zrozumieniem, dlaczego organizowane są różne rodzinne uroczystości. Niemal w każdym filmie urodziny, wesela, rocznice stają się punktem wyjścia do dramatycznych sytuacji pełnych publicznego prania brudów, konfliktów i tragedii.

La vérité (2019)

Obraz
Choć kino nauczyło mnie, by nigdy nie mówić nigdy, to jakoś coraz bardziej przekonuję się do tego, że filmy obyczajowe od Koreedy nigdy mnie już nie zachwycą. Z "Prawdą" mam dokładnie ten sam problem co ze "Złodziejaszkami" czy "Jak ojciec i syn". Nie widzę w tym mistrza kina. Nie widzę w nim nawet przeciętnego artysty. Dla mnie to produkt taśmowy, za którym spokojnie mógłby stać dowolny no name .

La dernière folie de Claire Darling (2018)

Obraz
Ależ to mógł być piękny film! Claire Darling to idealna protagonistka. Jest starszą kobietą, która ewidentnie ma problemy z pamięcią. Rzeczy odległe wydają się być żywe i namacalne, a tego, co robiła przed chwilą nie potrafi sobie przypomnieć. Zdawać by się mogło, że taka osoba będzie kurczowo trzymać się przedmiotów, rodzinnych pamiątek, dzięki którym może sobie przypominać to, co ulatuje z jej głowy. Tymczasem kobiet pewnego dnia postanawia wszystko wyprzedać. W ten sposób pozwala, by wszystko to, czym było jej życie zniknęło, zupełnie jak jej pamięć. Zanim jednak się pamiątek pozbędzie, raz jeszcze za ich sprawą przeżyje najważniejsze chwile z przeszłości.

Bonne pomme (2017)

Obraz
Nigdy nie jest się za starym, by zacząć od nowa. Kiedy spotykamy Gérarda Morleta na początku filmu, on sam chyba nie do końca w to wierzy. Ma jednak dość swojego dotychczasowego życia. Postanawia się więc od niego odciąć i rozpocząć od zera w nowym miejscu. No, nie do końca od zera. Zgromadził bowiem całkiem niezłą sumką, która teraz pozwoli mu uwić sobie wygodne gniazdko.

Tout nous sépare (2017)

Obraz
Świat przedstawiony w filmie "Wszystko nas dzieli" nie należy do radosnych. Bogaci i biedni egzystują w szambie i jedyne, o co walczą, to żeby się utrzymać na jego powierzchni lub też o to, żeby zapomnieć, w jakim szambie się znajdują.

La tête haute (2015)

Obraz
"Z podniesionym czołem" i "Ja, Daniel Blake" powinny być pokazywane w ramach double-feature. Prezentują bowiem dwie strony tego samego medalu. U Kena Loacha widzieliśmy system państwa, który porzuca ludzi w potrzebie, jest bezradny, kiedy ci najbardziej tego potrzebują. Zupełnie inaczej jest we francuskim filmie. Tutaj system działa. "Opiekuje" się potrzebującym pomocy chłopakiem, choć ten nie zdaje sobie z tego sprawy i jest wrogo nastawiony do każdego, kto chce wyciąga do niego dłoń. "Z podniesionym czołem" pokazuje upór biurokracji i efekty ciągłego ingerowania w życie jednostki.

Sage femme (2017)

Obraz
Dwie śmierci – jedna w odległej przeszłości, druga czai się za rogiem. Dwie kobiety – jedna jest przeszłością, los drugiej kształtuje się na nowo. W tych ramach Martin Provost tworzy opowieść o przemijaniu, o przebaczeniu, o lęku przed tym, co nas czeka i tym, co już się wydarzyło.

Le tout nouveau testament (2015)

Obraz
Nazywanie "Zupełnie Nowego Testamentu" "komedią" jest grubym nieporozumieniem. Owszem, jest tu sporo scen mniej lub bardziej absurdalnych, paradoksalnych zbitek, które w innym kontekście byłyby budulcem przezabawnej opowieści. Ale to właśnie kontekst sprawia, że film jest depresyjny i wywołuje raczej łzy niż uśmiech. Tak naprawdę to więcej zabawy dostarczyłoby połknięcie worka gwoździ, włączenie ogromnego magnesu i patrzenie, jak gwoździe wylatują z ciała przyciągane przez pole magnetyczne. "Zupełnie Nowy Testament" dopiero w finale staje się pogodny i optymistyczny. Wcześniej zdecydowanie tak nie jest.

L'homme qu'on aimait trop (2014)

Obraz
Ciężko przychodzi mi uwierzyć, że "Królową kasyna" mógł wyreżyserować André Téchiné. Wiem, że ostatnio nie był w najlepszej formie, ale wydawało mi się, że trzyma pewne standardy. Tymczasem tu miałem wrażenie, że oglądam rzecz zrobioną przez automat zaprogramowany, by udawać twórczość Francuza. Historia pełna emocji, pasji, namiętności, mrocznych popędów i destrukcyjnych skłonności została opowiedziana bezdusznie i mechanicznie. Irytowała mnie nawet nadmierna premedytacja w komponowaniu kadrów. Wszystko robiło wrażenie ciężkiego, robionego na siłę.

Dans la cour (2014)

Obraz
Jako bohaterowie filmu są rozkosznie nieporadni, zabawnie dziwaczni, a ich perypetie życiowe są źródłem nieustającej rozrywki. Ale bycie osobą cierpiącą na depresję, lęki czy obsesje wcale nie jest zabawne. Nawet jeśli ktoś ma z tego frajdę.

Un conte de Noël (2008)

Obraz
Niesamowite. Ten film to obraz perwersji w najczystszej postaci. Jednak przypadkowy widz w ogóle tego nie zauważy. Bo na pierwszy, drugi, a nawet trzeci rzut oka jest to bardzo przyzwoity, "normalny" film. "Un conte de Noël" jest przecież prostym dramatem rodzinnym, który prezentowany jest pod jakże oczywistym pretekstem wspólnego spotkania z okazji świąt. Nihil novi sub sole. Ci, którzy nieco bliżej przyjrzą się filmowi, zauważą jego formę: ociekające barokowym zdobnictwem dialogi i monologi, nieprzypadkowe zmiany muzyki (której zestaw jest niezwykle eklektyczny) i najbardziej nawiązuje do tytułu filmu chwyty wizualne. Za tym wszystkim kryje się jednak porażająca potworność międzyludzkich interakcji. Członkowie rodziny Vuillard są jak mieszkańcy kolonii trędowatych. Tyle że w ich przypadku trąd dotknął nie ciała, lecz duszy. Miłość została tu tak wykoślawiona, że staje się swoim przeciwieństwem. Nienawiść zostaje zgrabnie przystrojona, by udawać coś zupełnie i...

L'homme qui voulait vivre sa vie (2010)

Obraz
Jeśli nie masz jaj, by być sobą, ułożyłeś sobie wygodne życie, z modelową rodzinką i dobrze płatną pracą, wtedy marzenia spełnić możesz tylko radykalnymi środkami – morderstwem. Oczywiście, brakuje ci jaj, więc do śmierci musi dojść niejako przez przypadek, ale kiedy okazja zakrwawi już ci ręce, wtedy nie ma czasu się zatrzymać. Możesz w końcu być tym, kim zawsze pragnąłeś. Ale... No właśnie, jeśli jesteś za dobry w tym, czym chciałeś być, możesz wpaść w jeszcze większe kłopoty. Morderca nie może żyć na świeczniku. I o tym właśnie opowiada "L'homme qui voulait vivre sa vie". Prosta historia, prosty film, a jednak zrobiony z taką sprawnością i lekkością, że nie sposób go nie polubić. Z daleka jest naprawdę świetny. Dopiero z bliska okazuje się, że jego głębia jest iluzją. Jednak płytkość przesłania nie przeszkadza, kiedy całość jest dobrze opowiedziana, a umiejętności filmowego bajania reżyserowie zdecydowanie nie można odmówić. Ocena: 7

Les bien-aimés (2011)

Obraz
Tak już mam, że wystarczy jeden film jakiegoś twórcy, bym czuł się w obowiązku oglądać wszystko, co nakręcił. To przypadek Honorégo, którego "Piosenki o miłości" kocham z całego serca. Niestety "Ukochany" nie powtórzył sukcesu tamtego filmu, choć przecież i współtwórcy i sam pomysł jest ten sam. Historia matki i córki, których losy są podobne do siebie a jednocześnie zupełnie inne, mogła, a nawet powinna się udać. Niestety zabrakło mi w niej uczucia. Paradoksy życiowych wyborów nie paliły mnie do żywego, rozterki sercowe wywoływały jedynie lekkie emocjonalne drgania. Jest co prawda kilka znakomitych momentów. Spodobała mi się w szczególności postać zagrana przez Deneuve. Nie pomogły też piosenki, w których tym razem zabrakło serca. Najlepsze są te rzeczy, które śpiewali inni, nie aktorzy. A to źle świadczy o bądź co bądź musicalu. Ocena: 6

Potiche (2010)

Obraz
Mogło być gorzej. Ozon mógł po raz kolejny nudzić o dziecku, czego tym razem bym już nie zniósł. Mogło być jednak lepiej. Ozon mógł w końcu przestać kręcić propagandówki i zrobić coś naprawdę z jajem. Na szczęście w przypadku "Żony idealnej" kompromis jakoś daje radę, choć to głównie zasługa oryginału, który Ozon zaadaptował oraz świetnej obsady. "Żona idealna", której akcja osadzona jest pod koniec lat 70., to opowieść o zrzucaniu pęt społecznych konwenansów i dochodzeniu do tego, kim się jest naprawdę. Tytułowa żona odkrywa, że jest zaradną kobietą, która może być niezależna i świetnie radzić sobie w biznesie i polityce (choć i wcześniej miała ręce i nie tylko pełne roboty). Jej przykład pozwoli też uświadomić innym paniom, jak choćby asystentce męża, że karierę można robić nie tylko rozkładając nogi. Sam siebie pozna także syn, który braterską miłością obdarzy parę potencjalnego rodzeństwa. Nie do końca wiem, jakie intencje kierowały Ozonem, że sięgnął po sz...

La fille du RER (2009)

Nowy film André Téchiné wzbudził moją konsternację. Nie do końca jest dla mnie jasne, dlaczego reżyser wybrał akurat taką konstrukcję filmu. Obraz inspirowany jest prawdziwymi wydarzeniami. Wątek dziewczyny jest dla mnie jasny. Téchiné przybliża nam postać dziewczyny, która skłamała, że została napadnięta przez paru wyrostków, a cały atak miał niby tło antysemickie. Ale dlaczego obok tej historii pojawia się druga, żydowsk0-francuskiej rodziny? Sam w sobie ten drugi wątek byłby też ciekawy. Kontrastuje bowiem antysemickie nastroje i powszechne wyobrażenia z codziennym życiem Żydów, prozą rodzinnych konfliktów, mieszaniną religijnej tradycji i świeckości. Z osobna obie historie miałyby większą moc, razem budują dystans, sprawiają, że film zdaje się być chłodny i – co najgorsze – powierzchowny. Jest kilka ciekawych scen, pięknie sfotografowanych i zmontowanych, ale mimo wszystko czegoś tu zabrakło. Na szczęście aktorsko stoi na dobrym poziomie. Tu przynajmniej Téchiné  trzy...

Après lui (2007)

Dwóch młodych chłopaków. Wygłupiają się, przebierają w sukienki. Szykują się na wieczór kawalerski. Pomaga im matka jednego z nich. Jeszcze nie wie, że nakładając im makijaż, jednego z nich widzi po raz ostatni. To jej syn. Parę godzin później za sprawą telefonu z policji dowie się, że zginął w wypadku samochodowym. Prowadził ten drugi – Franck – przyjaciel, który z wypadku wyszedł bez szwanku. Naturalna w takim przypadku wydaje się złość na tego, który przeżył za to, że żyje, za to, że zabił. Tak reagują na widok Francka niektórzy znajomi, siostra i ojciec zabitego. Ale nie matka. Ta wręcz odwrotnie. Obsesyjnie czepia się Francka, który staje się substytutem zmarłego syna. Dzięki niemu jest choć trochę samotna. Lecz ta dziwaczna więź źle przyjmowana jest początkowo i przez Francka, a przez cały czas przez resztę otoczenia. Jednak dla kogoś, kto kurczowo trzyma się skrawków istnienia kogoś, kogo już nie ma, nawet przedziwna, niezrozumiała relacja jest lepsza od pustki po nim. Byłem ...

Hôtel des Amériques (1981)

Smutna przypowieść o tym, że miłość to za mało, by dwójka ludzi mogła żyć ze sobą. Hélène i Gilles spotkali się w dość ekscytujących okolicznościach: ona o mały włos nie rozjechała go swoim zdezelowanym samochodem. To zdarzenie zapoczątkowało serię spotkań: chaotycznych, niemal przypadkowych, gdzie siły odpychające są tak samo mocne jak te przyciągające. Ich związek kilkakrotnie rozpadł się zanim się jeszcze na dobre rozpoczął. A kiedy w końcu zamieszkali razem, ich życia wcale nie wypełniły się harmonią. Przeszłość, kompleksy, niedopowiedzenia sprawiają, że cały czas egzystują na krawędzi. Kochają się, pragną być ze sobą, lecz coraz bardziej się od siebie oddalają. Ich życie przypomina tor wyścigów Formuły 1 z tą wszakże różnicą, że każde z nich jedzie w przeciwną stronę i tylko raz na jakiś czas mijają się w niekończącym poszukiwaniu spełnienia. "Hôtel des Amériques" to wspaniały, liryczny i jakże tragiczny film. Téchiné, jak to często ma w zwyczaju, snuje delikatną, niemal...

Ma saison préférée (1993)

Jak Téchiné to robi? Gdyby spojrzeć na film chłodnym okiem, to okaże się, że nie ma w nim wiele. Kilka scenek rodzajowych i tyle. Jednak w jego rękach "Ma saison préférée" staje się doskonały portretem pewnej rodziny. Drobne gesty, słowne aluzje, czasem tylko jedno spojrzenie wystarczy do przekazania skomplikowanych więzi łączących poszczególnych członków rodziny. Téchiné odkrywa przed nami głębię miłości splecionej z niechęcią czy wręcz nienawiścią. Żadna relacja w tym filmie nie jest prosta i łatwa do określenia, a jednak reżyserowi udaje się to bezbłędnie i do tego zupełnie jakby od niechcenia! Duża w tym zasługa aktorów. Catherine Deneuve i Daniel Auteuil jak zwykle prezentują aktorskie mistrzostwo. Każda ich scena to popis gry na najwyższym poziomie. Jednak gasiła ich bez większego problemu Marthe Villalonga w roli matki. Sceny z Bożego Narodzenia z jej udziałem to perły – mogę się nimi zachwycać bez końca. Cała trójka zresztą dostała nominacje do Cezarów za swoje role w...

Mes stars et moi (2008)

No cóż, jak na komedię francuską "Z miłości do gwiazd" zupełnie nie porywa. Ma kilka lekko zabawnych scen, reszta to nuda, nuda, nuda. Świetny pomysł jednego fana i trzech aktorek, którzy wymieniają się rolami najpierw on jest natrętem (ale działa na ich korzyść) potem one są natrętne (ale działają dla własnej uciechy). Była tu okazja na sporo niezłych gagów. Tymczasem Laetitia Colombani wybrała styl Woody'ego Allena stawiając na neurotyczność, lecz niestety Allenem nie jest. Plus d'infos sur ce film Zbrodnią jest to, co wyprawia z aktorkami. I Deneuve i Béart nie są w pełni wykorzystane. Najlepszą kreację ma... kot! Tylko on jest zabawny i w zasadzie, gdyby go zabrakło, film można byłoby wrzucić do kosza. Nie tego spodziewałem się po francuskiej komedii, zdecydowanie nie tego. Ocena: 5