Nie dziwię się, że "World War Z" miało poważne problemy w produkcji. Twórcy stanęli przed naprawdę nie lada wyzwaniem. Miał to być film, który budziłby napięcie, więc musiał być (zgodnie z dzisiejszymi standardami rozrywki) dynamiczny, a to oznaczało zombie z turbo doładowaniem. Miał być w miarę straszny, a jednocześnie PG-13. Miał odchodzić od klasycznego wizerunku zombie, ale jednocześnie chciano i tamten wizerunek wykorzystać. W rezultacie twórcy musieli pójść na kompromis. Jak widać po wynikach kinowych, mieli rację. Widownia pochwaliła ich decyzję. Ja niestety jestem innego zdania. Może zacznę od plusów. To, co twórcom udało się najlepiej, to stworzenie napięcia, któremu bliżej jest do filmów R niż PG-13. Mimo braku krwi i przy dość łagodnych scenach przemocy, autorzy wykazali się niezwykłą inwencją w sugerowaniu tego, czego pokazać nie mogli (najlepszym przykładem jest tu scena opatrywania uciętej ręki). Spodobał mi się też początek: praktycznie brak ekspozycji, bu...