Posty

Wyświetlam posty z etykietą Scott Elrod

Lone Survivor (2013)

Obraz
"Ocalony" to ciekawe doświadczenie, jeśli wcześniej widziało się "300: Początek imperium". Filmy stanowią bowiem dwie strony tej samej monety. Są one totalną formą celebracji etosu wojownika. Oba składają hołd męskiej sprawności fizycznej, braterstwu broni i honorowi, który powoduje, że godzą się umrzeć za Sprawę. O ile jednak w filmie Murro przekroczono granice rozsądku w owej celebracji (dzięki czemu ukazano cały fałsz i absurd tego etosu), o tyle Berg bardzo pilnuje się, by tej granicy nie przekroczyć. "Ocalony" to hołd prawdziwy i w zamierzeniu szczery, tu nie ma miejsca na homoerotyczne aluzje, campowość, uczynienie z rzezi rozrywki dla mas. Berg chce być autentyczny, chce pokazać amerykańskich żołnierzy jako współczesnych bohaterów. Niestety zawodzi, przynajmniej jeśli chodzi o mnie. Berg nie przekonał mnie, że bohaterowie filmu są naprawdę Bohaterami. W moich oczach jawią się niestety jako idioci. Owszem, są świetnie fizycznie wyszkoleni. Potra...

Argo (2012)

Obraz
No proszę, jednak Hollywood może zmienić świat. Na nieszczęście dla Fabryki Marzeń jest to wyłącznie możliwe wtedy, kiedy darują sobie realizację filmu. To jedna z lekcji, jaką wyniosłem po seansie "Operacji Argo". Drugą jest to, że bohatera od zdrajcy dzieli tylko koniec misji. Obaj łamią reguły, ale bohaterem jest tylko ten, który mimo odmowy wykonania rozkazu jest w stanie doprowadzić misję do pożądanego końca. Muszę powiedzieć, że fajnie ogląda się nowy film Afflecka. Przyklaskuję jego samodyscyplinie. Ta historia jest tak niewiarygodna, że aż prosiła się o efekciarskie jej opowiedzenie. Tymczasem Affleck poszedł inną drogą i stworzył bardzo solidne widowisko. Tyle tylko, że mimo wszystkich ochów i achów, "Argo" pozostaje "zaledwie" dziełem rzemieślnika. Dobrze wykonanym, starannie przemyślanym, ale nie ma w sobie tego pierwiastka zapewniającego transcendencję. Co w przypadku filmu, który się spodobał, jest powodem do żalu. Nie podoba mi się ko...

Death and Cremation (2010)

Obraz
Swój ciągnie do swego. Nawet jeśli jeden z nich jest podstarzałym odludkiem mającym mało dochodowy biznes kremacyjny, a drugi jest nastolatkiem wychowywanym przez samotną matkę. Na pozór łączy ich tylko to, że są samotni. W rzeczywistości dzielą mroczniejszą pasję, choć chłopak jeszcze sam o tym nie wie. Trochę szkoda, że Justin Steele nie odważył się na więcej. Rozumiem powolną narrację i pozorny spokój opowieści. Robił on jednak większe wrażenie, gdyby mocniej skontrastowano to z brutalnością zachowań Stana. Bez tego kontrastu film zdaje się być pusty i nudnawy. W rezultacie jedyne, co zapamiętałem ze "Śmierci i kremacji" to przewodni temat muzyczny. Ocena: 5

The Switch (2010)

Obraz
Jako komedia romantyczna "The Switch" to jedna wielka strata czasu. Pomiędzy Aniston a Batemanem nie ma żadnej chemii a i fabuła jest nędzna, brakuje w niej "iskier". Nic zatem dziwnego, że bohaterom tak długo przychodzi zorientowanie się, że są w sobie zakochani. Gdyby nie fakt, że wiedziałem, iż jest to komedia romantyczna, też nie miałbym pojęcia, że dwójkę coś łączy. "The Switch" lepiej radzi sobie jako komedia kumpelska za sprawą zabawnego Jeffa Goldbluma. Między nim a Batemanem jest owa chemia, która sprawia, że ich relacje przyjacielsko-zawodowe są o wiele bardziej wiarygodne i interesujące. Film radzi sobie też jako komedia ojcowska, jako opowieść o ojcu odkrywającego czym jest rodzicielstwo (scena z wszami – urocza). Podobała mi się też Juliette Lewis. (Scott Elrod) Ocena: 6