Posty

Wyświetlam posty z etykietą Sami Bouajila

Sauver ou périr (2018)

Obraz
SPOILER Franck Pasquier jest strażakiem, który podczas jednej z akcji gaśniczych został bardzo poważnie poparzony. To powinien być koniec jego życia. Zresztą sam przez wiele miesięcy tak sądził. Jest przecież zdeformowany. Uważa siebie za potwora i uważa, że tak też jest postrzegany przez cały świat. Gładkie lico i sprawność fizyczna należą do przeszłości, a były to rzeczy, na które zwracał uwagę. I właśnie dlatego o mało co a nie straciłby swojej rodziny. Bo nie rozumie, że jego żona bez mrugnięcia okiem przyjmuje jego wygląd. Ba, pod wieloma względami taki stan rzeczy jej odpowiada. Już nie musi się o niego martwić. Będzie mógł teraz spędzać więcej czasu z nią i córkami. Niemożność wykonywania zawodu strażaka, daje mu szansę na bycie bardziej troskliwym i opiekuńczym mężem i ojcem. I to się dla jego żony liczy zdecydowanie bardziej. Jednak bohater przez długi czas nie będzie tego rozumiał, przez co odepchnie od siebie te osoby, które kochają go... nie bezwarunkowo, jedynie według i...

Braqueurs (2015)

Obraz
Francuzi po raz kolejny udowadniają, że są mistrzami kina sensacyjnego. Trzeba bowiem cudotwórcy, żeby fabułę, którą ma "Szajka", zamienić w ciekawie wypadający na ekranie obraz. Jest to bowiem tak sztampowa fabuła, opowiedziana w kinie milion razy, że naprawdę wydawać by się mogło, że już nic więcej nie da się z niej wycisnąć. A jednak dzieło Leclercqa przykuwa uwagę i nie nudzi.

Les Bienheureux (2017)

Zawsze mam problem z oceną filmów takich jak "Les Bienheureux". W sumie jest on bowiem sprawnie zrobiony, z solidnymi choć nieszczególnie zapadającymi w pamięć kreacjami. Nie mam też wątpliwości, że ma on kształt dokładnie taki, jaki sobie wymarzyła reżyserka, że ma to być przede wszystkim portret współczesnej Algierii widzianej oczami tych, którzy przeżyli ostatnią serię niekończącego się konfliktu wewnętrznego.

La mécanique de l'ombre (2016)

Obraz
"Cienie" to mocno cyniczna przypowieść o tym, jak to państwo reprezentowane przez polityków, stróżów prawa i inne (mniej lub bardziej formalne) instytucje życia publicznego wtryniają się, nicują i w ostateczności gwałcą zwyczajnych, szarych obywateli. Duval to nikt ważny: alkoholik z osobowością analną, który wykonuje nudną, niewdzięczną pracę. I fakt, że wywiązuje się z niej dobrze, w końcowym rozrachunku nic nie znaczy. Bowiem kontrakt, jaki zawarł, ma tajne klauzule albo też inne strony (o istnieniu niektórych z nich Duval na początku nie miał nawet pojęcia) nie wywiązują się z punktów umowy. Jego solidność i powolność zostaną wykorzystane przeciwko niemu w walce o władzę, która z jego punktu widzenia nie ma najmniejszego sensu.

Hors-la-loi (2010)

Obraz
Rachid Bouchareb powraca do historii algierskich braci Saïda, Messaouda i Abdelkadera, których losy poznaliśmy w "Dniach chwały". Bouchareb wykorzystał ich, by opowiedzieć o kulisach walki o niepodległość Algierii. Podobnie jak "Dni chwały" tak i ten film jest gorzką i smutną opowieścią, w której nie ma miejsca na wzniosłość i bohaterstwo. Bracia mają do wyboru zło i większe zło. Demony przeszłości przed którymi uciekają sprawiają, że każdy z nich na swój sposób wciąż ucieka, zatracając się czy to w walce o niepodległość czy to w walce o materialny dobrobyt. Przemoc wydaje się wpisana w ich egzystencję. Ideologia zaś czasem zdaje się pustym frazesem. Sam film znów jednak wydaje się nie do końca udany. Próba stworzenia monumentalnej historii walki o niepodległą Algierię sprawiła, że bracia i ich perypetie potraktowani są w sposób przedmiotowy. Nie aż tak przedmiotowy, jakby to było w polskim kinie, a jednak miałem wrażenie, że czasem ich osobiste losy schodzą...

Faites comme si je n'étais pas là (2000)

Obraz
Eric jest nastolatkiem, który zamknął się przed życiem. Stało się to wraz ze śmiercią ojca. Teraz, pięć lat później, żyje podglądając innych. Stoi z boku i patrzy, zazdroszcząc, pragnąc, nienawidząc. Zamknięty w skorupie, czuje coraz większy ucisk, a zarazem coraz większą potrzebę separacji. W egoistycznym więzieniu staje się okrutny dla tych, którzy nie są tacy jak on. I nie wiadomo dokąd by to wszystko doprowadziło, gdyby nie fakt, że znalazły się osoby, które odwróciły relacje. Zamiast być obiektami podglądacza, same zaczęły go obserwować. Lubię takie kino. Ciche, pozbawione ekscesów fabularnych, skoncentrowane na postaciach. Bohaterowie, choć na pierwszy rzut oka mogą być odstręczający, za maską kryją naprawdę piękne i wyjątkowe dusze. Wszyscy są tu w jakiś sposób skrzywieni, zranieni i to właśnie czyni ich atrakcyjnymi. Konsekwentnie prowadzona narracja nigdy nie traci z oczu celu opowieści. Dzięki czemu film przyciąga uwagę od pierwszej do ostatniej minuty. Do tego ma bardzo ciek...

London River (2009)

Oto przykład filmu, który w całości opiera się na grze aktorskie i to tylko dwójki z pierwszego planu. To Brenda Blethyn i Sotigui Kouyaté są siłami napędowymi obrazu. Ich gra aktorska, jakże odmienna, jest po prostu cudowna, przykuwa uwagę i zachwyca w każdej minucie. Dzięki nim banalna opowiastka o tym, że w obliczu tragedii wszyscy jesteśmy równi niezależnie od rasy czy wyznania, nabrała osobistego wyrazu. Blethyn świetnie drobnymi gestami wyraża swoją ksenofobię, zaś Kouyaté jest prawdziwym mistrzem zen (choć przecież gra muzułmanina). Niestety na drugim planie film to samo dno. Sami Bouajila i Roschdy Zem pojawili się tu chyba tylko z sympatii dla reżysera, bo ich role są nic nieznaczące, a oni sami są jedynie cieniami tego, co pokazali w innych filmach (zwłaszcza o Téchiné). Jeszcze gorzej jest z epizodami. Każdy, kogo przepytuje bohaterka w sprawie córki wypada tragicznie, sztywno, nienaturalnie, gorzej niż na kursie teatralnym w kurorcie poza letnim sezonem. To mocno obniża war...