Posty

Wyświetlam posty z etykietą Kevin McKidd

Tulip Fever (2017)

Obraz
Nie czytałem książki, więc nie mogę mieć pewności, ale wydaje mi się, że pomysł, aby tulipanowa gorączka, która w XVII wieku opanowała Holandię, funkcjonowała jako metafora (i ucieleśnienie) ludzkich obsesji, mógł się sprawdzić jedynie w prozie. W kinie, gdzie obrazy są nośnikiem informacji, takie podejście mogło łatwo stać się podstawą nieznośnej łopatologii. Co też w "Tulipanowej gorączce" rzeczywiście ma miejsce. Nie dziwi mnie to, bowiem za kamerą stał Justin Chadwick, o którego reżyserskich umiejętnościach nie mam najwyższego zdania.

T2 Trainspotting (2017)

Obraz
Nie tego spodziewałem się po "T2 Trainspotting". I przez chwilę byłem nawet mocno zawiedziony. Ale jakoś Danny Boyle zdołał mnie przekonać do swojej wizji. Początkowo wydawało mi się, że nostalgiczna nuta kompletnie nie pasuje do bohaterów oryginalnego "Trainspotting". Tamci bohaterowie byli pozbawieni refleksji, a mądrości, którymi się przerzucali, miały głębokość szamba, w jakim się taplali będąc wciąż pod wpływem narkotyków. To, że wciąż stoją w miejscu, wcale mnie nie zdziwiło. Ale myślałem, że będą dalej uskutecznia "tu i teraz" wzbogacone fantazjami na temat nierealnej przyszłości. Tymczasem bohaterowie filmu rzeczywiście nie ruszyli się z miejsca, ale nie jest to spowodowane tym, że cały czas tak samo się zachowują, ile raczej tym, że zatrzymali się w przeszłości. 20 lat wcześniej może przepili i przećpali swoją przyszłość, ale z perspektywy czasu są to najbardziej intensywne czasy w ich marnych egzystencjach. Zamiast więc żyć w szarej rzeczywistośc...

Home Sweet Hell (2015)

Obraz
Wow! Anthony Burns zaskoczył mnie jak mało kto. "Nie ma jak w piekle" wydawało się samograjem. Wystarczyło ustawić aktorów przed kamerą i bam! komedia, na której będzie się pękać ze śmiechu, gotowa. Tymczasem film, który obejrzałem, okazał się zaledwie zabawny i to wyłącznie dzięki kilku scenom.

Brave (2012)

Obraz
Wiem, że dla wielu Pixar to bóg animacji. Na mnie jednak nigdy aż takiego wrażenia dzieła studia nie robiły. Owszem, kilka filmów wyszło im naprawdę niezłych. Ale wbrew obiegowej opinii nigdy nie uważałem wytwórni za nadmiernie oryginalnej. Przeciwnie, repertuar morałów ma Pixar bardzo ograniczony. I za którymś razem musi się to już znudzić. Tak się stało w moim przypadku z "Meridą Waleczną". Najnowsza produkcja Pixara to kolejna pieśń pochwalna egoizmu. Oczywiście nazywane jest to bardziej szlachetnie, jak "bycie kowalem własnego losu". Ale kiedy spojrzy się z boku widać wyraźnie, że chodzi o to, że istotne jest "Ja" i nic więcej. Przewrotność takiego myślenia widać w drugiej części morału, zgodnie z którą, gdyby wszyscy byli egoistami, świat byłby szczęśliwszym miejscem, bowiem to myślenie wspólnotowe jest źródłem wszelkich nieszczęść. Z kolei miłość jest w świecie Pixara idealną unią egoizmu tworzącego zamknięty, wzajemnie napędzający się układ, s...

Bunraku (2010)

Obraz
Ach. I znów miałem przyjemność skosztować wspaniałej uczty wizualnej. Guy Moshe połączył komiksową stylistykę i dalekowschodnią estetykę i w rezultacie otrzymał dzieło wyjątkowe. Ten film to niesamowity popis wyobraźni i możliwości kina, które tekturowe dekoracje i sztywną, wręcz kukiełkową grę aktorską potrafi przemienić w niesamowite widowisko. Oglądając "Bunraku" przypomniał mi się "Sky Kapitan i świat jutra", który wizualnie wyprzedzał swoją epokę. I podobnie ja "Sky", tak i "Bunraku" przenosi widza w przeszłości. Tym razem do lat 70. i ówczesnych filmów walki takich jak "Wejście smoka". Przy całej wybujałej otoczce, sceny walk są całkiem naturalistyczne, czym właśnie najbardziej przypominały tamtą stylistykę, zanim Zachód dał się oczarować przyczajonym tygrysom. Jednak film Moshe z tamtym obrazem łączy nie tylko niesamowity wygląd, ale równie pusta intryga. Moim największym zarzutem do "Sky Kapitana" była fabuła, k...

The Last Legion (2007)

Książka "Ostatni legion" jakoś nigdy mnie nie kusiła, choć lubię historię starożytną (nawet w wersji alternatywnej). Nie miałem też zamiaru oglądać filmu powstałego na jej bazie. Potem jednak zobaczyłem obsadę i zmieniłem zdanie, bo czyż można darować sobie widok Colina Firtha w rzymskim wdzianku wywijającego mieczem, a u boku mającego piękną Aishwaryę Rai? Cóż, po obejrzeniu filmu na powyższe pytanie odpowiedzieć mogę tylko twierdząco – oczywiście, że można – ba, nawet trzeba! – sobie ten film darować. "Ostatni legion" wygląda jakby do blendera wrzucono taśmy z "Króla Artura", "Władcy Pierścieni" i "Excalibura". Wyszła z tego nieznośna papka, która spodobać się może jedynie doświadczonym masochistom. Już dawno żadne 1,5 godziny tak bardzo mi się nie dłużyło. No, ale kiedy wspomniano o Tyberiuszu jako szlachetnym cesarzu, wiedziałem, że to kostiumowa komedia. Trochę to jednak dziwne, że jedna z głównych postaci zna Senekę, ale już Sweto...