Tulip Fever (2017)
Nie czytałem książki, więc nie mogę mieć pewności, ale wydaje mi się, że pomysł, aby tulipanowa gorączka, która w XVII wieku opanowała Holandię, funkcjonowała jako metafora (i ucieleśnienie) ludzkich obsesji, mógł się sprawdzić jedynie w prozie. W kinie, gdzie obrazy są nośnikiem informacji, takie podejście mogło łatwo stać się podstawą nieznośnej łopatologii. Co też w "Tulipanowej gorączce" rzeczywiście ma miejsce. Nie dziwi mnie to, bowiem za kamerą stał Justin Chadwick, o którego reżyserskich umiejętnościach nie mam najwyższego zdania.