Krytykowanie "Burleski" jest jak kopanie leżącego. Naiwność filmu wali po oczach. Błędy reżyserskie są oczywiste. W zasadzie mam wrażenie, że Steve Antin zrobił wszystko, by ten film położyć. Kompletnie nie zrozumiał on scenariusza, który owszem jest niedzisiejszy i chwilami niemiłosiernie sztampowy. Jednak w rękach dobrego reżysera mógł się on zamienić w klasyczną filmową baśń. Zamiast tego Antin bezwzględnie wypunktowuje każdy anachronizm tak, że niektórzy widzowie na pewno nie będą w stanie powstrzymać się od śmiechu. Mimo tych ewidentnych błędów mnie "Burleska" jakimś cudem spodobała się. Sądzę więc, że przy innej reżyserii byłbym wręcz zachwycony. Przypadła mi do gustu właśnie ta niedzisiejszość filmu, odwaga w opowiedzeniu bajki, w którą dziś nikt już nie uwierzy. "Burleska" bowiem choć rozgrywa się współcześnie, osadzona jest w micie Hollywood wykrystalizowanym w I połowie XX wieku. Wtedy to właśnie Hollywood stało się ziemią świętą, miejscem pie...