Posty

Wyświetlam posty z etykietą Emile Hirsch

The Comeback Trail (2020)

Obraz
O kulisach filmowego biznesu powstało wiele filmów, zarówno komediowych jak i bardzo poważnych. Choć w przypadku Hollywood to rozróżnienie jest dość nieostre. W biznesie tym ma miejsce tyle absurdów, że nawet w opowieściach całkiem na serio nie można na nie inaczej reagować jak tylko śmiechem. W przypadku "Cwaniaków z Hollywood" komediowy rodowód jest jednak bardzo czytelny.

Freaks (2018)

Obraz
Proste, niepozorne, sprawnie opowiedziane. Niby nic wielkiego, a cieszy. Twórcy "Odmieńców" poradzili sobie z tematem dużo lepiej od autorów wielkich komiksowych widowisk. To już zresztą kolejny w ostatnim czasie przykład kina niezależnego, które sięga po fabuły żywcem wyjęte z rzeczy wydawanych przez Marvela, DC, Dark Horse i czyni z tego historie niekonwencjonalne i wciągające.

Force of Nature (2020)

Obraz
Nie jestem szczególnie wielkim fanem twórczości Michaela Polisha. Żaden z wcześniej widzianych jego filmów nie zrobił na mnie większego wrażenia. Mimo wszystko sądziłem, że jest niezłym wyrobnikiem. A w kinie akcji tacy ludzie zazwyczaj robią najfajniejsze rozrywkowe obrazy. Niestety Polish powinien zostać przy dramatach niezależnych, bo akcją nie potrafi się bawić.

Peel (2019)

Obraz
Standard kina niezależnego. Główny bohater odstaje od społecznej normy. Z całą pewnością możemy go uznać za ekscentryka. Wokół niego są również inne kolorowe postacie, które na pozór mogą sprawiać wrażenie wraków życiowych, drani, narcyzów, ale pod wpływem głównego bohatera odsłaniają swoje wrażliwsze, szlachetniejsze oblicze. Oczywiście pojawia się śmierć, jest też miłość oraz podróż, która zmieni status quo.

Once Upon a Time... in Hollywood (2019)

Obraz
Nie śpieszyło mi się, by zobaczyć najnowszy film Quentina Tarantino. A to dlatego, że "Nienawistna ósemka" mimo kilku fajnych sekwencji nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia. Co prawda nie sądziłem, że jakieś inne dzieło reżysera może mi się jeszcze mniej podobać, ale po prostu nie miałem tego "parcia", by już tu i teraz rzecz obejrzeć. A może szósty zmysł podpowiadał mi, że źle się dla mnie wyprawa do kina skończy? Bowiem to, co wydawało mi się niemożliwe, wydarzyło się naprawdę - "Pewnego razu... w Hollywood" uznaję za najsłabszy film w dorobku Tarantino.

All Nighter (2017)

Obraz
Jeśli ktoś szuka zabawnej komedii, na której będzie się głośno i często śmiać, ten powinien ominąć "Nocną jazdę" szerokim łukiem. Jeśli jednak chcecie obejrzeć lekki i niezobowiązujący film, na którym nie trzeba za bardzo skupiać uwagi. To wtedy obraz Gavina Wiesena pasuje idealnie. Ja tego rodzaju rzeczy lubię oglądać przed snem, kiedy jeszcze jestem za bardzo rozbudzony, by usnąć, ale nie na tyle, żebym chciał się wgryzać w zawiłości fabuły.

The Autopsy of Jane Doe (2016)

Obraz
Cały pierwszy akapit, który napisałem przy okazji filmu "Ja, Olga Hepnarova", mógłbym wkleić i tutaj. "Autopsja Jane Doe" to bowiem opowieść o ślepej furii, cierpieniu i zemście, które prowadzą do przemocy wobec każdego nieszczęśnika, jaki się tylko napatoczy pod rękę. Prześladowani, słabi, wyrzutki tu odnajdą swoją świętą orędowniczkę. Dokonana przez nią zemsta jest wymyślna, nieuchronna i przetacza się niczym huragan lub inny równie destrukcyjny żywioł.

Just Jim (2015)

Obraz
"Po prostu Jim" zaczyna się doskonale. Kiedy Craig Roberts przedstawia widzom głównego bohatera, była to właśnie ta mieszanka dziwactw, którą lubię. Reżyser (i zarazem odtwórca głównej roli) bezbłędnie pokazuje świat szarego nastolatka, który bardzo pragnąłby być zauważony, ale jest do tego niezdolny. Jakby w jego wewnętrznej konstrukcji brakowało elementów odpowiedzialnych za budowanie relacji z ludźmi. Rodzice ledwo go zauważają. Co jest i tak lepsze od tego, jak się ma sytuacja z rówieśnikami. Dla nich nie istnieje, chyba że jako ofiara niewybrednych żartów.

The Motel Life (2012)

Obraz
SPOILERY "Motelowe życie" to opowieść o umyślnym, lecz nieuświadomionym bratobójstwie. Choć dla mnie jest to wniosek oczywisty, nie jestem pewien, czy właśnie takie były intencje twórców. Być może po prostu źle wybrali ostatnią scenę, która zamiast być formą happy-endu odkrywa podskórne motywy działania bohatera.

Lone Survivor (2013)

Obraz
"Ocalony" to ciekawe doświadczenie, jeśli wcześniej widziało się "300: Początek imperium". Filmy stanowią bowiem dwie strony tej samej monety. Są one totalną formą celebracji etosu wojownika. Oba składają hołd męskiej sprawności fizycznej, braterstwu broni i honorowi, który powoduje, że godzą się umrzeć za Sprawę. O ile jednak w filmie Murro przekroczono granice rozsądku w owej celebracji (dzięki czemu ukazano cały fałsz i absurd tego etosu), o tyle Berg bardzo pilnuje się, by tej granicy nie przekroczyć. "Ocalony" to hołd prawdziwy i w zamierzeniu szczery, tu nie ma miejsca na homoerotyczne aluzje, campowość, uczynienie z rzezi rozrywki dla mas. Berg chce być autentyczny, chce pokazać amerykańskich żołnierzy jako współczesnych bohaterów. Niestety zawodzi, przynajmniej jeśli chodzi o mnie. Berg nie przekonał mnie, że bohaterowie filmu są naprawdę Bohaterami. W moich oczach jawią się niestety jako idioci. Owszem, są świetnie fizycznie wyszkoleni. Potra...

Venuto al mondo (2012)

Obraz
Takich filmów nie powinno się pokazywać jesienią. Aura sprzyja depresji, a tu Sergio Castellitto dobija nas historią o ludzkich przywarach, tchórzostwie, źle ulokowanych uczuciach. "Powtórnie narodzony" przekonuje, że świat jest miejscem, w którym rządzi ból i poczucie winy. Życie ludzkie budowane jest na błędach i niespełnieniu. Człowiek dźwiga ten bagaż, aż w którymś momencie nie wytrzymuje i pada pod jego ciężarem. Miłość nie wszystko zwycięża. Najbardziej lojalny jest ból i wstyd. Możemy być pewni, że nigdy nas nie opuszczą. Dramatem człowieka okazuje się też organiczna niemożność cieszenia się drobnostkami. Zawsze jest pragnienie posiadania czegoś więcej, sięgania po to, co nie jest nam dane i w pędzie po to istota ludzka jest zdolna do niezwykłych czynów. Ale co z tego, kiedy czyny te jedynie zwielokrotniają ból. Na film wybrałem się pamiętając, jak świetnie udała się poprzednia współpraca Castellitto z Cruz. Niestety "Powtórnie narodzony" nie jest powt...

Prince Avalanche (2013)

Obraz
No proszę, kiedy David Gordon Green przestaje usilnie starać się być zabawnym, potrafi zrobić całkiem dobry film. Może częściej powinien sięgać po europejskie produkcje (choć czy Islandia to jeszcze Europa?). "Prince Avalanche" to portret współczesnego mężczyzny. Dwójka bohaterów prezentuje wszystkie postawy: pogoń za byciem "prawdziwym samcem" (co dla jednego oznacza umiejętność schwytania i filetowania ryby, a dla drugiego zaliczanie kolejnych lasek), pozerstwo, za których kryje się wrażliwość i niepewność co do własnej wartości. Film utrzymany w bardzo "sundance'owym" klimacie składa się tak naprawdę z kilku scen rozmów pomiędzy dwójką bohaterów. Są one ciekawe, ale bez przesady. O wiele bardziej spodobała mi się scena spotkania Alvina ze staruszką na zgliszczach jej domu. Kiedy opowiada o swojej licencji pilota i nadziei, że może cudem się uratowała – wow, to było naprawdę mocne przeżycie. "Prince Avalanche" ma też sporo świetnych zd...

Killer Joe (2011)

Obraz
Jeśli nie masz w czymś doświadczenia, lepiej nie bądź zbyt pewny tego, że jesteś na tyle sprytny, by sobie z sytuacją poradzić. Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że znajdzie się parę osób mądrzejszych od ciebie. Ale nawet jeśli sprytem bijesz na głowę całe trailerowe towarzystwo, to i tak możesz paść ofiarą głupiego przypadku, bo jak to mówią life is a bitch . "Zabójczy Joe" to przez długi czas solidne kino, ale tak naprawdę niczym specjalnym się nie wyróżniające. Za to pod koniec robi się ciekawie. Scena obciągania udka z KFC jest bezcenna. A sam finał przypomina raczej najlepsze slasherowe jatki. McConaughey jest świetny, ale na głowę bije go Church, kiedy z rezygnacją patrzy, jak odkrywana jest cała prawda o szambie, w jakim się znalazł. Gdyby nie ostatnie 20 minut, film miałby u mnie o co najmniej jeden punkt gorszą notę. Ocena: 7

Savages (2012)

Obraz
Muszę powiedzieć, że spodobał mi się nowy film Stone'a. Reżyser w końcu zaczął iść w dobrym kierunku. Udało mu się i to pomimo fatalnego w gruncie rzeczy scenariusza. Kiedy bowiem przyjrzeć się z dystansu, to okazuje się, że fabuła jest dość mizerna, że historii nie ma tu prawie wcale, że w zasadzie jest to film o niczym. Jednak Stone skrzętnie te niedostatki zamaskował. To, czym przykuwa uwagę, jest narracja. Bawi się tempem, zmienia podejście do montażu, do preferowanych ujęć. Niektóry może się to wydać nieco chaotyczne, ale na mnie zrobiło pozytywne wrażenie. Niektóre sekwencje to wizualny majstersztyk, jak choćby ta, w której Elena każe Chonowi włożyć sobie pistolet do ust. Do tego "Savages" jest filmem dość brutalnym, ale Stone nie epatuje nią, a traktuje ją jako naturalny element. Jeśli kogoś torturują to gałki oczne mogą wypaść, taka jest po prostu kolej rzeczy. I jeszcze jednak rzecz mi się spodobała (ale to już jest zasługa literackiego pierwowzoru). Obra...

The Darkest Hour (2011)

Obraz
No cóż, nawet film pozbawiony sensu trzeba umieć nakręcić. Chris Gorak tego nie potrafi. Może lepiej byłoby więc, gdyby wrócił do swego wcześniejszego fachu scenografa. W teorii "Najczarniejsza godzina" ma być opowieścią o grupie młodych cudzoziemców przebywających w Moskwie podczas inwazji obcych. W rzeczywistości jest to kupa celuloidowego gówna. Na ekranie panuje chaos pozbawiony krwi i przemocy (całość jest bowiem zrealizowana pod kategorię PG-13). To, co widzimy nie wiąże się w logiczną całość. Można wręcz odnieść wrażenie, że każdą stronę scenariusza pisał ktoś inny i to bez zaglądania do tego, co zostało napisane wcześniej. Konsekwencją tego jest jakikolwiek brak konsekwencji. Do tego film bazuje na prymitywnych stereotypach i jest wyjątkowo obraźliwy dla Szwedów. Zresztą Rosjanie wypadają niewiele lepiej pojawiając się w trzech głównych typach: ekscentryków, twardych lolitek i macho wyjętych z trzeciorzędnego shootera. (Пётр Фёдоров) Nie jest to może rzec...

Taking Woodstock (2009)

Ang Lee jakiego naprawdę lubię. Być może nawet "Zdobyć Woodstock" uznam za jego najlepszy film, choć musi jeszcze przejść próbę czasu. W każdym razie spodobał mi się bardziej niż dwa poprzednie obrazy (które przecież złe nie były). O ocenie zdecydowała atmosfera, jaką Lee wykreował. Korzystając z każdej możliwej sztuczki czy to przez bohaterów, czy to przez zdjęcia, muzykę a nawet montaż, Lee buduje obraz jaki można byłoby zapewne oglądać w jądrze gwiazdy: kontrolowany chaos, którego rezultaty są oślepiające. Podział ekranu na kilka części, różne sposoby filmowania od psychodelicznej animacji po surowy styl dokumentalny, wszystko to emanuje pasją, poczuciem wolności, radością, ale i sporą dozą naiwności. Pulsująca energia samego ludzkiego życia. Na tym tle niczym gwiazdy na niebie lśnią wyraziste postaci, które zbudowane na stereotypach jednocześnie te stereotypy przełamują. Czy jest to Billy, weteran z Wietnamu, czy też Vilma bohater z Korei teraz paradujący w kieckach, są ...

The Air I Breathe (2007)

Jieho Lee postanowił zabawić się w psychoterapeutę Boga i rozwiązać zagadkę śmierci i zła, które dzieje się na Ziemi. Oczywiście wychodzi mu z tego banalna przypowiastka o tym, że nic nie dzieje się bez powodu, a człowiek jest zbyt mały, żeby zobaczyć cały obraz. Dlatego też dla zainteresowanych śmierć szarego człowieczka, który tylko chciał trochę zarobić może wydawać bezsensowna, lecz wystarczy prześledzić losy czterech osób, by zrozumieć, że bez jego śmierci, cudze życie mogłoby się skończyć, zanim się jeszcze zaczęło. Jest w tym obrazie pewna 'poezja' symetrii, jednak po jego obejrzeniu można raczej stracić wiarę w Boga, niż ją w sobie wzmocnić. Bóg bowiem jawi się tutaj jako demiurg, który zamiast prostych i czystych rozwiązań tworzy skomplikowane mozaiki z ludzkich żywotów. Wydaje się, że to nie życie a właśnie owa konstrukcja jest tym, co interesuje Stworzyciela, bo tylko ona w całym filmie ma sens. Na szczęście ta historia została wymyślona przez człowieka i pokazuje je...

Milk (2008)

Po niemal 10 latach Gus Van Sant był znów gotowy nakręcić film z niemalże gwiazdorską obsadą. "Psychol" i "Szukając siebie" zdecydowanie nie udały mu się, tym razem jest lepiej. Jednak nie aż tak dobrze, jak by się mogło wydawać po tych wszystkich wyróżnieniach, jakim obrzucono film. Jak widać cała ta afera z Propozycją 8 wpłynęła na ocenę filmu trochę ją zawyżając. "Obywatel Milk" to dobry film, jednak Van Sant ma na swoim koncie filmy znacznie lepsze. Ten z całą pewnością nie zaliczyłby do trzech, a pewnie i pięciu jego najlepszych obrazów. Film wpisuje się w modny ostatnio trend filmów sentymentalnych pokolenia, które w latach 70/80 należeli do młodych gniewnych, pragnących zmieniać świat. Teraz patrzą na współczesny świat i współczesną młodzież i z utęsknieniem spoglądają wstecz, kiedy ideały miały znaczenie, kiedy ludzie walczyli i mieli po co walczyć. I to jest zaletą ale i wadą filmu. Zaletą, bo Van Sant tworzy prawdziwie osobisty film, bardzo wia...