Posty

Wyświetlam posty z etykietą Rashida Jones

The Sound of Silence (2019)

Obraz
"Brzmienie ciszy" cierpi na najbardziej rozpowszechnioną chorobę filmową - przymus wprowadzania konfliktu, zwrotów akcji. Reżyser nie był usatysfakcjonowany wyłącznie sportretowaniem pewnej nietypowej osoby, zasygnalizowania intrygujących cech charakteru, które mogłyby posłużyć spekulacjom na temat jego przeszłości. Musiał więc wprowadzić postać kobiety, która wprowadza dysonans, która zmusza bohatera do wyruszenia w emocjonalną podróż.

Spies in Disguise (2019)

Obraz
Trochę żałuję, że tego filmu nie obejrzałem w kinie. Jak to jednak mówią: lepie późno niż wcale.

Zoe (2018)

Obraz
Sam sobie jestem winny. Skoro po "Przebudzonych", "Nowości" i "Coś się kończy, coś się zaczyna" nie nauczyłem się, by szerokim łukiem omijać filmy Drake'a Doremusa, to zasługuję na to, żeby cierpieć. Jedynym usprawiedliwieniem jest to, że "Kochanek idealny" ma bardzo fajną obsadę. Ale poprzednie filmy reżysera też miały i nic dobrego z tego nie wyszło.

Klaus (2019)

Obraz
Chyba trafiłem do równoległego wszechświata. Jest mi bowiem trudno uwierzyć, że oto zobaczyłem czwarty z rzędu (a może nawet piąty) film na Netfliksie, który mi się spodobał. Platforma ta do tej pory nie kojarzyła mi się najlepiej i ledwie parę tytułów dobrze wspominałem. Tymczasem "Klaus" pozytywnie mnie zaskoczył okazując się bardzo uroczą opowieścią w sam raz na przedświąteczny czas.

Tag (2018)

Obraz
Coś jest mocno nie tak z amerykańskimi komediami. Od dłuższego czasu (z wyjątkiem "Wieczoru gier") wszystkie one powielają ten sam schemat: kilka pomysłowych i nawet zabawnych scen zatopionych w niezmierzonych wodach nudy. "Berek" doskonale się w ten schemat wpisuje.

Inside Out (2015)

Obraz
Tym razem intuicja mnie nie zawiodła. Długo odkładałem "W głowie się nie mieści". Pomimo dochodzących zewsząd entuzjastycznych głosów, jakoś nie byłem przekonany do tego filmu. I kiedy w końcu go obejrzałem, pozostałem nieprzekonany.

Our Idiot Brother (2011)

Obraz
Ned na pierwszy rzut oka rzeczywiście może wyglądać na idiotę. Ale zarazem trudno mu tej postawy nie zazdrościć. Dzięki swej prostoduszności, otwartości, wierze w uniwersalność dobra posiada swoistą odporność na całe zło tego świata. Może trafić do więzienia, może zostać brutalnie porzucony przez dziewczynę (na ile brutalna może być pacyfistka), może być pozbawiony pracy, ale i tak wydaje się szczęśliwszy od trzech sióstr, z których każda na pozór ma lepiej ułożone od niego życia. Dla mnie Ned to oczywiście kosmita, ale w jego obcości jest coś uroczego i fascynującego (co jednak nie zmienia faktu, że mógłby sobie jedynie życzyć takiego brata, ale sam kimś takim nie chciałbym być).

Cuban Fury (2014)

Obraz
Lubię takie kino: proste, bezpretensjonalne, ale mające swój urok. Twórcy nie silili się na oryginalność. Zamiast tego postanowili podać popularne danie wykonane tak dobrze, jak tylko potrafili. I tym razem to wystarczyło.

Celeste & Jesse Forever (2012)

Obraz
Co za dużo, to i świnia nie chce. To przysłowie sprawdza się również w przypadku przyjaźni. Najlepsi przyjaciele – to rzecz, o której wszyscy marzą. Posiadanie kogoś, kto ciebie rozumie bez słów, kto dzieli z tobą spojrzenie na świat, przy kim możesz być absolutnie sobą i wiesz, że zostaniesz zrozumiany to rzecz absolutnie bezcenna. Ale jeśli więź ta będzie zbyt bliska, jeśli nie pozostaną żadne granica, wtedy okazuje się, że taki związek staje się pułapką. I to najniebezpieczniejszą na świecie, bowiem więzy pętające są zupełnie niewyczuwalne. Można je dostrzec tylko w momencie, w którym spróbuje się radykalnie zmienić status quo. I nagle katastrofa jest gotowa. Uwolnienie się z pułapki to proces bolesny i długotrwały i grożący wielokrotnymi nawrotami do stanu pełnego zagrożenia. Dlatego też dla wszystkich byłoby lepiej, gdyby tego rodzaju relacje omijali wielkim łukiem. "Celeste i Jesse - Na zawsze razem" to typowe kino niezależne. Niemniej jednak całość opowiedziana zo...

The Big Year (2011)

Obraz
Ten film nie mógł się udać. Dlatego też to, że jest słaby nie jest zaskoczeniem. Choć to, że nie jest tragiczny, już zaskakuje. Nie rozumiem, jak ktokolwiek mógł wierzyć, że będzie inaczej, że można dać na to pieniądze i spodziewać się zysków. "Wielki rok" miałby szanse powodzenia jedynie jako kino niezależne. Zaś robienie z tego produkcji wytwórni (choć zapewne za małe pieniądze) było najbardziej absurdalnym pomysłem, na jaki można było wpaść. Jedyna ciekawa rzecz, to fakt, że "Wielki rok" wpisuje się w modny obecny trend wychwalania obsesji. Twórcy przekonują, że obsesje nie są szkodliwe, że nie trzeba się z nich leczyć, jeśli tylko potrafimy nad nimi zapanować. Z trójki bohaterów, dwójka spełnia warunki zdrowia psychicznego określone przez Freuda. Fajnie było też oglądać pasjonatów w akcji. I nawet tak dziwaczne hobby jak podglądanie ptaków okazuje się mieć całkiem spore grono oddanych zapaleńców. "Wielki rok" sprawia, że ci, którzy nie mają żad...

Friends with Benefits (2011)

Obraz
Will Gluck trzyma dobrą formę, którą zapoczątkował "Łatwą dziewczyną". "To tylko seks" to naprawdę przeurocza komedyjka o bardzo konwencjonalnej strukturze. Siłą filmu jest fantastycznie dobrana główna para. Kunis i Timberlake tworzą parę idealną. W chemię ich łączącą wierzy się bez mrugnięcia oka. Są rozkoszni jak kichające przez sen misie panda. Do tego całość ma niezwykle mocny drugi plan. Woody Harrelson w roli geja i Patricia Clarkson w roli matki-trzpiotki uprzyjemniają dłużyzny. Jednak chwilami "To tylko seks" mroziło mi krew w żyłach mocniej niż najbardziej nawet przerażający horror. Działo się tak za każdym razem, kiedy bohaterowie zaczynali zachowywać się jak 12-latkowie – a działo się tak bardzo często. To przerażające, jak mocno afirmowana jest we współczesnych komediach infantylność i niedojrzałość. Ocena: 7 Ps. Twórcy mogliby zrobić widzom tę uprzejmość i skoro już wrzucają scenę po napisach, to niech trwa ona dłużej niż 20 sekund...

Cop Out (2010)

Obraz
Nie wiem, czy Kevin Smith powinien iść na emeryturę. Wiem za to, że jeśli chce dalej kręcić filmy, to powinny to być niskobudżetówki niezależne w stylu "Clerks". Przekonał mnie do tego seans "Fujar na tropie". W scenach akcji wiało taką amatorszczyzną, że wyglądało to żałośnie. Od debiutanta pracującego dla telewizji (albo Asylum) można spodziewać się podobnej realizacji, ale nie od kogoś, kto siedzi w tym interesie od wielu lat. Smith za to wciąż dobrze czuje się w scenach statycznych, gdzie bohaterowie ze sobą po prostu rozmawiają. Tu dało się odczuć ducha jego starego stylu, za którym osobiście tęsknię. Ocena: 5

The Social Network (2010)

Cóż, nie jestem na Facebooku i wcale nie czuję potrzeby się tam pojawiać. Facebook, podobnie jak Nasza Klasa czy MySpace, jest dla mnie zbyt realny, by być atrakcyjnym w wirtualnym świecie. To ja już wolę Second Life. W związku z tym nie miałem żadnych oczekiwań wobec filmu. Nie bałem się, że film może mnie zniechęcić do Facebooka lub jego twórcy, co zresztą nie nastąpiło. Sam film przypomina mi "Diunę" Franka Herberta. Podobnie jak książka, tak i film na pytanie czy to władza demoralizuje odpowiada przeczącą i udowadnia, że to ludzie już skażeni przyciągani są do pozycji władzy. Mark Zuckerberg to słaby człowieczyna, którego wadą wcale nie jest to, że jest dupkiem, dwulicowcem, zdrajcą. Jego wadą jest właśnie sama słabość, której się wstydzi i dla ukrycia której jest w stanie dokonać każde świństwo. Trudno go potępiać, budzi raczej litość, którą z kolei temperuje świadomość jego olbrzymiego bogactwa. Wbrew temu co można się było spodziewać, to nie jest film szty...

The Ten (2007)

Nie łapię poczucia humoru Davida Waina. Po "Wyrolowanych" myślałem, że tak, ale "The Ten" ponownie utwierdziło mnie w przekonaniu, że Waina śmieszą zupełnie inne rzeczy niż mnie. Z 10 opowieści składających się na ten film tylko te opowiadające o seksie wydały mi się zabawne: Winona Ryder zakochana w laleczce, animowana orgia czy więzienne love story. W miarę śmieszna była jeszcze opowieść o Jezusie Chrystusie i to wszystko. Reszta była naprawdę nędzna. Jedyne, co naprawdę mnie zaintrygowało, jakim cudem Wainowie udało się zgromadzić tak imponującą obsadę? I jeszcze bardziej to, jakim cudem nie wykorzystał tkwiącego w nich potencjału? Ocena: 5

I Love You, Man (2009)

Kolejny świetny tytuł w szybko rozwijającym się gatunku bromedy. W zasadzie mógłby powtórzyć tu wszystko to, co niedawno napisałem przy okazji "Role Models" czy "Kac Vegas". "Stary, kocham cię" to ciepła komedyjka z sympatycznymi bohaterami. Inteligenta i zabawna ale nie histerycznie śmieszna – takich gagów, na których śmiałem się do łez było ledwie kilka, mógłbym je zliczyć na palca jednej ręki. To jednak nie ważne, bo z kina wyszedłem w dobrym humorze... A jednak zaczynam się już trochę niepokoić. Kolejne filmy bromedy wyrastają jak grzyby po deszczu. Mam nadzieję, że dzieje się to zbyt szybko, że Hollywood zbyt mocno eksploatuje ten dość świeży gatunek i jest już tylko kwestią czasu, kiedy nastąpi przesyt. Byłaby to wielka szkoda. Zaczyna też mi już powoli brakować komedii typu 'buddy movies'. Muszę jednak przyznać, że "Stary, kocham cię" znakomicie wykorzystało konstrukcję komedii romantycznej dla opowieści o przyjaźni i w tej skostni...