Cuda się jednak zdarzają. Francis Lawrence potrafi nakręcić dobry film. Po tym, jak zmasakrował "Jestem legendą", nie wierzyłem, że rozumie on fantastykę. A ponieważ pierwsze "Igrzyska śmierci" bardzo mi się spodobały, angaż Lawrence'a przyjąłem ze smutkiem. Tymczasem okazało się, że reżyser jak chce, to potrafi uchwycić ducha SF i nakręcić opowieść, która zawiera wszystko to, co w tym gatunku najlepsze (a przynajmniej to, co ja w nim cenię). "W pierścieniu ognia", jeśli chodzi o samą fabułę, niczym specjalnym się nie wyróżnia. Jest to w gruncie rzeczy powtórka z rozrywki z tym, że na trzecim planie zaczynają się dziać ciekawsze rzeczy. Film wygrywa samą atmosferą i tym, jak rozłożone zostają akcenty. Spodobało mi się to, jak pokazane są zmagania głównej bohaterki. Dziewczyna miota się, buntuje, ale niemal do samego końca pozostaje wierna systemowi, w jakim się wychowała. Zamiast próbować się wyrwać, ona stara się wytrzymać, walczy, ale według reg...