Posty

Wyświetlam posty z etykietą Ian Tracey

Eadweard (2015)

Obraz
Geniusz to nie wszystko. Można mieć rewolucyjne pomysły, można widzieć świat w taki sposób, w jaki nikt wcześniej tego nie czynił, i może to prowadzić do fascynujących innowacji. Ale tylko wtedy, kiedy twórca/geniusz posiada nad tym kontrolę. Kiedy jednak ogarnie go obsesja, gdy w poszukiwaniu odpowiedzi zapętli się, kiedy zaczną go prześladować demony... Cóż, w takiej sytuacji pewnego dnia, jeśli w ogóle go dożyje, taki geniusz odkryje, że przestał być pionierem, że wytyczył ścieżkę, którą inni poszli znacznie dalej od niego, a przez to zostanie zapomniany przez historię.

Aloft (2014)

Obraz
Nie dziwię się, że Cillian Murphy chciał w tym filmie wystąpić. Jest tu bowiem scena, jaką zagrać pragnie każdy aktor: mocna, wymagająca emocjonalnie, jeśli dobrze odegrana, to na długo zapadająca w pamięć. I rzeczywiście zapada. Głównie przez fakt, że jest to jedyna rzecz, jaka wyszła reżyserce. Cała reszta to nudy na pudy.

Man of Steel (2013)

Obraz
Na ten film naprawdę czekałem. Ale jednocześnie szedłem do kina pełen obaw. I w jednym i drugim przypadku rozczarowałem się. "Człowiek ze stali" nie był tak złym filmem, jak się tego obawiałem zważywszy na to, co ostatnio serwowali mi Snyder ("Watchmen" i "Sucker Punch") i Goyer ("Jumper" i "Nienarodzony"). Nie był jednak aż tak dobry, jakby tego pragną. Tymczasem Snyder pozytywnie mnie zaskoczył. Powstrzymał się przed przedawkowaniem slow-motion. Udowodnił, że potrafi korzystać z różnych technik filmowych (choć mógł sobie pozwolić na trochę więcej testosteronu w stylu "300", do Supermana to pasuje). Film kosztował grubo ponad 200 milionów dolarów i tym razem widać to na ekranie. Snyder, wraz z ekipą od efektów, wycisnął z kasy wszystko, co tylko się dało. Kilka sekwencji jest naprawdę efekciarski i efektownych zarazem. Jak rzadko kiedy, tak w tym przypadku nie czuło się chaosu. Oto rozmach Hollywoodu w pełnej krasie. N...

Ice Men (2004)

Domek w lesie albo (co gorsza) nad jeziorem. Słysząc, że w takim właśnie miejscu rozgrywać się będzie akcja filmu, od razu można być pewnym, że bohaterów zamiast zabawy i odpoczynku czekają nieprzyjemności i tragedie. Nie inaczej jest i w przypadku "Ice Men". Tym razem grupa przyjaciół z dzieciństwa spotyka się w domku, by świętować 30 urodziny jednego z nich. W ciągu kolejnych dni weekendu rozgrzebane zostaną rany sprzed lat, dwóch prześpi się ze sobą, trzeci prześpi się z dziewczyną czwartego, a piąty wkroczy na ostatnią prostą autodestrukcji. Fabuła to standard, ale reżyserowi udało się w debiucie mimo wszystko dotknąć, choć tylko lekko, psychologicznej prawdy. Bohaterowie są sympatyczni, aktorzy w większości znani mi z małego ekranu, całość opowiedziano zaś sprawnie. Z tych też powodów "Ice Men" większego wrażenia na mnie nie wywarł, ale też obejrzałem to z zaciekawieniem i bez cienia znudzenia. Ocena: 6