Posty

Wyświetlam posty z etykietą Richard Jenkins

Nightmare Alley (2021)

Obraz
"Zaułek koszmarów" znajduje się na przeciwnym biegunie w stosunku do "Hazardzisty". W przypadku filmu Schradera narzekałem, że reżyser niepotrzebnie dodał rozbudowaną fabułę, podczas gdy powinien cały wysiłek skupić na formie. W przypadku nowego dzieła del Toro mam zarzut odwrotny: za bardzo skupił się na formie, na czym ewidentnie traci sama opowieść.

The Hollars (2016)

Obraz
Zanim John Krasinski nakręcił "Ciche miejsce", szlifował swoje reżyserskie umiejętności w kinie niezależnym. "Hollarsowie" to jeden z jego obrazów z tego okresu. I jest to rzecz do bólu schematyczna, a miejscami wręcz przesadnie kurczowo trzymająca się kanonu gatunkowego.

The Shape of Water (2017)

Obraz
Żal mi Hazanaviciusa. Jego "Ja, Godard" to film niezwykle podobny do "Kształtu wody". I miał premierę wcześniej. Mimo to o jego filmie nikt już nie pamięta, podczas gdy dzieło del Toro wychwalane jest pod niebiosa i obsypywane nagrodami.

Kong: Skull Island (2017)

Obraz
Widzę, że w przypadku swojego potwornego uniwersum Warner Bros. stosuje tę samą metodę, którą swego czasu wykorzystywał Microsoft w stosunku do Windowsa. Zamiast zrobić coś naprawdę lepszego, koncentruje się na poprawie błędów. W efekcie tak jak Windows 98 był tym, czym miał być Windows 95, tak "Kong" jest tym, czym tak naprawdę miał być "Godzilla". A to oznacza, że podstawowe problemy z tym uniwersum nie zostały nawet ruszone.

Lullaby (2014)

Obraz
Rodzina w rozsypce zyskuje ostatnią szansę, by się zjednoczyć. Ojciec leży na łożu śmierci i za 24 godziny będzie martwy. Do szpitala z odległych krańców kraju przybywa dwójka dzieci. Ona jest ambitną studentką prawa. On synem marnotrawnym, który porzucił studia dla (nieudanej) kariery muzyka. W ciągu ostatnich 24 godzin życia ojca wygarną sobie żale i spróbują znaleźć sposób by prosić o wybaczenie i powiedzieć "kocham cię" oraz "żegnaj".

Bone Tomahawk (2015)

Obraz
Muszę przyznać, że miałem wobec tego filmu bardzo duże oczekiwania. Wszystko przez to, co słyszałem na temat fabuły i za sprawą obsady. W końcu jest tu i Patrick Wilson ze "Stacji kosmicznej 76", i Kurt Russell z "Death Proof", i Richard Jenkins z "Domu w głębi lasu" i Sid Haig z "Domu 1000 trupów". Wszystkie te tytuły mają dwie cechy wspólne: po pierwsze w ciekawy sposób wywracają do góry nogami gatunkowe konwencje, po drugie bardzo mi się podobały. Tak więc zanim poszedłem do kina na "Bone Tomahawk", poprzeczkę zawiesiłem bardzo wysoko. Jak się okazało za wysoko.

Spotlight (2015)

Obraz
Uff. Odetchnąłem z ulgą. Najwyraźniej "Magik z Nowego Jorku" był jednorazowym potknięciem. Przy "Spotlight" McCarthy powrócił na poziom przyzwoitości. Jego nowy obraz przykuwa uwagę z dwóch powodów. Pierwszym jest sentyment. McCarthy powraca do czasów, kiedy Internet dopiero na poważnie wchodził w życie zwykłych ludzi, a większość wiedzy wciąż czerpana była z materiałów drukowanych. Po drugie ze względu na sam temat, który jednocześnie wstrząsa i nie zaskakuje. Trudno się bowiem dziwić, że członkowie jakiejkolwiek zorganizowanej grupy są bardziej lojalni wobec siebie niż wobec osób postronnych, nawet jeśli nominalnie im służą, nawet kiedy członkowie grupy dokonują strasznych rzeczy.

One Square Mile (2014)

Obraz
Nigdy nie ufaj obsadzie – taką lekcję przyniósł mi seans filmu "Cztery minuty". Sięgnąłem po niego zachęcony właśnie nazwiskami odtwórców ról, a tymczasem okazało się, że całość jest niczym więcej jak kinową wersją "Dlaczego ja?".

A.C.O.D. (2013)

Obraz
Stuart Zicherman miał dobry pomysł. Niestety potem postanowił wkroczyć na drogę niezależnego komediodramatu i wszystko zepsuł. Pewnie dlatego najciekawsze jest to, co następuje po filmie, podczas napisów końcowych, czyli wyznania tych, którzy są DDR (dorosłymi dziećmi rozwodników) i tych, którzy nimi nie są.

The Company You Keep (2012)

Obraz
"Reguła milczenia" to film zmarnowanych okazji. Robert Redford najwyraźniej tak się zestarzał, że stał się ślepy na historie, jakie ma tuż przed swoimi oczami. To mógł być film rozliczający pokolenie zażartych bojowników o prawa obywatelskie z najbardziej burzliwego okresu Stanów Zjednoczonych. To mógł być też dramat psychologiczny badający granice poświęcenia cudzego życia dla realizacji własnych celów. Nie jest jednak ani jednym ani drugim. Ot, taka miła bajeczka, sprawnie zrealizowana, ale doskonale nijaka. Bohaterowie grani przez Redforda, Sarandon, Nolte'ego czy Christie aż proszą się o cyniczne potraktowanie. Ich drogi życiowe pokazują, że walka o wyższe ideały może się toczyć tylko w sytuacji braku osobistych zobowiązań. Kiedy te się pojawiają, egoistyczne cele stają się istotniejsze niż dobro planety czy społeczeństwa. Własne dzieci wypalają z ludzi chęć poświęcenia dla anonimowego ogółu. Redford mógł z tego zrobić ironiczne, gorzkie podsumowanie ludzkiego lo...

White House Down (2013)

Obraz
Roland Emmerich nie do końca stanął na wysokości zadania. Owszem, "Świat w płomieniach" jest sprawnie zrealizowanym "łubudu". Tyle tylko, że kiedy porówna się go z "Olimpem w ogniu", okaże się, że wcale nie mamy do czynienia z jakościowym skokiem. Jedyne, co wygląda lepiej, to efekty. Emmerich miał więcej kasy i dobrze wiedział, jak to wykorzystać. Ale to nie ze względu na efekty "Olimp" mi się fajnie oglądało. I tego porównania "Świat w płomieniach" nie wytrzymuje. Emmerich chciał zrobić kino kumpelskie podobne do "48 godzin" czy "Zabójczej broni". Niestety do tego potrzebny był lepszy scenarzysta od Jamesa Vanderbilta, który już w "The Losers" udowodnił, że nie potrafi dobrze budować dynamiki pomiędzy bohaterami. Tu relacja wydaje się wymuszona, dowcipne sceny wyglądają strasznie sztucznie. Kiepsko też niestety wypada sam pomysł, by prezydent był lekko ciapowaty. O wiele bardziej przemawiał do mnie t...

Liberal Arts (2012)

Obraz
Trzy pokolenia, trzy etapy w życiu człowieka, światy tak różne, że wydaje się, iż nie ma między nimi nic wspólnego. A jednak to właśnie na styku pokoleń, z różnic w spojrzeniach na świat rodzi się dojrzałość. I co ciekawe, jest to proces, który działa w obu kierunkach, starsi uczą młodszych, ale przy okazji sami też są nauczani. "Sztuki wyzwolone" to jedna wielka pochwała platońskiego systemu relacji międzyludzkich, opartych na zrozumieniu i uczuciu, ale nie na fizycznej miłości. Więź, autentyczna i intymna, oto podstawa wzrostu. To ona otwiera nas na innych oraz innych na nas, to dzięki temu możliwa jest komunikacja i wsparcie. Niebezpieczeństwem jest pokusa sięgnięcia po to, co jest oferowane, a czego zagarnąć nie powinniśmy. Radnor za Platonem podkreśla, jak ważne są granice, jak istotna w relacjach jest sztuka mówienia "nie". W zasadzie "Sztuki wyzwolone" jest jak 759 innych niezależnych produkcji. A jednak, mimo wszystko, polubiłem ten film. Po...

Jack Reacher (2012)

Obraz
Christopher McQuarrie ma jeden dobry film w swojej karierze, a to tylko dlatego, że był wyłącznie scenarzystą. "Desperaci" nie zrobili na mnie większego wrażenia i tak samo jest z nakręconym 12 lat później "Jackiem Reacherem". I tym razem jest to wyłącznie jego wina. Fabuła jest istnym samograjem. Wystarczyło postawić aktorów przed kamerą, a mógł z tego wyjść nowy "Gliniarz z Beverly Hills" czy "Zabójcza broń", czyli film robiony jednocześnie na poważnie i z przymrużeniem oka. Tekstów i scen humorystycznych jest tu na pęczki. Jednak McQuarrie zupełnie tego nie wygrywa. Jego filmowi brakuje lekkości i ikry. A Tom Cruise uparł się, że wszystko zagra na poważnie, co przy wytrzeszczu oczu Richarda Jenkinsa i absurdalnej kreacji Wernera Herzoga sprawia wrażenie, jakby urwał się z zupełnie innej choinki. Tak więc jedynym prawdziwym plusem obejrzenia filmu było to, że mogłem zobaczyć w akcji Jaia Courtneya. Nie oglądam "Spartakusa", wi...

Killing Them Softly (2012)

Obraz
Cóż. To chyba było nieuniknione. Po dwóch dobrych filmach Andrew Dominik wpadł na minę i stał się ofiarą własnego sukcesu. Pewnie myślał, że może opowiedzieć każdą historię, w taki sposób, jaki sobie zamarzy. Otóż, jak pokazuje "Zabić, jak to łatwo powiedzieć, nie może. Nie rozumiem, co się stało. Ale Dominik w niczym tu nie przypomina tego reżysera, który z taką brawurą opowiadał o kryminalnym świecie Australii i stworzył jedną z najpiękniejszych filmowych ballad westernowych. Wygląda raczej, jakby nie czuł się usatysfakcjonowany posiadaniem talentu do opowiadania w ciekawy sposób historii i chciał udowodnić, że ma jeszcze coś mądrego do powiedzenia. Sama konstrukcja, by gangsterską powiastkę przefiltrować przez polityczną retorykę, była świetnym pomysłem. Recesja dotykająca płatnych zabójców, mafia prowadzona jak korporacja – na tym można było zbudować niezły film. Ale wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Przemówienia Obamy i Busha zostały źle sklejone. Gdyby były...

The Cabin in the Woods (2011)

Obraz
Wow! Tego się naprawdę nie spodziewałem. Zwiastun filmu to jedna wielka zmyła. W sumie to i dobrze, bo dzięki temu moje zaskoczenie było pełne i bawiłem się na filmie fenomenalnie. Nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek, kto choć trochę lubi amerykańskie horrory, mógł przepuścić okazję i nie zobaczyć "Domu w głębi lasu". Whedon i Goddard wyszli z założenia, że widzowie doskonale znają formułę horroru o nastolatkach, którzy na odludzi przeżywają (albo i nie) krwawy koszmar. Wykorzystując tę pewność widzów budowaną w zwiastunie, wywracają konstrukcję do góry nogami, pozostając jej zarazem absolutnie wiernymi. Udało się to uzyskać dzięki dwutorowej narracji, która wzbogaca film i sprawia, że na wszystko patrzymy z zupełnie innej perspektywy. Nie było w Stanach podobnego filmu od czasu pierwszego "Krzyku". "Dom w głębi lasu" to czysta rozrywka. A kiedy dochodzi do punktu kulminacyjnego, rozpoczyna się orgia, jakiej w kinie nie było już bardzo, bardzo dawno...

The Rum Diary (2011)

Obraz
Nie mam zielonego pojęcia, co przez ostatnie naście lat robił Bruce Robinson, ale jednego jestem pewien: na pewno nie szlifował sztuki reżyserskiej. "Dziennik zakrapiany rumem" jest śmiertelnie nudnym filmem. Przez pół filmu musiałem zwalczać pokusę, by nie zagrać w pasjansa na komórce, nie bacząc na to, co mogliby powiedzieć inni widzowie. Przez bite dwie godziny reżyser miota się pomiędzy absurdalną komedią, a obyczajowym dramatem z tezą. Jedno i drugie rozmywa się w nadmiernie przeciąganych scenach, czy wątkach nie mających istotnego znaczenia dla akcji. O Kempie dowiadujemy się niewiele, jak na tego rodzaju film. Portoryko jest brutalnie zgwałcone przez twórców, którzy nie wychodzą poza wyświechtane frazesy. A sam Johnny Depp zachowuje się tutaj, jakby jego celem było parodiowanie Jacka Nicholsona. Nie powiem, uśmiech mu nawet wyszedł bardzo podobny, ale i tak nie wiem, po co to. A wystarczyło wyciąć z niego jakieś 30-40 minut materiału, zdecydować się, w którą st...

Friends with Benefits (2011)

Obraz
Will Gluck trzyma dobrą formę, którą zapoczątkował "Łatwą dziewczyną". "To tylko seks" to naprawdę przeurocza komedyjka o bardzo konwencjonalnej strukturze. Siłą filmu jest fantastycznie dobrana główna para. Kunis i Timberlake tworzą parę idealną. W chemię ich łączącą wierzy się bez mrugnięcia oka. Są rozkoszni jak kichające przez sen misie panda. Do tego całość ma niezwykle mocny drugi plan. Woody Harrelson w roli geja i Patricia Clarkson w roli matki-trzpiotki uprzyjemniają dłużyzny. Jednak chwilami "To tylko seks" mroziło mi krew w żyłach mocniej niż najbardziej nawet przerażający horror. Działo się tak za każdym razem, kiedy bohaterowie zaczynali zachowywać się jak 12-latkowie – a działo się tak bardzo często. To przerażające, jak mocno afirmowana jest we współczesnych komediach infantylność i niedojrzałość. Ocena: 7 Ps. Twórcy mogliby zrobić widzom tę uprzejmość i skoro już wrzucają scenę po napisach, to niech trwa ona dłużej niż 20 sekund...

Hall Pass (2011)

Obraz
Choć śmiałem się dość często na "Bez smyczy", to tak naprawdę jest to bardzo gorzki i smutny film. Pokazuje bowiem, jak żałosną instytucją jest małżeństwo. W "Bez smyczy" związek małżeński kojarzy się przede wszystkim z tchórzostwem. To strach przed samotnością, przed brakiem stabilności, chaosem i światem, który wciąż pędzi do przodu. Znajdując drugą równie tchórzliwą osobę można się wzajemnie wspierać budując sobie gniazdko, w którym można pozwolić sobie na zgnuśnienie i spowolnienie tempa życia. W "Bez smyczy" tylko single są atrakcyjni, wysportowani, chętni doświadczają nowych rzeczy. Są młodzi, jeśli nie ciałem to z całą pewnością duszą. Nie mają żadnych (lub prawie żadnych) skrupułów i wyrzutów sumienia. I szczerze mówiąc nie bardzo wiem dlaczego – po obejrzeniu całego filmu – miałbym wierzyć, że w związku jest jednak lepiej. Sam film mnie niestety rozczarował. Jest tu dużo przezabawnych scen, naprawdę dużo. A jednocześnie całość jest pokraczn...

Let Me In (2010)

"Pozwól mi wejść" Reevesa pokazuje, dlaczego to kino europejskie jest ciekawsze, a amerykańskie odnosi większy sukces. Reeves dokonał niemalże kalki szwedzkiej produkcji, a jednak nie jest to ten sam film. Różnice na pozór nieznaczne, w rzeczywistości dają jakościowo rzecz całkiem odrębną. Problemem filmu Reevesa jest jego oczywistość. Wszystkie niuanse zostały zmiażdżone, zamiast nich pojawiły się sceny jednoznaczne, pozbawione jakichkolwiek odcieni. Stąd relacja pomiędzy dwójką głównych bohaterów jest zbyt powierzchowna, a przez to mało interesująca. Wątek seksualny jest wyraźnie naświetlony, podczas gdy w oryginale skrywał się on pod materią filmu, niby nieobecny, a jednak nadający całej historii dodatkowej pikanterii. Podobnie scena z maską. Tu fajnie wygląda, u Szwedów zaś niosła ze sobą sporą dawkę niepokoju ujawniają groźne pokłady tłumionej agresji. Nie należę do fanów oryginału, jednak jest on znacznie lepszym filmem niż wersja amerykańska. Reeves nie wykorzysta...

Eat Pray Love (2010)

Nie dziwi mnie fakt, że na IMDb film ten ma dość niskie noty. Są one w pełni zasłużone, jeśli podstawowym kryterium przy ocenie jest przewodnia myśl. Ta w "Jedz, módl się, kochaj" jest bardzo naiwna i naprawdę trudno uwierzyć, by była rezultatem rzeczywistych wydarzeń. Toż to zwyczajny psychologiczny poradnik jakich miliony wypluwane są na rynek. Różnica polega jedynie na tym, że tu są bardziej egzotyczne scenerie. Trudno też uznać historię za wiarygodną, kiedy konstrukcja każdej z trzech opowieści jest niemal identyczna: nowe miejsce, przypadkowo spotkana kobieta staje się przyjaciółką, z kobietą tą związany jest mężczyzna. Kobieta pozwala bohaterce poradzić sobie ze swymi kobiecymi problemami, mężczyzna umożliwia przepracowanie problemów z dotychczasowymi partnerami. Nieprawdopodobne wydaje się także to, że w filmie nie ma ani jednej negatywnej osoby. Wszędzie spotykają bohaterkę życzliwość, otwartość i wsparcie. Piękna bajka, ale dla przeciętnego odbiorcy jest to t...