Posty

Wyświetlam posty z etykietą Eva Mendes

Lost River (2014)

Obraz
Najgorzej mają ci, którzy obdarzeni są darem widzenia, ale pozbawieni są talentu, by to, co widzą i czują mogli przekuć w coś nowego, autentycznego, angażującego. Takim przeklętym twórcą jest właśnie Ryan Gosling. "Lost River" to dzieło zagubione pośród właściwie rozpoznanych idei, symboli i metafor. Gosling-reżyser jest jak osoba, która zrozumiała, czym są poszczególne litery, ale nie posiadła umiejętności, by zespolić je w zrozumiałe słowa.

Girl in Progress (2012)

Obraz
W życiu nie ma czegoś takiego jak "błąd". Decyzje, które podejmujemy, mogą być oparte o fałszywe przesłanki, mogą być nieodpowiedzialne, irracjonalne, szokujące. Ale same w sobie nie są błędem. A to z tego prostego powodu, że nikt nie jest w stanie przewidzieć, jaki skutek odniosą nasze działania. Życie jest bowiem niczym innym jak sumą efektów ubocznych podejmowanych przez nas decyzji, jak i tych podejmowanych przez inne osoby w naszym otoczeniu.

Clear History (2013)

Obraz
W to, że Larry David wielkim komikiem jest, muszę niestety wierzyć na słowo (no dobra u Allena był świetny). "Co było, a nie jest" jeśli ma być popisem jego komediowego talentu, to przekonało mnie jedynie do tego, że nie jest to moje poczucie humoru. Dawno już na żadnej komedii tak bardzo się nie wymęczyłem jak tutaj!

The Place Beyond the Pines (2012)

Obraz
Łatwo jest być bohaterem, kiedy jest się w sytuacji ekstremalnej, gdy adrenalina krąży w naszym organizmie, kiedy jesteśmy skupieni na tym, by przetrwać. Kaskaderskie popisy motocyklowe albo pościg za rabusiem – to wszystkim imponuje, wydaje się takie niezwykłe, heroiczne. Ale prawdziwe bohaterstwo kryje się gdzie indziej. Kiedy codzienność nas przytłacza, kiedy racjonalne argumenty kuszą nas wyborami na skróty, oszustwem, rabunkiem, szantażem. Bohaterstwem jest stawienie temu oporu. Ale jak pokazuje historia Luke'a i Avery'ego, w takich sytuacjach o bohaterstwo jest bardzo trudno. A to właśnie decyzje podejmowane w tych momentach mają decydujący wpływ na nasze życie. Dobrymi intencjami jest ponoć piekło wybrukowane. Obserwując Luke'a można w to łatwo uwierzyć. On chciał się przecież tylko zachować porządnie. W rezultacie znalazł się w desperackiej sytuacji, co wykorzystał inny społeczny wyrzutek. Dał się uwieść, czym przypieczętował swój los. Z Averym jest podobnie. J...

Holy Motors (2012)

Obraz
Najnowszy film Leosa Caraxa idealnie wpisuje się w kontinuum wytyczone z jednej strony przez "Rekonstrukcję" Boego, z drugiej przez "Atlas chmur" Wachowskich i Tykwera. Od tego pierwszego wziął sztuczność konstrukcji, która mimo to daje jakże prawdziwe, pełne emocji efekty. Od tych drugich pożyczył wieloepizodyczną formułę jak i metafizyczny budulec. "Holy Motors" to wyprawa do świata nieświadomości. Dla Caraxa jest to świat nostalgii i tajemnicy związanej z tym, co minęło. Dlatego też wrotami do niego są symbole, które dla bohatera są już znakami przeszłości (las, który jest już tak odległym dla niego symbolem nieświadomości, że zastąpiła go tapeta; kino, które jest ożywionym mitem – idea popularna u zarania medium, ale dziś coraz rzadziej przypominana; limuzyny). Po przekroczeniu bram nieświadomości, trafiamy do świata, gdzie zwykłe prawa logiki zdają się nie obowiązywać. Ale nie oznacza to wcale, że nie ma tu żadnych praw, bądź że wszystko jest ...

Last Night (2010)

Obraz
Kiedy żona zaczyna oskarżać męża o zdradę, to znak, że coś niedobrego dzieje się w małżeństwie. Albo ma rację i mąż ją zdradza albo też nie zdradza, ale przez sam fakt podejrzeń ujawnia, że nie jest tak pewna małżeństwa, że są w związku tajemnice, niewypowiedziane pragnienia, które zagrażają status quo. Dzień w oddaleniu sprawie, że para z trzyletnim małżeńskim stażem przetestuje siłę swego związku. "Last Night" to jednak bardziej gadka-szmatka o zdradzie, miłości, lojalności. Michael czuje pociąg do seksownej współpracownicy. Za to Joanna żyję dawną miłością, a jej były niespodziewanie pojawia się u jej drzwi. Każde z nich dokonuje zdrady, nie w afekcie – choć uczucia odgrywać będą tu ważną rolę – lecz z premedytacją, po drobiazgowej analizie uczuć, relacji, konsekwencji swoich wyborów. Każde z nich dokona też zdrady na innej płaszczyźnie. W przypadku Michaela mamy do czynienia z fizycznym przyciąganiem. Z kolei w przypadku Joanny wszystko rozgrywa się na poziomie uczuć....

Fast Five (2011)

Obraz
"Szybcy i wściekli 5" mają tyle wspólnego z kinem, co wrestling z zapasami. I właśnie dlatego film ten okazał się tak wielkim sukcesem w Stanach. Całość jest przerysowana, sztuczna, spreparowana bez patrzenia na logikę. Wszystko to tylko w jednym celu: dostarczenia rozrywki. Wysokooktanowy testosteron wycieka z ekranu czy to w scenach pościgów czy to bójek z matką wszystkich walk pojedynkiem Rocka i Diesela na czele. Jako czysta, odmóżdżająca rozrywka, "Szybcy i wściekli 5" spisują się doskonale. Jednak w tym przedziwnym gatunku było sporo lepszych tytułów, jak choćby "Pirania 3D" czy tegoroczna "Piekielna jazda". W porównaniu do nich gorzej spisują się aktorzy. Tam idiotycznie zabawne dialogi wypowiadane były z naturalnością, tu wszystko jest sztywne, jak w filmach porno. Dużym plusem filmu jest za to soundtrack pełen rytmów brazylian funk. Ocena: 6

The Other Guys (2010)

Adam McKay do tej pory nie należał do moich ulubionych komediowych reżyserów. Ani "Ricky Bobby" ani "Legenda telewizji" szczególnie nie przypadły mi do gustu. "Bracia przyrodni" byli olbrzymim skokiem w dobrym kierunku, ale to wciąż nie było to. Nie sądziłem, że "Policja zastępcza" coś zmieni. Ależ się myliłem! Pierwsza godzina to czysta rozkosz, szaleńczy lot w wysokich warstwach pure-nonsensu. Z każdą kolejną sceną coraz trudniej było mi powstrzymać śmiech. Skok z dachu, spotkanie z żoną, przejażdżka po waginie, pub i wiele, wiele innych scen rozbawiło mnie do łez grożąc ostrym przypadkiem odwodnienia. "Policji zastępczej" bliżej jest do brytyjskich komedii absurdu niż czegokolwiek amerykańskiego. By znaleźć coś równie zabawnego, trzeba się cofnąć do czasów "Nagiej broni". Niestety film jest zdecydowanie za długi i nie utrzymuje do końca wysokiego tempa. Zabawne momenty zdarzają się rzadziej przysypane koniecznością roz...

The Bad Lieutenant: Port of Call - New Orleans (2009)

Ten film to jakiś żart. I to żart, który najwyraźniej ludziom się podoba. Cóż, mnie nie. Stawiam go w jednym rzędzie z "Tetro" Coppoli i "Spotkaniem w Palermo" Wendersa, czyli mamrotanie staruszka, który kiedyś potrafił kręcić świetne filmy. Herzog zresztą jeszcze nie tak dawno trzymał wysoką formę, choć lepiej wypadał w dokumentach. Jednak "Zły porucznikiem" stoczył się o kilka klas. Nie rozumiem po co ten film powstał. Jako kryminał jest bardzo słaby. W porównaniu do tego, co można obecnie obejrzeć na różnych stacjach telewizyjnych, zarówno postaci jak i intryga są dość prymitywnie skrojone i pozostawiają wiele do życzenia. Film nie sprawdza się też jako przypowieść. Historia z zamkniętym aresztantem jest śmieszna nie tylko przez fakt, że staje się przyczyną prawie 'house'owego' cierpienia ale i przez ostatnią scenę filmu. Cage jako staczający się glina wypada miernie. A całe to piekło wygląda raczej jak źle zbudowany domek dla lalek niż rzec...

The Spirit (2008)

Jestem pod wrażeniem. Sprawić, by ewidentnie śmieszne sceny nie były zabawne, nie jest wcale sztuką tak łatwą, jak się wydaje. Tymczasem Frank Miller po mistrzowsku masakruje jedną komiczną scenę po drugiej. Reżyser tak zatopił się w czarno-białej konwencji, że jakiekolwiek humor musiał zniknąć, by nie psuć sztucznej estetyki obrazu. Powstał więc filmowy mutant, który przypomina ślimaka sunącego powoli o asfaltowej drodze, miażdżonego raz za razem kołami samochodów, a mimo to uparcie nie zdychającego. Film jest obrzydliwie wręcz nudny i choć nie jestem fanem komiksów Eisnera, to Miller musi go naprawdę nienawidzić, żeby dokonać takiej masakry. Gdzie w tym polot, lekkość, naginanie reguł konwencji? Samuel L. Jackson najwyraźniej nie posłuchał reżysera i jest jedynym elementem, który jakoś się ogląda. Film okazał się stratą czasu, choć w tym przypadku nie jest to niespodzianka, w końcu sporo złego już wcześniej o nim słyszałem. Ocena: 3

Trust the Man (2005)

Tego mi było trzeba – detoksu od tych wszystkich komedii "Stary kocham cię", "Wyrolowani", "Kac Vegas" itp. itd. Jestem nawet pewien, że wyżej oceniam "Kwestię zaufania" właśnie dlatego, że potrzebowałem odmiany. W gruncie rzeczy komedia Barta Freundlicha jest niezwykle staromodna i wtórna. Ale w tych okolicznościach sprawdziła się idealnie. Dwie pary przeżywają problemy związane z byciem ze sobą. Pierwszą stanowi małżeństwo z dłuższym stażem i bagażem w postaci dwójki dzieci. On wciąż jednak chce być podlotkiem i uprawiać seks na okrągło, a kiedy nie dostaje tego w domu, zaczyna go kusić, by rozładować się na boku. Druga para żyje w wolnym związku, który zmierza donikąd. Ona chciałaby to zmienić, założyć rodzinę, on boi się jak ognia i chce, by wszystko pozostało po staremu. Cała czwórka przeżyje sporo wzlotów i upadków, zanim nauczą się sztuki kompromisu. Ta komedia mogłaby równie dobrze powstać w latach 30., jak i 60. Choć widać, że film powst...

Live! (2007)

Deae populi. Eva Mendes bawi się w kino niezależne i robi film o zmorze naszych czasów, będących tak naprawdę zmorą każdych czasów – o popularności i potrzebie przypodobania się tłumowi. Czy były to walki w Koloseum, czy publiczne egzekucje zawsze chodziło o to samo: by dać publice to, czego 'chce', za co nas pokocha. Teraz bogami są producenci programów telewizyjnych, a o tym czy są w panteonie czy też nie decydują wyniki oglądalności. W tej chwili w telewizji liczą się reality show. Jeśli stacja chce wygrać, musi dać widzowi to, czego nie daje żadna inna stacja. Katy (Mendes), dyrektor programowa wpada na pomysł pokazania na żywi rosyjskiej ruletki. Śmierć na ekranie telewizora, a wszystko na żywo! Ostateczna granica przekroczona. Widzimy przygotowania do programu, walkę z prawnikami i ostatecznie sam program. Widzimy i spływa to – przynajmniej po mnie – jak woda po kaczce. Nic w tym filmie nie ma. Miałkie przesłanie z przewidywalnym cynizmem na pointę, widowisko wtórne i bez...