Filmy takie jak "Złota dama" udowadniają, że jedynym rozsądnym stanem rzeczy jest anarchia. Państwo i wszystkie związane z nim instytucje wymuszają istnienie kryzysów, bowiem tylko wtedy możliwa jest zmiana. Istotą państwa – a przynajmniej tak to wygląda obserwując zachowanie austriackich instytucji w tym filmie – jest bronienie status quo, nawet jeśli jest ono oparte na bezprawiu. Wynika to z faktu, że państwo samo w sobie jest molochem, dla którego naturalnym stanem jest bezruch. Żeby tego giganta ruszyć nie wystarczy mieć rację, należy doprowadzić do kryzysu, który zatrzęsie posadami, a i wtedy taki moloch ledwie tylko drgnie. A kryzys, jako siła życiowa funkcjonowania państwa, to bardzo kiepski pomysł. Pół biedy, jeśli przybiera mało bolesny kształt procesu sądowego, czasami jednak jego efektem bywa totalitarna ideologia.