Posty

Wyświetlam posty z etykietą Jamie Foxx

Day Shift (2022)

Obraz
Jakim cudem Netflix jest największą platformą streamingową na świecie, skoro nie znają nawet podstaw produkcji filmowej? "Dzienna zmiana" to kolejny z niekończącej się listy netfliksowych filmów, który zamiast do emisji powinien trafić do dalszego opracowania. Na obecnym etapie oferuje jedynie ogólny zarys świata oraz fajny design wampirów. I nic więcej.

Spider-Man: No Way Home (2021)

Obraz
Ostatnimi ekranizacjami komiksów Marvela byłem już tak zmączeony, że ani na "Shang-Chi" ani na "Eternals" nie poszedłem do kina. Po nowym "Spider-Manie" też się wiele nie spodziewałem. Oczekiwałem co najwyżej popcornowego poziomu komiksowych produkcji Sony a la "Venom 2", a w najgorszym razie kolejnego bezsensownego widowiska z kilkoma mrugnięciami okiem do fanów i podprowadzaniem pod kolejne części uniwersum bez skupiania się na tym konkretnym filmie.

Project Power (2020)

Obraz
"Power" spokojnie można uznać za wzorzec netfliksowej produkcji. Fabuła wygląda, jakby powstała na bazie scenariusza napisanego w latach 80. Jej poziom nie wykracza poza standard kina klasy B, które 30 lat temu nie weszłoby do kin, lecz trafiło do wypożyczalni wideo. Z niezrozumiałych powodów jednak zamiast aktorów doświadczonych w pracy przy tego rodzaju produkcjach tu występują znane, pierwszoligowe osoby, co zapewne ma tworzyć iluzję, że mamy do czynienia z wydarzeniem filmowym, a nie kolejną zapchajdziurą.

Just Mercy (2019)

Obraz
"Tylko sprawiedliwość" to jeden z tych filmów, które nie robią szczególnie dobrego wrażenia, ale trudno się też do czegokolwiek przyczepić, bowiem zrobione zostały z zachowaniem wszelkich procedur. Widać staranność w kręceniu zdjęć i montażu. Mamy kilka bardzo dobrych kreacji aktorskich, które sprawnie maskują fakt, że odgrywane postacie są jednowymiarowe. Przede wszystkim zaś widać dobrze z propagandowego punktu widzenia przygotowany scenariusz, który porusza gorący temat konfliktu rasowego, ale zamiast zaogniać podziały stara się budować most porozumienia i nadziei na lepsze jutro.

Robin Hood (2018)

Obraz
W Lionsgate muszą pracować szaleńcy. Bo tylko ktoś niespełna rozumu, mógł zgodzić się na wydanie 100 milionów dolarów na produkcję widowiska "Robin Hood: Początek". I nie chodzi mi to wcale o to, jak został zrealizowany, ani o to, jak zmasakrowano historię banity z Sherwood. Podstawowym problemem filmu jest jego przesłanie, które większość widzów odrzuci.

Baby Driver (2017)

Obraz
Ścieżka muzyczna często pełni kluczową rolę w tym, jak oceniam film. Muzyka, która przypadnie mi do gustu, potrafi bardzo podnieść ocenę filmidła, które w innych okolicznościach uznałbym za gniot. Niestety działa to też i w drugą stronę. Kiedy więc ścieżka muzyczna kompletnie do mnie nie przemawia, nie potrafię cieszyć się nawet sprawnie zrobioną resztą. A gdy muzyka stanowi trzon filmu, wtedy mam do czynienia z sytuacją live or die .

Annie (2014)

Obraz
"Annie" to kino boleśnie poprawne. Oglądając go nikt by nie pomyślał, że jest to remake popularnego musicalu. Film Willa Glucka uniknął błędów, ale ceną za to jest bezduszność. Na próżno szukać tu dziecięcej radości, wzruszeń, magii i krzepiącej nadziei. Wszyscy bohaterowie odlani zostali z topornej formy i mechanicznie wprawieni w ruch. Na seans w niedzielny poranek to wystarczy. Sądząc jednak po liczbie gwiazd zaangażowanych w produkcję, nie o to twórcom chodziło.

Horrible Bosses 2 (2014)

Obraz
Kolejny film z serii "śmiejmy się z tego, jak bardzo przechlapane mamy na tym świecie". "Szefowie wrogowie 2" mimo całego swojego humoru nie są filmem, który optymistycznie nastraja. Jego przesłanie jest przerażające: amerykański sen to bzdura. Jeśli jesteś szaraczkiem, zawsze nim pozostaniesz, czy to w pracy, czy to w zbrodni. Nie licz na zmianę losu, ponieważ ten został już dawno rozpisany. Bohater grany przez Kevina Spaceya wyraża tę myśl tak dosadnie, że widz może jej nie wyłapać, śmiejąc się z ciętych ripost. Ale smutna prawda jest taka, że Spacey ma rację: los nie tylko jest zapisany, ale też jest dziedziczony.

A Million Ways to Die in the West (2014)

Obraz
Bardzo chciałem, żeby "Milion sposobów, jak zginąć na Zachodzie" mi się spodobało. Liczyłem na to, że będzie to coś w stylu "Family Guya": rzecz pełna zabawnych dygresyjek, porównań i odniesień do popkultury. I rzeczywiście "Milion sposobów..." takie jest. Tyle tylko, że w pełnometrażowej aktorskiej wersji formuła, która do łez doprowadzała mnie w telewizji, kompletnie się nie sprawdza.

The Amazing Spider-Man 2 (2014)

Obraz
"Niesamowity Spider-Man 2" to najlepszy dowód na to, że robiąc wszystko tak, jak należy i tak nie zrobi się naprawdę należytej produkcji. W filmie Webba brakuje tego czegoś, co zamiast z filmu "starającego się być udanym", zrobiłby po prostu udany film. Nowa kinowa produkcja o Człowieku Pająku przypomina 40-latkę, która chce uchodzić za 18-latkę: ma doskonale dobrany strój, perfekcyjnie naturalny, nieinwazyjny makijaż, świetnie orientuje się co i jak mówić, co jest wśród młodzieży modne. A jednak, choć każdy z elementów sam w sobie jest bez zarzutu, to razem i tak nie czynią z 40-tki osiemnastolatki.

White House Down (2013)

Obraz
Roland Emmerich nie do końca stanął na wysokości zadania. Owszem, "Świat w płomieniach" jest sprawnie zrealizowanym "łubudu". Tyle tylko, że kiedy porówna się go z "Olimpem w ogniu", okaże się, że wcale nie mamy do czynienia z jakościowym skokiem. Jedyne, co wygląda lepiej, to efekty. Emmerich miał więcej kasy i dobrze wiedział, jak to wykorzystać. Ale to nie ze względu na efekty "Olimp" mi się fajnie oglądało. I tego porównania "Świat w płomieniach" nie wytrzymuje. Emmerich chciał zrobić kino kumpelskie podobne do "48 godzin" czy "Zabójczej broni". Niestety do tego potrzebny był lepszy scenarzysta od Jamesa Vanderbilta, który już w "The Losers" udowodnił, że nie potrafi dobrze budować dynamiki pomiędzy bohaterami. Tu relacja wydaje się wymuszona, dowcipne sceny wyglądają strasznie sztucznie. Kiepsko też niestety wypada sam pomysł, by prezydent był lekko ciapowaty. O wiele bardziej przemawiał do mnie t...

Django Unchained (2012)

Obraz
Heh, "trylogia zemsty" – całkiem dobra nazwa na kręcenie tego samego tylko w zmienionych scenografiach. Ale choć Tarantino nie zaskakuje i nie wprowadza nic nowego, to nie oznacza to wcale, że źle się go ogląda. Wręcz przeciwnie, na poziomie czysto rozrywkowym, film oglądało mi się z nieskrywaną przyjemnością. Nadal uważam, że "Death Proof" to jego najlepszy film, ale "Django" stawiam wyżej niż chociażby "Bękarty wojny". Film podoba mi się najbardziej wtedy, kiedy odwołuje się do stylistyki kina z przełomu lat 60./70. Podoba mi się praca kamery, faktura zdjęć (jak choćby w reminiscencjach Django) i gra aktorów, którzy jednocześnie są bardzo serio i świetnie się bawią. Pozytywnie zaskoczył mnie Samuel L. Jackson. Jeśli już ktoś zasługiwał na nominację do Oscara, to właśnie on. Waltz też jest fajny, ale gra tak, jakby dr Schultz był dziadkiem Landy. Gdyby między "Bękartami" a "Django" nie zagrał tej samej roli w trzech inn...

Horrible Bosses (2011)

Obraz
Spośród wszystkich komedii R tego roku na "Szefów wrogów" czekałem najbardziej. Być może spodziewałem się za wiele i dlatego film lekko mnie rozczarował. Nie, "Szefowie wrogowie" wcale nie są słabą komedią czy mało śmieszną. Jennifer Aniston zaskoczyła mnie odwagą z jaką zagrała drapieżną kobietę żerującą na słabości mężczyzn. Colin Farrell był przezabawny w swoi krótkim występie, ale i tak zabawniejszy był w "Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj". To, co mnie rozczarowało to swego rodzaju wrażenie deja vu. Najsilniej było to czuć w scenie w której Jason Sudeikis i reszta wchodzą do baru w złej dzielnicy. Do złudzenia przypominało mi to wejście Sudeikisa do baru ze striptizem w "Bez smyczy". Ocena: 6

Due Date (2010)

Todd Phillips wciąż w wysokiej formie. Do perfekcji szlifuje opowieść o dorosłych facetach, którzy balansują na granicy dojrzałości. Phillips już wcześniej udowodnił, że w komediowym road movies czuje się bardzo dobrze. Tym razem jednak naprawdę się popisał. Od strony komediowej film nie jest tak zabawny jak "Kac Vegas". Z drugiej strony jest to najbardziej dojrzały i ogólnie udany film w dorobku reżysera. Duża w tym zasługa Roberta Downeya Jr., który doskonale odnalazł się w roli porywczego Petera Highmana. Podróż z grającym mu na nerwach Ethanem będzie jak przyspieszony kurs anger management. Przypłaci go bólem i kilkoma wypadkami, ale w rezultacie stanie się bardziej dorosły, w sam raz by stać się ojcem dla swego dziecka, które właśnie ma przyjść na świat. "Zanim odejdą wody" choć jest komedią, to jest zarazem filmem przygnębiającym. I to z dwóch powodów. Oba przygnębić powinny przede wszystkim kobiety. Po pierwsze film pokazuje jak trudno jest facetowi doro...

Valentine's Day (2010)

Jeżeli miał to być film o miłości, to niestety twórcy polegli na całej linii. W "Walentynkach" nie ma w ogóle miłości (no, może przemyka gdzieś daleko na drugim planie, ale zdecydowanie brak jej na pierwszym). Jest to film przeraźliwie depresyjny, pokazujący ludzi jako desperatów, którzy nie potrafią żyć sami, którzy spędzają każdą wolną chwilę czepiając się innych w poszukiwaniu drugiej połówki. Zazwyczaj są jednak ślepi albo też wymyślają sobie różne przeszkody, które bycie we dwoje uniemożliwiają. To, co króluje w filmie to strach: wszechogarniający lęk przed byciem samemu. Tak naprawdę Walentynki to nie święto zakochanych, lecz święto desperatów, ale ponieważ nazwa ta jest za mało pozytywna, rozumiem dlaczego się nie przyjęła. Mimo gorzkiego i przygnębiającego portretu ludzkości, film bawi. Ku mojemu zaskoczeniu Garry Marshall dość sprawnie poradził sobie z całym tabunem równorzędnych bohaterów. Oczywiście pisząc to mam na myśli tylko to, że film trzyma się ku...

Law Abiding Citizen (2009)

Uwielbiam historie o "zwyczajnych" ludziach, którzy skrzywdzeni przez lata obmyślają zemstę i jest ona niezwykle wyrafinowana, skomplikowana i precyzyjna . Kocham opowieści o starci osób, z których każda ma swoje racje i nie można łatwo określić kto jest tym dobrym a kto jest złym, bo de facto obaj są dobrzy, a źle postępują. "Prawo zemsty" ma oba te elementy, więc powinien mnie porwać. Skończyło się jedynie na tym, że nie wynudził mnie. Nie wiem w sumie dlaczego, ale z jakiegoś powodu wyszedłem z seansu nie do końca usatysfakcjonowany. Coś w sposobie opowiedzenia historii, tempie, konfrontacjach głównych bohaterów nie zagrało do końca. F. Gary Gray miał kilka naprawdę dobrych pomysłów, jak choćby skrócenie do minimum wstępu czy scena z komórką. Z drugiej strony trudno cały plan Clyde'a wydaje się zbyt prosty i realizowany na zbyt mało skalę. Jakoś nie widzę w jego działaniach uzasadnienia tezy, że powalił całe na kolana całe miasto. Zresztą z krwawiącym sercem ...