Posty

Wyświetlam posty z etykietą Darwin Shaw

John Carter (2012)

Obraz
W sumie powinienem być zadowolony. Wybierając się na "Johna Cartera" spodziewałem się wszystkiego najgorszego. A tymczasem dostałem film przeciętny, pozbawiony epickiego rozmachu i angażującej fabuły, za to olśniewający wizją Czerwonej Planety. Do "Johna Cartera" można było podejść na trzy sposoby: 1) z humorem, tworząc awanturniczą przygodę z przymrużeniem oka, lekką rozrywkę w egzotycznej scenerii 2) widowisko zapierające dech, efekty specjalne, wielkie bitwy i dużo patosu 3) skoncentrować się na bohaterze i pokazać jego podróż emocjonalną. Reżyser postanowił zostać Salomonem kina i pogodzić te trzy kierunki. W rezultacie powstał film mdły, nie zostawiający nawet lekkiego odcisku w pamięci. Humor jest bardzo rzadko rozsiany i są to dowcipy półgębkiem, kompletnie nie przekonujące. Widowisko też nie jest specjalnie zachwycające. Bitwy i pojedynki nie wprawiają w zdumienie, a muzyka tylko irytuje. Zaś bohaterowie są płascy, jak anorektyczka w stadium przedagona...